Witam
Mam pytanie
Mąż prowadził ciągnik rolniczy z agregatem uprawowo- siewnym, którego największa wysokość to 3,75m. Zjeżdżał z pola po zmroku. Przejeżdżał przez drogę wiejską i zahaczył maszyną o zwisającą linię telekomunikacyjną, przewrócił słup i zerwał linię. Po zdarzeniu, przyjechał do domu i zostawił ciągnik. Udałam się z nim na miejsce zdarzenia, aby zabezpieczyć teren i wezwać służbę energetyczną, bo w momencie zerwania linii telekomunikacyjnej nastąpiło zwarcie w linii energetycznej i mieszkańcom brakło prądu. Gdy przyjechaliśmy na miejsce oddalone od domu 500m, jeden z mieszkańców poinformował nas, że wezwał służby, w tym policję. Od zdarzenia do przyjazdu policji minęło ponad 1,5h. Podkreślam, ciągnika na miejscu zdarzenia nie było, ja przyjechałam z mężem. Kazali mężowi dmuchać - niestety wykazało 0,37mg, później badali jeszcze dwa razy i tendencja była spadkowa - ostatni pomiar to 0,22mg. Uznali, że linia wisiała nieprzepisowo, więc ukarany za to nie będzie, ale zatrzymali prawo jazdy za "prowadzenie ciągnika pod wpływem alkoholu. Nie bronię męża, nauczkę ma na całe życie, ale chcę ratować rodzinę przed konsekwencjami jego głupoty.
Po pierwszym dmuchaniu, powiedzieliśmy, że mąż zaraz po zdarzeniu i powrocie do domu wypił piwo i 50 wódki, bo był bardzo zdenerwowany, dlatego ja go zawiozłam na miejsce zdarzenia. Nie złapano go "na gorącym uczynku", nie prowadził pojazdu! Wiem, że tendencja spadkowa alkoholu we krwi, działa raczej na jego niekorzyść, bo powinien być chyba wzrost, aby ta wersja miała rację bytu. Ale czy czas oczekiwania na policję i moment badania, nie wpłynął na spadek poziomu alkoholu? Czy ta wersja jest wiarygodna?
Jeżeli nie, to mamy jeszcze jedną możliwą wersję. Podczas interwencji, na miejscu zdarzenia, był obecny ojciec męża, to człowiek po 2 zawałach, bardzo schorowany 70latek, ale w miarę sprawny fizycznie i jeszcze sam, dobrowolnie pomaga nam w gospodarstwie. Rozmawiając z nim już po zdarzeniu, powiedział, że przyjmie na siebie to zdarzenie. Czyli, że mamy powiedzieć, że to on prowadził. I tu jest problem, bo mąż i ja już powiedzieliśmy, że prowadził mąż. Czy możemy zmienić wyjaśnienia? Mamy taki argument, że nie podaliśmy wcześniej teścia, jako sprawcy, bo obawialiśmy się o jego zdrowie, gdyż zaraz po zdarzeniu, zażył leki na serce i uspokojenie, bardzo się bał, całej procedury przesłuchania.
Którą z tych wersji utrzymać, aby mąż nie stracił prawa jazdy i nie płacił kary, bo to pogorszy nasz los (mamy dwoje dzieci) Nauczkę ma, bo to widzę, ale teraz ratujemy nasz byt
