PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Bartata

Bartata

Moderator globalny
Dołączył
02.2006
Odpowiedzi
5 966
Na Forum Młodych Prawników zdecydowanie za duża ilość tematów kończy się dyskusją na temat tego czy warto czy też nie warto studiować prawa, beznadziejności perspektyw, problemów z przyszłym zawodem itp itd.
Rozumiem te rozterki ale nie może to rzutować na niemalże każdy temat w tym dziale.

Ten temat służy właśnie temu.

Każdy temat, który merytorycznie ma dotyczyć czegoś innego a zamieni się po raz kolejny w lecznicę frustracji będzie zamykany.
Cierpliwość moderatora też ma niestety swoje granice.

Tolerancja w tym temacie również będzie większa...byle bez inwektyw i obrażania użytkowników.
 
Ostatnia edycja:
To ja tak czesciowo na temat, bo chcialam poruszyc sytuacje prawnikow w niektorych krajach UE. Ostatnio spotkalam adwokat z Portugalii, ktora przyjechala do UK "w ciemno", bez sprawdzenia sytuacji uznawalnosci swojego tytulu oraz mozliwosci wykonywania zawodu (chodzi o praktykowanie prawa angielskiego w UK a nie portugalskiego), a takze bez porzadnej znajomosci jezyka. Z tego, co powiedziala, wynikalo, ze w Portugalii tytul adwokata otrzymywali absolwenci wydzialu prawa(sic!), co doprowadzilo do oczywistej katastrofy na rynku pracy dla nich. Zreszta sama Portugalia tez jest w bardzo zlej sytuacji finansowej (bailout?). Kiedy dowiedziala sie, ze w UK tez jest ogromna konkurencja z powodu nadprodukcji absolwentow prawa/przyszlych solicitorow/barristerow. Z jednej strony szkoly prawa (College of Law) zamykaja swoje filie w niektorych miastach i zmniejszaja ilosc kadry nauczycielskiej z powodu braku chetnych, a z drugiej strony the SRA (Solicitors Regulation Authority) mowi, ze juz jest za duzo chetnych bez odpowiedniej pracy i perspektyw adekwatnych do swojego wyksztalcenia.

A wiec, wszedzie dobrze...
 
Dobrze, więc chciałbym usłyszeć młodych jak ja, jakie motywacje kierują nimi przy wyborze prawa. I co wiedzą o zawodach, które chcą wykonywać. Nie jestem wstydem powiedzieć, że mało się o tym wie, sam mało wiem. Jak chcecie osiągnąć swoje cele?

Dam tu link do innego tematu, który może być pomocny :
http://forumprawne.org/forum-mlodych-prawnikow/234729-ilu-jest-bedzie-prawnikow.html

Z danych wynika, że liczba prawników wszelkich zawodów szybko rośnie. Jeśli ktoś liczył na kasę, gwarantowaną niskim dostępem do zawodu, obejdzie się smakiem. Bycie marnym prawnikiem przestało się opłacać. Trzeba być dobrym.

Pojawia się pytanie, na ile rynek usług prawniczych się "zepsuje"/"znormalizuje". W sieci można znaleźć sprzeczne szacunki :

http://www.zakup-mieszkania.pl/aktualnosci/zakup-mieszkania/2006/003-GazetaPrawna-Rosnie-zapotrzebowanie-na-uslugi-prawne-szczegolnie-dotyczace-nieruchomosci.html

"Popyt na standardowe usługi prawne znacznie się zmniejszy" - Prawo i wymiar sprawiedliwości - Gazeta Prawna - największy dziennik gospodarczy

Oczywiście każdego interesuje, ile będzie zarabiał.

http://www.prawo.akcjasos.pl/content/view/84/9/

Tekst nie jest może zbyt cennym źródłem informacji, ale wychwycę to co ważne :

"Według opublikowanych danych zarobki co prawda spadły od 5 do 25%, ale i tak wypadają przyzwoicie"

"Dla tych, którzy zachwycili się wysokimi zarobkami najlepszych prawników, podam dla ochłody zarobki prawnika w urzędzie gminy. Zarabia on w granicach 1200 - 1400 zł na rękę."

"Duże zarobki i cenioną pozycję na rynku osiąga niewiele osób, ale prawdziwi prawnicy, w szerokim tego słowa rozumieniu, zawsze i wszędzie dadzą sobie radę"

Spragnionych liczb zachęcam do czytania oraz daję kolejne linki :

Ile zarabiają prawnicy?

Ile prawnik zarobi? - www.EdukacjaPrawnicza.pl

Ile zarabia prawnik? - prawo.e-katedra.pl

Ze swojej strony powiem to tak : młodzi będą zarabiać z pewnością mniej. To normalne. Nie wiem kto nawbijał młodym do łba 20-latków prezesów, chyba komedie romantyczne. Weźcie poprawkę na fakt, że zawód wybiera się na dłuższy czas. Droga do przyzwoitych pieniędzy nie jest szybka.

Z moich obserwacji na forum i pytań do ludzi "z branży" wynika, że aplikacja jest bardzo ważna. Wiele ofert pracy na portalach ma w warunkach aplikację. Coraz więcej ludzi ją zdaje, więc ciężko spodziewać się żeby przy wysypie osób z uprawnieniami, te bez pozostały konkurencyjne.

Nie każdy jest gotów po 5-letnich studiach je przedłużać o aplikację. Pojawiają się schody, a mianowicie "wykorzystywanie" aplikantów przez patronów do pracy za darmo przez kilkanaście godzin dziennie. Zjawisko będzie narastać, wobec liczby aplikantów. Dlaczego "wykorzystywanie"? Ciężko płacić komuś za to, że się go uczy przeciw sobie. Komuś, kto mało umie i nie generuje zysku. Sprawa jest kontrowersyjna ze względu na odpłatność aplikacji. Skoro ktoś pracuje za darmo, najczęściej bez prawa do pracy w innym miejscu to jak ma opłacić składkę? Ja zbieram pieniądze już dziś.

W liczbach wygląda to tak :

Opłata za adwokacką to 3 razy minimalne wynagrodzenie. Jeśli się mylę, niech ktoś mnie poprawi. Minimalna ma wynosić 1500 zł czyli razem 4500 zł. Za 5-8 lat z pewnością wzrośnie. Liczba 5000 zł wydaje się tu dobra w rozmyślaniach nad problemem. Opłata jest roczna, aplikacja adwokacka trwa 3.5 roku czyli kosztuje min. 14 tysięcy złotych, nie wiem czy za to pół roku też się płaci (wtedy nawet 20 tysięcy).

Jeśli nie ma się źródła utrzymania, a nie ma sensu zakładać, że "jakoś to będzie", to trzeba policzyć koszty utrzymania podczas aplikacji. Tu wszystko zależy od warunków, ktoś na utrzymaniu rodziców zapłaci za same dojazdy. Samodzielne mieszkanie i utrzymanie się wydaje się niemożliwe.

Mi wychodzi około 60 tysięcy złotych. Nie przeraża mnie to, bo wiem jak zdobyć te pieniądze :) A nawet gdybym w przyszłości zrezygnował z prawa, miałbym kapitał który mogę wykorzystać dowolnie (choćby jak wkład do kredytu mieszkaniowego). Inne aplikacje rządzą się swoimi prawami, o ile mi wiadomo radcy mogą znaleźć zatrudnienie (znów : poprawcie, jeśli się mylę) a sędziowie dostają stypendia.

Jeśli ktoś może, niech poda linki. Są na forum, tematy takie jak ten :

http://forumprawne.org/forum-mlodych-prawnikow/153444-koszty-aplikacji-adwokackiej.html

Jeśli ktoś nadaje się do bycia dobrym inżynierem, niech rozważy inny kierunek. Na pytania "czemu ty się na to pchasz, jeśli odradzasz?" odpowiadam "nie nadaję się na inżyniera. Mogę być dziennikarzem, ale do tego nie muszę studiować dziennikarstwa". To zawód jest dla człowieka a nie człowiek dla zawodu. Jeśli coś nie daje nam spełnienia, zmienia się to, a nie traci życie i zostaje frustratem.

Wszystkim życzę sukcesów. Weźcie ciacho i rozkoszujcie się, gdy "Ten, który zawsze powraca" zetrze się z optymistami i realistami, gdy znów ludzie zarzucą sobie brak "elementarnej logiki" albo brak sukcesów w życiu realnym. Patrzcie na liczby, olejcie opinie.

Pozdrawiam.
 
stachanow napisał:
Jeśli nie ma się źródła utrzymania, a nie ma sensu zakładać, że "jakoś to będzie", to trzeba policzyć koszty utrzymania podczas aplikacji. Tu wszystko zależy od warunków, ktoś na utrzymaniu rodziców zapłaci za same dojazdy. Samodzielne mieszkanie i utrzymanie się wydaje się niemożliwe.
Mam pomysł. Zorganizujmy system konsorcyjny z udziałem aplikantów dla pozyskiwania podstawowych dóbr. :)
 
Przyjmowanie jak najwiekszej ilosci aplikantow na aplikacje korporacyjna,oplaty za aplikacje oraz niskie zarobki (niektorych lub moze wiekszosci) aplikantow to bolaczka polskiego systemu prawa.

W Anglii i Walii to firmy prawnicze (oraz inne) wyznaczaja ile osob przyjma na dwuletni trening (training contract), wiec kiedy zmniejsza sie zapotrzebowanie, to przyjmuja mniej osob lub odwoluja treningi. Poza tym to firma bardzo czesto pokrywa koszty wiekszosci edukacji prawniczej, a wiec gdy ktos studiuje w trybie dziennym, nie pojawia sie w firmie. Firma inwestuje w niego przez kilka lat, a kiedy wreszcie osoba ta pojawi sie na treningu, to firma oplaca dalsza edukacje przez te dwa lata. Poza tym, ustalono minimalne wynagrodzenie za trening (ok. £16,650 za rok). Oczywiscie stawki sa wyzsze w Londynie, a najlepsze firmy oferuja ok. £30,000-£40,000 za rok. Po ukonczeniu treningu i pozostaniu w firmie na poczatek prawnicy w malych kancelariach dostaja ok. £20,000/rok, a w Londynie w najwiekszych ok. £60,000-£100,000 rok.

Wydaje sie, ze system ten jest troche lepiej skonstruowany niz system polski i nie pozostawia na bruku zbyt wielu wykwalifikowanych solicitorow, chociaz oczywiscie jest tu wiele wad i wiele osob domaga sie szerszego dostepu do zawodu.
 
ten system ktory jest obecnie padnie w najblizszej 5 latce, i co najsmieszniejsze padnie przy wspolpracy korporacji i kandydatow
 
Spoleczenstwo jest zbyt biedne na ten rodzaj uslug, i tak juz jest od dluzszego czasu. Poza tym kiedy skoncza sie doplaty z Unii, bedzie jeszcze gorzej i "ostatni bedzie gasil swiatlo".
 
Spoleczenstwo jest zbyt biedne na ten rodzaj uslug, i tak juz jest od dluzszego czasu. Poza tym kiedy skoncza sie doplaty z Unii, bedzie jeszcze gorzej i "ostatni bedzie gasil swiatlo".

Dla mnie to jest istota problemu........

Po wiekszości kierunków studiów w Polsce nie ma i nie będzie pracy zgodnej z kwalifikacjami, naprawde prawo i tak się stosunkowo nienajgorzej pod tym względem trzyma, szanse znalezenia pracy ( choćby byle jakiej ale jednak) są po prawie spore

Dwa - żeby był popyt to klienci muszą mieć interes w korzystaniu z prawnika. Interes bezpośrednio zalezy od zasobności portfela, jak ktoś nie jest w stanie odłożyc z pensji na wakacje to nie ma takowej potrzeby

Trzy - może najważniejsze. Wśród prawników czesto widze ( ba, kiedyś sam tak miałem) jakieś poczucie swojej wyjątkowej wartości, wręcz wyższości wobec innych - powiedziałbym predestynowania do bycia elitą z samego faktu bycia prawnikiem. Nie wiem czy jest to przyczyna czy skutek -czy na WPIA ściagaja ludzie z takim podejsciem, czy dopiero tak ich tam kształtuja

Przy takim podejściu zderzenie z marna rzeczywistością rynku pracy w Polsce bywa bolesne.
Ale przy pewnej dozie zdrowego "dystansu" do sprawy - dalej jest sens iścia w tym kierunku.
 
Czy clou problemu jest ubogie społeczeństwo? Nie sądzę. Jest to na pewno jedna z przyczyn ale nie główna. To samo biedne społeczeństwo potrafi wydać kupę kasy u kosmetyczki, fryzjera czy w pubie/dyskotece. I to często właśnie ta biedniejsza część tego społeczeństwa. Tipsy, balejaż, czy zakrapiana noc w klubie kosztują często więcej niż prosta porada prawna, czy napisanie pisma procesowego. Podobnie u mechanika ludzie są w stanie wydać majątek, żeby ich 15 letnie sprowadzone z Niemiec auto wyglądało jak nowe. Na to pieniądze zawsze się znajdą.

Problem leży gdzie indziej. W braku świadomości prawnej społeczeństwa. Ludzie nie widzą, nie potrafią dostrzec jak istotne jest prawo, jak bardzo ich dotyczy, jak wielki skutek może mieć każde uchybienie, błąd, czy zaniechanie. Jak bardzo to może wpłynąć na ich życie, stan majątku. Usługa prawnika nie stanowi dla przeciętnego Polaka żadnej namacalnej wartości. W razie czego popyta sasiąda, szwagra, wyklika coś w google i jakoś to będzie. Dlatego pomysł lekcji edukacji prawnej w szkołach uważam za bardzo dobry. Częstokroć przeraża mnie jak dojrzali ludzie nie mają zielonego pojęcia o prawie. W dzisiejszym świecie są jak analfabeci.

W dodatku, przez lata PRL wykształciła się przypadłość społeczeństwa do nieszanowania pracy umysłowej i nadmiernego szanowania pracy fizycznej. Za usługę mechanika czy fryzjera ludzie są bardziej skłonni zapłacić, bo widzą pracę tego człowieka. Za usługę prawnika nie chcą płacić, bo niby za co- "facet siedzi sobie cały dzień w wygodnym fotelu, podczas gdy ja ciężko pracuję i mam mu za to płacić?"

Dochodzi do tego ogólna polska cecha narodowa czyli skrajna nieufność do państwa i wszelkich jego instytucji, w tym do wymiaru sprawiedliwości. "A i tak mnie oszukają, sędzia jest kupiony, adwokaci kradną itd."

Nakładając ten niski popyt z rosnącą lawinowo podażą na rynku usług prawniczych mamy genezę problemu dzisiejszych absolwentów prawa.
 
W Polsce jest malo rozwinieta swiadomosc prawna spoleczenstwa i wiedza, ze ignorantia iuris nocet (i to bardzo). To chyba jakas pozostalosc po poprzednim systemie. I zgadzam sie z marcinem r, ze wielu osob nie stac na uslugi prawnikow.

Nie wiem jak wyglada dokladnie sytuacja na rynku pracy dla prawnikow, ale w 2003, kiedy konczylam studia, zeby znalezc dobra prace trzeba bylo miec ukonczona jakas szkole prawa obcego, praktyki, znajomosc kilku jezykow, etc. Duzo osob od razu szlo na studia podyplomowe (b. popularne byly Fundusze Strukturalne w UE). Oczywiscie znajomosci etc. tez byly pomocne.

Widze, ze czesc moich znajomych nie narzeka na swoja prace, bo po tylu latach udalo im sie cos osiagnac, ale coraz wiecej studentow ma te dodatkowe atuty, LLM etc i coraz trudniej sie przebic na ich tle. Zreszta godzenie studiow z praktykami/praca, nauka jezykow lub studiami innego prawa, wymaga bardzo duzych poswiecen i rezygnacji z zycia osobistego. Do tego nie wiadomo, kiedy to zaprocentuje.

Poczucie wyjatkowej wartosci u studentow prawa jest najbardziej wpajane na uniwerstytetach przez profesorow, ktorzy niekoniecznie maja stycznosc z praktyka (tak wynika z moich obserwacji), chociaz tez zdarzaja sie jednostki z przerosnietym ego odwrotnie proporcjonalnym do umiejetnosci.

Mysle, ze decyzja o pojsciu na prawo musi byc naprawde dokladnie przemyslana, bo coraz wiecej jest "mlodych ambitnych" po Erazmusach, z LLMami, dobrymi ocenami (ktore same w sobie nie sa wystarczajace, zeby znalezc dobra prace) etc.
 
Pamietajmy jednak ze malo kto patrzy na szkoly prawa obcego, oceny na studiach patrzy sie przede wszystkim na doswiadczenie zawodowe. Jaka wartosc dla kancelarii w Lublinie ma ogólne pojecie o prawie amerykanskim potwierdzone szkola prawa obcego? Zadnej. Bo obsługuje firmy ktore prowadza dzialalnosc na rynku polskim w polskich warunkach.

Z dobrymi ocenami bym nie przesadzal, przyklad mi najblizszy dziewczyna srednia ze studiow 4,98 nagrody rzędami poustawiane, I rok aplikacji podziekowali jej zarowno w kancelarii jak i na aplikacji powod: wysokie mniemanie o sobie, nie zdolnosc praktycznego stosowania, myslenie i podejscie bardziej naukowe jak to powiedzieli "akademickie"
 
Ostatnia edycja:
Masz racje, to zalezy od kancelarii. Ale z drugiej strony, wiekszosc osob idac na studia nie rozwaza podjecia pracy w kancelarii wi Lublinie, a mysli o czyms bardziej ambitnym (przynajmniej tak bylo, gdy studiowalam w Warszawie). Z powodu duzej konkurencji patrzy sie na wszystko. Teraz juz wiekszosc kancelarii na swoich stronach internetowych podaje, ze obsluguja klientow w jezyku angielskim, niemieckim, francuskim etc. Inna sprawa, ze po przeczytaniu opisu doswiadczenia zawodowego osob tam pracujacych, nie mozna znalezc pokrycia dla ich znajomosci tych jezykow i to na poziomie prawniczym.

A propos Twojej znajomej: nawet jesli nie poradzila sobie w kancelarii i na aplikacji (pewnie miala nieciekawe cechy charakteru), to i tak jej oceny i osiagniecia zagwarantowaly dostanie sie do kancelarii. Zgadzam sie, ze oceny nie powinny byc decydujace, ale w wielu przypadkach sa. Mielismy w kancelarii trainee solicitor z bardzo dobrymi ocenami etc, ale do niczego kompletnie sie nie nadawala (chociaz jedna z solicitorow wychwalala ja pod niebiosa). Nie nadazala z praca, nie rozumiala o co jest proszona i trzymala sprawy tygodniami na biurku nie ruszone. Kancelaria nie zatrzymala jej po ukonczeniu treningu, ona sama znalazla prace gdzie indziej, kupila tam dom i po 6 miesiacach jej podziekowano. Teraz pracuje jako sekretarka i probuje wrocic do zawodu.
 
Ostatnia edycja:
Mnie zawsze niezmiernie ciekawiło - czy za tymi modnymi okresleniami "paralegal", "trainee solicitor" itp. - ida w parze standardy traktowania pracownika, płace itd :what:

Konkretnie - jaka jest sytuacja aplikanta w takiej kancelarii, na jakie zarobki może liczyć, jak praktycznie wygląda jego praca

A pytam bo nie miałem dotychczas przyjemności pracować w "modnych kancelariach". Tam gdzie pracowałem - w mniejszych, często "chałupniczych" - aplikant lub absolwent mógł liczyć maksymalnie na 1.5 - 2 k netto i różne "bajery"( Erasmusy, Szkoły Prawa, nawet doświadczenie) za bardzo jego pozycji nie poprawiało, bo takich klientów zwyczajnie nie było a sami prowadzący też nie mieli takich ambicji

Zresztą cięzko mi sobie wyobrazić, że ktoś po szkole prawa czy nawet z jakimś doświadczeniem w takiej kancelarii jest w stanie dobrze napisać opinię prawna po francusku/niemiecku. Choć pewnie sa wyjątki
e sądzę. Jest to na pewno jedna z przyczyn ale nie główna. To samo biedne społeczeństwo potrafi wydać kupę kasy u kosmetyczki, fryzjera czy w pubie/dyskotece. I to często właśnie ta biedniejsza część tego społeczeństwa. Tipsy, balejaż, czy zakrapiana noc w klubie kosztują często więcej niż prosta porada prawna, czy napisanie pisma procesowego. Podobnie u mechanika ludzie są w stanie wydać majątek, żeby ich 15 letnie sprowadzone z Niemiec auto wyglądało jak nowe. Na to pieniądze zawsze się znajdą

Ja pamietam że jeszcze w połowie lat 90. bardzo wielu sąsiadów do mechanika nie latało. To co byli w stanie naprawić samemu - tak robili, byle taniej. Kiedyś zresztą było masę pisemek w stylu " skręć to sam"
 
Ostatnia edycja:
Akurat ja nie pracuje w Polsce, tylko w Anglii, chociaz przepracowalam kilka lat w Polsce po studiach. Jednak mozesz mi uwierzyc, ze standard traktowania pracownika w law firms w Anglii, w ktorych pracowalam i pracuje jest o wiele wyzszy niz w kraju.

Paralegal, to osoba, ktora nie musi miec wyksztalcenia prawniczego, ale zajmuje sie sprawami jak prawnik (ja akurat mam wyksztalcenie polskie i angielskie prawnicze bedac paralegalem). Rowniez moze reprezentowac klienta przed sadem (!), czym takze sie zajmuje.

Trainee solicitor to osoba, ktora odbywa training contract (wlasnie na niego czekam), co mozna uznac za odpowiednik polskiej aplikacji, tylko zajecia sa o wiele rzadziej i wiekszosc czasu spedzasz w kancelarii udzielajac porad, przygotowujac pisma do sadu, biorac udzial w negocjacjach etc. Akurat w prawie angielskim cywilnym (Common Procedure Rules) jest b. duzy nacisk na osiagniecie ugody, a sad jest ostatecznoscia.

Co do plac dla trainee solicitors, to prosze przeczytac jeden z moich pierwszych postow w tym watku.
 
Każdy idzie na prawo a potem na aplikacje z myślą o zarabianiu dużych pieniędzy a praca w urzędzie za tysiąc z hakiem jest traktowana jako porażka.
Ale rzeczywistość bywa bezwzględna.
Już teraz w urzędach pojawia się coraz więcej młodych radców pracujących jako zwykli urzędnicy bo nie ma dla nich pracy zgodnej z uzyskanym tytułem.
 
Postgraduate1 napisał:
Akurat ja nie pracuje w Polsce, tylko w Anglii, chociaz przepracowalam kilka lat w Polsce po studiach.

Hehe, no właśnie... Już miałem zapytać, gdzie tych solicitorów w Polsce spotkałaś. ;)
Moje zdanie jest następujące. Obecnie nie warto zaraz po studiach walczyć o tytuł radcy/adwokata etc. i obiecywać sobie, że po osiągnięciu tego celu będziemy zarabiać krocie. Lepiej stawiać na znalezienie jakiejkolwiek pracy choćby w zawodzie pokrewnym. Znam parę osób, które poszły tą drogą: związki zawodowe/windykacje itd. itp. i wyszły na tym lepiej niż osoby, które zaraz po studiach poszły na aplikację i zaczęły pracować w kancelariach.
 
Bartata napisał:
Na Forum Młodych Prawników zdecydowanie za duża ilość tematów kończy się dyskusją na temat tego czy warto czy też nie warto studiować prawa, beznadziejności perspektyw, problemów z przyszłym zawodem itp itd.
Rozumiem te rozterki ale nie może to rzutować na niemalże każdy temat w tym dziale.

Ten temat służy właśnie temu.

Każdy temat, który merytorycznie ma dotyczyć czegoś innego a zamieni się po raz kolejny w lecznicę frustracji będzie zamykany.
Cierpliwość moderatora też ma niestety swoje granice.

Tolerancja w tym temacie również będzie większa...byle bez inwektyw i obrażania użytkowników.

Szkoda, że zamknąłeś Drogi Moderatorze wątek założony dzisiaj przez boskiego_jurystę odnośnie planów po aplikacji.
To byłby bardzo aktualny wątek dla określonego kręgu chętnych do rozmowy. A tak? Rozmywa nam się temat i albo zdominuje się inną część forum albo zostanie się zdominowanym.
I już może wystarczy tego ciągłego "bicia po łapach"?
Chyba nie jest aż tak źle, jak to moderatorzy sądzą?
Z drugiej strony zauważyłam, że w wątku egzaminu 2011 zabrakło interwencji uzasadnionych wobec osób używających nieparlamentarnych zwrotów lub piszących z błędami podczas gdy w maju wiele nieuzasadnionych uwag Janusza M. przerywało ciekawe dyskusje merytoryczne...
Jak to jest z tym moderowaniem więc? :)
 
(Nie)pewna napisał:
Jak to jest z tym moderowaniem więc? :)
Jak Pani zauważyła...na Forum każdy kto udziela odpowiedzi robi to poświęcając swój prywatny czas. Nie dotyczy to jedynie "odpowiadaczy" ale również Moderatorów i Administratorów.
Niech Pani mi uwierzy, że i tak i tak spędzamy tutaj bardzo dużo czasu. Niestety nie mamy oczu wszędzie a użytkownicy jakoś nie kwapią się do używania ikony "Raportuj zły post" co znacznie ułatwiłoby nam robotę.
Nie może każdy wątek kończyć się dyskusją o perspektywach...wątki sięgają potem tysięcy postów a wszelka próba ingerencji kończy żalami.
Można zacząć różne wątki ale dyskusja nie może zmierzać w jednym kierunku, a tak właśnie byłoby w wątku boskiego_jurysty cytuję:
(i związana z tym masa pytań... jak się do tego zabrać, by przetrwać na rynku? samemu czy z kimś? w spółce czy we wspólnocie biurowej?), pozostanie u dotychczasowego pracodawcy, szukacie pracy jako in-house? :) Jak to u Was wygląda?
.
 
wątki przechodzą w dyskusje o perspektywach, bo kariera prawnika wymaga wielu wieeelu poświęceń i ludzie muszą się jakoś "ładować", pogadać o wysokich zarobkach w przyszłości:)

w Polsce jest za dużo studentów i to każdego kierunku. Inflacja absolwentow doprowadzi kiedyś do jakiejś reformy, powstaną szkoły wyższe zawodowe. Albo same młode osoby się zorientują, że nie opłaca się iść na studia, bo są słabe perspektywy po ich ukończeniu.

Mamy też inflację prawników. Wiadomo, najlepsi zawsze sobie poradzą, więc nie widzę powodów do biadolenia, lepiej zabrać się do roboty.

Te studia zmieniają, to fakt. Sam odczuwam jakiś wzrost poczucia wartości, staram się z tym walczyć. Nie wiem, jak sytuacja wygląda na innych uczelniach, ale na mojej(UJ), atmosfera wyścigu szczurów narasta. Każdy chce być najlepszy, mieć najwyższe oceny. Trudno jest pożyczyć notatki, każdy chowa dla siebie i mówi, że nie ma:)

By zwiększyć swoje szanse też zaczynam szukać praktyk, szkolę jeżyki, zamierzam osiągać jak najwyższe oceny z szczególnie istotnych przedmiotów, zapiszę się do szkoły praw obcych.

Ważne, by być zdeterminowanym. Bardzo ciężkie studia, praca na praktykach za darmo, potem aplikacja gdzie też(z tego co wiem) dostaje się psie pieniądze. Jak się jednak przetrwa ten ciężki okres, to dopiero wtedy można sobie to odbić, bo przeciętne zarobki radców, adwokatów są naprawdę wysokie. Pozostaje pytanie, czy takie też będą jak ja i inne osoby, które teraz studiują, skończymy aplikację... Liczba absolwentów wzrasta, aplikantów także, będzie ciężko:roll:
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra