G
grinder
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2015
- Odpowiedzi
- 1
Czytam sobie od czasu do czasu co się tutaj pisze i specjalnie się zarejestrowałem, żeby opisać moją sytuację.
Jakieś 9 czy 10 lat temu miałem “wjazd na chatę" I zabezpiecznie wszystkich komputerów, nośników itp.
Wyglądało to tak:
1. Wizyta policji o 7 rano z nakazem prokuratora o wydanie komputerów, nośników itp. Powodem było złożenie przez ZPAV podejżenia popełnienia przestępstwa, polegającego na udostępnianiu 7 piosenek w sieci p2p. Akcja była przeprowadzona jednocześnie w wielu miejscach i dla wszystkich byla jedna sprawa (w sadzie czulem sie jak czlonek jakiejs grupy przestepczej). Zabrali mi tylko komputer, mimo, ze mialem pendrive i plyty na widoku.
2. Po zabezpieczeniu sprzętu pytanie o piosenki. Miałem status świadka podczas tego przesłuchania. Zgodnie z prawdą przyznałem się do posiadania I rozpowszechniania. PIERWSZY BŁĄD – nigdy się nie przyznawaj, jak złapią Cię za rękę to nie Twoja ręka.
3. Po 2 tygodniach przyszło jakieś pismo, nie odebrałem, byłem za granicą. W piśmie było info o tym co zabrali.
4. Cisza przez prawie 5 lat.
5. 3 miesiące przed terminem przedawnienia wezwanie na przesłuchanie. Policjant prowadzący sprawę zadzwonił, umówiłem się I poszedłem na przesłuchanie.
6. Na przesłuchaniu standard, przeczytano moje prawa, co mi zarzucano. Komputer był u biegłego, który sprawdził WSZYSTKO, muzykę I filmy pod kątem rozpowszechniania oraz programy pod kątem rozpowszechniania I udostępniania. Zarzuty za wszystko. Kończyłem uczelnię techniczną, więc jakieś matlaby, visual studio, photoshopy itp. Raczej specjalistyczny soft. Do tego muzyka za 20k PLN, kilka filmów, jakieś dwie gry. Ogólnie to sprawdzali wszystko na kompie, pewnie jakby było jakieś porno z kotkami to też zarzuty by były za to (ale z innego paragrafu pewnie). Poterm dowiedzialem sie, ze rzeczywiscie tak jest, ze jak przy okazji znajda np. jakies pedofilskie porno to tez pociagna.
7. Policjant zaproponował mi, że poddam sie*dobrowolnie karze. Powiedział, że zadzwoni do prokuratora I obgada warunki, ja w tym czasie mam pojechać sobie do bankomatu po kasę, jako zabezpieczenie, to wtedy prokurator zaproponuje mniejszą grzywnę. Zgodziłem sie na 1500 zabezpiecznia, grzywna jakieś z tego co pamiętam 3000 oraz zapłatę na rzecz ZPAV kiklunastu tysięcy za moją całą muzykę. Do tego jednej firmie za grę jakieś 50 złotych oraz jakieś zawiasy. Olałem, jestem kucem programistą, popełniełem błąd. Trudno, zapłacę to 20000 łącznie z tego co pamiętam I zapomnę o sprawie. DRUGI BŁĄD – zgodziłem się, nigdy się nie przyznawaj I się nie zgadzaj na to co mówi policjant. On chce mieć jak najszybciej z głowy Twoją sprawę, bo jest według niego bezsensowna ( w końcu każdy piraci).
8. Dostałem info, że to pójdzie do sądu, sędzia się pochyli I będzie wspaniale. Rzeczywiście przyszło pismo, że mają moje zabezpieczenie, potem wezwanie na rozprawę I info o tym, że chcę dobrowolnie poddać się karze. Olałem, bo stawiennictwo nie było obowiązkowe. TRZECI BŁĄD – do sądu zawsze trzeba iść, nawet jak obecność nie jest obowiązkowa.
9. Po terminie rozprawy przychodzi list z sądu, ja oczywiscie wyluzowany, beka, że jestem strasznym przestępcą, zgnije w Sztumie, ogólnie heheszki. Olałem sprawę. Odebrałem list po drugim awizo.
10. Otwieram list I padam na podłogę. Pamiętałem, że softu miałem dużo, otwieram akt oskarżenia I rzeczywiście ładna sumka podchodząca pod dwa, dwupokojowe mieszkania. Policjant powiedział, że spoko loko to tylko formalność, tylko ZPAV I jedna firma się przyczepiły. Jak już pisałem, nigdy nie wierz policji, oni chcą tylko odhaczyć Cię w statystykach i przejść do ciekawszych dla nich spraw. Wrócę do listu, było w nim info, że rozprawa się odbyła, prawie nikogo nie było, z oskarżonych tylko jedna osoba (ona miała prawnika, ja załatwiałem wszystko sam, w końcu magister inżynier, elita społeczna, ble ble ble, nie wiedziałem jeszcze wtedy jaki byłem głupi…). Jednakże przyszły pisemka od pokrzywdzonych od softu I innych rzeczy które miałem (ogólnie to pokrzywdzonych było kilkadziesiąc firm I organizacji, bo w sprawie było kilkunastu podejżanych). ZPAV napisał, że spoko loko, to co prorok mówi to jest ok, kilkanaście tysięcy I zapominamy o sprawie. Jednak inne firmy odpisały, że poddanie się karze ok, ale jak zapłacę wszystko, inaczej proces I oni będą wnioskować, aby w wyroku było orzeczenie o naprawnieniu szkody. Zadośćuczynienie było różne, od jednokrotności (najczęściej) do trzykrotności w jednym przypadku. Nie wszystkie firmy odpisały. BŁĄD CZWARTY – zawsze bierz prawnika! ZAWSZE!
11. Stwierdzam, że mimo tego, że popełniłem błąd I powinienem ponieść tego konsekwencje, to jednak wpłacenie sumy za którą można kupić dwa dwupokojowe mieszkania jest poza moim zasięgiem. W piśmie był termin na odpowiedź, więc tego samego dnia zadzwoniłem do prawnika, znalazłem dobrego (drogiego niestety…), który zechciał mi pomóc.
12. Rozwiąznie sytuacji wyglądało tak. Mój adwokat zaproponował ugody ze wszystkimi pokrzywdzonymi I wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Zgodziłem się, adwokat załatwił ugody, zapłaciłem dużo mniej, np. Jedna firma zamiast 100000 złotych zadowoliła się*3000 i to na cele społeczne.
13. Bujałem się po sądach jakoś rok, dostałem warunkowe umorzenie, zapłatę 100 zeta kosztów sądowych I wpłacenie ugód na jakie się umówiłem. Większość firm chciała tylko część hajsów za program, kształtowało się to różnie, było to kwoty dla mnie do przeżycia. Jedna firma była nieugięta, ale w końcu udało się wynegocjować 150% wartości oprogramowania zamiast 300%. Oczywiscie dogodne raty.
14. Okres próby minął, wszystko skończyło się w miarę dobrze poza tym, że nie byłem na wakacjach I musiałem trochę przyoszczędzić przez rok. Z tego co pamiętam to całkowity koszt był zbliżony do kosztu nowego samochodu segmentu B w ponadstandarowym wyposażeniem... :/
15. Komputera nie odzyskałem, sąd orzekł przepadek.
Popełniłem błąd I za niego srogo zapłaciłem, zarówno finansowo jak I psychicznie, nie polecam nikomu. Mam tylko żal do siebie, że byłem taki głupi (no może też do uczelni, która wymagała takiego softu do zaliczenia laboratoriów).
Cała sytuacja nauczyła mnie, żeby nie korzystać z p2p, mieć wszystko legalne oraz szyfrować dyski (nie chodzi nawet o jakieś nielegale, ale nikt chyba by nie chciał, żeby ktoś wstawił do internetu jego nagie zdjęcia). Pamiętajcie, korzystając z p2p wystawiacie się na tacy. Jeżeli firmy chciałyby to mogłyby pozwać 100% udostępnmiających ich np. film w internecie.
Ogolnie to liczy sie tylko i wylacznie kasa, nikomu nie zalezy, zeby wrzucac kogos do wiezeinia, masz zaplacic i tyle. Rozkladaja na raty, nie jest tak strasznie zle...
Przepraszam za błędy, pisałem na szybko, a nie mam słownika w libreoffice. Chodziło mi o to, żeby przekazać moją historę, bo widzę, że dużo sprzecznych informacji jest w tym wątku. Mam nadzieję, że w miarę dokładnie wszystko opisałem.
Ps. Kiedyś też myślałem, że piractwo jest ok, teraz jak wiem ile pracy wymaga napisanie czegoś fajnego I ile satysfakcji to daje to mam inne zdanie jak widzę, że ktoś sobie kradnie coś na co poświęciłem czas I energię. Jeżeli nie ma z tego kasy to spoko, ale jak zarabia na cudzej pracy (np. Jakieś płatne hostingi z warezami) to uważam, że jest to nie fair.
Pps. Nie podam sygnatury sprawy ani szczegolow ugod. Chcialbym pozostac anonimowy (TOR rulez
).
Ppps. Jak chcesz pisac teksty hurr durr na pewno to nie prawda, bo cos pogmatwales to nie pisz. Nie jestem prawnikiem, nie znam prawniczego zargonu. Jak chcesz przykozaczyc to spoko, mozemy porozmawiac o rozproszonym cachowaniu w macierzach dyskowych.
Pppps. Jakbym czegos nie zawarl, a wydawaloby sie istotne to prosze o info, postaram sie odpowiedziec.
Jakieś 9 czy 10 lat temu miałem “wjazd na chatę" I zabezpiecznie wszystkich komputerów, nośników itp.
Wyglądało to tak:
1. Wizyta policji o 7 rano z nakazem prokuratora o wydanie komputerów, nośników itp. Powodem było złożenie przez ZPAV podejżenia popełnienia przestępstwa, polegającego na udostępnianiu 7 piosenek w sieci p2p. Akcja była przeprowadzona jednocześnie w wielu miejscach i dla wszystkich byla jedna sprawa (w sadzie czulem sie jak czlonek jakiejs grupy przestepczej). Zabrali mi tylko komputer, mimo, ze mialem pendrive i plyty na widoku.
2. Po zabezpieczeniu sprzętu pytanie o piosenki. Miałem status świadka podczas tego przesłuchania. Zgodnie z prawdą przyznałem się do posiadania I rozpowszechniania. PIERWSZY BŁĄD – nigdy się nie przyznawaj, jak złapią Cię za rękę to nie Twoja ręka.
3. Po 2 tygodniach przyszło jakieś pismo, nie odebrałem, byłem za granicą. W piśmie było info o tym co zabrali.
4. Cisza przez prawie 5 lat.
5. 3 miesiące przed terminem przedawnienia wezwanie na przesłuchanie. Policjant prowadzący sprawę zadzwonił, umówiłem się I poszedłem na przesłuchanie.
6. Na przesłuchaniu standard, przeczytano moje prawa, co mi zarzucano. Komputer był u biegłego, który sprawdził WSZYSTKO, muzykę I filmy pod kątem rozpowszechniania oraz programy pod kątem rozpowszechniania I udostępniania. Zarzuty za wszystko. Kończyłem uczelnię techniczną, więc jakieś matlaby, visual studio, photoshopy itp. Raczej specjalistyczny soft. Do tego muzyka za 20k PLN, kilka filmów, jakieś dwie gry. Ogólnie to sprawdzali wszystko na kompie, pewnie jakby było jakieś porno z kotkami to też zarzuty by były za to (ale z innego paragrafu pewnie). Poterm dowiedzialem sie, ze rzeczywiscie tak jest, ze jak przy okazji znajda np. jakies pedofilskie porno to tez pociagna.
7. Policjant zaproponował mi, że poddam sie*dobrowolnie karze. Powiedział, że zadzwoni do prokuratora I obgada warunki, ja w tym czasie mam pojechać sobie do bankomatu po kasę, jako zabezpieczenie, to wtedy prokurator zaproponuje mniejszą grzywnę. Zgodziłem sie na 1500 zabezpiecznia, grzywna jakieś z tego co pamiętam 3000 oraz zapłatę na rzecz ZPAV kiklunastu tysięcy za moją całą muzykę. Do tego jednej firmie za grę jakieś 50 złotych oraz jakieś zawiasy. Olałem, jestem kucem programistą, popełniełem błąd. Trudno, zapłacę to 20000 łącznie z tego co pamiętam I zapomnę o sprawie. DRUGI BŁĄD – zgodziłem się, nigdy się nie przyznawaj I się nie zgadzaj na to co mówi policjant. On chce mieć jak najszybciej z głowy Twoją sprawę, bo jest według niego bezsensowna ( w końcu każdy piraci).
8. Dostałem info, że to pójdzie do sądu, sędzia się pochyli I będzie wspaniale. Rzeczywiście przyszło pismo, że mają moje zabezpieczenie, potem wezwanie na rozprawę I info o tym, że chcę dobrowolnie poddać się karze. Olałem, bo stawiennictwo nie było obowiązkowe. TRZECI BŁĄD – do sądu zawsze trzeba iść, nawet jak obecność nie jest obowiązkowa.
9. Po terminie rozprawy przychodzi list z sądu, ja oczywiscie wyluzowany, beka, że jestem strasznym przestępcą, zgnije w Sztumie, ogólnie heheszki. Olałem sprawę. Odebrałem list po drugim awizo.
10. Otwieram list I padam na podłogę. Pamiętałem, że softu miałem dużo, otwieram akt oskarżenia I rzeczywiście ładna sumka podchodząca pod dwa, dwupokojowe mieszkania. Policjant powiedział, że spoko loko to tylko formalność, tylko ZPAV I jedna firma się przyczepiły. Jak już pisałem, nigdy nie wierz policji, oni chcą tylko odhaczyć Cię w statystykach i przejść do ciekawszych dla nich spraw. Wrócę do listu, było w nim info, że rozprawa się odbyła, prawie nikogo nie było, z oskarżonych tylko jedna osoba (ona miała prawnika, ja załatwiałem wszystko sam, w końcu magister inżynier, elita społeczna, ble ble ble, nie wiedziałem jeszcze wtedy jaki byłem głupi…). Jednakże przyszły pisemka od pokrzywdzonych od softu I innych rzeczy które miałem (ogólnie to pokrzywdzonych było kilkadziesiąc firm I organizacji, bo w sprawie było kilkunastu podejżanych). ZPAV napisał, że spoko loko, to co prorok mówi to jest ok, kilkanaście tysięcy I zapominamy o sprawie. Jednak inne firmy odpisały, że poddanie się karze ok, ale jak zapłacę wszystko, inaczej proces I oni będą wnioskować, aby w wyroku było orzeczenie o naprawnieniu szkody. Zadośćuczynienie było różne, od jednokrotności (najczęściej) do trzykrotności w jednym przypadku. Nie wszystkie firmy odpisały. BŁĄD CZWARTY – zawsze bierz prawnika! ZAWSZE!
11. Stwierdzam, że mimo tego, że popełniłem błąd I powinienem ponieść tego konsekwencje, to jednak wpłacenie sumy za którą można kupić dwa dwupokojowe mieszkania jest poza moim zasięgiem. W piśmie był termin na odpowiedź, więc tego samego dnia zadzwoniłem do prawnika, znalazłem dobrego (drogiego niestety…), który zechciał mi pomóc.
12. Rozwiąznie sytuacji wyglądało tak. Mój adwokat zaproponował ugody ze wszystkimi pokrzywdzonymi I wniosek o warunkowe umorzenie sprawy. Zgodziłem się, adwokat załatwił ugody, zapłaciłem dużo mniej, np. Jedna firma zamiast 100000 złotych zadowoliła się*3000 i to na cele społeczne.
13. Bujałem się po sądach jakoś rok, dostałem warunkowe umorzenie, zapłatę 100 zeta kosztów sądowych I wpłacenie ugód na jakie się umówiłem. Większość firm chciała tylko część hajsów za program, kształtowało się to różnie, było to kwoty dla mnie do przeżycia. Jedna firma była nieugięta, ale w końcu udało się wynegocjować 150% wartości oprogramowania zamiast 300%. Oczywiscie dogodne raty.
14. Okres próby minął, wszystko skończyło się w miarę dobrze poza tym, że nie byłem na wakacjach I musiałem trochę przyoszczędzić przez rok. Z tego co pamiętam to całkowity koszt był zbliżony do kosztu nowego samochodu segmentu B w ponadstandarowym wyposażeniem... :/
15. Komputera nie odzyskałem, sąd orzekł przepadek.
Popełniłem błąd I za niego srogo zapłaciłem, zarówno finansowo jak I psychicznie, nie polecam nikomu. Mam tylko żal do siebie, że byłem taki głupi (no może też do uczelni, która wymagała takiego softu do zaliczenia laboratoriów).
Cała sytuacja nauczyła mnie, żeby nie korzystać z p2p, mieć wszystko legalne oraz szyfrować dyski (nie chodzi nawet o jakieś nielegale, ale nikt chyba by nie chciał, żeby ktoś wstawił do internetu jego nagie zdjęcia). Pamiętajcie, korzystając z p2p wystawiacie się na tacy. Jeżeli firmy chciałyby to mogłyby pozwać 100% udostępnmiających ich np. film w internecie.
Ogolnie to liczy sie tylko i wylacznie kasa, nikomu nie zalezy, zeby wrzucac kogos do wiezeinia, masz zaplacic i tyle. Rozkladaja na raty, nie jest tak strasznie zle...
Przepraszam za błędy, pisałem na szybko, a nie mam słownika w libreoffice. Chodziło mi o to, żeby przekazać moją historę, bo widzę, że dużo sprzecznych informacji jest w tym wątku. Mam nadzieję, że w miarę dokładnie wszystko opisałem.
Ps. Kiedyś też myślałem, że piractwo jest ok, teraz jak wiem ile pracy wymaga napisanie czegoś fajnego I ile satysfakcji to daje to mam inne zdanie jak widzę, że ktoś sobie kradnie coś na co poświęciłem czas I energię. Jeżeli nie ma z tego kasy to spoko, ale jak zarabia na cudzej pracy (np. Jakieś płatne hostingi z warezami) to uważam, że jest to nie fair.
Pps. Nie podam sygnatury sprawy ani szczegolow ugod. Chcialbym pozostac anonimowy (TOR rulez
Ppps. Jak chcesz pisac teksty hurr durr na pewno to nie prawda, bo cos pogmatwales to nie pisz. Nie jestem prawnikiem, nie znam prawniczego zargonu. Jak chcesz przykozaczyc to spoko, mozemy porozmawiac o rozproszonym cachowaniu w macierzach dyskowych.
Pppps. Jakbym czegos nie zawarl, a wydawaloby sie istotne to prosze o info, postaram sie odpowiedziec.