PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Kenarf ma częściowo rację. Bardzo wiele uwagi należy poświęcić myśleniu - tylko czy logika jest w stanie odpowiedzieć na pytania z egzaminu na radcowską czy adwokacką? oczywiście logicznie nie można wyprowadzić wniosku, że przedawnienie ścigania takiego i takiego przestępstwa wynosi tyle i tyle, bo trzeba na egzaminy na aplikacje wyryć ustawy na blache - to primo.
Secundo - faworyzowanie ścisłych umysłow nie ma sensu, a już na pewno nie ma do tego nic profil matematyczny czy humanistyczny. Ze wszystkich moich znajomych którzy dostali się na aplikacje nie ma nikogo kto by kończył profil matematyczny (albo o tym nie wiem). Zeby być prawnikiem trzeba być mieszanką. prawo nie jest matematyką i nie zawsze 2 plus 2 w prawie daje 4. Jeśli dla klienta ma wyjść 5 to 2+2 ma równać się 5 i prawnik musi zrobić wszystko aby tak było. logika oczywiście jest potrzebna, ale nie oszukujmy się - interpretacja tekstów prawnych to nie logika a przede wszystkim język (chociaż i w języku logika jest niezbędna) a interpretacji słów uczymy się na polskim. Nie mówię już o konieczności formułowania zdań, przelewania myśli na papier, zdolnosci do wysławiania się itp., które są nieodzowne w wielu zawodach prawniczych (w jednych wiecej w drugich mniej).
 
Kolega "Kenarf" jest jeszcze młody i niedoświadczony .... snuje opowieści dziwnej treści.

Ja kolego pracuję w DP dużej spółki giełodwej (jako radca prawny na kontrakcie) i powiem Ci, że raczej daleko tam do zarobków dobrze ustawionego meca na mieście co łoi spadki i rozwody w sądzie .... a roboty mamy w pi...u i jeszcze trochę. Rzeczywiście wymogi wobec nas są kosmiczne i zarząd potrafi dzielić gówno na atomy ....

Co do roli prawnika przy uświadamianiu polskiego biznesu to wpisz w googlach:
Telefon - Windykator z Łukowa i posłuchaj. To wszystko w temacie polskiego biznesmena.

Pozdrawiam i zejdź na ziemię. Ludziom na studiach/apliakcji jest ciężko a zaraz będzie dramat.
 
aplikoko napisał:
jest jak piszesz, z tym, że...zawsze tak było tzn. dawniej jeszcze gorzej bo 90 % obecnych aplikantów widziałoby aplikację jak nie przymierzając świnia gwiazdy - dostaliby się znajomki i paru geniuszy co trafili na przyzwoitych ludzi w komisji egzaminacyjnej. Reszta z dyplomem prawa zostałaby goła i wesoła...
Ja nie mogę tylko pojąć jednego - już w każdej rodzinie w Polsce jest ktoś kto prawo studiował lub studiuje, powinno być to wszystko jasne i te studia pod względem popularności dawno powinny polecieć na łeb na szyję a co widać ? co roku nabór i na taki UW czy inne po 10 osób na miejsce, co więcej - ludzie pchają się do jakichś tam UKSWordów czy Łazarskich żeby prawo studiować. Na co liczą ? nie wiedzą co będzie ? aż tak idiotyczne pokolenia wychowaliśmy w szkołach że paru prostych faktów nie potrafią połączyć i wyciągnąć wniosków typu: masowe studia = masa absolwentów = bieda po studiach ?? (bieda w sensie przenośnym, przy koledze po medycynie, architekturze czy informatyce prawnicy to nędzarze i niech nikt mi nie pisze zaraz że partner w sieciówce to zarabia 100 000/m-c bo nikt z was partnerem nie zostanie w życiu)

O ile zgadzam sie z wiekszoscia Twojego komentarza, to nie rozumiem tego przytyku do UKSW. Spedzilam tam 5 naprawde dobrych lat studiujac prawo, poznalam swietnych ludzi, wykladowcy tez byli niezli, w tym z UW, UJ, UMCS etc. Moi znajomi sa obecnie radcami w duzych zagranicznych kancelariach lub wspolpracuja z nimi jako adwokaci. Takze duza czesc to prokuratorzy i sedziowie. Ja akurat teraz zaczynam trening jako trainee solicitor w UK i nigdy nie czulam sie gorsza niz "tutejsi" studenci studiujac w Birmingham, a wiedze i oceny z egzaminow i wiedze czesto mialam lepsze, zadnych poprawek i zadnego ulgowego traktowania przez wykladowcow.

Uczeszczajac na zajecia z prawa amerykanskiego na UW nie odnioslam wrazenia, zeby tamtejsi studenci reprezentowali lepszy poziom niz studenci z UKSW, a czesto wrecz odwrotnie, chociaz do Szkoly Prawa Amerykanskiego wybierano wtedy najlepszych studentow. Tak wiec Twoje wyszydzanie UKSW jest troche nie na miejscu. UW nie jest jedynym dobrym uniwerkiem w Wawie, ani w kraju.
 
Ostatnia edycja:
Witam, nie pisałem jeszcze w tym wątku, właściwie nie zamierzałem, ale krew mnie zalewa jak czytam niektóre komentarze. Odniosę się do kilku poruszanych wątków:
1/ prawo i biznes - pisał ktoś wyżej, że:
a) umysły ścisłe powinny iść na prawo,
b) logika jest najważniejsza,
c) firmy wolą doradców biznesowych i podatkowych - bo lepsi od prawników z racji prawno-ekonomicznego wykształcenia,
d) prawnicy nie potrafią wskazać najlepszego rozwiązania dla firmy,
e) najważniejsze jest KSH
f) itp.

W większości to brednie jakich mało - wdać, że autorzy nie mają pojęcia o pracy w DP firmy.
ad a i b) nie ma znaczenia, kto jest na studiach, bo jak chcesz się nauczyć to się nauczysz. Inteligencji nie przeskoczysz, ale wykucie mechanizmów logicznych, co w jakimś sensie będzie prowadziło do zrozumienia jest możliwe. Poza tm prawo to nie matma jak pisaliście wyżej - u nas 2+2 nie zawsze da 4. Prawo nie jest symetryczne, a co gorsze nie jest czasami i logiczne. Ostatnio spotkałem się z problemem, że sędzia sądu okręgowego nie znał różnicy pomiędzy "lub" oraz "i", innym razem enumeratwyizm okazał się zbiorem otwartym. Wszystko jest możliwe - prawo to nie matma i logika, ale prawo to zasady logiczne, przepisy i wykładnia - z naciskiem na wykładnię.

ad c) Jakie firmy wolą doradców zamiast prawników ? Zatrudniają doradców podatkowych tylko duże firmy o rozległym PKD, a inni mają księgowych albo nawet i to zlecają. Jak jest problem prawny niefinansowy, to uważasz, że doradca podatkowy sobie poradzi, albo doradca biznesowy - czyli pewnie jakiś filozof albo socjalog, tudzież kulturoznawca, który nie ma pracy w zawodzie... NIE, nie poradzi sobie. Szczególnie, że Polska to kraj mikro i małych przedsiębiorstw, dla których jeden spór to może być walka o życie i uwierz mi nikt na doradcę w takich sprawach nie weźmie "doradcy", tylko prawnika.

ad d) zależy kim jesteś w firmie, a może to zewnętrzny prawnik. Widać, że powyższy autor tej tezy nigdy nie był na zarządzie z spółce kapitałowej. Otóż tam nikt Cię pyta co zrobić, tylko masz przedstawić wszelkie prawnie możliwe rozwiązania oraz ich możliwe skutki. Piszecie o zysku dla firmy (wartości dodatniej), ale często nie wchodzi w grę wygrana tylko jak najniższe straty i Twoje zdanie jest noc nie warte, bo zarząd i tak sam podejmie decyzję.

ad e) KSH, to tylko w spółkach w nim określonych, a 80% firm to mikro i małe przedsiębiorstwach - dal nich ważne jest wszystko oprócz ksh.

2/ Prawo na uczelniach - uczelnie dają nam teorię, a już od nas zależy czy ją poszerzymy. Środki i możliwości mamy za darmo, ale lenistwo.

3/ I temat rzeka - brak pracy dla absolwentów. Jak absolwenci nie dają nic od siebie i faktycznie nie wiedzą jak zrobić i opłacić pełnomocnictwo, to c się dziwić, że nikt ich nie chce. Wina jest po stronie studentów, o zamiast na praktyki iść do jakiejś organizacji pożytku publicznego i tam cos działać (a przyjmują tam z otwartymi rękoma), to nie, musi być sąd, prokuratura, ministerstwa, itp. - tylko po co, jak wiadomo, że tam sprawy nie dostaniesz, a Twoja praktyka oprze się na noszeniu akt.
 
Postgraduate1 napisał:
O ile zgadzam sie z wiekszoscia Twojego komentarza, to nie rozumiem tego przytyku do UKSW. Spedzilam tam 5 naprawde dobrych lat studiujac prawo, poznalam swietnych ludzi, wykladowcy tez byli niezli, w tym z UW, UJ, UMCS etc. Moi znajomi sa obecnie radcami w duzych zagranicznych kancelariach lub wspolpracuja z nimi jako adwokaci. Takze duza czesc to prokuratorzy i sedziowie. Ja akurat teraz zaczynam trening jako trainee solicitor w UK i nigdy nie czulam sie gorsza niz "tutejsi" studenci studiujac w Birmingham, a wiedze i oceny z egzaminow i wiedze czesto mialam lepsze, zadnych poprawek i zadnego ulgowego traktowania przez wykladowcow.

Uczeszczajac na zajecia z prawa amerykanskiego na UW nie odnioslam wrazenia, zeby tamtejsi studenci reprezentowali lepszy poziom niz studenci z UKSW, a czesto wrecz odwrotnie, chociaz do Szkoly Prawa Amerykanskiego wybierano wtedy najlepszych studentow. Tak wiec Twoje wyszydzanie UKSW jest troche nie na miejscu. UW nie jest jedynym dobrym uniwerkiem w Wawie, ani w kraju.

niepotrzebne podenerwowanie - opisywałem po prostu na zimno realia. Co mam do UKSW ? Nic, po prostu dziwi mnie po co pchać się na inne uczelnie w Warszawie skoro sam UW przyjmuje 1200 osób rocznie a są tak ogromne problemy z pracą dla absolwentów prawa. A nie oszukujmy się - póki co wszelkie inne uczelnie renomy UW nie mają i długo mieć nie będą, więc te inne dyplomy już na starcie są jakby inaczej oglądane przez pracodawców, którzy myślą: aha, nie dostał się na UW więc poszedł na ... Więc skoro mam 80 kandydatów z UW po co mam słuchać innych ? Pomijam jakość kształcenia i rzeczywistą wartość absolwenta bo uważam że po każdej polskiej uczelni ta jakość jest żenująca. Ale PR na razie jest jaki jest.
A z tymi radcami w zagranicznych kancelariach po UKSW to bym nie szarżował - po pierwsze to młoda uczelnia więc w zasadzie dopiero pierwsze roczniki radców czy adwokatów powoli wychodzą na rynek, a z powodów o których pisałem wyżej na pewno jest im trudniej się tam dostać do pracy niż innym. Pracowałem zresztą w kilku tzw. znanych i renomowanych kancelariach i akurat po UKSW nikogo nie uświadczyłem...
Co do tego kogo spotkałaś z UW i jakie to były cieniasy - nie wiem, może byli, może nie byli. Wiem za to, że ilekroć rozmawia się z kimkolwiek z UKSW to ten ktoś zawsze dostaje piany na ustach i udowadnia jaki to ich uniwerek super i lepszy od UW. Chyba to jakiś kompleks :) mam nadzieję że niewynikający z tego że najlepsi z kraju dalej wybierają jednak UW czy UJ a UKSW ciągle jest uczelnią pocieszenia dla tych którym się tam nie powiodło.. Na razie tak jest i jeszcze pewnie wiele lat tak będzie.

Aha, wszystko co napisałem nie zmienia stanu rzeczy że studiowanie prawa gdziekolwiek w PL to wg mnie szajs, porażka i droga do szarego przeciętnego życia :)
 
mam nadzieję że niewynikający z tego że najlepsi z kraju dalej wybierają jednak UW czy UJ a UKSW ciągle jest uczelnią pocieszenia dla tych którym się tam nie powiodło.

Najlepsi maturzyści :D W liceum nie ma nic o prawie, ludzie idąc na prawo nie wiedzą czy są do tego predysponowani. Co ma wspólnego historia z liceum z historią prawa? Nic! I ci najlepsi nie są koniecznie potem najlepszymi prawnikami.

Ale co do PR - zgadzam się. W oczach wielu UW ma renomę i to też trzeba zaliczyć na plus kształcenia się tam, tu nie chodzi o słuszność, ale o to jak ludzie na to patrzą.
 
Renomę? Ludzie, jeśli chodzi o polskie kształcenie wyższe to pojęcie to zanika... Pracodawcy widzą, że i z tych najlepszych uczelni nieraz wychodzą głąby...
 
stachanow napisał:
Najlepsi maturzyści :D W liceum nie ma nic o prawie, ludzie idąc na prawo nie wiedzą czy są do tego predysponowani. Co ma wspólnego historia z liceum z historią prawa? Nic! I ci najlepsi nie są koniecznie potem najlepszymi prawnikami.
może Ci się to nie podobać, ale tak to wymyślono że na studia (prawo i wszystkie inne) idą maturzyści po skończeniu liceum a nie emeryci lub pracownicy dobijający 40 roku życia. Predyspozycje to inna rzecz ale na tej zasadzie to 95 % maturzystów idzie na kierunki o których nie wie czy ma predyspozycje - a człowiek idący na lekarza to miał w liceum możliwość asystowania przy operacji ? kandydat na architekturę projektował w liceum budynki ? Nie, po prostu wybierają pewne życiowe plany i przede wszystkim przedmioty z jakich są w stanie dobrze zdać maturę. A pisząc o najlepszych miałem na myśli najlepszych w tej danej działce, tych co najlepiej zdali maturę z wymaganych przedmiotów by dostać się na prawo np. na UW.
[/QUOTE]
argument_walidacyjny napisał:
Renomę? Ludzie, jeśli chodzi o polskie kształcenie wyższe to pojęcie to zanika... Pracodawcy widzą, że i z tych najlepszych uczelni nieraz wychodzą głąby...
co też wyraźnie napisałem w swoim poście - szło tam coś o szajsie itd. :) Tyle, że jakby nie o tym była mowa - można się gniewać, tupać nóżkami i opowiadać swoje historie, ale typowy pracodawca wie swoje, nie wnika w niuanse kształcenia na poszczególnych uczelniach tylko kieruje się markami - i tutaj nikt mi nie powie, że UW czy UJ są tak samo wyceniane jak np. UKSW - nie są, po prostu latami pracowały na markę i na niej jadą, tak samo jak to się odbywa w biznesie - konsument nie bada czy może dana firma lepiej się przykłada czy gorzej a intuicyjnie myśli, że merc czy bmw to jednak co innego niż chevrolet.. Siła marki i tego nie zmienimy
 
Ostatnia edycja:
aplikoko napisał:
niepotrzebne podenerwowanie - opisywałem po prostu na zimno realia. Co mam do UKSW ? Nic, po prostu dziwi mnie po co pchać się na inne uczelnie w Warszawie skoro sam UW przyjmuje 1200 osób rocznie a są tak ogromne problemy z pracą dla absolwentów prawa. A nie oszukujmy się - póki co wszelkie inne uczelnie renomy UW nie mają i długo mieć nie będą, więc te inne dyplomy już na starcie są jakby inaczej oglądane przez pracodawców, którzy myślą: aha, nie dostał się na UW więc poszedł na ... Więc skoro mam 80 kandydatów z UW po co mam słuchać innych ? Pomijam jakość kształcenia i rzeczywistą wartość absolwenta bo uważam że po każdej polskiej uczelni ta jakość jest żenująca. Ale PR na razie jest jaki jest.
A z tymi radcami w zagranicznych kancelariach po UKSW to bym nie szarżował - po pierwsze to młoda uczelnia więc w zasadzie dopiero pierwsze roczniki radców czy adwokatów powoli wychodzą na rynek, a z powodów o których pisałem wyżej na pewno jest im trudniej się tam dostać do pracy niż innym. Pracowałem zresztą w kilku tzw. znanych i renomowanych kancelariach i akurat po UKSW nikogo nie uświadczyłem...
Co do tego kogo spotkałaś z UW i jakie to były cieniasy - nie wiem, może byli, może nie byli. Wiem za to, że ilekroć rozmawia się z kimkolwiek z UKSW to ten ktoś zawsze dostaje piany na ustach i udowadnia jaki to ich uniwerek super i lepszy od UW. Chyba to jakiś kompleks :) mam nadzieję że niewynikający z tego że najlepsi z kraju dalej wybierają jednak UW czy UJ a UKSW ciągle jest uczelnią pocieszenia dla tych którym się tam nie powiodło.. Na razie tak jest i jeszcze pewnie wiele lat tak będzie.

Aha, wszystko co napisałem nie zmienia stanu rzeczy że studiowanie prawa gdziekolwiek w PL to wg mnie szajs, porażka i droga do szarego przeciętnego życia :)

Ja akurat nie mam kompleksu, ale tez nie lubie uproszczen i uogolnien, tak jak w Twoim poscie, bo tu gdzie jestem o zadnym z polskich uniwerkow nie slyszano, a zreszta polskich solicitorow w UK z polskim wyksztalceniem jest jak na lekarstwo.

Gwoli scislosci, UKSW nie jest taka mloda, po prostu zmienila nazwe ok. 2003 czy 2004, a pierwszy rocznik absolwentow prawa opuscil ja w 2005, tak wiec mielismy troche czasu, by odnalezc sie na rynku. Ostatnio rozmawialam z przyjaciolka, ktora zostala w Polsce i wlasnie od niej dowiedzialam sie (a potem sprawdzilam na necie), ze czesc osob ulokowala sie jako rpr w kancelariach amerykanskich, niemieckich, ona sama pracowala m.in. w Clifford Chance i Baker McKenzie, teraz jest gdzie indziej jako adwokat. Duza czesc to prokuratorzy i sedziowie.

Ogolnie zgadzam sie, ze wogole studiowanie prawa gdziekolwiek to teraz porazka, a szczegolnie w tak biednym kraju jak Polska i widze, ze duzo sie nie zmienilo przez ostatnie 6 lat, odkad wyjechalam.
 
Postgraduate1 napisał:
Ja akurat nie mam kompleksu, ale tez nie lubie uproszczen i uogolnien, tak jak w Twoim poscie, bo tu gdzie jestem o zadnym z polskich uniwerkow nie slyszano, a zreszta polskich solicitorow w UK z polskim wyksztalceniem jest jak na lekarstwo.
pewnie, że nie słyszano o naszych uniwerkach - w świecie jesteśmy peryferiami nauki, ale z drugiej strony - kto w Polsce słyszał o masie uczelni z UK, powiedzmy z Coventry, Notthingham itd ? takie same anonimy
Postgraduate1 napisał:
Gwoli scislosci, UKSW nie jest taka mloda, po prostu zmienila nazwe ok. 2003 czy 2004, a pierwszy rocznik absolwentow prawa opuscil ja w 2005, tak wiec mielismy troche czasu, by odnalezc sie na rynku.
jak dla mnie uczelnia 6 letnia (2011-2005 jeśli idzie o prawo) jest nie tyle młoda co hipermłoda. Oczywiście porównuję np. z UJ i kilkuset latami czy UW - prawie 200. A skoro pierwszy rocznik prawa opuścił UKSW w 2005 to w najlepszym przypadku są radcami od roku-dwóch. Nie zdążyli więc jeszcze wyrobić renomy.
Postgraduate1 napisał:
Ostatnio rozmawialam z przyjaciolka, ktora zostala w Polsce i wlasnie od niej dowiedzialam sie (a potem sprawdzilam na necie), ze czesc osob ulokowala sie jako rpr w kancelariach amerykanskich, niemieckich, ona sama pracowala m.in. w Clifford Chance i Baker McKenzie, teraz jest gdzie indziej jako adwokat. Duza czesc to prokuratorzy i sedziowie.
a to jest akurat zabawne, bo znam kilka osób po UKSW i one podobnie jak Ty starają się uwairygodnić uczelnię podając przykład: "a jeden od nas to pracuje w ...." "a znam też taka co pracuje w Y" itd. Dla mnie to śmieszne trochę, przypomina mi pewną prywatną uczelnię kształcącą prawników wywieszającą co roku komunikat, że "w tym roku dostało się aż 9 naszych absolwentów na aplikacje takie śmakie"..... To jest właśnie dla mnie takie świadectwo kompleksów ale kto wie, może rzeczywiście tak trzeba ?
 
Ja i tak będę uparcie twierdził, że nazwa uniwersytetu nie ma dla pracodawcy znaczenia (w granicach rozsądku ma się rozumieć). Tak jest przynajmniej w mniejszych miastach, w których ja się udzielam. W Warszawie pewnie wszystko wygląda zupełnie inaczej.
 
słuchajcie chciałam wrócić do tematu zarobków na aplikacji adwokackiej - który moderator zamknął w innym miejscu i przekierował do aplikacji ogólnej (?).

Poprzednio zadałam pytanie czy kwota 5 tys. na fakturze to dużo dla aplikanta adwokackiego? (Praca w Warszawie, II rok) - miejmy na uwadze, że trzeba od tej kwoty odliczyć składki na ZUS, ubezp. zdrowotne i zaliczkę na podatek - a więc netto finalnie wyjdzie przy pełnym zusie ok. 3.5 k

Czy to rzeczywiście jest wygórowana kwota?
 
nie wiem kto ci zaoferował/zaoferuje 5 tys., ale ja po takiej ofercie poszedłbym do kościoła i leżał tydzień krzyżem dziękując za cud:)
 
empleh napisał:
słuchajcie chciałam wrócić do tematu zarobków na aplikacji adwokackiej - który moderator zamknął w innym miejscu i przekierował do aplikacji ogólnej (?).

Poprzednio zadałam pytanie czy kwota 5 tys. na fakturze to dużo dla aplikanta adwokackiego? (Praca w Warszawie, II rok) - miejmy na uwadze, że trzeba od tej kwoty odliczyć składki na ZUS, ubezp. zdrowotne i zaliczkę na podatek - a więc netto finalnie wyjdzie przy pełnym zusie ok. 3.5 k

Czy to rzeczywiście jest wygórowana kwota?

kolega powyżej ma rację - jeśli rzeczywiście masz taką ofertę to pocałuj grzecznie oferenta w rękę :) standardem aplikanta adwokackiego w Warszawie jest góra 2 k netto a weź pod uwagę jakie tłumy chodzą od drzwi do drzwi i czegokolwiek szukają o zarobkach nawet się nie zająkając... Poza tym - skoro masz fakturę czyli mówimy pewnie o samozatrudnieniu, to masz możliwość zabawy w k.u.p. a to też jest spory plus :)
 
albo nie ma kompletnie rozeznania co do sytuacji rynkowej i tego czego można żądać :) ale to się często zdarza, sam kilka lat temu na jednej z rozmów w małej kancelarii rzuciłem chyba 2500/m-c zł to myślałem że mecenas z krzesła spadnie :) usłyszałem tylko, że powinienem się bardziej "pozycjonować" względem doświadczonych prawników na co zresztą sam zareagowałem śmiechem, że skoro mecenas szuka specjalisty co ma w palcu kilka dziedzin prawa, doświadczenie w sądzie itd. i przyjdzie mu pracować za 2-3 tysiące to powodzenia i niech szuka dalej :)
 
Dlatego właśnie pytam się czy to wygórowane. Obecnie pracuje w dziale prawnym zarabiam ok średniej krajowej - i frustruje się tym, ze jestem w tej firmie jedną z osób o najniższych zarobkach (oczywiście zaraz po recepcji) - szczególnie jest to frustrujące gdy inni pracownicy o niższych kwalifikacjach (języki, studia) zarabiają 2,3 lub 4 razy tyle co ja. Wiem, że kancelarie mało płacą (sama gdybym zatrudniała aplikantów też negocjowałabym z nimi jak najniższe pensje) ale nie oszukujmy się nigdy nie dostaniemy więcej niż powiemy, że chcemy.

Czyli uważacie, że 3 tys. i w góre to raczej wygórowane kwoty? czy aplikant, który jest samodzielny, dyspozycyjny i doświadczony nie jest warty tych 3,5 k?
 
Jest wart tych piniędzy - gdyby nie było ich chętnych 200 na jedno miejsce
 
empleh napisał:
Dlatego właśnie pytam się czy to wygórowane. Obecnie pracuje w dziale prawnym zarabiam ok średniej krajowej - i frustruje się tym, ze jestem w tej firmie jedną z osób o najniższych zarobkach (oczywiście zaraz po recepcji) - szczególnie jest to frustrujące gdy inni pracownicy o niższych kwalifikacjach (języki, studia) zarabiają 2,3 lub 4 razy tyle co ja.

Czyli uważacie, że 3 tys. i w góre to raczej wygórowane kwoty? czy aplikant, który jest samodzielny, dyspozycyjny i doświadczony nie jest warty tych 3,5 k?


o tym tu właśnie mówimy - nie są to wygórowane kwoty ale sytuacja prawników jest właśnie taka, że biją się o stawki, które w innych zawodach są uznawane za niskie, ewentualnie za normalność.

A teraz mając tę wiedzę radzę spojrzeć na tytuł działu, w którym obecnie piszemy i zadać sobie pytanie: czy warto zostać prawnikiem ;)
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra