Mam do Was prośbę odnośnie postępowania komornika.
W ubiegłym roku straciłem na pewien czas pracę. W związku z tym narosły mi zaległości alimentacyjne (ok. 2,5 tys.). Od października ub.r. ponownie pracuję, zaległości zostały ściągnięte przez komornika, a obecnie jestem "na bieżąco". Na przełomie 2009/2010 zmieniłem miejsce zamieszkania, wracając pod adres stałego zameldowania. W marcu br. poinformowałem o tym ustnie pracownicę kancelarii komorniczej. Byłem tam osobiście, pani pogrzebała coś w komputerze i powiedziała, że teraz będą wysyłać na adres stałego zameldowania. Tymczasem kilka dni temu dowiedziałem się, że od kwietnia br. jestem poszukiwany przez policję na wniosek komornika, w celu ustalenia miejsca pobytu.
Fakty są takie:
1. Od października ub.r. ponownie pracuję, a komornik ściąga alimenty, zaspokoił kwotę zaległą, obecnie ściąga alimenty bieżące, ergo wie gdzie pracuję.
2. W br. byłem dwukrotnie w kancelarii (w okolicach marca oraz maja br.). Za każdym razem dopytywałem o kwotę zaległości, a za pierwszym poprosiłem pracownicę o to, aby korespondencję wysyłali na mój adres stałego zameldowania, bo wyprowadziłem się spod dotychczasowego adresu korespondencyjnego, ergo nie ukrywam się, a nawet osobiście przychodzę do kancelarii.
3. Komornik ani razu nie był w miejscu mojego zameldowania. Mieszkam wraz z rodzicami - emerytami, więc nawet jeśli mnie nie ma w domu, zawsze kogoś można zastać.
4. Pracuję, więc płacę podatki, jestem dobrowolnie ubezpieczony w ZUS, płacę składki, składam deklarację. Nie ukrywam się więc, nie ukrywam też dochodów. Na prawdę trzeba się bardzo starać, aby nie móc ustalić adresu mojego pobytu!!!
5. Policjanci, u których byłem wiedzą, że komornik nie przykłada się do ustalania miejsca pobytu. Powiedzieli, że przynosi im nawet po kilkadziesiąt wniosków o ustalenie. W efekcie ani komornik, ani oni się tym nie przejmują. Mnie na szczęście udało się przypadkiem dowiedzieć o tym, że jestem poszukiwany. Wolę jednak nie myśleć, co by było gdybym został zatrzymany kilka tygodni temu, gdy byłem za granicą lub gdybym niczego nie świadom wybrał się w podróż gdziekolwiek samolotem.
W moim odczuciu:
1. Komornik nienależycie wykonuje swoje obowiązki, nie wykorzystał możliwości ustalenia mojego miejsca pobytu, a zwalił na policję.
1a. Pomijam fakt nieprofesjonalnego zachowania pracownic kancelarii, ale rzecz trudna do udowodnienia. Zakładam, że wyprą się tego, iż u nich byłem i ustnie poprosiłem o przesyłanie korespondencji na adres zameldowania.
2. Działa umyślnie i zachował się wobec mnie represyjnie.
3. Naruszył moje dobre imię. Przez policję zostałem zatrzymany, gdy ją wezwałem jako świadek zdarzenia, a tymczasem w obecności kolegi z pracy oraz osób trzecich zostałem odwieziony na komisariat, jak przestępca.
Czy w takiej sytuacji mogę złożyć skargę na czynności komornika do sądu? Jedyne co przychodzi mi do głowy to skarga na bezczynność (niedołożenie należytej staranności w celu ustalenia miejsca mojego pobytu). W jakim trybie? Czego mogę się domagać? Czy na drodze cywilnej mogę domagać się zadośćuczynienia?
Pozdr
J.
PS: Faktycznie od pewnego czasu nie dostawałem od komornika żadnej korespondencji, ale jakoś nie niepokoiło mnie to, skoro należność jest zaspokajana i na dziś nie zalegam nawet grosza.
PS2: Nie zakładam, że każdy komornik jest z założenia zły, ale zachowanie mojego komornika moim zdaniem pozostawia wiele do zyczenia.