samowola budowlana a art. 50 i 51 Prawa budowlanego

  • Autor wątku Autor wątku Adiunkt
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
A

Adiunkt

Nowy użytkownik
Dołączył
03.2011
Odpowiedzi
16
Ciągnąca się półtora roku sprawa podwyższenia terenu o 1,5 m (celowa zmiana rzędnej) na sąsiedniej działce, z żądaniem wnioskodawcy JEDYNIE o zniwelowanie terenu zgodnie z warunkami zabudowy, poszła ostatecznie w takim kierunku, że wydana przez WINB decyzja wygląda tak, jak poniżej. Czy ktoś mógłby mi - prostej kobicinie :D - wytłumaczyć, o co w tym elaboracie chodzi? Będę wdzięczna i z góry dziękuję :).
"Organ I instancji w wyniku przeprowadzonej kontroli stwierdził, iż inwestorka podczas prowadzenia robót bud. zw. z budową budynku mieszkalnego, dokonała istotnych i nieistotnych odstępstw od zatwierdzonego projektu budowlanego. Ustalono również, że w dn... inwestorka złożyła zawiadomienie o zakończeniu budowy w PINB. Organ I instancji pismem z dn...., znak...., potwierdził przyjęcie (bez sprzeciwu) zawiadomienia o zakończeniu budowy przedmiotowego budynku mieszkalnego. PINB uznał, że z uwagi na fakt, że roboty budowlane przy budowie zostały zakończone, zastosowanie znajduje art. 51 ust. 7 Prawa budowlanego i nie ma podstaw do zastosowania art. 50 ust.1, pkt. 4 Prawa budowlanego. Następnie organ ten uznał, że dokonane odstępstwa nie naruszają obowiązujących przepisów, w tym tech.-budowlanych w związku z czym należało przedmiotowe postępowanie umorzyć. Organ II instancji stwierdził na podstawie zgromadzonej dokumentacji sprawy, iż budynek mieszk. jednorodzinny został zrealizowany w sposób istotnie odbiegający od warunków pozwolenia na budowę..... Stwierdzone odstępstwa od warunków udzielonego pozwolenia na budowę stanowią istotne odstępstwo od pozwolenia na budowę w rozumieniu art. 36a, ust.5, pkt 1 ustawy z dn.7.07.1994 r. Prawa budowlanego. Zatem w przedmiotowej sprawie zachodził przypadek określony w art. 50 ust 1 pkt 4 ww. ustawy. Zaistnienie takiego stanu faktycznego obligowało organ I instancji do przeprowadzenia stosownego postępowania legalizacyjnego w trybie art. 50-51 Prawa budowlanego. W omawianym przypadku po wszczęciu postępowania PINB nie wstrzymał prowadzonych robót bud. w myśl art. 50 ww. ustawy. Dodatkowo roboty budowl. budynku zostały zakończone, inwestorka w trakcie trwające w PINB postępowania wyjaśniającego, złożyła zawiadomienie o zakończeniu budowy, a organ I instancji nie wniósł sprzeciwu....... W tej sytuacji więc nie było możliwości przeprowadzenia czynności naprawczych w trybie art. 51 ust.1 pkt. 3 ustawy Prawo budowlane, gdyż na przeszkodzie stoi regulacja art. 51 ust. 1 tej ustawy. Należało więc przeprowadzić procedurę określoną w art. 51 ust.1 pkt. 1 i 2 oraz ust. 3 oraz rozważyć wydanie jednej z dwóch decyzji przewidzianych w art. 51 ust. 1 pkt. 1 lub 2 ww. ustawy. Wobec powyższego w rozpatrywanym przypadku nie zachodzą okoliczności uzasadniające wydanie nakazu rozbiórki czy przywrócenia do stanu poprzedniego, ponieważ organ nakazuje powyższe w trybie art. 51 ust. 1 pkt. 1 tylko w przypadku, gdy występuje brak możliwości naprawy, tj. niedająca się usunąć niezgodność z przepisami, co w rozpatrywanym przypadku nie ma miejsca.Nie ma również podstaw do nałożenia na inwestorkę na podst. art. 51 ust. 1 pkt. 2 Prawa budowlanego obowiązku wykonania określonych czynności lub robót budowl. w celu doprowadzenia wykonywanych robót do stanu zgodnego z prawem. W związku z powyższym organ II instancji podtrzymuje decyzję organu I instancji i umarza postępowania."
 
Bardzo ciekawa sprawa. Bardzo łagodne urzędy. Proszę podać w jakim to województwie?

W tym zdaniu:

"W tej sytuacji więc nie było możliwości przeprowadzenia czynności naprawczych w trybie art. 51 ust.1 pkt. 3 ustawy Prawo budowlane, gdyż na przeszkodzie stoi regulacja art. 51 ust. 1 tej ustawy. "

chyba się Pani pomyliła - końcówka powinna brzmieć chyba: "...art. 51 ust 7 tej ustawy."?
 
Tak, tak, przepraszam za pomyłkę - oczywiście miało być "...gdyż na przeszkodzie stoi regulacja art. 51 ust.7 ustawy Prawo budowlane". Sprawa toczy się na Podkarpaciu, zresztą (wydawało się, że banalnie prosta, bo dotycząca podsypanych ziemią, do wysokości ponad 1 m, fundamentów domu, czym naruszone zostały warunki określone precyzyjnie w decyzji o warunkach zabudowy) została przez PINB tak rozdmuchana, iż w wyniku dwukrotnie przeprowadzonych przez inspektorów wizji w terenie, wyszło na jaw tak wiele odstępstw od projektu (istotnych i nieistotnych), które - gdyby nie wykazanie ich w kolejnych protokołach i decyzjach, nigdy nie ujrzałyby światła dziennego (np. przesunięcie o ok. 80 cm budynku od obowiązującej linii zabudowy) :D. Wnioskodawcy, którym za płotem, w odległości 6 m, usypana została ponad metrowa skarpa ziemi (mimo tych samych warunków zabudowy), domagali się tylko wyrównania terenu do poziomu precyzyjnie określonego dla obu działek. Niczego ponad to nie żądali. Wyszło jednak tak, jak powyżej i... trudno to wszystko teraz zwykłym rozumkiem ogarnąć!
Aaaa, dodam jeszcze iż PINB prowadząc półtora roku postępowanie wyjaśniające "w sprawie prawidłowości budowy budynku mieszkalnego na działce.....", w tzw. międzyczasie (czyli mniej więcej w połowie trwania rozpatrywania sprawy) PRZYJĄŁ BEZ SPRZECIWU zawiadomienie inwestorki wspomnianej nieruchomości o zakończeniu budowy, następnie kontynuował :D prowadzone przez siebie postępowanie i w wysyłanych stronom zawiadomieniach o kolejnych przesunięciach terminów załatwienia sprawy, nadal informował je, iż prowadzi "postępowanie administracyjne z urzędu w sprawie prawidłowości budowy budynku mieszkalnego na działce..." Do żądań wnioskodawców w żadnym protokole ani w żadnej decyzji tak organ I instancji, jak i organ II instancji nie odniósł się ANI RAZ, oba wydały niemal identyczne decyzje, w których umorzenie sprawy oparły na wspomnianych artykułach Prawa budowlanego: 50 i 51. Stąd moja gorąca prośba o przełożenie mi (osobie z przygotowaniem humanistycznym - a więc mało rozeznającej się w zawiłościach tematyki budowlanej) o przełożenie powyższego na język zrozumiały dla zwykłego zjadacza chleba. Będę wdzięczna :D.
 
Droga Pani, sprawa jest prosta i jeżeli przeczyta Pani spokojnie wykreślając po drodze cały "sztafaż" administracyjnego bełkotu to znaczenie będzie jasne: koniec sprawy i nikt nic nie musi w tej sprawie robić.

Sprawa ciekawa gdyż organy niechętnie ujawniają znajomość przepisu art. 51 ust. 7 i raczej inwestorów nękają różnymi bzdurami.

Tyle że w tej sprawie zaszło tyle przedziwnych okoliczności na raz iż wygląda iż te oragany bardzo są temu inwestorowi przychylne. Otóż:
1. jeżeli PINB stwierdził te odstępstwa w trakcie budowy to był zobowiązany ją wstrzymać
2. Powinien odpowiedzieć sprzeciwem na zawiadomienie o zakończeniu gdyż przecież sam stwierdził odstępstwa istotne
3. No i umorzenie powinno nastąpić pod warunkiem iż te stwierdzone odstępstwa są jednak zgodne z prawem tymczasem oba organy dowodzą iż nie mogły już nic robić bo ... się zagapiły (?!)
Będę wdzięczny za skany tych decyzji - choćby na priv - wtedy będę mógł coś więcej doradzić
 
...ano przychylne z racji rodzinnych koligacji :D. Żeby było jeszcze dziwniej (a może i śmieszniej) dodam, iż legalność zatwierdzonego projektu budowlanego również jest dyskusyjna, ponieważ został on skonstruowany przez projektanta/kierownika budowy z naruszeniem warunków zabudowy, niezweryfikowany przez miejscowy wydział architektury - przeszedł etap zatwierdzenia przez ZUD, został podpisany przez starostę. No i poszłoooo! Teraz okazuje się, że warunki zabudowy sobie, projekt budowlany sobie, opis do planu zagospodarowania sobie, a rzeczywisty, ostateczny stan na rzeczonej działce sobie, co potwierdza mapa inwentaryzacyjna . Taka oto plątanina, która podoba się tutejszym organom I i II instancji.
Ponieważ na tym etapie mam możliwość złożenia skargi do WSA na decyzję WINB, oczywiście skorzystam z niej. Decyduję się na bój :-), bo wiem, że mam rację oraz że w tej sprawie naruszono przepisy prawa (tak budowlanego, jak i administracyjnego..., a nawet i karnego - kierownik budowy/projektant poświadczył nieprawdę, co wykazały kontrole nadzoru bud.). Nie zostanę do końca życia (a potem i moje dzieci) z usypaną - na odcinku 6 m - półtorametrową skarpą za moim ogrodzeniem, przy jednakowych warunkach zabudowy dla obu domów! Nie ma siły! Do walki "o swoje" motywuje mnie dodatkowo to, co przeczytałam w kilku orzeczeniach NSA, w których czytam:
..."Przede wszystkim należy stwierdzić, iż błędny jest pogląd, że zakończenie budowy wyłącza stosowanie art. 51 ust. 1 pkt 3 ustawy – Prawo budowlane..."
Za chwilę jadę do urzędu gminy, by tam złożyć wniosek o wszczęcie postępowania z art. 29 ust. 1 ustawy Prawo wodne.
Jeżeli zaś chodzi o skany decyzji (dziękuję za chęć "wgryzienia się" w sprawę), postaram się przesłać je Panu - proszę tylko o chwilę cierpliwości.
Pozdrawiam.
 
Nie wiem które orzeczenia NSA ma Pani na myśli (proszę podać) ale proszę nie budować przekonania o wygranej tylko na tym. Orzeczenia NSA są różne a przepis jest jasny. Sam art. 51 ust 1 pkt 3 może nic Pani nie dać skoro organy są przychylne - ot naniosą na projekt zastępczy nową rzędną i organ to zatwierdzi i będzie po sprawie. Parę lat straci Pani na bieganie po sądach a w tej sprawie NIC się nie zmieni.
 
Hmmmm..., to co - nie robić nic???? Poddać się i do końca życia "zza płota" przyglądać się budowlanej maszkarze, z której już woda zaczyna zalewać nasz ogród i podmywać fundamenty naszego nowego domu??? Usiąść w bezsilności, nie walczyć o swoje, bo paniusi krewniak jest kierowcą w urzędzie???
 
Adiunkt napisał:
Hmmmm..., to co - nie robić nic????

proponuje zaskarżyć do WSA
http://forumprawne.org/sady-adminis...-decyzje-administracyjna-do-wsa-poradnik.html

Adiunkt napisał:
woda zaczyna zalewać nasz ogród i podmywać fundamenty naszego nowego domu???

tu można też ruszyć inne postępowanie w oparciu o prawo wodne

http://orzeczenia.nsa.gov.pl/doc/43B38F4140
NSA wskazał, iż w przypadku zmiany stanu wód na gruncie i zalewania nieruchomości sąsiednich zastosowanie znajdzie art. 29 ust. 3 Prawa wodnego, a zatem organem właściwym do rozpatrzenia sprawy i wydania stosownej decyzji jest Burmistrz Miasta, a okoliczność z jakich przyczyn dochodzi do wyrządzenia szkody wodami na działce sąsiedniej jest bez znaczenia, jeżeli są one skutkiem zmiany stosunków wodnych na gruncie.

a zatem ten poradnik http://forumprawne.org/prawo-admini...pisac-skuteczne-pisma-do-urzedu-poradnik.html
 
I tak właśnie zrobiłam, o czym piszę w poście 5. Dziękuję za rady. Pozdrawiam.
 
proponuje też uruchomić postępowanie przed Burmistrzem dodatkowo
 
Tak, tak, już to przedwczoraj zrobiłam (pisałam w poście 5: "Za chwilę jadę do urzędu gminy, by tam złożyć wniosek o wszczęcie postępowania z art. 29 ust. 1 ustawy Prawo wodne"). Do wniosku dołączyłam 33 zdjęcia szkód (mokre nacieki na kostce brukowej, wzdłuż boku mojego domu, mokre plamy w rogu garażu, stojące w wodzie iglaki - zresztą na przestrzeni 4 lat zamieszkiwania przez nas domu, obecnie mamy 4 nasadzenie świerków - co roku wyrzucamy kolejne zgniłe iglaki, zdjęcia krzywiących się słupków ogrodzeniowych), wszystko to rzecz jasna od strony usypanej po sąsiedzku skarpy. Spływająca woda gruntowa coraz bardziej i rozleglej rzeźbi sobie na naszej posesji podziemne korytarze :(. Opisałam to wszystko dokładnie we wniosku i... zobaczymy. Wczoraj poświeciłam cały wieczór na poczytanie sobie kilku aktualnych orzeczeń NSA w podobnych sprawach i widzę, że nadzory budowlane sprawy związane z podniesieniem terenu i związanym z tym zaburzeniem stosunków wodnych, traktują jak diabeł święconą wodę: pozbyć się sprawy jak najszybciej, niech sobie dochodzą z przepisów prawa wodnego! Nawet gdy podniesienie terenu nastąpiło w związku z budową (a więc nastąpiło naruszenie przepisów prawa budowlanego). Pozdrawiam.
 
Adiunkt napisał:
Nawet gdy podniesienie terenu nastąpiło w związku z budową (a więc nastąpiło naruszenie przepisów prawa budowlanego).

Postępowanie oczywiście warto prowadzić dwutorowo

Życzę konsekwencji i powodzenia

Proszę informować o dalszym rozwoju sprawy
 
Oczywiście, odezwę się, jak tylko coś ruszy, a działam dwutorowo: 1) skarga do WSA, 2) wniosek do burmistrza. Jak wiadomo, takie sprawy ciągną się latami, niestety. Ale jak pisałam powyżej - nie ustąpię, bo wiem, że mam rację. Przegrana bitwa (decyzje PINB i WINB) to dopiero początek wojny, trudno. Nie należę do osób, które łatwo się poddają oraz do takich, które potrafią walczyć o swoje. Tak więc dziękuję raz jeszcze, wiem, w którym kierunku mam zmierzać.
Pozdrawiam.
 
Adiunkt napisał:
Jak wiadomo, takie sprawy ciągną się latami, niestety.

Wcześniej otrzymał pan link do poradników i opisano w nim, jak skutecznie ponaglać urząd :)
 
Adiunkt napisał:
Hmmmm..., to co - nie robić nic???? Poddać się i do końca życia "zza płota" przyglądać się budowlanej maszkarze, z której już woda zaczyna zalewać nasz ogród i podmywać fundamenty naszego nowego domu??? Usiąść w bezsilności, nie walczyć o swoje, bo paniusi krewniak jest kierowcą w urzędzie???

Droga Pani,

uważam że trzeba działać precyzyjnie - w stronę rzeczywistego złamania prawa przez PINB. To miało miejsce jak napisałem w kwestii wadliwego prowadzenia postępowania wyjaśniającego w celu umożliwienia zakończenia budowy. Co nie wyklucza tego co Pani robi. Wystarczy napisać, że robi to Pani wielotorowo gdyż naruszenia prawa mają charakter to usprawiedliwiający. Radzę złożyć zażalenie z art. 37 na nie wydanie postanowienia o wstrzymaniu z art. 50 oraz na brak sprzeciwu do zawiadomienia o zakończeniu budowy. Poza tym radzę się zapoznać z dokumentacją prawdopodobnie to zawiadomienie związane jest z fałszerstwem dokumentacji.
 
Inwestorwroclove napisał:
Droga Pani,

uważam że trzeba działać precyzyjnie - w stronę rzeczywistego złamania prawa przez PINB. To miało miejsce jak napisałem w kwestii wadliwego prowadzenia postępowania wyjaśniającego w celu umożliwienia zakończenia budowy. Co nie wyklucza tego co Pani robi. Wystarczy napisać, że robi to Pani wielotorowo gdyż naruszenia prawa mają charakter to usprawiedliwiający. Radzę złożyć zażalenie z art. 37 na nie wydanie postanowienia o wstrzymaniu z art. 50 oraz na brak sprzeciwu do zawiadomienia o zakończeniu budowy. Poza tym radzę się zapoznać z dokumentacją prawdopodobnie to zawiadomienie związane jest z fałszerstwem dokumentacji.

Zażalenie na nie wydanie postanowienia, to coś nowego? Od kiedy na zakończone roboty budowlane i przyjecie budynku do użytku, wydaje się postanowienie z art. 50 ust. 1 pkt.4 pb. Większość sądów jest temu przeciwna. Tylka skarga do WSA do WINB na ich decyzję. Drugie postępowanie u burmistrza pewnie nie przyniesie rezultatu, bo zasłoni się postępowaniem nadzoru i będzie miał słuszność. Ale próbować nie zaszkodzi.
 
mandaryn0@op.pl napisał:
Zażalenie na nie wydanie postanowienia, to coś nowego? Od kiedy na zakończone roboty budowlane i przyjecie budynku do użytku, wydaje się postanowienie z art. 50 ust. 1 pkt.4 pb. Większość sądów jest temu przeciwna. Tylka skarga do WSA do WINB na ich decyzję. Drugie postępowanie u burmistrza pewnie nie przyniesie rezultatu, bo zasłoni się postępowaniem nadzoru i będzie miał słuszność. Ale próbować nie zaszkodzi.

Z wpisu wynika, że PINB stwierdził odstępstwa przed zakończeniem budowy ale nie wydał postanowienia o wstrzymaniu a następnie nie wniósł sprzeciwu od zawiadomienia o zakończeniu budowy. To jest wielokrotne złamanie prawa w warunkach działania celowego.

A zgodnie z prawem PINB jest zobowiązany do wydania postanowienia w takim przypadku zatem mamy do czynienia z bezczynnością w rażący sposób naruszająca prawo.

Co do WSA to jest loteria tym bardziej słaba że skoro WINB to tuszuje - a to często koledzy tych z WSA - to marna szansa. Dlatego warto działać w stronę GINB - choć to też towarzystwo wzajemnej adoracji.
 
Ostatnia edycja:
Ciekawa sprawa. Jak dla mnie PINB i WINB popełnili błedy. Mam nadzieje, że sąd je zauważy. Istotne odstępstwa trzeba naprawić. A samo przyjęcie zawiadomienia o zakończeniu budowy nie jest skuteczne.
Jak wskazał Naczelny Sąd Administracyjny w Warszawie w wyroku z dnia 12 stycznia 2011 r. sygn. II OSK 34/10 " Postępowanie w przedmiocie udzielenia pozwolenia na użytkowanie obiektu jest końcowym etapem procesu inwestycyjnego, w którym organ dokonuje sprawdzenia czy obiekt budowlany może być użytkowany w sposób określony w wydanych wcześniej decyzji w tej materii. Toteż prawnie skuteczne jest zawiadomienie o zakończeniu budowy tylko w odniesieniu do obiektów wybudowanych zgodnie z projektem budowlanym i warunkami pozwolenia na budowę lub ze zmianami nie odstępującymi w sposób istotny od tych warunków." Czekam na Wyrok w Pani sprawie.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Witam.
Na razie jesteśmy na etapie oczekiwania na wyznaczenie terminu rozprawy w WSA, ale ten czas nie płynie nam bezproduktywnie. O nie! Kilka tygodni temu odbyła się rozprawa w terenie (postępowanie wszczęte przez burmistrza, z Prawa wodnego), będzie i kolejna, ponieważ - jak nas poinformowano w piśmie - zostanie powołany biegły ds. hydrogeologii, a po wydaniu przez niego opinii, w ciągu 30 dni mają zapaść ostateczne rozstrzygnięcia. Miesiąc temu otrzymaliśmy także zawiadomienie z tut. PINB o terminie kontroli naszego domu (z art. 81 ust.4) - 7 maja zaszczycił nas sam szef. Okazało się, że sąsiadka (ta, która usypała nam za ogrodzeniem ponad metrową skarpę) rok temu (powtarzam: ROK TEMU, bo w maju 2013) wniosła, by nadzór skontrolował prawidłowość budowy naszego domu, bo: "jest przekonana, iż nasz dom został wybudowany niezgodnie z projektem bud. oraz pozostałą dokumentacją (za nisko), co wg. niej spowoduje w przyszłości zalewanie naszej posesji wodami opadowymi". Sąsiedzki donosik został zakwalifikowany przez organ jako skarga powszechna, a na moje zapytanie, dlaczego sprawa zostaje podjęta po roku (!), inspektor odrzekł, że są zawaleni robotą i nie mieli czasu na kontrolę (!). No w każdym razie panowie (mili bardzo!) siedzieli u nas ponad 3 godz. - sam ogląd domu wewnątrz i zewnątrz trwał może 10 min., pisanie kilku zdaniowego protokołu ("że wszystko w porządku") następne 10 min., reszta czasu upłynęła nam (przy kawce i soczku) na rozmowie o... sąsiadach "zza płotu", ich budowie, zapewnieniach o wnikliwych, wielokrotnych i wszechstronnych analizach sąsiedzkiej dokumentacji projektowo-budowlanej, tłumaczeniu powodów takich, a nie innych decyzji (dwóch identycznych). Przy okazji dowiedzieliśmy się od szefa tut. nadzoru, iż rzędna terenu nie jest sprawą istotną dla projektanta, najważniejsze jest "rzędna projektowana", która wcale nie musi być zbieżna z tą "terenową". No i usłyszeliśmy, że owa rządna projektowana zależna jest od tego, co - niezależnie od warunków zabudowy - ustali sobie w terenie projektant. Na nasze zapytanie, czy aby w takim przypadku (ustalenie np. faktu, iż teren pod budowę jest terenem podmokłym) inwestorka nie powinna była wystąpić do burmistrza o zmianę warunków zabudowy, szef orzekł, że... niekoniecznie. To, że mamy skarpę za płotem poniekąd jest naszą winą, bo nie dopilnowaliśmy (na etapie zatwierdzania sąsiadom dokumentacji), nie poszliśmy do tut. wydziału architektury, by przejrzeć wszystko dokładnie. Nie sprawdziliśmy, bo byliśmy pewni, iż przy IDENTYCZNYCH WARUNKACH ZABUDOWY dla dwóch domów (naszego i sąsiadów) projektant/kierownik budowy zatrudniony przez sąsiadów dostosuje ich dom do istniejących warunków terenowych, a nie odwrotnie. Jakaś taka nasza durna ufność w ludzką uczciwość. No i rzetelność urzędniczą przy kontrolowaniu złożonej przez sąsiadów dokumentacji. Ostatecznie panowie inspektorzy zgodzili się z nami, iż "należy teraz czekać na sądowe rozstrzygnięcie", co też jak wspomniałam czynimy. Pojechali. Do 15 maja mają odpowiedzieć troskliwej sąsiadce, co oczywiście przeczytamy sobie, przeglądając zgromadzoną w sprawie dokumentację pokontrolną. Aha - kilka dni po "gminnej rozprawie w terenie" ichni projektant/kierownik budowy dosłał do protokołu własne wyjaśnienia, w których stwierdza, iż "po dokonaniu rekonesansu terenu, stwierdziwszy, że teren pod budowę jest terenem podmokłym i narażonym na zalewanie wodami spływającymi z niedalekiego wzniesienia, jak również niedrożnymi, zaniedbanymi rowami (całokształt jest NIEPRAWDĄ!), zmuszony był zaprojektować wokół domu nasyp grubości 50-70 cm". Ponieważ faktu tego nie uwidocznił w żadnym projektowym i powykonawczym dokumencie, potraktowaliśmy całość oświadczenia jako dowód w sprawie i poświadczoną kopię, jako załącznik, wraz z pismem przewodnim-wyjaśniającym wysłaliśmy do sądu, prosząc o dołączenie do akt sprawy. I to by było na razie na tyle. Pozdrawiam zainteresowanych. Odezwę się jak tylko pojawią się nowe okoliczności w sprawie.
 
Witam. Przepraszam, że się podpinam pod temat ale nie mogę znaleźć opcji "nowy temat":). Chciałem tylko zapytać czy ktoś wie jakie mogą grozić kary za niezgłoszenie zamiaru budowy na własnej posesji wiaty rekreacyjnej poniżej 25m2?
 
Powrót
Góra