@Kausz - prawnikiem nie jestem, ale ja bym to generalnie ujął tak, powołując się na przykłady które znam:
1. Egzemplarz utworu traktowałbym jako kopię, z której można korzystać w danej chwili na jednym komputerze (albo ogólniej systemie).
Jako uzasadnienie - portal z grami, Steam udostępnia usługę Family Sharing, w ramach której można dzielić między kilka osób jedną kopię oprogramowania, pod warunkiem, że jest uruchomiona jednocześnie tylko na jednym komputerze (a właściwie koncie).
Przedstawiciel innego portalu powiedział, że utwory sprzedawane przez nich w dystrybucji cyfrowej (pliki) można traktować tak, jakby to był film nagrany na DVD. Czyli można go pożyczyć koledze (skopiować), ale w danej chwili może z niego korzystać tylko jedna osoba (bo płyta jest fizycznie jedna). Dopóki będzie to udostępnianie na takiej zasadzie, nie będą się tego czepiać.
2. Jeżeli plik daje się zidentyfikować jako znany plik zawierający utwór (np po sumie kontrolnej stanowiącej jednoznaczną identyfikację), to jest to już fragment utworu, nawet jeśli jest to tylko nagłówek z tą sumą kontrolną, ew nazwą i 1 bajt pliku.
Wygląda na to, że taka jest interpretacja przy torrentach - wiadomo z góry co zawiera plik, nieważne ile % się udostępniło.
3. Nielegalne rozpowszechnianie jest wtedy, kiedy udostępniasz utwór (fragment utworu też) w taki sposób, że może z niego korzystać kilka osób niezależnie w tej samej chwili. Czyli - wrzucanie na serwery hostingowe, torrenty pod to podlega. Przyniesienie na grilla ze znajomymi pendrive'a i wspólne obejrzenie filmu już nie.
Zobacz, że w tym momencie wszystko jest sensowne. Kupujący może sobie obejrzeć film z rodziną czy z kolegami, albo go komuś pożyczyć. A właściciel praw autorskich jest chroniony przed tym, że ludzie masowo skopiują sobie film i obejrzą niezależnie (bo mogliby sobie przekazywać niby ten egzemplarz w kolejnych relacjach osobistych - ale to jeden egzemplarz, wszyscy go nie obejrzą po kolei). Masz nawet ukłon w stronę odbiorcy, bo możesz pobrać ten film (nikt nie pyta skąd) i obejrzeć go za darmo, dopóki go nie rozpowszechniasz dalej. Dlatego uważam, że prawo jest generalnie sformułowane dobrze.
A tutaj mamy do czynienia z sytuacją polegającą na naciągnięciu tego prawa do granic wytrzymałości, bo
-Nie da się rzeczowo sprawdzić aż 300 000 świadków
-Każdy dostał ostrzeżenie z kancelarii, więc każdy winny zniszczy dowody
-Część danych przedstawionych prokuraturze jest błędna, co wynika z tego wątku (nie zgadzają się IP, albo ktoś wie, że nic nie rozpowszechniał).
Dlatego nie jest to postępowanie ze strony kancelarii dążące do ukarania winnych, tylko wybieg służący uzyskaniu danych i zastraszeniu. A prokuratura nie ma wyjścia, bo musi postępować zgodnie z procedurami. Dlatego trudno mówić, że prawo jest złe - nie ma sensu odnosić tej karykaturalnej sytuacji do normalnego prawa.
Gdyby to przeskalować do 10 rozpowszechniających (np. osób wrzucających ten plik na jakiś serwer i udostępniających linka) i dążyć do ich ukarania, to wszystko byłoby w porządku. Ale tak nie jest.
W Twoim przykładzie - wymiana pliku z kimś przez Internet jest OK, pod warunkiem, że po wymianie pozostaje trwale tylko jedna kopia, dostępna dla jednej osoby. Udostępnianie tego w tym momencie innym - już nie, bo dostęp ma niezależnie kilka osób, czyli masz kilka "egzemplarzy".