koszty aplikacji adwokackiej

  • Autor wątku Autor wątku vichy
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Zmieniłbym trochę w tej wypowiedzi:
Angrenost napisał:
w świecie prawniczym liczą się "pieniądze i układy" a nie wiedza i predyspozycje absolwenta
i stworzył taką:
w świecie liczą się "pieniądze i układy" a nie wiedza i predyspozycje absolwenta
;)
O misji społecznej adwokata będziesz się uczył na Prawie Rzymskim, stare dobre czasy, kiedy po łące biegały owieczki, a adwokaci nie brali pieniędzy za porady i robili to z zamiłowania (interpretowali prawo i nawet nie pokazywali się przed sędzią) . Jak widzisz trochę zmieniło przez te 1800-2000 lat ;)

Pozdrawiam :cool:
 
vichy napisał:
po zakończeniu studiów stomatologicznych świeżo upieczony dr. z ograniczonym prawem lekarskim idzie na rok praktyk do wybranego gabinetu gdzie dostaje co miesiąc wypłatę minimalną ORAZ 40%wartości z każdej czynności stomatologicznej która dokonał prywatnie tzn 60% dla pracodawcy a 40% bierzesz dla siebie.

To dlaczego wybrałeś prawo? Trzeba było iść na stomatologię ! :)
 
O misji społecznej adwokata będziesz się uczył na Prawie Rzymskim, stare dobre czasy, kiedy po łące biegały owieczki, a adwokaci nie brali pieniędzy za porady i robili to z zamiłowania (interpretowali prawo i nawet nie pokazywali się przed sędzią) . Jak widzisz trochę zmieniło przez te 1800-2000 lat

Znowu odwołam się do "przemysłu" medycznego - bo jest mi jak do tej pory bardziej znany. Są lekarze, dla których pieniądze są najważniejsze i mogą dla nich zrobić wszystko, a bez nich nic, ale są też tacy dla których najważniejsza jest właśnie ta "misja społeczna", którą zapoczątkował Hipokrates - od jego czasów też wiele się zmieniło, jednak nadal są lekarze, którzy potrafią leczyć kogoś za darmo lub za o wiele mniejsze pieniądze niż mogliby uzyskać ze względu na swoją wiedzę i umiejętności.
Księża są inni? Słyszy się nagminnie o klechach, którzy odmawiają pogrzebu bo rodzina nie jest w stanie wyłożyć odpowiedniej sumy. Ale może nie uogólniajmy bo to jak wiadomo jest krzywdzące.

Mówiąc szerzej właściwie pod tym względem nic się nie zmieniło od czasów antycznych - ludzie są tacy sami (większość pazernych na pieniądze - dlatego taką "popularnością" cieszy się wśród współczesnych studentów/absolwentów notariat).

Generalnie to najłatwiej się nabijać z norm etycznych i jakiejkolwiek moralności. W końcu liczy się tylko $.

To dlaczego wybrałeś prawo? Trzeba było iść na stomatologię !

Z całym szacunkiem ale to co napisałeś jest bardzo głupie i typowe dla bogatego cwaniaczka. Może nie każdemu chodzi o jak najłatwiejsze dorobienie się forsy? Nie uważasz, że ludzie powinni robić to w czym się spełniają i do czego mają predyspozycję?
 
Ostatnia edycja:
prawo:P z tego co pamiętam to już w podstawówce mówiłem że chcę studiować prawo
:cool: i że będe mecenasem:cool: jak narazie realizacja jest w pełni zamierzona -jednak dziwi mnie poczynanie korporacji. jak wiadomo to wciąż się zmienia -wciąż ulega zmianą... więc niebawem może być tak iż nastąpi zwrot akcji -obowiązek płacenia aplikantowi przez promotora (na stomie było identycznie) jedyne co mi sie nie podoba to to że korporacja zabrania pracować w innej kancelarii -niby czemu??!! skladki etc -wszystko inne rozumiem:)
 
Angrenost napisał:
I rok zaczynam od października, czyli za 9 dni, a już się martwię co będzie po nich czytając to forum.

Angrenost, nie możesz się tym przejmować w tej chwili, zapewniam Cię, że jeszcze zdążysz. Myśl o tym, aby efektywnie wykorzystać studia. Przygotowuj się sumiennie do egzaminów/zaliczeń, podszlifuj angielski, popraktykuj gdzie się da. Prawda jest taka, że jeżeli czegoś bardzo chcemy i będziemy za wszelką cenę do tego dążyć, to pomimo przeciwności losu, mamy szansę, aby to osiągnąć. Inaczej nie miałoby sensu to, co robimy.



Angrenost napisał:
nadal są lekarze, którzy potrafią leczyć kogoś za darmo lub za o wiele mniejsze pieniądze niż mogliby uzyskać ze względu na swoją wiedzę i umiejętności.

Otóż w naszej branży również wielu prawników pracuje pro bono. Nie mówię tu tylko o studentach ostatnich lat i aplikantach, ale także o osobach, które już wiele w życiu osiągnęły. Dla przykładu ś.p. prof. Zbigniew Hołda, ceniony adwokat, ostatnimi czasy wszystkie swoje sprawy prowadził za darmo. Utrzymywał się, jak sam mówił, z pracy na uczelni (UJ, a wcześniej UMCS)


Angrenost napisał:
Mówiąc szerzej właściwie pod tym względem nic się nie zmieniło od czasów antycznych - ludzie są tacy sami (większość pazernych na pieniądze - dlatego taką "popularnością" cieszy się wśród współczesnych studentów/absolwentów notariat).

Szczerze mówiąc osobiście jakoś tego nie zauważyłem. Sam jestem studentem V roku, znajomych wśród tegorocznych absolwentów mam bardzo wielu (przez całe studia miałem rok starszą dziewczynę) i wśród nich nie znam ani jednej, która pchałaby się na aplikację notarialną. Po prostu zbyt duże ryzyko.

Pozdrawiam;)
 
Czy tak trudno zrozumieć, że nikt nie chce konkurencji? Dlaczego adwokaci mają mieć obowiązek kogoś utrzymywać? W imię czego? Płacić przez 3 lata komuś, kto potem będzie odbierał mu zlecenia? Taka jest brutalna prawda. Niestety...
 
Angrenost napisał:
Ktoś wyżej bardzo słusznie porównał sytuację absolwenta medycyny, a absolwenta prawa. Znam dziewczynę, która pochodziła z bardzo biednej rodziny, ale dzięki ciężkiej pracy i zdolnością dostała się i ukończyła kierunek lekarski. Dla rodziców był to niewielki koszt bo praktycznie przez całe studia otrzymywała stypendium naukowe i socjalne, które pokrywało większość wydatków związanych ze studiami, dojazdem, zamieszkaniem (w akademiku). Dzięki temu, że zdała egzamin lekarski najlepiej w całej małopolsce dostała się na staż chirurgiczny w bardzo dobrym szpitalu pod okiem wybitnych specjalistów z tej dziedziny. Podczas tego stażu zarabia całkiem konkretne pieniądze, dzięki którym może spokojnie utrzymać siebie, mieszkanie, a i całkiem sporo zostaje.

Ja się pytam - dlaczego "biznes medyczny" promuje inteligentne, pracowite i zdolne osoby, a "biznes prawniczy" te, które mają forsę? Odpowiedzialność w zawodzie lekarza i np. sędziego jest porównywalna. Ale efekty tego widzimy na przykład tutaj: http://wiadomosci.wp.pl/kat,1342,ti...sad-uchylil-wyrok,wid,12686285,wiadomosc.html

Ja wciąż mam nadzieję, że to tylko narzekanie użytkowników i ktoś o zdroworozsądkowym podejściu do tematu obali tezę, że żeby zostać prawnikiem trzeba mieć przede wszystkim pieniądze. To przecież zaprzeczenie podstawowego faktu, że praca prawnika to przede wszystkim misja społeczna.

z twojego wpisu powiewa pretensjami do świata, tak jak byś chciał powiedziec wszystkim jaki to jesteś zdolny, ale jednocześnie biedy i przez to skrzywdzony. Każdy z nas mógłby po namyśle przytoczyc historię ze środowiska prawniczego o cudownym dochodzeniu do swoich celów i spełnianiu marzeń, sam mam taki przypadek w rodzinie - kuzynka za drugim razem dostała się na aplikacje radcowską,skończyła ją a teraz obsługuje podmioty zagraniczne i kasuje po 300 euro za godzinę, przy czym spełnia się maksymalnie w tym co robi. Piszesz ciągle o misji społecznej a jednocześnie ganisz notariat, zawód który jako jedyny z wolnych zawodów prawniczych ma tą misję wpisaną w ustawę..... który adwokat ruszyłby dupsko z kancelarii do szpitala albo do więzienia żeby poświadczyc podpis, albo pozostawanie przy życiu za 5 zł wynagrodzenia?a notariusz musi to zrobic. Rozpisujesz się o czymś o czym nie masz zielonego pojęcia.
 
Angrenost napisał:
Teoretycznie jest to bardzo niesprawiedliwe bo jeśli rodziców nie stać na utrzymanie dziecka podczas aplikacji to co wtedy? Dlaczego ktoś kto ma większą wiedzę i predyspozycję do wykonywania zawodu adwokata ma mieć drogę zamkniętą przez to, że ma biednych rodziców

a czy sprawiedliwe jest to że jedni mając bogatszych rodziców jeżdżą mercedesami a inni maluchami?
 
z twojego wpisu powiewa pretensjami do świata, tak jak byś chciał powiedziec wszystkim jaki to jesteś zdolny, ale jednocześnie biedy i przez to skrzywdzony. Każdy z nas mógłby po namyśle przytoczyc historię ze środowiska prawniczego o cudownym dochodzeniu do swoich celów i spełnianiu marzeń, sam mam taki przypadek w rodzinie - kuzynka za drugim razem dostała się na aplikacje radcowską,skończyła ją a teraz obsługuje podmioty zagraniczne i kasuje po 300 euro za godzinę, przy czym spełnia się maksymalnie w tym co robi. Piszesz ciągle o misji społecznej a jednocześnie ganisz notariat, zawód który jako jedyny z wolnych zawodów prawniczych ma tą misję wpisaną w ustawę..... który adwokat ruszyłby dupsko z kancelarii do szpitala albo do więzienia żeby poświadczyc podpis, albo pozostawanie przy życiu za 5 zł wynagrodzenia?a notariusz musi to zrobic. Rozpisujesz się o czymś o czym nie masz zielonego pojęcia.

Tak jakby nie mówię jaki to jestem zdolny i biedny tylko ogólnie o możliwościach absolwentów prawa w porównaniu z absolwentami medycyny. Jednocześnie zaznaczyłem w swoich postach, że zaczynam studia i nie mam pojęcie o tym jak funkcjonuje "świat prawniczy" w praktyce i że wiem do tej pory tyle ile wyczytam na tym forum. A na tym forum praktycznie każdy wypisuje, że uczciwy patron, który płaci aplikantowi za pracę sumę, która pokrywa koszty aplikacji i życia jest tak samo powszechny jak 6 w totka.

a czy sprawiedliwe jest to że jedni mając bogatszych rodziców jeżdżą mercedesami a inni maluchami?

Tak, jeśli ci, którzy jeżdżą maluchami mają szansę kiedyś dzięki swojej pracy kupić sobie mercedesa. Chodzi o równość szans.

Nie, nie jestem z SLD ani nie mam stricte socjalistycznych poglądów. Chcę po prostu tchnąć w to forum odrobinę optymizmu :D
 
zgadzam się. Ciężko mi uwierzyć w to że patron Cie oleje i powie: a weź chłopcze wypier***** i nie zawracaj mi glowy kasą... jak wiemy -patrona wybieramy SAMI -a będąc po studiach zapewne mamy kogoś znajomego z adwokatów który albo sypnie kasą -albo wyrazi zgodę na pracę w innej kancelarii (chodź jeszcze musi wyrazić zgode dziekanat jednak nie myślę ze to jest mega trudne) :cool: jednak upieram się że korporacja coś winna z tym zrobić. nie chodzi tu o mnie ale o innych. ostatnio będąc z profesorem na egzaminie z prawa administracyjnego jeden z studentów powiedział że on piwa nie pije tylko szkocką (chodziło o to że jedna z asystentek powiedziała studentowi by nie sciagał a pisał bo jak napisze to zda i pójdzie na piwo) Zauważcie sami jak świat nas odbiera jeśli adepci takie hasełka puszczają... każdy myśli prawnik =kasa... a nie zapominajmy o duchu praw o którym mów Gardocki, Kelsen i wielu innych. wtargną do nas "szary dym" ktory myśli tylko o pieniądzu. nie mówie że chęć zarabiania jest zła ale trzeba pamiętać o tej misji...
 
vichy napisał:
nie mówie że chęć zarabiania jest zła ale trzeba pamiętać o tej misji...
Żeby realizować misję trzeba pamiętać o pieniądzach ... ;) Jest wyznaczony cel to jazda przed siebie, a przeszkody przeskakiwać albo roz..... w drobny maczek :D Nie ma co się skarżyć, bo opcji jest wiele i jedyne co trzeba zrobić to zabrać się za realizację ... tyle.

Pozdrawiam :cool:

P.S. Nie chodzi o pieniądz jako motywację, chociaż będzie to fajny bonus ... prawa równowagi jednoznacznie mówią: im coś trudniej zdobyć tym więcej frajdy daje ;)
 
Ostatnia edycja:
popieram:) pieniądz -to duży impuls motywacyjny. jednak nie można oszaleć na ich punkcie..
 
Misją prawnika, "wolnego zawodowca", jest zapłacić czynsz, rachunki, zusy, pit, vat w terminie i jeszcze trochę zarobić ;)

Będąc w wieku prof. Radwańskiego można też pomyśleć o napisaniu potomnym nikomu nie potrzebnego nowego kodeksu ;) albo wcielić się w rolę posłów Ziobry, czy Kempy i węszyć układy i spiski...

Teoretyzować jest łatwo, gdy jedynym zmartwieniem jest kolokwium z ksh, randka z kasią, czy z ewą?, a mamusia płaci rachunki ;)
 
obawiam się że te czasy -randka etc.. w mym przypadku już dawno przestały istnieć.
 
vichy napisał:
Ciężko mi uwierzyć w to że patron Cie oleje i powie: a weź chłopcze wypier***** i nie zawracaj mi glowy kasą... jak wiemy -patrona wybieramy SAMI
Vichy, wiesz jak wygląda szukanie patrona? Chodzisz od jednej kancelarii do drugiej, zostawiasz CV, czasem uda ci się porozmawiać z adwokatem i każdy mówi ci: "Zobaczymy co da się zrobić. Proszę się odezwać po zdanym egzaminie". Krótka piłka. Pojęcie "wybieramy sami", tzn. że sam z nieprzymuszonej woli idziesz do wybranych kancelarii, ale to PATRON wybiera aplikantów. Niektórzy patrzą na CV i mówią, że ok, fajnie, tyle praktyk, działalność społeczna, itp, ale zobaczymy jak zdasz egzamin, z którą lokatą, itp.

vichy napisał:
-a będąc po studiach zapewne mamy kogoś znajomego z adwokatów który albo sypnie kasą
Obyś takiego znalazł, co sypnie kasą ot tak. Pamiętaj, że adwokat może mieć maksymalnie 2 aplikantów, a jak ma znajomych, jak piszesz, to można się już nie załapać.

vichy napisał:
-albo wyrazi zgodę na pracę w innej kancelarii (chodź jeszcze musi wyrazić zgode dziekanat jednak nie myślę ze to jest mega trudne)
Nie dziekanat, a dziekan ORA jak już. I niestety jest to trudne, bo ORA nie chce wyrażać zgody na pracę poza kancelarią patrona.

vichy napisał:
nie mówie że chęć zarabiania jest zła ale trzeba pamiętać o tej misji...
A co szkodzi mieć i pieniądze, i misję? Jak będę mieć dużo pieniędzy, to będzie mnie stać na działalność pro bono. Jak zdam za 2 dni na aplikację, to po 3 latach ciężkiej harówki, słabego wynagrodzenia, nie będzie mnie stać na pracę misyjną. Po paru latach, jak już stanę na nogi (pobożne życzenie:grin:) nie wykluczam takiej możliwości.
 
może to sprecyzuję dokładniej: jeżeli będziemy szukać patrona w miastach typu warszawa, kraków, katowice to wiadomo że może być ciężej -to są miasta będące stolicami aplikanckimi -gdzie jak wiadomo są uczelnie kształcące mgr. prawa. Jednak myślę że lepiej patrona szukać w miastach mniejszych jeżeli z takowego się pochodzi, gdyż łatwiej będzie znaleźć patrona. np takie miasto 35. tys ludzi... i jeszcze lepiej jeżeli dany adwokat jest znajomym rodziny. Wtedy właśnie może nas zatrudnić..
 
Tylko popatrz, ilu jest adwokatów w takich małych miastach. Zaledwie kilku. To naprawdę bardzo ogranicza możliwości.
 
owszem kilku... ale też mniej aplikantów. co masz na myśli mówiąc że ogranicza możliwości??
 
To, że właśnie jest ich tak mało, więc mamy małe możliwości załapania się. Pamiętaj, że jeden adwokat może mieć tylko 2 aplikantów, a poza tym, że może ich mieć dopiero po 5 latach własnej praktyki. Nie wszyscy spełniają te wymagania, a to również ogranicza możliwości bycia u nich aplikantem.
 
oki rozumiem:) jednak myślę że w takim rodzinnym mniejszym mieście jest łatwiej -pierwsze primo ta osoba może być znajomym rodziny po drugie - jest zapewne mniej aplikantów gdyż większość idzie do "stolic aplikanckich"
 
Powrót
Góra