Ustalenie przez sąd wielkości nakladów i osobistych starań w wychowanie dzieci.

  • Autor wątku Autor wątku cwy97
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
karolla0905 napisał:
Przygotować na to z czym się zderzysz w sądzie. Ale skoro wiesz lepiej. To po co pytasz?

Po rozwodzie jak nie będę miał opieki naprzemiennej to sąd jak to sąd da alimenty uwzględniając starania matki np. w pranie itd. Ja mogę dać córce która by do mnie przychodzila swoje "lekcje", jak korepetytor który się już bardzo sprawdził z nią i z wcześniejszym dzieckiem. Ciekawi mnie czy to sąd zainteresuje i to wyceni. A jeśli wyceni to jak? Patrzę je przez godzinę.jak.pralka kręci, czy 10 minut odkurzania (małe mieszkanie :) to nie to samo co praca korepetytora swych dzieci, wie to każdy kto próbował uczyć własne dzieci i prac, sprzątać itd. Ja robiłem to wszystko i mogę porównać.
 
karolla0905 napisał:
Przygotować na to z czym się zderzysz w sądzie. Ale skoro wiesz lepiej. To po co pytasz?

Ale czemu nie odpowiesz w tym drugim.przykladzie?
 
cwy97 napisał:
Tak, to taka mamka.pytalem.cie o coś innego. Odpowiedź w tamtym przykładzie gdzie ty wykonujesz czynności domowe. Wy wogole coś wiecie czy tylko pitolicie trzy po trzy żeby komuś dosrac.


Zapytałeś w pierwszym poście co zrobić gdy dostaniesz pozew rozwodowy z żądaniem alimentów w sytuacji gdy: obowiązki i nakłady macie niby równe, ale dodatkowo ty uczysz dzieci (co jak wynika z postu uważasz to za mega wyczyn który powinien być finansowany przez żonę, co dla mnie osobiście jest całkowicie dziwne). Odpisałam Ci wiec ze w odpowiedzi na pozew możesz wskazywać ze podana przez żonę kwota alimentów jest zbyt wysoka z racji twoich osobistych starań a czy sąd to uwzględni ? Nie wiadomo, nikt nie jest wróżka. Dodatkowo ciężko coś racjonalnie ocenić jeśli zamiast opisać dokładnie okoliczności sprawy wskazujesz milion hipotetycznych założeń „co gdybym dostał pozew, załóżmy ze dzielimy się obowiązkami po równo, załóżmy ze gosposia robi wszystko za nas”…. Ogólnie z twojej narracji wynika tak jak koleżanka wyżej napisała że twój wkład w naukę dzieci to coś niezwykłego, najcenniejszego i ze najlepiej jakby ktoś ci jeszcze za to płacił. Wiec kolega Reset zwrócił Ci słusznie uwagę, że to co robisz należy do twoich obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej (najprościej mówiąc nie jest to żadnym wyczynem). Dalej wskazałam Ci ze jeśli obowiązki są plus minus rowne, a fakt twojej przewagi wnioskujesz wyłącznie z faktu nauczania dzisci to nie masz racji. Musiałaby być rażąca dysproporcja w osobistych staraniach w wychowanie dzieci żeby moc jedna stronę obciążyć kosztami utrzymania dzieci bardziej, a druga mniej. Podsumowując: fakt nauczania dzieci nie obliguje twojej zony do płacenia Ci za to (a z twoich postów wynika ze tego właśnie oczekujesz). Nie wynika z twojego opisu abyś w całości to ty opiekował się dziećmi, a żona w ogóle. Dodatkowo co do twojej sugestii ze mógłbyś dochodzić roszczeń od zony osobnym pozwem - nie mógłbyś zakładając ze jest sprawa o rozwód (a kij wie czy jest bo jak napisałam wyżej wskazujesz milion hipotetycznych sytuacji zamiast opisać swoj problem wprost). Nikt tu nie jest od dosrywania komukolwiek, ale jak nie chcesz ze szczegółami opisać swojej sytuacji żebyśmy mogli Ci doradzić najlepsze rozwiązanie to jest twój problem. Przychodzisz po pomoc a uważasz ze wiesz najlepiej. W takim razie po co pytasz ?


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
 
Madmad91 napisał:
Zapytałeś w pierwszym poście co zrobić gdy dostaniesz pozew rozwodowy z żądaniem alimentów w sytuacji gdy: obowiązki i nakłady macie niby równe, ale dodatkowo ty uczysz dzieci (co jak wynika z postu uważasz to za mega wyczyn który powinien być finansowany przez żonę, co dla mnie osobiście jest całkowicie dziwne). Odpisałam Ci wiec ze w odpowiedzi na pozew możesz wskazywać ze podana przez żonę kwota alimentów jest zbyt wysoka z racji twoich osobistych starań a czy sąd to uwzględni ? Nie wiadomo, nikt nie jest wróżka. Dodatkowo ciężko coś racjonalnie ocenić jeśli zamiast opisać dokładnie okoliczności sprawy wskazujesz milion hipotetycznych założeń „co gdybym dostał pozew, załóżmy ze dzielimy się obowiązkami po równo, załóżmy ze gosposia robi wszystko za nas”…. Ogólnie z twojej narracji wynika tak jak koleżanka wyżej napisała że twój wkład w naukę dzieci to coś niezwykłego, najcenniejszego i ze najlepiej jakby ktoś ci jeszcze za to płacił. Wiec kolega Reset zwrócił Ci słusznie uwagę, że to co robisz należy do twoich obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej (najprościej mówiąc nie jest to żadnym wyczynem). Dalej wskazałam Ci ze jeśli obowiązki są plus minus rowne, a fakt twojej przewagi wnioskujesz wyłącznie z faktu nauczania dzisci to nie masz racji. Musiałaby być rażąca dysproporcja w osobistych staraniach w wychowanie dzieci żeby moc jedna stronę obciążyć kosztami utrzymania dzieci bardziej, a druga mniej. Podsumowując: fakt nauczania dzieci nie obliguje twojej zony do płacenia Ci za to (a z twoich postów wynika ze tego właśnie oczekujesz). Nie wynika z twojego opisu abyś w całości to ty opiekował się dziećmi, a żona w ogóle. Dodatkowo co do twojej sugestii ze mógłbyś dochodzić roszczeń od zony osobnym pozwem - nie mógłbyś zakładając ze jest sprawa o rozwód (a kij wie czy jest bo jak napisałam wyżej wskazujesz milion hipotetycznych sytuacji zamiast opisać swoj problem wprost). Nikt tu nie jest od dosrywania komukolwiek, ale jak nie chcesz ze szczegółami opisać swojej sytuacji żebyśmy mogli Ci doradzić najlepsze rozwiązanie to jest twój problem. Przychodzisz po pomoc a uważasz ze wiesz najlepiej. W takim razie po co pytasz ?

Już się połapałem że nie ogarniacie prostych spraw więc uproscilem jeszcze bardziej, teraz było nie jak dla mojej córki lat 12 a dla jej maskotki. Karolinie pisałem. Więc się skup i albo odpowiedź albo nie strugaj kozaka. To że sąd zrobi co chce to oczywista oczywistość i takich bzdur mi nie pisz.
 
cwy97 napisał:
Madmad91 napisał:
Zapytałeś w pierwszym poście co zrobić gdy dostaniesz pozew rozwodowy z żądaniem alimentów w sytuacji gdy: obowiązki i nakłady macie niby równe, ale dodatkowo ty uczysz dzieci (co jak wynika z postu uważasz to za mega wyczyn który powinien być finansowany przez żonę, co dla mnie osobiście jest całkowicie dziwne). Odpisałam Ci wiec ze w odpowiedzi na pozew możesz wskazywać ze podana przez żonę kwota alimentów jest zbyt wysoka z racji twoich osobistych starań a czy sąd to uwzględni ? Nie wiadomo, nikt nie jest wróżka. Dodatkowo ciężko coś racjonalnie ocenić jeśli zamiast opisać dokładnie okoliczności sprawy wskazujesz milion hipotetycznych założeń „co gdybym dostał pozew, załóżmy ze dzielimy się obowiązkami po równo, załóżmy ze gosposia robi wszystko za nas”…. Ogólnie z twojej narracji wynika tak jak koleżanka wyżej napisała że twój wkład w naukę dzieci to coś niezwykłego, najcenniejszego i ze najlepiej jakby ktoś ci jeszcze za to płacił. Wiec kolega Reset zwrócił Ci słusznie uwagę, że to co robisz należy do twoich obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej (najprościej mówiąc nie jest to żadnym wyczynem). Dalej wskazałam Ci ze jeśli obowiązki są plus minus rowne, a fakt twojej przewagi wnioskujesz wyłącznie z faktu nauczania dzisci to nie masz racji. Musiałaby być rażąca dysproporcja w osobistych staraniach w wychowanie dzieci żeby moc jedna stronę obciążyć kosztami utrzymania dzieci bardziej, a druga mniej. Podsumowując: fakt nauczania dzieci nie obliguje twojej zony do płacenia Ci za to (a z twoich postów wynika ze tego właśnie oczekujesz). Nie wynika z twojego opisu abyś w całości to ty opiekował się dziećmi, a żona w ogóle. Dodatkowo co do twojej sugestii ze mógłbyś dochodzić roszczeń od zony osobnym pozwem - nie mógłbyś zakładając ze jest sprawa o rozwód (a kij wie czy jest bo jak napisałam wyżej wskazujesz milion hipotetycznych sytuacji zamiast opisać swoj problem wprost). Nikt tu nie jest od dosrywania komukolwiek, ale jak nie chcesz ze szczegółami opisać swojej sytuacji żebyśmy mogli Ci doradzić najlepsze rozwiązanie to jest twój problem. Przychodzisz po pomoc a uważasz ze wiesz najlepiej. W takim razie po co pytasz ?

Już się połapałem że nie ogarniacie prostych spraw więc uproscilem jeszcze bardziej, teraz było nie jak dla mojej córki lat 12 a dla jej maskotki. Karolinie pisałem. Więc się skup i albo odpowiedź albo nie strugaj kozaka. To że sąd zrobi co chce to oczywista oczywistość i takich bzdur mi nie pisz.


I kto tu komu dosrywa ? Nikt w żaden sposób Cię nie obraził a ty zarzucasz osobom odpowiadającym na twoje chaotyczne posty brak elementarnej wiedzy. Zamiast napisać wprost stan faktyczny sprawy i problem to snujesz hipotezy, mieszasz i masz pretensje że nikt nie odpowiada na twoje pytania. Odpowiedz masz wyżej w moim poście. Nie strugaj kozaka tylko zacznij czytać ze zrozumieniem


Wysłane z iPhone za pomocą Tapatalk
 
Ciekawi mnie czy to sąd zainteresuje i to wyceni. A jeśli wyceni to jak?
Sąd nic nie będzie wyceniał. Sprawdzi jedynie czy rodzice wykonuje swoje obowiązki w zakresie posiadanej władzy rodzicielskiej. Skoro twierdzisz że obowiązki rozłożone są po równo, to nie będzie miał zastosowania zapis art. 132 § 2 kro. Kodeks nic nie mówi również o "wartościach dodanych" czy dodatkowych osobistych staraniach. Starania osobiste mające na celu utrzymanie i wychowanie dziecka wynikają wprost z art. 96 kodeksu. Nie czytasz podstaw prawnych. Na sali sądowej sąd nie będzie zajmował się twoimi teoriami o ile nie znajdą pokrycia w zapisach kodeksu rodzinnego. Sąd kieruje się przepisami prawa. Poczytaj kodeks rodzinny bo jesteś ewidentnie z tym na bakier.
 
Reset321 napisał:
Sąd nic nie będzie wyceniał. Sprawdzi jedynie czy rodzice wykonuje swoje obowiązki w zakresie posiadanej władzy rodzicielskiej. Skoro twierdzisz że obowiązki rozłożone są po równo, to nie będzie miał zastosowania zapis art. 132 § 2 kro. Kodeks nic nie mówi również o "wartościach dodanych" czy dodatkowych osobistych staraniach. Starania osobiste mające na celu utrzymanie i wychowanie dziecka wynikają wprost z art. 96 kodeksu. Nie czytasz podstaw prawnych. Na sali sądowej sąd nie będzie zajmował się twoimi teoriami o ile nie znajdą pokrycia w zapisach kodeksu rodzinnego. Sąd kieruje się przepisami prawa. Poczytaj kodeks rodzinny bo jesteś ewidentnie z tym na bakier.

Coś chyba pomyliłeś z nr artykułu 132. On nie ma paragrafów i dotyczy czego innego. Chyba alimentacji przez dzkakow.

Obowiazki są rozłożone po równo takie jak np pranie zmywanie. Dzieci uczę dodatkowo sam. Czy to takie trudne? Jeśli za obowiązek uznać uczenie dzieci to wówczas obowiązki nie są po równo. To jedna sprawa, stan na dziś. Coś mi tak świta że masz racje z tego się nic nie uda. Jednak i żonie się nie uda jak by np ona chciała jakaś ulgę we wspólnej składce z racji tego że np więcej gotuje? Czy jej się uda a tylko chłopom się nie uda ;)

I teraz druga sprawa, jak to by było po rozwodzie. Dziecko już wówczas, za rok, pewnie 12.5 lat. Wysoka sprawna dziewczynka. Wzrostu mamy. Sama już teraz sprząta, pomaga w kuchni, włoży i wyjmie z pralki i powiesi, itd. Może więc wykonywać swoją część w obowiązków w domu mamy jeśli nie dostanę pieczy naprzemiennej. Jednak czy sąd ponad nakłady nie doliczy mi osobistych starań byłej żony z tego właśnie powodu że ona musi jednak trochę więcej np gotować, pozostaje kwestią otwartą. Ją wówczas chciałbym by i mi umożliwić odrabianie alimentów w formie korepetycji. Co o tym sądzisz? Czy wówczas sąd jakoś to wyceni?
 
Ostatnia edycja:
Coś chyba pomyliłeś z nr artykułu 132
Tak, pisałem z pamięci. Chodzi oczywiście o art. 135.
Jednak i żonie się nie uda jak by np ona chciała jakaś ulgę we wspólnej składce z racji tego że np więcej gotuje?
Dokładnie. Prawo działa tak samo. Na wysokość alimentów nie wpływa tylko zakres wykonywanej władzy rodzicielskiej. To przede wszystkim potrzeby uprawnionego oraz możliwości zarobkowe i majątkowe zobowiązanego.
Sama już teraz sprząta, pomaga w kuchni, włoży i wyjmie z pralki i powiesi, itd.
Taka pomoc dziecka w prowadzeniu gospodarstwa domowego wynika z zapisów kodeksu. Oczywiście w miarę umiejętności i możliwości.
jeśli nie dostanę pieczy naprzemiennej
To sąd postanowi o miejscu zamieszkania dziecka z jednym z rodziców.
chciałbym by i mi umożliwić odrabianie alimentów w formie korepetycji.
To nie korepetycje. To nic innego jak spełnianie czynności o której mowa w § 2 art. 135. I to będzie miało wpływ na wysokość zasądzonych alimentów. Z tym, że bez "wartości dodanej" w postaci osiągania b.dobrych wyników. Sąd też nie stwierdzi wprost, że zamiast 2000 zł świadczenia, zasądza 1500 zł ze względu na pomoc w nauce. Określi wysokość świadczenia już z uwzględnieniem Twoich starań. Czyli bez "wyceny". Wysokość alimentów to kwestia uznaniowa sądu, z uwzględnieniem tego co piszę powyżej (potrzeby dziecka, Twoje możliwości zarobkowe itd.). Możesz nie zgadzać się z decyzją sądu i ją skarżyć (apelować). W mojej ocenie szansa ugrania czegokolwiek w sądzie II instancji jest nikła (żeby nie pisać zerowa), opierając się na Twojej teorii.
 
Reset321 napisał:
Tak, pisałem z pamięci. Chodzi oczywiście o art. 135.

Dokładnie. Prawo działa tak samo. Na wysokość alimentów nie wpływa tylko zakres wykonywanej władzy rodzicielskiej. To przede wszystkim potrzeby uprawnionego oraz możliwości zarobkowe i majątkowe zobowiązanego.

Taka pomoc dziecka w prowadzeniu gospodarstwa domowego wynika z zapisów kodeksu. Oczywiście w miarę umiejętności i możliwości.

To sąd postanowi o miejscu zamieszkania dziecka z jednym z rodziców.

To nie korepetycje. To nic innego jak spełnianie czynności o której mowa w § 2 art. 135. I to będzie miało wpływ na wysokość zasądzonych alimentów. Z tym, że bez "wartości dodanej" w postaci osiągania b.dobrych wyników. Sąd też nie stwierdzi wprost, że zamiast 2000 zł świadczenia, zasądza 1500 zł ze względu na pomoc w nauce. Określi wysokość świadczenia już z uwzględnieniem Twoich starań. Czyli bez "wyceny". Wysokość alimentów to kwestia uznaniowa sądu, z uwzględnieniem tego co piszę powyżej (potrzeby dziecka, Twoje możliwości zarobkowe itd.). Możesz nie zgadzać się z decyzją sądu i ją skarżyć (apelować). W mojej ocenie szansa ugrania czegokolwiek w sądzie II instancji jest nikła (żeby nie pisać zerowa), opierając się na Twojej teorii.

Dzięki. Dużo mi to pomogło. Przepraszam że początkowo byłem taki "dziki", i to mimo tego że jak sobie teraz przypominam to już słyszałem jak to funkcjonuje w małżeństwie. Trochę taka komuna ;) No dobrze, a jak by Sad uwzględnił moją propozycję ućzenia dziecka a potem się coś stało, np. bunt nastolatka? I bym nie mógł tego realizować? Czy powódka by mogła wystąpić z nowym pozwem? Piszesz żebym nie pisał o wartości dodanej, ale to właśnie ona stanowi o wartości moich starań, jak że tego nie pisać? Może zrobię tak że ja te wszystkie informacje to jednak sądowi podam, oczywiście też wylicze jak wyglądają potrzeby dziecka i ile moim zdaniem należy na nie przeznaczyč środków, a na koniec podam gotowa kwotę, tak już jak piszesz, bez obliczania końcowego typu: 1/2 kwoty nakładów minus 1/2 moich starań czyli 1/2 * 16godz. * 80zl. Sąd sam sobie poskłada ten.lrosty rachunek to będzie miał satysfakcję :)
 
No dobrze, a jak by Sad uwzględnił moją propozycję ućzenia dziecka a potem się coś stało, np. bunt nastolatka? I bym nie mógł tego realizować?
Wysokość świadczenia alimentacyjnego może być zmieniona w każdym czasie ze względu na okoliczności.
robię tak że ja te wszystkie informacje to jednak sądowi podam, oczywiście też wylicze jak wyglądają potrzeby dziecka i ile moim zdaniem należy na nie przeznaczyč środków
Możesz składać dowolne wnioski i wyliczenia. Nikt tego nie zabroni. Sąd się do nich ustosunkuje mając na względzie zapisy kodeksu rodzinnego. Inaczej będzie przy zabezpieczeniu (dostaniesz postanowienie o jego wysokości o ile nie zostanie ogłoszone na posiedzeniu jawnym/rozprawie) a inaczej przy ustalaniu wysokości alimentów zasądzonych przy orzekaniu o rozwodzie.
 
Możesz składać dowolne wnioski i wyliczenia. Nikt tego nie zabroni. Sąd się do nich ustosunkuje mając na względzie zapisy kodeksu rodzinnego.

>Wydaje mi się więc że jako że kodeks rodzinny podaje iż władza rodzicielska powinna być wykonywana tak by zapewnione było dobro dziecka, to z koleji nie jest prawnie zdefiniowane, ale za takie uznaje się rozwój dziecka, między innymi rozwój intelektualno edukacyjny, to moja skuteczność w osiąganiu tego dobra powinna być istotna? Nie sądzisz?


Inaczej będzie przy zabezpieczeniu (dostaniesz postanowienie o jego wysokości o ile nie zostanie ogłoszone na posiedzeniu jawnym/rozprawie) a inaczej przy ustalaniu wysokości alimentów zasądzonych przy orzekaniu o rozwodzie.[/QUOTE]

>Czy w takiej sytuacji zostaną uwzględnione moje osobiste starania? Cży zabezpieczenie jest z założenia wydawane na całą kwotę dochodzonych alimentów czy jego część? Dodam że w mojej opinii to nie mam żadnych niedociągnięć pod tym względem. Problemem dla powódki może być jedynie to że nie chce dawać na drogie, bez udowodnionej skuteczności parafarmaceutyki czy kosmetyki, czy droga odzież w nadmiernej. Czy to możliwe bym dostał postanowienie o zabezpieczeniu zanim się dowiem że pozew został złożony?
 
Ostatnia edycja:
to moja skuteczność w osiąganiu tego dobra powinna być istotna? Nie sądzisz?
Nie sądzę. Wracasz do punktu wyjścia. W jednym masz rację. Dla sądu dobro dziecka jest najważniejsze, nigdy nie Twoje. Zapamiętaj to na zawsze.
Cży zabezpieczenie jest z założenia wydawane na całą kwotę dochodzonych alimentów czy jego część?
Jak sama nazwa wskazuje - to tylko zabezpieczenie finansowe potrzeb dziecka na czas trwania procesu. Kwota z zabezpieczenia może różnić się od wysokości ostatecznie zasądzonych alimentów. Zarówno w jedną jak i drugą stronę. Wysokość zabezpieczenie ustala sąd.
Czy to możliwe bym dostał postanowienie o zabezpieczeniu zanim się dowiem że pozew został złożony?
Pierwszy przyjdzie pozew lub od razu pozew z postanowieniem sądu o zabezpieczeniu. Do tego wezwanie sądu do udzielenie odpowiedzi na pozew, przedstawienia dowodów i wskazania ewentualnych świadków.
Rozpoznanie wniosku o zabezpieczenie może również odbyć się na posiedzeniu jawnym. Wtedy o wysokości zabezpieczenia dowiesz się na sali sądowej. I od tego dnia lecą również terminy na zaskarżenie.
 
Reset321 napisał:
Nie sądzę. Wracasz do punktu wyjścia. W jednym masz rację. Dla sądu dobro dziecka jest najważniejsze, nigdy nie Twoje. Zapamiętaj to na zawsze.

Oczywiście, dla mnie też. Przecież dzieci to nasz jedyny sposób na nieśmiertelność. Skoro jestem skuteczny to przecież dobrze dbam a moje starania wymagają wzmocnienia przez np zdjęcie że mnie ciężarów finansowych. Z drugiej strony przecież żona mogła by mówić że to jej modlitwy to powodują. Sąd musi rozstrzygnąć kto tu jest sprawczy. Musi to zrobić by pomóc dziecku, zadbać o jego dobro. Inaczej sprzeniewierzy się swojemu zadaniu.
 
Czy istotny jest dowód skuteczności działań dla dobra dziecka w sprawie rozwodowej?

Władza rodzicielska ma prowadzić do dobra dziecka. User Repert321 odradza mi jednak argumentowania w zakresie sensowności moich działań prowadzących do sukcesów moich dzieci. Jeśli dobrze rozumiem to twierdzi on że wystarczy że powiem że je uczę, ale przecież one i nieuczone przezemnie mogły by odnosić sukcesy. Wowcząs moja rola była by fasadowa, tak jak np rola mnicha w odległym tybecie który by się za to modlił. Samo działanie to przecież za mało by wystąpił związek przyczynowo skutkowy, a taki sąd powinien interesować i ewentualnie sąd powinien rozstrzygnąć kto z nas obu, ja czy mnich skutecznie dbamy o dobro dziecka.
 
Rozwod - czy uzasadniać sens działań w zakresie wpływu na rozwój intelektualny itd.

Władza rodzicielska ma prowadzić do dobra dziecka. Wydaje się więc że jest właściwe argumentowanie w zakresie sensowności moich działań prowadzących do sukcesów moich dzieci, i nie wystarczy że powiem że je uczę. Przecież one i nie uczone przezemnie mogły by odnosić sukcesy, często się tak dzieje. Szczególnie jak i rodzice byli pilnymi uczniami. Wowcząs moja rola była by fasadowa, tak jak np rola mnicha w odległym tybecie który by się za to modlił. Samo działanie to przecież za mało by wystąpił związek przyczynowo skutkowy, a własnie taki związek powinien właśnie sąd interesować i ewentualnie sąd powinien rozstrzygnąć kto z nas obu, ja czy mnich skutecznie dbamy o dobro dziecka.
 
RE: Podział spadku

[...]

cwy97 napisał:
PS Szkoda że mi nie wyjaśniłeś dlaczego nie wspominać w sądzie o przesłankach skuteczności swych działań? Zachodzie w um, dlaczego tak by miało być.
Bo nie ma sensu Tobie tłumaczyć. Ty wiesz swoje i koniec. Dążysz do wyceny poszczególnych czynności przy wykonywaniu władzy rodzicielskiej. Mało tego chcesz to odliczać od wysokości alimentów. Najlepiej jak na sali sądowej wytłumaczy ci to sąd. Jak trafisz na Wysoki Sąd w osobie kobiety - matki, to usadzi cię z Twoimi poglądami w 5 minut. Albo i krócej.
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Bo nie ma sensu Tobie tłumaczyć. Ty wiesz swoje i koniec. Dążysz do wyceny poszczególnych czynności przy wykonywaniu władzy rodzicielskiej. Mało tego chcesz to odliczać od wysokości alimentów. Najlepiej jak na sali sądowej wytłumaczy ci to sąd. Jak trafisz na Wysoki Sąd w osobie kobiety - matki, to usadzi cię z Twoimi poglądami w 5 minut. Albo i krócej.[/QUOTE]


>Ty zdaje się mówisz mi o niestosowności moich obliczeń. Ja to już rozumiem. Swoją drogą to masakra z tymi kobietami w sadzie. Jednak ja o czym innym. Ja mowie o wartości dodanej, czyli skuteczności moich działań edukacyjnych. Wartość dodana to to co się otrzymuje ponad średnią w kohorcie wyniku końcowego uwzględniając wcześniejsze wyniki. Jako że dziećmi zająłem się na tyle wcześniej że nie miały żadnego wcześniejszego wyniku to muszę stan początkowy odnieść do ich biologicznych wstępnych, czyli nas, jak i naszych bliskich rodzin. Czyli mówiąc o wartości dodanej wogole nie mówię już o pieniądzach a jedynie dowodzę swej skuteczności. Czy takie dowodzenie skuteczności też jest źle widziane? Mogę rozegrać to inaczej. Gdy powództwo zacznie podważać moja sprawczości to wówczas dopiero udowadniać. Ale czy będzie taka możliwość? I czy tak będzie lepiej?
 
RE: Podział spadku

Ja mowie o wartości dodanej, czyli skuteczności moich działań edukacyjnych.
Nie ma czegoś takiego jak wartość dodana. Żaden przepis prawa o tym nie mówi, więc i sąd nie będzie się tym zajmował. A już na pewno nie będzie liczył ilości godzin w tygodniu/miesiącu, ustalał ceny za godzinę itd. Idąc Twoją drogą myślenia, to skoro jest wartość dodana, to powinna być i wartość ujmowana. Możesz dziecko uczyć godzinami a i tak wyniki są zerowe. Czy to wina rodzica, że dziecko nie ma zdolności do przyswajania wiedzy i dlatego też dla tego rodzica wysokość alimentów powinna być większa? Nie. Na rynku pracy są potrzebne również osoby do pracy fizycznej z łopatą w ręku. Sąd o tym wie.
Czy takie dowodzenie skuteczności też jest źle widziane?
Nie. Ale wycena tego, spowoduje śmiech na sali albo rozczarowanie sądu Twoją osobą.
Gdy powództwo zacznie podważać moja sprawczości to wówczas dopiero udowadniać. Ale czy będzie taka możliwość?
Będzie. Jednak ze względu na przewlekłość postępowania, powinieneś wykazać wszystko od razu. To także w Twoim interesie.
 
Powrót
Góra