Sporo lat korzystam z usług zastępstwa procesowego, więc już może niezbyt dobrze pamiętam, jak się zaczyna rozprawa.
Wchodzisz do sali, sąd stwierdza obecność ( lub nieobecność stron ) i pyta, czy strony podtrzymują swoje żądania. I w zasadzie do tego momentu powód może wycofać powództwo. Jeśli podtrzymują żądania - sąd ogłasza rozpoczęcie rozprawy. Czyli jak widzisz - powód faktycznie może to uczynić w ostatniej chwili.
Nie wydaje mi się, abyś był dodatkowo przesłuchiwany - w obecnej sytuacji konieczność dowodu jest po stronie powoda i to on będzie musiał wykazać, że przedawnienie nie nastąpiło. Jeśli przytoczy jakieś argumenty - będziesz musiał się do nich ustosunkować. Zdarza się, że powód wymyśla jakieś argumenty mgliste i zawiłe. Jeśli nie będziesz wiedział co na nie odpowiedzieć - po prostu powiedz, że podtrzymujesz swoje stanowisko, iż roszczenie uległo przedawnieniu. Sąd oceni, czy argumenty przeciwnika mają sens. Ale, o ile wiem, przeważnie nie pojawia się nikt ze strony firmy windykacyjnej.
Co do "zmuszenia" sądu, aby wydał wyrok mimo chęci wycofania pozwu - wygląda na to, że nie masz takiej możliwości, przynajmniej przy pierwszej próbie dochodzenia należności. Przy kolejnej - wydaje mi się, że przytoczony przeze mnie art.203 par.4 kpc dawałby taką możliwość. Ale w tej kwestii może niech wypowiedzą się mądrzejsi ode mnie.
Natomiast jest metoda "odstraszenia" powoda od takich działań: zawodowy pełnomocnik procesowy. Nawet jeśli wycofają pozew, będą musieli ponieść jego koszty. To skutecznie odstręcza od próby dochodzenia tej samej należności w przyszłości.
Napisz, jak się sprawa zakończyła - to zawsze wnosi dodatkowe informacje na forum.
Pozdrawiam.