Jeśli ktoś dochodzi należności, o których wie, że są nieprawdziwe, to oszukuje.
Oni nie wiedzą, ze należności te są nieprawdziwe. Kwiatki w stylu naliczania 20 zł za list polecony wynikają z ich regulaminów. Nie każdy zapis w dokumencie, który jest niezgodny z prawem, jest oszustwem.
Jeśli tak było, to z całą pewnością mamy do czynienia z oszustwem. Oczywiście ze strony banków na szkodę Best. Tylko, czy naprawdę banki sprzedają "nieistniejące" wierzytelności? Cóż, skoro to wiecie, a w państwie teoretycznym było możliwe dokładnie wszystko ...
Dotyczy to pewnego "pakietu" zakupionego przez BEST w okolicach wydania sławetnej III CZP 29/16 przez BEST. Banki sprzedawały wierzytelności jak najbardziej istniejące. W dniu cesji jednak stały się one przedawnione. Przedawniona wierzytelność nadal istnieje, więc nie ma tu oszustwa. BEST jednak, wiedząc, że wierzytelności są przedawnione, nie składa do sądów dowodów na ich należność - nie ma takiej potrzeby, ponieważ jeśli pozwany podniesie zarzut przedawnienia, to i tak powództwo zostanie oddalone, a jeśli pozwany nie złoży sprzeciwu - to nakaz zapłaty i tak się uprawomocni.
Jednakże - nie składają dowodów na ich istnienie, pomimo, że pozwani się tego domagają (chcąc dowieść, że wierzytelność nie istnieje - a nie jest wierzytelnością przedawnioną - a tym samym uniknąć podatku PIT), ponieważ im się to nie opłaca. W efekcie, cały pakiet przedawniony uchwałą SN nie jest przez BEST udowadniany. Sądy badając sprawę badają zarzut przedawnienia w pierwszej kolejności, nie badając innych, jeśli ten okazuje się słuszny. Oddalają powództwo. A "wierzyciel" BEST roszczenia nie udowadnia, bo i tak wie, że sąd oddali powództwo, z uwagi na przedawnienie, kompletowanie dowodów staje się więc ekonomicznie nieuzasadnione. Efekt? Wyrokiem sądu wierzytelność nie istnieje.
No nie istnieje, ale czy ktoś kogoś tu oszukał? PS. przytoczona uchwała pojawiła się w państwie obecnym, a nie teoretycznym. Rzekomo.
często nie rozróżniacie kwestii fałszywych należności (czyli zmyślonych roszczeń, nieistniejących zobowiązań), gdzie należałoby rozpatrzyć zastosowanie art. 286 k. od roszczeń faktycznie oczywiście zasadnych, ale niemożliwych do udowodnienia, bo wtórny wierzyciel, kupując tanio wierzytelności, nie zadbał by mieć odpowiednią dokumentację, co daje świetną pozycję procesową dłużnikom.
W takim razie - sądy również ich nie rozróżniają. Nie istnieje coś takiego jak roszczenie "oczywiście zasadne, ale niemożliwe do udowodnienia". Jeżeli nie ma dowodów na istnienie roszczenia, to ono nie istnieje. Jeżeli sąd oddalił powództwo, a podnoszono zarzut, że ono nie istnieje - to ono nie istnieje. Tu nie ma spraw "istnieje, ale udowodnić nie mogę, wysoki sądzie" - to jest sytuacja czarno-biała. Czego najlepszym dowodem jest możliwość powoływania się na powagę rzeczy osądzonej. Na podobnym stanowisku stoi zresztą Ministerstwo Finansów. Nie to jest prawdą, co nią obiektywnie jest, tylko to, co możesz udowodnić w sądzie.
Skoro tak lubisz szafować prawem karnym - wyrok "niewinny", który stał się prawomocny powoduje, ze oskarżony nie jest przestępcą. I jest niewinny. Nawet, jeśli w rzeczywistości owszem, popełnił morderstwo.
Dla mnie to czyściutka sprawa z 286 kk. Wierzyciel wprowadza w błąd dłużnika (koszty się nie należą, a twierdzi, że się należą) z zamiarem (wie co robi i po co to robi) uzyskania korzyści majątkowej (chodzi mu o to by dłużnik zapłacił pieniądze, które wcale się od niego nie należą). Mamy wszystkie przesłanki. Gdyby więc prokurator chciał ...
Tu akurat zgoda. Tylko, że rzadko się zdarza, acz - zdarza się, że prokurator jest w stanie wykryć sprawcę w takich sprawach.