dwa pomysły całkiem z głowy, bez szczególnego namysłu:
1. nieszkodliwy miś, może nawet trochę "opóźniony", który rozpaczliwie potrzebował napisać list do kogoś; kogokolwiek, bo chciał tak jak inni po prostu wysłać list. Znalazł/zobaczył adres, więc skorzystał. Może nawet nie jest już aresztowany, tylko skazany, ale jeszcze tam siedzi (np. czeka na transport) i jego korespondencja nie jest już cenzurowana - stad brak pieczątki. W tym wypadku raczej nic Ci nie grozi, najwyżej się facet z tej tęsknoty zakocha i będzie natrętny
2. typ trochę inny, mocniej stąpający po ziemi. Wiedząc, że się zdziwisz czy nawet przestraszysz liczy na to, że przy najbliższej okazji powiesz swojemu mężowi o tym liście. Prawdziwą informacją nie jest sam list, tylko "Mam adres Twojej żony". Mają go.
Takich scenariuszy można pleść więcej. I absolutnie nie chcę Cię straszyć, ale ja za wszelką cenę chciałabym się dowiedzieć, kto to pisał.