Dzień dobry.
Dziś otrzymałem odpowiedź z PUPu odnośnie mojego wniosku o przerwanie stażu z winy pracodawcy. Jest ona powodem mojego zarejestrowania się na tym forum, ponieważ sytuacja jest dla mnie trudna i potrzebuję jak najlepszej pomocy.
Będzie dużo czytania
9 lipca rozpocząłem staż w pewnej firmie produkującej przetwory itp. Zgodnie z tym co zostało napisane na skierowaniu do badań lekarskich, a także na planie stażu, miałem pracować jako "operator rozlewu". Plan stażu obejmował różne czynności, które miałbym wykonywać w firmie. W każdym podpunkcie planu stażu widniała nazwa maszyny, którą miałem rzekomo obsługiwać. Poczułem się zadowolony, ponieważ liczyłem na to, że staż ten zapewni mi nie tylko drobny zarobek (bo te 800 zł. nie było powodem mojego rozpoczęcia stażu), ale także umiejętności, które wykorzystam później na rynku pracy.
Oczywiście rzeczywistość szybko zmniejszyła moje poczucie zadowolenia i nadzieje.
Pierwszy dzień stażu wyglądał następująco.
Po pojawieniu się w miejscu pracy nie otrzymałem żadnych ubrań ochronnych, butów, rękawiczek. Ogólnie mówiąc niczego, co jest konieczne do efektywnej i bezpiecznej pracy. Musiałem cały dzień pracować ubrany w swoją własną, w ogóle niedostosowaną do pracy odzież. Od godziny 7 do 15 cała moja praca polegała na zakręcaniu butelek z octem, ustawianiu ich do kontenera i późniejszego wywożenia tego towaru paleciakiem (wyszło ok. tony samego płynu). Praca ta bez rękawiczek była koszmarem. Całe ręce miałem w olbrzymich pęcherzach, obolałe i zniszczone. Dopiero w połowie dnia otrzymałem rękawiczki, ale na poranione ręce to tylko zaszkodziło. Proszę nie myśleć, że jestem jakimś mięczakiem. Nie. Pracowałem już fizycznie kilka razy w życiu. W markecie budowlanym, w restauracji (dostawy towaru, układanie go), gdzie praca była ciężka, dziennie przerzucało się naprawdę sporo ton towaru, ale tam miałem zapewnioną pomoc, nigdy nikt nie pracował sam przez cały dzień na jednym stanowisku). Oczywiście tam miałem też zapewnione robocze ubranie.
Istotne jest to, że pierwszego dnia stażu pracowałem pod nadzorem tylko jednej stażystki, a z zatrudnionych na stałe pracowników i szefostwa (które też zaglądało na produkcję) nikt się mną nie interesował. Pomyślałem, że to nic, że pewnie chcą "nowego" sprawdzić.
Drugi dzień pracy był równie jednostajny, z tym, że moja lewa ręka mocno już "nawalała", co było spowodowane całodziennym zakręcaniem butelek z octem pierwszego dnia. Drugiego dnia po prostu przez 6 godzin układałem towar z taśmy na palety, przez dwie ostatnie godziny zakręcałem butelki z innym produktem.
Następne dni wyglądały identycznie. Wciąż robiłem to samo, trzeciego dnia jeszcze pracowałem ubrany we własną odzież. Dopiero dnia czwartego załatwiłem sobie sam ubranie ochronne. Od firmy go nie otrzymałem, bo osoba za to odpowiedzialna była nieobecna. Zapytałem jednego z pracowników czy moje czynności się zmienią. Odpowiedział, że nie mam na to liczyć, bo idzie sezon ogórkowy, buraczkowy i muszę się nastawić, że będzie tak do końca stażu. Byłem załamany.
Pod koniec pierwszego tygodnia pracy musiałem udać się na zwolnienie lekarskie. Lewa ręka była po prostu jakby sparaliżowana. W czasie trwania zwolnienia osoba odpowiedzialna za mój "nadzór" (swoją drogą brygadzistka) rozmawiała z członkiem mojej rodziny. Dowiedziała się jak pracuję i stwierdziła, że to niedopuszczalne, że muszę się zmieniać z innymi pracownikami, że muszę wykonywać inne czynności.
Uradowany tą wiadomością z ochotą wróciłem na staż, choć ręka wciąż nie domagała. Jednak nie było to problemem, gdyż byłem pewien, że w końcu zacznę robić coś zgodnego z planem stażu.
Jak się okazało po powrocie ze zwolnienia lekarskiego znowu się przeliczyłem. Cały dzień zakręcałem słoiki z ogórkami, w wilgoci, w płóciennych, danych mi wcześniej rękawiczkach przeznaczonych do zupełnie innych prac. Dano mi obuwie ochronne, kalosze, które były o dwa rozmiary za duże i niewygodne, co w zasadzie upośledzało w pewien sposób moją pracę. Najzabawniejsze jest to, że przez cały ten dzień pracowała obok mnie brygadzistka, która wcześniej obiecała zmianę warunków pracy. Zniechęcony i zmęczony bardziej psychicznie niż fizycznie, zapytałem jedną z pracownic, czy mogę też otrzymać gumowe rękawice ochronne, które ona posiada. Odpowiedziała, że muszę iść sobie kupić w pobliskim markecie.
Tego było już za wiele. Lekarz znowu BEZ PROBLEMU wystawił mi zwolnienie, tłumacząc, że jestem przemęczony i mam chorą rękę. Napisałem wniosek do PUPu o rozwiązanie stażu z winy pracodawcy. We wniosku poruszyłem wszystkie te sprawy, które opisuję powyżej, dodając, że pracodawca nie zapewnił mi szkolenia BHP (a warunki tam panujące są niebezpieczne), odzieży ochronnej, nie wyznaczył konkretnych obowiązków zgodnych z planem stażu, że odbywam staż bez jakiejkolwiek kontroli, że miałem zamiar nauczyć się tam zawodu, tymczasem wykonuję bezsensowne czynności, które nie dają mi nic. Żałuję, że we wniosku zapomniałem dodać, że pracodawca (tuż przed pierwszym dniem mojego chorobowego) kazał przyjść do pracy w innych godzinach niż ustalone w planie stażu (miałem pracować zawsze od 7 do 15, tymczasem on kazał przyjść od 13-21). Swoją drogą raz nawet musiałem pracować od 6.
Czekałem miesiąc, przedłużając oczywiście zwolnienie, bo ręka wciąż bolała przy byle wysiłku, a szczerze mówiąc nawet gdybym był zdrowy, starałbym się zdobyć zwolnienie po prostu po to, by nie musieć tam wracać.
No i dziś nadeszła odpowiedź na mój wniosek.
PUP napisał, że w związku z moim wnioskiem o rozwiązanie stażu z winy pracodawcy, a także moimi zwolnieniami, organizator stażu złożył wniosek o pozbawianie mnie stażu z powodu niezrealizowania programu stażu z uwagi na długotrwałe zwolnienie lekarskie.
Dalej piszą, że mam wyrazić opinię czy ww. nieobecność może uniemożliwić mi zrealizowanie stażu (paragraf 9 ust. 2 pkt 3 Rozporządzenia Ministra Pracy i Polityki Społecznej z dnia 20.08.2009 r.w sprawie szczegółowych warunków odbywania stażu przez bezrobotnych)
oraz, że mam przekazać informacje jakie zadania zawodowe realizowałem w trakcie wykonywania stażu.
Miałem nadzieję, że obędzie się bez konsekwencji, ale teraz boję się, że jeśli wyjdzie na to, że sytuacja jest taka a nie inna przez moje zdrowie, to cwaniaki z PHP się nie ubrudzą, a mi zostanie odebrane ubezpieczenie i status bezrobotnego. Uważam, że byłoby to skrajnie niesłuszne i krzywdzące. To ta firma zawiniła, to oni wykorzystali stażystę jako naiwną, darmową siłę roboczą i to oni powinni ponieść konsekwencje. Tym bardziej, że zwolnienia były powodowane tylko i wyłącznie pracą, jaką kazano mi wykonywać. Proszę o szybką pomoc, bo mam tylko 5 dni na odpowiedzenie urzędowi pracy. Boję się, że zwyczajnie przegram.
Nie wiem czy w całej sprawie ma to znaczenie, ale ukończyłem studia wyższe, kierunek kulturoznawstwo.
Przepraszam, jeśli w tekście są jakieś błędy interpunkcyjne itp., ale jestem bardzo zdenerwowany i roztrzęsiony. Pozdrawiam.