Jako świeżo zatrudniony dorzucę swoje 3 grosze. Może się niektórym przyda taki opis odczuć tego jak jest z perspektywy osoby, która nie pracuje długo i jeszcze nie wpadła w monotonię tej pracy.Pracuję od 1,5 miesiąca i powiem szczerze, że nie jest to lekka praca, jeśli mówimy o stanowisku w dziale ochrony, gdzie jest się zwykłym pionkiem.
Wymienię rzeczy, które są szczególnie ważne i na które w moim odczuciu trzeba uważać:
- ogólnie robi się wszystko co można, gdzieś kogoś brakuje do czegoś, możesz zostać tam wysłany, nie ważne czy leży to w twoich obowiązkach, bo pamiętaj, że zawsze jesteś do dyspozycji dowódcy i trzeba jednocześnie pamiętać o tym, aby tak sobie ustawić robotę, aby w jak najlepszy sposób wywiązać się ze swojej pracy, a później jeszcze z tego co zostało ci zlecone. Pamiętaj, nie jest tak, że masz np zrobić 5 rzeczy w ciągu dnia i nic cię nie interesuje - tak w zasadzie to jeszcze chyba nie miałem dnia, który by tak wyglądał. Teoretycznie jest to możliwe, bo nie zawsze musi dojść jakaś robota, ale w praktyce zawsze coś się pojawi.
- jeżeli ktoś jest zapominalski, roztargniony, to będzie miał problem, jest wiele rzeczy, o których trzeba pamiętać i są nie do przejścia, zostawisz gdzieś klucz i znikną, to masz przeje****. I to nie jest tak, że masz sobie jeden pęczek kluczy i masz o nim pamiętać, czasami miałem 6 pęczków po 4-10 kluczy i trzeba to wszystko ogarniać. Jest również dużo innych ważnych rzeczy, które może nie będą grozić wielkimi konsekwencjami, ale generalnie lepiej robić wszystko dobrze, bo później na poprawki może nie być czasu, gdzieś się nie podpiszesz i możesz przez to stracić np 20 minut czasu, którego możesz już nie mieć później, chyba, że lubisz zamiast siedzieć 12h w pracy to 13h.
- jak już wspomniałem o czasie pracy to dodam, że to nie jest tak, że idziesz sobie na 12h czy 8h i tyle. W poprzedniej pracy, jak miałem np. na 7 rano, to mogłem wstać 6:30 i zdążyłem sobie wszystko ogarnąć, tutaj jak mam na 7 rano, to wstaję o 5:40. Z wszystkim trzeba być jak najlepiej przygotowanym - nie przygotujesz sobie posiłku, no to sobie nie zjesz, nie skorzystasz rano z toalety, później może być z tym problem, itd.
- Nadgodziny - licz się z tym, bo o tym prawie każdy wspomina i to nie są żarty, wszędzie, gdzie będzie kogoś brakować będziesz na początku rzucany, bo przecież nie będą starsi chodzić za ciebie. Zresztą oni prawdopodobnie też mają po 200h nadgodzin. Można odmówić może raz, może dwa, ale ciągłe odmawianie to brak dyspozycyjności i możesz pożegnać się z pracą. Nadgodzin prawdopodobnie będzie dużo, przynajmniej tak jest u mnie. Jestem prawie codziennie w pracy i to w większości po 12h. Wiem, że nie są one płatne, ale oddają za to wolne. Kolejny minus z którym się trzeba liczyć to to, że nadgodziny dostaniesz w czerwcu, lipcu, sierpniu, a oddadzą Ci je w listopadzie, jak będzie zje**** pogoda. Tak zostałem od razu poinformowany na przyjęciu i albo się z tym godzimy albo nie i żegnamy się. Z urlopem tak samo, początkujący mają urlop w miesiącach na literę "L"

z wyłączeniem lipca.
- Wszędzie będą czekać na Ciebie miny, na które trzeba uważać, aby nie dać się wkopać. Po pierwsze te, na które mogą Cię wkopać "koledzy" z pracy, czyli jak im się nie chce chodzić, bo wolą posiedzieć, to pod jakimś pretekstem wkręcą Cię w Twoją robotę, a Ty możesz zawalić swoją. Z drugiej strony, nie można wszędzie wszystkim odmawiać, bo i Ty będziesz potrzebował tej pomocy, więc trzeba znaleźć złoty środek.
Drugie to te, na które będą Cię wsadzać osadzeni, a uwierz, że jest ich sporo, ja po 1,5 miesiąca zostałem już wytestowany kilkadziesiąt razy i ze dwa razy dałem się wrobić, praca nie wygląda jak na amerykańskich filmach, gdzie osadzonemu karzesz coś i będzie leciał jak pies. Z drugiej strony dasz sobie wejść na głowę to masz wielki problem - tu też trzeba znaleźć złoty środek. Więcej opisać nie mogę, ale naprawdę po zatrudnieniu można się zdziwić jak to wszystko wygląda.
- Presja ze strony przełożonych. Z pewnością nie jest ona aż tak duża, mówili mi to wszyscy, że jakiś czas temu bardzo mocno położony został nacisk na to, aby przełożeni nie jechali z nowymi jak z wiadomo czym, bo to nie te czasy, że na 10 etatów było 200 chętnych albo więcej. Generalnie służba boryka się z brakami, jest bardzo duża rotacja i po zobaczeniu realiów tej pracy bardzo dużo osób odchodzi. Czasy gdzie trzeba mieć plecy, aby się dostać skończyły się. Ja dostałem się bez żadnego problemu, jeszcze przy rekrutacji podejście było takie, że szło gładko jak po lodzie, zero olewania, 100 procentowa pomoc we wszystkich sprawach. Trzeba się jednak liczyć z tym, że to nie cywil i trzeba przestrzegać pewnych reguł, podporządkowywać się i najwyżej zaciskać szczęki, cofnąć język, nie brać niczego do głowy i robić swoje.
- Kolejna rzecz o której zostałem poinformowany nieraz przed rozpoczęciem służby i potwierdzam to co mówią koledzy po fachu, że z osadzonymi trzeba postępować w pewien określony sposób. Pamiętaj, nigdy nie zostaniecie dobrymi ziomkami, nie ma tu mowy o żadnym zaufaniu czy coś w tym stylu. To co Ty mówisz - będziesz z tego skrupulatnie rozliczany przez osadzonych, obiecasz coś - będzie ciągnęło się to za tobą jak gówno. Osadzony coś obieca - nie wierz, nie bierz tego do głowy, nie ma co brać do głowy tego co mówią.
Trzeba się liczyć z wieczną postawą roszczeniową u większości skazanych, o tym, że jest zły posiłek, bo za mały, bo niesmaczny, bo coś tam - usłyszysz codziennie. Będą mieli roszczenia do wszystkiego. Nie ma co się w ogóle wdawać w gadkę, tłumaczenie się tylko pogorszy sprawę, ich nie interesuje, że ty się z czymś śpieszysz, że czegoś nie lubisz, że nie mogłeś czegoś zrobić, bo miałeś co innego na głowie, oni mają to w dupie i szybko się o tym przekonasz.
- Wypłata to 2300zł na rękę, być może w większych zakładach trochę więcej. Są dodatki, wakacje pod gruszą, remontowe, dojazd na wakacje, dopłata do kupna mieszkania jeśli nie ma się swojego, 13stka, mundurówka (w przygotowawczej 50%). Jednemu wyjdzie średnio z dodatkami 2500 netto na rękę miesięcznie, drugiemu 2800, zależy od tego jaką masz rodzinę, czy masz mieszkanie itp.
- Jeszcze jedna rzecz to jak wygląda praca, a więc zależy od stanowiska, ale na początku trzeba się liczyć z tym, że się lata wszędzie, 33 stopnie w cieniu, mundur na sobie, nie jest lekko, ale nikt nie będzie pytał czy ci nie za gorąco, więc z tym się też trzeba liczyć, jak jest w zimę tego jeszcze nie wiem, ale w te upały lekko nie jest, bo sandałów i spodenek sobie założyć nie można, więc trzeba się do tego przyzwyczaić, że jest jak jest.
To może koniec tego narzekania, napiszę jakieś tam plusy, co by tak całkiem się nie rozczulać nad sobą
- Przełożeni mogą być różni, pewnie wszędzie jest inaczej, ale tak ostatecznie raczej są pomocni i pomogą, poradzą jeśli trzeba (piszę o sytuacji w moim ZK)
- Inni pracownicy też mogą być różni, ale raczej każdy stara się sobie pomagać w kryzysowych sytuacjach
- Żarty, kawały, poczucie humoru musi być, bo cóż by uratowało takie miejsce jak nie śmiech. Pożartować można z każdym jeśli jest okazja, a jest ich dużo. Trzeba się liczyć z tym, że nie jest to humor jak u cioci na imieninach
- Emerytura, po 25 latach i minimum 55, ale jednak ja biorę to pod uwagę, 65 lat to jednak 10 lat później, ale nie wiem czy w tym miejscu po 25 latach można mieć jeszcze równo pod sufitem. Ciężko powiedzieć czy w ogóle to wszystko będzie funkcjonować tak jak ma, tym bardziej, że nie wyobrażam sobie ludzi po 55 czy 60 lat siedzących na oddziałach, bo przecież rotacja się zmniejszy i to o dużo w pewnym momencie, a stanowisk w administracji itp dla wszystkich nie będzie
- Pewna praca, można pisać, że łatwo wylecieć, ale ja myślę, że wcale nie tak łatwo. Myślę, że naprawdę trzeba by albo dostać jakiś wyrok, albo konkretny szajs odwalić w robocie, bo jakby tak chcieli wszystkich wyrzucać to nie wiem kto by tam pracował. Uważam to mimo wszystko za plus.
No to już chyba będę kończył, bo się rozpisałem mocno jak na to moje doświadczenie zawodowe w tym cudownym zakładzie pracy.
Napiszę jeszcze, że ja się zdecydowałem na tą pracę, ze względu na to, że wykształcenie mam średnie, miasto jest raczej małe i nieciekawe pod względem pracy, a mam rodzinę i cenię sobie stabilizację. Czas pokaże, czy będę w tym trwał czy nie, jakiś tam pierwszy kryzys mam za sobą po pierwszym zderzeniu z zakładem karnym, bo to jest zupełnie inna rzeczywistość, przechodzisz przez kratę i jesteś w miejscu w którym panują inne reguły.
Gdybym miał coś doradzić komuś czy warto, to powiem tak, jeśli jesteś z jakiegoś dużego miasta, jeśli jesteś w stanie mieć pracę za 2,5k miesięcznie i żyć sobie spokojnie, w pracy się nie przepracowywujesz, nie tyrasz jak wół, a masz jeszcze perspektywy rozwojowe, to żyj sobie spokojnie i pracuj, NIE WARTO!
Jeśli jesteś z jakiejś wiochy, albo małego miasta, praca jaką możesz dostać to 2k netto na rękę i jeszcze szef Ci mówi, że ma już 5 ukrainców na twoje miejsce jak ci się nie podoba to spróbuj, zawsze można się wycofać.
Ewentualnie możesz jeszcze spróbować jak jesteś masochistą albo nienormalny - taki żarcik
powodzenia!