Mechanizm jest łatwy do wytłumaczenia, ale z psychologicznego punktu widzenia.
Ludzie generalnie nie znają się na prawie. Te wszystkie urzędy, procedury, decyzje... jakaś czarna magia. I taki człowieczek dostaje pewnego pięknego dnia list od kancelarii prawnej (obojętnie w jakiej formie). Już nazwa u większości wzbudzi niepokój, bo co jakaś kancelaria, a na dodatek prawna może od nich chcieć. Zaczynają to czytać, a tak pełno paragrafów (na marginesie założę się że 90% nawet nie sprawdziło co się pod nimi kryje), straszenie sprawą karną w sądzie, prokuraturą, pisanie o wyroku skazującym jaki zapadnie. I ten ton pisma w stylu "
Mamy na ciebie dowody" - dla większości Polaków to już wystarczy. Największe chojraki robią się potulne jak baranki.
Teraz tylko wystarczy zaproponować jakąś niezbyt wygórowaną kwotę z obietnicą (wspaniałomyślnego) rozłożenia na raty i mamy klienta gotowego do oskubania.
Prawda że to banalne