Widzę, że jeden z moich wcześniejszych postów bardzo wzburzył niektóre osoby. Mnie natomiast strasznie wzburza lenistwo, lub też brak zrozumienia dla czegoś co zostało już wytłumaczone. Lenistwo - jeżeli coś zostało już wytłumaczone na dwóch ostatnich stronach - i nadal są zadawane te same pytania, na które odpowiedź została już podana to domniemuję, iż z lenistwa nie chciało się nawet przeczytać poprzednich postów. Co innego, gdy ktoś nie rozumie odpowiedzi i nie potrafi jej przystosować do swojej sytuacji - tu już jest winna edukacja - na brak zrozumienia tekstu pisanego nic nie poradzę. Dziwi mnie to bardzo, iż osoby mające maturę, studiujące nie rozumieją prostego tekstu. Wszystko musi być podane na tacy - dokładnie każdej osobie imiennie trzeba podać odpowiedź na jej pytanie - jeżeli sie tak nie stanie to kolejny post nie wnoszący nic do omawianego tematu, tylko wciąż powtarzające się te same pytania. Każdy z nas skoro się tu znalazł studiuje, studiowab będzie studiował i zamierza podjąć studia na drugim kierunku. I tu mnie jedno zastanawia - skoro nie potrafi się zrozumieć już udzielonych odpowiedzi, zanalizować ich - to jak można sobie poradzić na dwóch kierunkach? Ba jak można poradzić sobie na jednym kierunku? Może się czepiam, może jestem nie z tej epoki... Jest to wielce prawdopodobne, gdyż swój pierwszy kierunek skończyłem 7 lat temu - i wtedy nieliczni mieli problem ze zrozumieniem tekstu pisanego, czy też jego interpretacją. Wiem też iż w sumie nie jesteście winni temu stanowi - jesteście ofiarą nowego systemu szkolnictwa, który zamiast uczenia myślenia uczy schematów. Proszę, aby nikt nie poczuł się urażony - to nie jest żaden atak personalny - nie tyczy się on imiennie żadnego z uczestnikółw rozmowy tutaj prowadzonej - to takie luźne odniesienie do dzisiejszej rzeczywistości. Nie jest to tylko moje zdanie - popytajcie swoich byłych nauczycieli co sądzą na ten temat - większość potwierdzi moje słowa. I tak w Polsce ogólnie wygląda cała reforma nauczania - od szkoły podstawowej do studiów. Dzisiaj na maturze w nikłym stopniu wymaga się myślenia - bardziej liczy się schematyczne myślenie, wboicie się w klucz i w to co miał na myśli zadający pytanie.
Według mnie cała ta reforma to pic na wodę - udawanie że coś się robi, gdy tak na prawdę nic dobrego z tego nie wychodzi. Tłumaczenie pani Kudryckiej o podniesieniu jakości studiowania, o wypuszczeniu jak najlepszych absolwentów... I co się robi - w imię większej dostępności studiów obcina się możliwość studiowania najambitniejszym drugiego kierunku bezpłatnie - by mogli dostać się słabsi... I to jest podnoszenie poziomu absolwenta? Moim zdaniem powinni dostawać sie najlepsi, a nie jak chce pani minister jak najwięcej osób. Kolejny wymysł pani minister uczelnie mogą zwiększać ilość przyjętych studentów - w myśl większej dostępności do studiów - po czym wprowadza się maksymalny próg powiększenia przyjętych osób o 2%. Przykłady można mnożyć. A w kogo to tak na prawdę udeża? W tych najambitniejszych, którzy chcą poszerzać swoją wiedzę. Pani minister pewnie powiedziała by, że dla tych najambitniejszych jest owe 10%. W którymś z wywiadów Kudrycka na pytanie ile osób podejmuje drugi kierunek wymieniła iż jest to około 10%. W takim razie jaki cel miało wprowadzenie w nowej ustawie studia na drugim kierunku dla 10% najlepszych - skoro 10% i tak studiuje na drugim kierunku? Prosta arytmetyka: Dzisiejsze 10% studiujących to Ci najlepsi, jak i Ci przeciętni - lecz ambitni. I nikt mi nie powie, że studiują drugi kierunek tylko dla samego studiowania, dla stypendiów czy nie wiem z jakich pobudek. A 10% w nowej ustawie - to 10% z najlepszych - ale nikt nie powiedział, że wszystkie osoby z tych dziesięciu 10% podejmą drugi kierunek. I tu wychodzi całe dbanie o edukację - chodzi tylko i wyłącznie o pieniądze - bo będzie mniej studiujących na dwuch kierunkach. I o to rozbija się cały problem. Nie o podwyższenie jakości czy tez dostępności studiów - chodzi o pieniądze! Jeżeli ministerstwu zależało by na podniesieniu jakości kształcenia tp przyjżało by się uczelniom i jakości ich kształcenia. Na każdej z uczelni znajdzie się zakład, instytut czy też inna jednostka, na której zatrudnieni są 60-70 latkowie, którzy wykładają wiedzę z poprzedniej epoki, która nijak ma sie do dzisiejszej wiedzy - ale trwają bo zarabiają, mogą się pobawić w nauczanie itd... Niejednokrotnie spotkałem się z wykładowcami, którzy nie potrafili korzystać z projektora multimedialnego i wykorzystywali pożółkłe kartki z wykładami, które liczyły pewnie po 20-30 lat - przynajmniej wiedza była z tego okresu. Lecz w Polsce jak to bywa reformuje sie studentów, a nie uczelnie. Nie raz pewnie sami doświadczyliście zajęć na uczelni z osobą, która zachowuje sie jak by znalazła się tu za karę. Takie osoby powinno się reformować, wziąć się uczelniom które niby zatrudniają sławnego profesora, a ten przysyła na wykłady swojego zastępcę... Patologie na polskich uczelniach można mnożyć, ale najlepiej reformować tych, którzy nie mogą nic w swojej obronie powiedzieć. Jakoś pani Kudrycka przystała na żądania rektorów, którzy sprzeciwiali się niektórym zapisom w ustawie. A czy liczyła sie z głosami studentów - niby tak...
Kończę ten przydługi wątek i proszę o wyrozumiałość, ale denerwuje mnie to pseudoreformowanie, oraz jego wyniki w postaci kompletnego niezrozumienia tego co się pisze poprzez niedouczone społeczeństwo. Ale jak to mówią "niedoukami lepiej się steruje..."