Otrzymałem list z poleceniem zapłaty - 3

  • Autor wątku Autor wątku kruszon1
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
hektor.z.polski napisał:
W jaki sposób ciąg nieczytelnych bajtów jest identyfikowany przez Muraal jako fragment np Niezniszczalnych?

Szanowny Panie,
Nie wiem jak to było opisywane w Pana piśmie dotyczącego "Niezniszczalnych" natomiast w moim od LS podstawą do identyfikacji filmu (?) był hash (identyfikator) pliku torrent udostępnionego utworu.
Do tego ustalono "używając specjalistycznego oprogramowania", że użyłem do pobierania tego pliku aplikacji BitTorrent.
Jedno z drugim (plik torrent z filmem) ma jakiś związek ale mimo wszystko jest to tylko związek pośredni. Fakt pobrania pliku torrent i posiadania go na dysku może stanowić poszlakę, ze w ślad za jego pobraniem odbyło się pobieranie właściwego pliku przez jakiś program do pobierania.
A przecież jak wszyscy wiemy nic takiego nie miało miejsca i nikt takiego czegoś nie robił!
Ten torrent to ja sobie prawdę mówiąc mogę mieć na dysku...
Jego posiadanie i ściągniecie nic (?) nie oznacza. No chyba, że ktoś ma prawa autorskie do tego własnie pliku? A może mieć? Panie moderatorze?
Pan się na tym zna najlepiej!
To jedno. A drugie.... (ale to zupełnie i wyłącznie z ciekawości) Jak sprawdzono jakiej dokładnie aplikacji używam?
Może jakiś informatyk wspomoże? Aplikacja taka zostawia swoją wizytówkę w sieci bittorrent? Jest to 100% pewne i jednoznaczne? A może Ktoś przy pomocy "specjalistycznego oprogramowania" grzebał mi na dysku?
Abstrahując od metody od zawsze do ściągania legalnego oprogramowania oraz legalnie udostępnionych w sieciach peer-to-peer utworów używam innego - bardzo popularnego programu na "u".
Pozdrawiam,

p.s. im dłużej przyglądam się tej sprawie tym bardziej się śmieję jakie to durne jest. No i.... Od pewnego czasu w mediach trwa kampania reklamowa filmów z serii "Podrywacze". Hmmm..... Kilka osób nawet opisywało, że zainteresowali się tymi "dziełami" szkoleniowymi. Ciekawe czy ta cała akcja wejdzie do annałów nieszablonowych akcji promocyjnych!?
 
Ostatnia edycja:
Dziękuję. Trochę mi to objaśniło mechanizm.
Rozumiem, że serwer śledzący jest w stanie ustalić, że z danego IP konkretnego dnia następowało łączenie i pobieranie określonego pliku. Czy jest w stanie jednoznacznie ustalić ile zostało danych pobrane, czy zostało pobrane 100% itd.?
Czy jest w stanie jednoznacznie wskazać które pakiety oraz jaka wielkość danych zostały przez dane IP udostępnione?
Oczywiście nie wnikam w kwestię samego faktu udostępniania pakietów w trakcie pobierania.
By ustalić, że plik został ściągnięty konieczne jest dojście do komputera i fizyczne zlokalizowanie go na dysku - na przykład w trakcie przeszukania?

W moim piśmie od LS w opisie naruszeń jest takie zdanie: "Kod info hash pliku torrent udostępnionego utworu: (i tu ciąg znaków)"
Co to dokładnie oznacza i do czego się odnosi? Do tak opisanego (oznaczonego) pliku avi w sieci (czyli udostępnionego utworu) czy do pliku torrent na moim dysku, który kieruje do chronionego pliku dzieła?

Pozdrawiam,

p.s. Podany przez kolegę wyżej link jest chyba jednym z najlepszych tekstów opisujących całą sprawę! Bardzo dziękuję i zachęcam innych "wciągniętych" w sprawę do przeczytania tych informacji.
 
Ostatnia edycja:
Nie jestem specjalistą, ale raczej określenie ile i jakie dane zostały konkretnie wysłane z danego adresu IP jest w zasadzie niemożliwe, chyba że przy bardzo silnej współpracy z dostawcą Internetu. Kancelaria raczej jednak nie ma takiej potrzeby. Pewną wskazówką za to może być czas udostępniania (odpytywanie trackerów w pewnych okresach).

Hash oznacza wartość funkcji skrótu. Jest to teoretycznie funkcja, która pozwala zamienić dowolny plik na krótki ciąg znaków. Do tego posiada ona o tyle specyficzne właściwości, że jeżeli weźmiesz dwa identyczne pliki to wartość funkcja skrótu będzie dla nich identyczna. Jednakże dla dwóch różnych plików ta wartość jest prawie zawsze (99.99% przypadków) różna. Czyli wystarczy sama wartość funkcji skrótu na udowodnienie, że chodzi o określony plik o określonej zawartości.

Ad. Ilość udostępnionych danych nie ma znaczenia przy stwierdzaniu winy, natomiast widziałem opinie prawników którzy twierdzili, że odszkodowanie powinno jednak być z nią w pewien sposób skorelowane (czyli nie prowadzić do "nadmiernego wzbogacenia się" poszkodowanego). Zdaje się, że kancelaria Pro Bono na tej zasadzie wylicza żądane przez siebie odszkodowania. Prawnicy często sugerują takie podejście, gdy wartość licencji na rozpowszechnianie jest trudna do ustalenia. Ale ja nie jestem prawnikiem, z resztą większość ma różne opinie na poruszany temat.
 
Ostatnia edycja:
LeszsekS napisał:
Jak już wcześniej wielokrotnie pisaliśmy, to nie ma znaczenia.

Jasne, pamiętam o tym doskonale!
Byłbym jednak wdzięczny za uzyskanie takiej prostej technicznej odpowiedzi.

Bo.... tak na logikę Panie Moderatorze....
Jest ustalone IP osoby pobierającej chroniony plik, jest zgłoszenie naruszenia praw przez właściciela dzieła, są ustalone dane osoby posiadającej łącze. Wszystko jasne.
Dla singli mieszkających w kawalerkach szanse na ratunek są nikłe, bo o ile ojciec piątki dzieci jakoś będzie ściemniać, że córka ściągała pornole to już samotny właściciel psa lub królika?
A tu jednak ktoś się fatyguje, pyta o komputery, sprawdza pliki.
Po co szukać pliku skoro wszystko jest "jasne"?
Jest osoba, jest szkoda, jest paragraf. Tylko królika żal jak właściciel za torrenty pójdzie siedzieć.

Klepie Pan jak zdarta płyta, że nie ma znaczenia wielkość danych tylko samo udostępnianie a jednak szuka się konkretnego pliku, bo udostępnianie tak jak Pan je rozumie TO ZA MAŁO.
Naprawdę nie ma sensu straszyć ludzi hipotezami.
Opisane tu przypadku osób, które zostały ukarane to właśnie dokładnie przykłady osób, które posiadały na twardych dyskach KONKRETNE treści chronione.
Nie jakieś pliki, części czy party.
To były filmy, gry i programy komputerowe.
 
Zatem jeżeli hash jednoznacznie identyfikuje plik to "kancelaria" musi ten plik pobrać w celu identyfikacji... czyli dokonać procederu udostępnienia w sieci P2P (chyba że ma do tego prawo... ) co najmniej ułatwiając jego rozprzestrzenianie się. Nie widzę innego sposobu gdyż pierwotny udostępniający może pod tytułem "Podrywacze" czy "Niezniszczalni" umieścić jakieś śmieci.
Nie jestem specjalistą w tej dziedzinie ale wyobrażam sobie to tak że oryginalny plik lub obraz(?) płyty DVD będzie miał właściwy nr hash. Minimalna modyfikacja np kompresja dodanie napisów itp ten nr zmieni. Identyfikacja treści chronionej może wtedy nastąpić po pobraniu np filmu. Filmy na torrentach występują w wielu wersjach , różnią się wielkością z napisami,bez napisów.

Można też przyjąć żę pierwotny udostępniający jest powiązany z "Kancelarią" i tu mamy do czynienia z prowokacją. Co na to sąd?

PS. Bywa że film nigdy nie jest ściągnięty w całości. Torrent stary alabo "UP" nigdy nie udostępnił całości.
 
Ostatnia edycja:
Witam,

Dzisiaj dotarło pierwsze pismo, listem poleconym z Piły. Nawiązuje do postępowania o tym samym numerze co umorzona sprawa (końcówka /14). Niepokoi mnie to, że sprawa jest nieprawomocnie umorzona, dzieje się coś dalej w tej kwestii?.

Przeczytałem cały wątek. W moim przypadku sytuacja jest zbliżona do piotrowalski tzn, syn przyznał, że zna film, który znaleźliśmy na podstawie hash'a i możliwe, że był on ściągnięty, jednak nie zna daty i nie wiemy czy się pokryje z datą z listy (czerwiec 2014). Komputer był od tego czasu w serwisie i miał format więc na komputerze nie potrafiliśmy nic znaleźć. Jestem skłonny zapłacić za ugodę, gdyż czuje się odpowiedzialny za syna, który przyznał, że mogło mieć to miejsce. Problem w tym, że syn mógł ściągnąć kilka innych filmów z tej serii. I tu pytanie, czy raz zapłacona ugoda nie będzie czymś w stylu "dać palec a chce całą rękę". Nie chce mi się bawić w sądy i Policje. Więc pytam i proszę by ktoś, kto zapłacił mógł opisać procedurę i to co potem nastąpiło. Wiem, że to powód do wstydu i nikt się nie będzie chciał przyznać, ale mimo to proszę. Co robić w tej sytuacji?
 
Jeśli zapłacisz to nie masz gwarancji iż INNY współwłaściciel nagle się nie pojawi i nie zechce czegoś innego odzyskać lub ten SAM co przysłał ci tą "ugodę" nie znajdzie kolejnego pliku i będzie miał PODSTAWĘ bo już raz przyznałeś się do popełnienia tego o co cię oskarża a recydywa zawsze trochu bardziej boli.

Dla mnie osoby które płacą są po prostu naiwne bo zapłacisz raz JAKĄ masz gwarancję iż jakaś kancelaria czy firma z np. kopytkowa nie przyśle ci tego samego za coś innego bo skoro raz już zapłaciłeś i PRZYZNAŁEŚ się do popełnienia "przestępstwa" to jest szansa iż znowu się przyznasz. W sumie bogatemu nikt nie zabroni...

Lepiej skorzystać z radcy prawnego lub kancelarii prawnej bo NA 100% wyjdzie taniej i bezpieczniej niż płacić za ugodę i PRZYZNAĆ się do tego o co oskarżają.
 
Gem69 napisał:
... że nie ma znaczenia wielkość danych tylko samo udostępnianie a jednak szuka się konkretnego pliku, bo udostępnianie tak jak Pan je rozumie TO ZA MAŁO. ...
Ilość pobranych danych przez osoby trzecie nie ma znaczenia dla zaistnienia faktu bezprawnego rozpowszechniania. Szuka się pliku aby udowodnić ten fakt. Brak zrozumienia nie wpłynie na odpowiedzialność.
Nie będzie też miało znaczenia czy rozpowszechniasz pół filmu, czy też tylko 5 minut. Kwestia ta omawiana była wielokrotnie :!:
 
Ostatnia edycja:
LeszsekS napisał:
Nie będzie też miało znaczenia czy rozpowszechniasz pół filmu, czy też tylko 5 minut. Kwestia ta omawiana była wielokrotnie :!:
Mówimy o filmie czy o paczce bitów?
Jak fragment filmu to zgadzam się.
Jak mówimy o paczce bezładnych bitów wymagających scalenia z innymi paczkami to sorry Panie Moderatorze, ale nie ma Pan racji.
Jak nie znajdą u delikwenta filmu na dysku tylko będą mieli same IP i raport serwera śledzącego to jest to JEDNO WIELKIE NIC.
I tak to trzeba traktować!
 
Ostatnia edycja:
Proponuję wrócić do czytania wszystkich części tego wątku. Ta kwestia została już tutaj wyjaśniona.
 
Uważam że:
De iure racje ma LeszsekS
De facto rację ma Gem69


PS
Do dzisiaj sądziłem że nick naszego moda to... LeszekS, ale to leci zaskakująco inaczej:o
 
just_nobody napisał:
Hash oznacza wartość funkcji skrótu. Jest to teoretycznie funkcja, która pozwala zamienić dowolny plik na krótki ciąg znaków. Do tego posiada ona o tyle specyficzne właściwości, że jeżeli weźmiesz dwa identyczne pliki to wartość funkcja skrótu będzie dla nich identyczna. Jednakże dla dwóch różnych plików ta wartość jest prawie zawsze (99.99% przypadków) różna. Czyli wystarczy sama wartość funkcji skrótu na udowodnienie, że chodzi o określony plik o określonej zawartości.

Z ciekawości pytam, skoro ten cały Hash jest dowodem, to czemu w piśmie straszą, że jak się nie zapłaci, to zabiorą cały sprzęt komputerowy w celu analizy.
 
To co kancelaria jest w stanie udowodnić to fakt, że z podanego adresu IP (odpytanie trackera) został udostępniony utwór do którego prawa autorskie posiada ich klient (hash pliku). To czego nie jest w stanie zrobić to zidentyfikowanie osoby, która dokonała naruszenia. Sam adres IP przyporządkowany do właściciela łącza to wydaje się być zbyt mało nawet jak na potrzeby sprawy cywilnej. Udostępnić mógł np. gość który przyszedł ze swoim laptopem lub tabletem. Jeżeli plik znajduje się na komputerze można już domniemywać, że winnym rozpowszechniania jest jedna z osób z niego korzystających (np. inni mieszkańcy twierdzą, że to komputer z którego korzysta tylko konkretna osoba). Dodatkowo taka osoba często się przyznaje, licząc na np. warunkowe umorzenie sprawy. Inną stroną zagadnienia jest fakt, że nie ma obowiązku przyznawania się, z komputera może korzystać wiele osób, a osoby najbliższe mogą odmówić zeznań obciążających. Natomiast jeżeli pliku nie udaje się znaleźć, sprawa w zasadzie się powinna zakończyć. Nawet prawnicy z kancelarii zajmujących się tym procederem mówią w takich wypadkach raczej o ewentualnych oskarżeniach w sprawach cywilnych z tytułu nieodpowiedniego zabezpieczenia dostępu do Internetu niż samego rozpowszechniania.

Podsumowując - w sprawie karnej prokurator musi przypisać winę konkretnej osobie bez żadnych wątpliwości. W sprawach cywilnych wystarczą poważne przesłanki. W obu tych przypadkach jednak samo posiadanie abonamentu to za mało. Dlatego osoby np. rozpowszechniające materiały na portalu Chomikuj są w o wiele gorszej sytuacji (mail podawany przy rejestracji, dane osobowe pozwalają często o wiele łatwiej zidentyfikować konkretną osobę).

Tylko, że jak już mówiłem ja nie jestem prawnikiem. To wszystko udało mi się wywnioskować z kilku blogów prawniczych, wątków na tym forum oraz publikacji prasowych. Jeżeli gdzieś się pomyliłem, to liczę że ktoś mnie poprawi.
 
Trafiłem kilka dni temu na tę dyskusję z powodu pisma, które otrzymałem od spółki Lex Superior i które wciąż niektórzy ludzie otrzymują.
Codziennie ktoś z takim problemem się zjawia prosząc o pomoc.

Drodzy forumowicze - może wspólnie stworzymy takie top 10 najważniejszych informacji dla osób szukających porady?
Myślę, że wszyscy ostatnio dyskutujący doskonale wiedzą, że nie należy się tą sprawą zbytnio przejmować ale dla tych z czytelników, którzy być może dzisiaj weszli tu pierwszy raz i nie mają śmiałości się odezwać podaję w największym skrócie (oto moje propozycje "na szybko"):

1. Lex Superior nie jest kancelarią, jest zwykłą spółką prawa handlowego. W zaktresie prowadzonej działalności jest mydło, powidło oraz porno.
2. W Państwa sprawie NIGDZIE NIE TOCZY się jakiekolwiek postępowanie cywilne, karne etc.
3. Informacja, że Państwa adres zamieszkania to przypisane rzez organy ścigania "miejsce popełnienia przestępstwa" TO KŁAMSTWO.
4. Znane są przypadki, że w pismach LS podaje się imiona panieńskie osób zamężnych - organy ścigania mają zaktualizowane dane!
5. Zawarta w piśmie informacja, że popełniliście przestępstwo jest wyssanym z palca pomówieniem.
6. Jest prawdopodobieństwo, że Wasze dane osobowe nie zostały przez tę spółkę pozyskane w uczciwy sposób (pisze się o "wycieku danych" od kilku operatorów), nie wiadomo też do czego te dane są dalej wykorzystywane.
7. Fakt, że być może korzystaliście z sieci bittorrent nie jest żadnym dowodem w żadnej sprawie lecz jedynie poszlaką, że mogliście coś chronionego pobrać.

8. POD ŻADNYM POZOREM NIE NALEŻY PŁACIĆ!
 
Właśnie taki list otrzymała teściowa.
W jej domu nikt nawet nie wie co to jest BitTorrent.
Adres IP, na który Lex Superior powołuje się w piśmie, jest zbyt długi względem IP jaki posiada komputer. IP na dodatek jest zmienne. W Orange powiedziano nam, że nikt z Policji, Sądu, prokuratury nie występował o dane osobowe związane z łączem internetowym.
Do rzekomego pobrania miało dojść, kiedy akurat wszyscy byli w pracy (godziny ranne dnia powszedniego).

Więc to nie jest próba zmuszenia pirata by zapłacił, tylko jawne oszustwo i wyłudzenie. Na dodatek dysponują danymi osobowymi, uzyskanymi w sposób bezprawny (skoro nie otrzymali ich od Operatora). Teściowa zgłasza jutro sprawę na Policję - trzy zarzuty: wymuszenie, zastraszanie i posiadanie bezprawnie danych osobowych.

Namawiam ją, by zgłosiła się do prokuratury w Gdańsku jako poszkodowana w sprawie. Bo oni sobie nerwy zszargali przez ten cholerny list i oszustom nie odpuszczę.
 
Ostatnia edycja:
hektor.z.polski napisał:
Uważam że: ...
Jesteśmy na Forum Prawnym, nie na rynku lub w pralni. :ok:

PS.
Domysły będą emanacją osobowości domyślającego się.
 
Witam Was wszystkich!
Mam pewne wątpliwości natury technicznej tejże sprawy...otóż czy policja we współpracy z providerem nie jest w stanie (oprócz adresu IP) ustalić także adres MAC konkretnego komputera? Dotychczas w tym temacie powtarzano wielokrotnie, że jedyne, co policja jest w stanie ustalić, to adres IP routera. Czy aby na pewno TYLKO IP routera? Słyszałem (chociaż może to durna plotka), że providerzy posiadają również logi konkretnych adresów MAC kart sieciowych poszczególnych komputerów, a co za tym idzie - możliwe jest zidentyfikowanie komputera, który przeglądał w danym czasie daną stronę/pobierał plik czy coś. Oczywiście adres MAC jest modyfikowalny, ale jeżeli zgadza się ten zarejestrowany w logach providera z obecnym adresem komputera - to czy nie może już to posłużyć, jako dowód w sprawie, który identyfikuje użytkownika z danym komputerem?
Sam otrzymałem list od LS i szczerze mówiąc, nie mam pojęcia, czy ktoś tak dawno temu pobierał jakieś porno z torrentów na moim komputerze (wiele osób go użytkowało), czy też mógł to robić ktoś z zewnątrz, gdyż router nie był zahasłowany. Jednakże, czy jeżeli okaże się, że jednak adres MAC od providera jest zgodny z moim, to czy mogę mieć jakieś kłopoty? Osobiście czuję się osaczony, ponieważ używam uTorrenta od bardzo dawna. (W piśmie jednak podano program Bittorrent, którego nigdy nie miałem zainstalowanego na komputerze, ani żaden z domowników nie miał). Zatem sam już nie wiem, czy powinienem się martwić, czy ewentualne zabezpieczenie się w postaci formata i nadpisania dysku wystarczy?
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra