Sytuacja podlega pod art. 162 kodeksu karnego.
Ratownik odpowie karnie za śmierć osoby tylko w sytuacji gdy nastąpiła ona w wyniku rażącego niedbalstwa bądź działania umyślnego.
Tutaj należy wskazać, że zarzut rażącego niedbalstwa nie ma zastosowania gdy ktoś wykonuje swoją pracę/czynności ratunkowe zgodnie ze swoją wiedzą, doświadczeniem i przekonaniem co do ich słuszności. Technicznie miał możliwość uratowania tylko jednej osoby w danym momencie.
Dodatkowo jeśli
ratownik miał świadomość, że mężczyzna jest niepełnosprawny i według jego oceny - podczas czynności ratunkowych mógłby odnieść obrażenia lub śmierć - np. pójść z mężczyzną na dno - mógł on odstąpić od udzielenia pomocy bez ponoszenia konsekwencji prawnych.
Nie wiem skąd wzięliście art. 155 kk, ale błagam - nie idź na aplikację prokuratorską.
Podstawa prawna:
Art. 162 kk
§ 1. Kto człowiekowi znajdującemu się w położeniu grożącym bezpośrednim niebezpieczeństwem utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu nie udziela pomocy,
mogąc jej udzielić bez narażenia siebie lub innej osoby na niebezpieczeństwo utraty życia albo ciężkiego uszczerbku na zdrowiu,
podlega karze pozbawienia wolności do lat 3.
Pogrubiłem słowa - klucze.
PS. Do końca kwietnia powyższe rozwiązanie kazusu będzie najbardziej logiczne. Od maja tego roku, naszego pechowego ratownika oskarżyliby z jakiegoś lipnego artykułu dla podbicia statystyki i będzie bujał się po sądach dopóki się nie przedawni, a zamiast prokuratora zobaczy zakurzone krzeszło. Ale tego wykładowcy nie mów, nie wiadomo z jakiej opcji politycznej się wywodzi.
