Witam,
moja współpraca z ING zakończyła się 27 sierpnia 2009. Od tamtej pory otrzymałam jakieś 4 pisma z firmy E...
Oczywiście na żadne nie odpowiedziałam. Trochę się jednak przestraszyłam i zasięgnęłam opinii znajomego prawnika. Wg niego owszem musiałabym oddać prowizję w momencie gdybym nadal z ING współpracowała. Współpraca ustała a więc umowa nie obowiązuje. Tydzień temu dostałam z E... kolejne pismo, w którym informują mnie o odwiedzinach windykatora terenowego-podobno miał być dzisiaj. Nikt taki jednak się nie zjawił.
Po raz kolejny zrobiło mi isę po prostu nieprzyjemnie i pozwoliłam sobie na telefon do Stowarzyszenia osób poszkodowanych przez ING. Pan w rzeczowy sposób wyjaśnił w czym rzecz. Po pierwsze E.. nie ma podstaw by ściągać jakiś dług-musieliby wystawić rachunek/fakturę z wyszczególnionymi polisami, które upadły itd.-tylko na tej podstawie mogę cokolwiek zapłacić. Ale E.. takiej faktury nie wystawi. Wszelkie pisma, windykator itd. to tzw straszacze, które mają nas zmusić do zapłaty. Osoby, które kasę wpłaciły, niestety nie mają szans na jej zwrot.
Co ważne po 3 latach faktycznie wg KC sprawa ulega przedawnieniu i ING nie będzie miało żadnych praw żądać kasy. Trzeba po prostu do tych 3 lat unikać płacenia.
ps. mój "dług" wobec ING wynosi ponad 5 tys zł. Przy czym E.. chce tylko 400 zł. Na moje pytanie czy to ostateczna kwota pani odpowiedziała, że na tą chwilę tak

Tzn, że w każdej chwili mogą chcieć więcej.
Nie zamierzam płacić. Pracę wykonywałam należycie, nie robiłam lewizny itd. Nie mam wpływu na to, co się z polisami działo od sierpnia 2009.
Pozdrawiam wszystkich ciepło
