Zapytałeś w pierwszym poście co zrobić gdy dostaniesz pozew rozwodowy z żądaniem alimentów w sytuacji gdy: obowiązki i nakłady macie niby równe, ale dodatkowo ty uczysz dzieci (co jak wynika z postu uważasz to za mega wyczyn który powinien być finansowany przez żonę, co dla mnie osobiście jest całkowicie dziwne). Odpisałam Ci wiec ze w odpowiedzi na pozew możesz wskazywać ze podana przez żonę kwota alimentów jest zbyt wysoka z racji twoich osobistych starań a czy sąd to uwzględni ? Nie wiadomo, nikt nie jest wróżka. Dodatkowo ciężko coś racjonalnie ocenić jeśli zamiast opisać dokładnie okoliczności sprawy wskazujesz milion hipotetycznych założeń „co gdybym dostał pozew, załóżmy ze dzielimy się obowiązkami po równo, załóżmy ze gosposia robi wszystko za nas”…. Ogólnie z twojej narracji wynika tak jak koleżanka wyżej napisała że twój wkład w naukę dzieci to coś niezwykłego, najcenniejszego i ze najlepiej jakby ktoś ci jeszcze za to płacił. Wiec kolega Reset zwrócił Ci słusznie uwagę, że to co robisz należy do twoich obowiązków wynikających z władzy rodzicielskiej (najprościej mówiąc nie jest to żadnym wyczynem). Dalej wskazałam Ci ze jeśli obowiązki są plus minus rowne, a fakt twojej przewagi wnioskujesz wyłącznie z faktu nauczania dzisci to nie masz racji. Musiałaby być rażąca dysproporcja w osobistych staraniach w wychowanie dzieci żeby moc jedna stronę obciążyć kosztami utrzymania dzieci bardziej, a druga mniej. Podsumowując: fakt nauczania dzieci nie obliguje twojej zony do płacenia Ci za to (a z twoich postów wynika ze tego właśnie oczekujesz). Nie wynika z twojego opisu abyś w całości to ty opiekował się dziećmi, a żona w ogóle. Dodatkowo co do twojej sugestii ze mógłbyś dochodzić roszczeń od zony osobnym pozwem - nie mógłbyś zakładając ze jest sprawa o rozwód (a kij wie czy jest bo jak napisałam wyżej wskazujesz milion hipotetycznych sytuacji zamiast opisać swoj problem wprost). Nikt tu nie jest od dosrywania komukolwiek, ale jak nie chcesz ze szczegółami opisać swojej sytuacji żebyśmy mogli Ci doradzić najlepsze rozwiązanie to jest twój problem. Przychodzisz po pomoc a uważasz ze wiesz najlepiej. W takim razie po co pytasz ?
Już się połapałem że nie ogarniacie prostych spraw więc uproscilem jeszcze bardziej, teraz było nie jak dla mojej córki lat 12 a dla jej maskotki. Karolinie pisałem. Więc się skup i albo odpowiedź albo nie strugaj kozaka. To że sąd zrobi co chce to oczywista oczywistość i takich bzdur mi nie pisz.