Warunkowe przedterminowe zwolnienie

  • Autor wątku Autor wątku doniu818
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Fefka napisał:
hmm a jezeli jest skazany za wypadek po pijanemu i wiadomo,ze prawo jazdy juz nie ma to jak ma udowodnic,ze juz nigdy nie popelni tego przestepstwa...?w takiej sytuacji chyba najwazniejsze jest zachowanie w zk czy cos jeszcze sie liczy?

Należy pamiętać, że podejmując decyzję w sprawie WPZ bierze się pod uwagę dwie podstawowe rzeczy: zachowanie osadzonego podczas pobytu w ZK oraz to, co będzie się z nim działo po wyjściu z ZK, przy czym należy zauważyć, że większą wagę ma to, co będzie później. I nie chodzi tylko o to, żeby osadzony nie popełnił tego samego przestępstwa, ale żeby w ogóle nie popełnił żadnego.
A więc to, co się liczy to to czy osadzony ma dokąd wrócić, czy jest gdzieś zameldowany, jakie są szanse, że po wyjściu znajdzie legalną pracę, a co za tym idzie - będzie żył w zgodzie z obowiązującym prawem i nie znajdzie się ponownie na drodze przestępstwa.
 
Akte napisał:
Należy pamiętać, że podejmując decyzję w sprawie WPZ bierze się pod uwagę dwie podstawowe rzeczy

Ocena jest szersza. I stąd bierze się m.in. słynne sformułowanie: "zbyt odległy koniec kary".
 
betty1019 napisał:
PODSTAWĄ SKUTECZNEJ RESOCJALIZACJI JEST TRAKTOWANIE OSADZONEGO, JAKO PODMIOTU TEGO DZIAŁANIA, A NIE PRZEDMIOTU.

Pod warunkiem, że pan osadzony sobie tego życzy i traktuje personel, który chciałby go zresocjalizować jak ludzi. A nie przedmioty. Niestety - bardzo często z "gadem", "klawiszem" osadzony i jego bliscy nie chcą współpracować, traktując go jak kogoś najgorszego. Nawet tu, na tym forum.

A w co ja wierzę to moja sprawa. Poruszamy się wśród przepisów i istotą wykonania kary pozbawienia wolności jest (mówiąc ogólnie i w uproszczeniu) przywrócenie społeczeństwu skazanego zresocjalizowanego. To chyba słuszne założenie? Jeśłi tak, to należałoby wierzyć, że jest to możliwe.
 
Witam!
A co może zrobić osadzony, w przypadku którego zachodzi odwrotna sytuacja - on ze wszystkich sił stara się robić tak, aby mieć tam w ZK jak najlepszą opinię, ale to personel nie chce współpracować z nim?
U nas niestety tak jest :(
A. jest w ZK gdzie jest 1200 skazanych. Męczy wychowawcę codziennie, ale ten nie chce z nim rozmawiać i zbywa go bo "nie miał jeszcze czasu na zapoznanie się z jego kartoteką".
Jak on w takiej sytuacji ma pokazać jakim jest człowiekiem?
A wg mnie on nie potrzebuje żadnej resocjalizacji! Nie pije w ogóle (jest uczulony na alkohol), papierosów nie pali, nie ćpa, nie przeklął przy mnie jeszcze nigdy, cały czas pracował, ma pozwolenie na pracę na wolności ale nie chcą mu tam tej pracy dać, ma zaświadczenie od pracodawcy że ten chce go zatrudnić po wyjściu albo jeszcze podczas odbywania kary... a to za co siedzi, to sprawa sprzed prawie 10 lat :rolleyes:
 
Ostatnia edycja:
Smuteczku Forg Ci na to nie odpowie, bo przepisy poruszają tylko jedną stronę medalu, a w drugą to nie działa. To właśnie jest traktowanie osadzonego, jak przedmiotu resocjalizacji. Przepisy, przepisy... kto je wymyśla? Ludzie i jak praktyka na to wskazuje, często omylni i "wymyślający" je często dla własnej wygody, a człowiek powinien być przede wszystkim człowiekiem, a dopiero później urzędnikiem, bo jak będzie myślał wyłącznie przepisami to w ogóle przestanie normalnie myśleć.
 
betty1019 napisał:
Smuteczku Forg Ci na to nie odpowie, bo przepisy poruszają tylko jedną stronę medalu, a w drugą to nie działa.

To oczywista nieprawda. Przepisy poruszają obie strony "medalu".

A w kwestii smuteczka - znamy tylko relację jednej strony. I to jeszcze podaną przez pośrednika. Być może wychowawca faktycznie jeszcze nie znalazł czasu dla "wzorowego " więźnia. I nie kpię teraz, piszę to najzupełniej poważnie. W zakładzie na 1200 osadzonych jest co robić. Tak jak w każdym innym, ale w takim skupisku ludzi z problemami te problemy szybko nabrzmiewają. I prawdopodobnym jest, że w pierwszej kolejności trzeba intensywnie zajmować się tymi, którzy "nie dają rady". A człowieka, który "daje radę" niestety trzeba przesunąć na koniec kolejki. Zresztą - to nie wina SW, że jest tylu skazanych na jednego wychowawcę.
Pan osadzony niech robi swoje, by pokazać, że faktycznie zrozumiał swój błąd i od dawna prowadzi inne życie. A osoby bliskie jemu niech mu w tym pomagają. Proponuję jednak pomagać życzliwością i zrozumieniem a nie agresją i tworzeniem teorii spiskowych.
 
Pan osadzony niech robi swoje, by pokazać, że faktycznie zrozumiał swój błąd i od dawna prowadzi inne życie. A osoby bliskie jemu niech mu w tym pomagają. Proponuję jednak pomagać życzliwością i zrozumieniem a nie agresją i tworzeniem teorii spiskowych.

Z tym się akurat zgadzam, ale pod warunkiem, że osoby bliskie pomagające osadzonemu mogą liczyć na życzliwość i zrozumienie Służb Więziennych, ale w tym wypadku rzeczywistość bywa bardzo różna.

A co do sprawy Smuteczka. Nie wmówisz mi chyba, że wychowawca ma pod opieką 1200 osadzonych. Ma garść swoich podopiecznych, którymi się "zajmuje", a raczej którymi powinien się zajmować, bo w praktyce też to różnie bywa. Sama byłam przez przypadek świadkiem, jak kierownik ochrzanił wychowawcę za to, że podanie o wpis na listę odwiedzających nosi w teczce personalnej, zamiast niezwłocznie przekazać dyrektorowi do akceptacji. Jak ktoś nie daje sobie rady to powinien poprosić o pomoc, albo zmienić zawód, tym bardziej, że jest to zawód bardzo specyficzny, a rutyna jest w nim niewskazana z celów czysto wychowawczych.
 
betty1019 napisał:
Z tym się akurat zgadzam, ale pod warunkiem, że osoby bliskie pomagające osadzonemu mogą liczyć na życzliwość i zrozumienie Służb Więziennych, ale w tym wypadku rzeczywistość bywa bardzo różna.


Ale osoby bliskie nie muszą się ani razu skontaktować z funkcjonariuszami SW by skutecznie pomóc bliskiemu za kratą.

betty1019 napisał:
Nie wmówisz mi chyba, że wychowawca ma pod opieką 1200 osadzonych. Ma garść swoich podopiecznych,

Co to znaczy garść??
nic nie zamierzam CI wmawiać. Wystarczy, że ma 50, z czego 30 to przypadki skrajne i mocno skomplikowane. Chyba nie wszyscy są jak bliski smuteczka, który być może już sam się resocjalizował na wolności?
 
No i doterliśmy w ten sposób prawie do sedna sprawy. Skoro resocjalizował się, jak piszesz, na wolności to po, co go dalej "resocjalizować" w zk? Wśród tzw. skrajnych przypadków. Nie sądzisz, że takie "towarzystwo" może proces resocjalizacji zahamować, a nawet odwrócić? Wszak z jakim przestajesz, takim się stajesz. Polskie przysłowia są starsze niż przepisy kkw.
 
betty1019 napisał:
No i doterliśmy w ten sposób prawie do sedna sprawy. Skoro resocjalizował się, jak piszesz, na wolności to po, co go dalej "resocjalizować" w zk?

A jak funkcjonariusze SW mają ocenić to jego rzekome resocjalizowanie się na wolności? Oni nie są od tego. Kuratorzy, sędziowie stwierdzili, że człowieka należy zamknąć. SW ma zrobić to, co do nich należy. Czyli go zresocjalizować. Ale być może w kolejce są bardziej potrzebujący resocjalizacji.

A może w tym konkretnym przypadku należy pokazać, że kara jest nieuchronna? Nie wiem, nie mi oceniać konkretny, indywidualny przypadek bez poznania szczegółów.
 
Wygląda na to, że to właśnie mój "zresocjalizowany" już dawno A. jest takim skrajnym przypadkiem, skoro należy do mniejszości i dlatego ląduje na końcu kolejki... to trochę paradoksalna sytuacja, nie uważacie?

betty Twoje słowa o tym, że towarzystwo wpływa i to bardzo na to co się z nami dzieje są rzecz jasna oczywiste, ale o to akurat się nie martwię... Jestem za niego pewna tak jak za samą siebie. Przez ostatnie kilka lat obserwowałam, jak jego życiowym celem było "wyjść na prostą" a teraz celem TAM jest być jak najbliżej normalnego życia i nas tu w domku (generalnie chodzi mi o całokształt - praca, przepustki, pwz).
Ale jak to zrobić bez obopólnej współpracy osadzony-wychowawca?
W środę będę starała się rozmawiać z jego Wychowawcą, tylko na razie nie mam pomysłu jak to zrobić, żeby i mnie zbył już na wstępie.

Resocjalizacja o której mówicie to jedno...
Ale nasza bezsilność w tym przypadku to drugie :(
 
Chyba odbiegamy trochę od tematu, ale również włączę się do tej dyskusji.

betty1019 napisał:
A co do sprawy Smuteczka. Nie wmówisz mi chyba, że wychowawca ma pod opieką 1200 osadzonych. Ma garść swoich podopiecznych, którymi się "zajmuje", a raczej którymi powinien się zajmować, bo w praktyce też to różnie bywa.
(...)
Jak ktoś nie daje sobie rady to powinien poprosić o pomoc, albo zmienić zawód, tym bardziej, że jest to zawód bardzo specyficzny, a rutyna jest w nim niewskazana z celów czysto wychowawczych.

Betty przepraszam, ale Ty to chyba nie masz pojęcia o tym, o czym piszesz.
Co to jest Twoim zdaniem garść? Bo moim garść to pięć palców, a wychowawca niestety ma trochę więcej podopiecznych. Poza tym masz może dziecko? Jeśli tak to na pewno wiesz, że wychowawcy w szkole mają klasy 20-30 osobowe i często nie dają sobie z nimi rady, a nie są to osoby zdemoralizowane tylko zwykli uczniowie, a jak wychowawca w ZK ma sobie dawać radę z tyloma osobami, ale wykolejonymi przestępczo? I żeby jeszcze tak było, że wychowawca w ZK ma te 30 osób, ale w ZK nieraz ma się grupy 60-70 osobowe to Ty to uważasz za garść?
I nie pisz, że jak ktoś sobie nie daje rady to niech poprosi o pomoc albo zmieni zawód. Co Ty myślisz, że to jest taka łatwa praca, a do pomocy wszyscy się garną? I w ogóle co to znaczy nie dawać sobie rady? Nie nadążać za 60 przestępcami i 60 konkubinami? Ciekawe czy Ty byś nadążyła, bo mi się wydaje, że Ty ledwo nadążasz za swoim jednym kimś.

P.S. Kadi oczywiście, że ocena jest szersza..., ale te elementy, które wymieniłam to elementy, na które można jakoś wpływać, to dwie sytuacje, które można zmienić, a na długość kary to raczej wpływu nie mamy, czas leci tak jak on chce, a nie jak my chcemy:)
 
Ostatnia edycja:
Akte napisał:
Chyba odbiegamy trochę od tematu

To generalnie ciężki temat na inny wątek i długą dyskusję, ale czy ktoś może podpowiedzieć co zrobić w takim przypadku?

Męczyć do skutku Wychowawcę (wcześniej był w innym Zk.. tutaj męczy tak go na razie 2 tygodnie każdego dnia i cały czas taka sama odpowiedź... tylko czy to mu nie zaszkodzi, bo o to się oboje boimy), czy chodzić raczej już do Dyrektora (który ma już nie garstkę.. nie 70.. ale 1200 przypadków do rozpatrzenia) :rolleyes:
 
Ostatnia edycja:
Akte napisał:
P.S. Kadi oczywiście, że ocena jest szersza..., ale te elementy, które wymieniłam to elementy, na które można jakoś wpływać, to dwie sytuacje, które można zmienić, a na długość kary to raczej wpływu nie mamy, czas leci tak jak on chce, a nie jak my chcemy:)

Nie chodziło mi o długość kary, ale o inne przesłanki wymienione w art. 77 k.k. Gdy nie przemawiają one za zwolnieniem, czasem pada w uzasadnieniu Sądu wygodny dla sędziów, ale niezbyt komunikatywny zwrot-wytrych: "odległy koniec kary".

smuteczek napisał:
To generalnie ciężki temat na inny wątek i długą dyskusję, ale czy ktoś może podpowiedzieć co zrobić w takim przypadku?

A co takiego konkretnie ma ten wychowawca zrobić?
 
Ostatnia edycja:
smuteczek napisał:
To generalnie ciężki temat na inny wątek i długą dyskusję, ale czy ktoś może podpowiedzieć co zrobić w takim przypadku?

Ja napiszę krótko: uzbroić się w cierpliwość.
Pisanie skarg ani chodzenie do dyrektora raczej nie pomogą. W końcu podczas rozpatrywania zasadności udzielenia WPZ jedyny i decydujący głos ma sędzia penitencjarny. I ewentualnie wtedy, jemu należy przedstawić wszystkie argumenty za warunkowym oraz poskarżyć się na ewentualne kłody na drodze do przywrócenia do społeczeństwa.
 
A w naszym przypadku już dwukrotnie decydujący głos należał do Prokuratora, bo drugi raz z rzędu Sędzia udzielił warunkowego przedterminowego zwolnienia a Prokurator się sprzeciwił, wniosek o wpz złożył Dyrektor Zakładu Karnego. Już sama nie wiem, co jeszcze można zrobić, aby przekonać Prokuratora, bo dwóch kolejnych Sędziów Penitancjarnych było na tak, tylko Prokurator jest nieprzejednany. Naprawdę można się załamać.
 
Izabet napisał:
A w naszym przypadku już dwukrotnie decydujący głos należał do Prokuratora, bo drugi raz z rzędu Sędzia udzielił warunkowego przedterminowego zwolnienia a Prokurator się sprzeciwił,

Jeśli tak było rzeczywiście to rozumiem, że prokurator złożył zażalenie na pozytywną decyzję Sądu penitencjarnego i decydujący głos należał do Sądu II instancji - czyli nadal Sądu.
Jeśli zażalenia nie było to znaczy, że odmowa pochodziła od Sądu I instancji, a Tobie np. źle zrelacjonowano przebieg zdarzeń.
 
Masz rację Kadi. Tylko, że w środę była kolejna wokanda o wpz i znowu był sprzeciw Prokuratora i się boję, że to się nigdy nie skończy. Teraz czekamy na pisemne uzasadnienie Prokuratora i znowu będzie sprawa w Sądzie Apelacyjnym. Tylko, że my mamy bardzo złe doświadczenia z ubiegłego razu, bo była taka sytuacja, że Prokurator napisał nieprawdę w swoim zażaleniu, pomylił mojego męża z kimś innym, napisał mu, że odbywa wyrok z sumy kar z pięciu identycznych przestępstw, gdzie 2 pierwsze kary były wolnościowe, ale że popełnił kolejne przestęptwa w okresie próby, to zaszła konieczność ich odwieszenia, i z tego powodu nie może się zgodzić na opuszczenie przez męża Zakładu Karnego, bo jest on niepoprawnym recydywistą. To wszystko było kłamstwem, ja zaraz interweniowałam w Prokuraturze, i po sprawdzeniu stanu faktycznego, pani mnie poinformowała, że to był błąd w komputerze i że Prokurator napisze sprostowanie. W Sądzie Apelacyjnym Prokurator wystąpił z tym zażaleniem nieprawdziwym, Sędzia zwrócił mu tylko uwagę, że się nie przygotował do sprawy, ale powiedział mu, że to jest sprawa na inna bajkę. Powiedział mężowi, że ma wspaniałą opinię środowiskową, wspaniałą z Zakładu, i że jest głęboko przekonany, że mąż wyjdzie na wpz bardzo szybko ale jeszcze nie dzisiaj (to było w sierpniu tego roku) i teraz się boję, że znowu może się powtórzyć ta sama sytuacja. Później sama byłam na siebie zła, że interweniowałam w Prokuraturze, może by się to wszystko inaczej skończyło w Sądzie Apelacyjnym, chociaż miałam takie nieodparte wrażenie, siedząc na sali rozpraw, że jeszcze przed rozprawą Sędzia miał gotowy wyrok, bo nie zadał sobie trudu, żeby przeczytać moje pismo, jak również pismo od rodziny pokrzywdzonego, wyrażające zgodę i poparcie dla mojego męża w sprawie opuszczenia przez niego Zakładu Karnego (mąż odbywa wyrok za spowodowanie wypadku drogowego) jak również nie bardzo znał akta męża, bo po tej gafie Prokuratora, jak maż zwrócił uwagę, że to jest nieprawda, to Sędzia dopiero szukał w aktach sprostowania i sam był tą sytuacją zdziwiony, co jednak nie skłoniło Go do podtrzymania decycji Sądu Okręgowego, tylko do przychylenia się do zażalenia Prokuratora.
 
kadi napisał:
A co takiego konkretnie ma ten wychowawca zrobić?

kadi cokolwiek... a najlepiej cokolwiek aby mu pomóc w tym do czego dąży.
Ja rozumiem ten brak czasu. Tylko wydaje mi się, że to właśnie na samym początku, gdy pojawia się w ZK nowy podopieczny, jest ten najlepszy moment, kiedy Wychowawca powinien poświęcić choć chwilę na rozmowę, aby dowiedzieć się z kim ma do czynienia i w którym miejscu w swojej kolejce go postawić.

Może trudno w to uwierzyć, ale kolega z jego celi swojego Wychowawcę (tego samego) poznał dopiero po 10 miesiącach odsiadki. I w czasie pierwszej rozmowy usłyszał, że to niemożliwe że on siedzi już tak długo a on go nie zna.

forg napisał:
Ja napiszę krótko: uzbroić się w cierpliwość.
Pisanie skarg ani chodzenie do dyrektora raczej nie pomogą. W końcu podczas rozpatrywania zasadności udzielenia WPZ jedyny i decydujący głos ma sędzia penitencjarny. I ewentualnie wtedy, jemu należy przedstawić wszystkie argumenty za warunkowym oraz poskarżyć się na ewentualne kłody na drodze do przywrócenia do społeczeństwa.

Dzięki forg.. i tak chyba musimy zrobić... cierpliwie czekać na moment aż Wychowawca znajdzie czas i ochotę na rozmowy :rolleyes:
 
smuteczek napisał:
kadi cokolwiek... a najlepiej cokolwiek aby mu pomóc w tym do czego dąży.

Cokolwiek to niezbyt precyzyjne oczekiwanie.

wydaje mi się, że to właśnie na samym początku, gdy pojawia się w ZK nowy podopieczny, jest ten najlepszy moment, kiedy Wychowawca powinien poświęcić choć chwilę na rozmowę, aby dowiedzieć się z kim ma do czynienia i w którym miejscu w swojej kolejce go postawić

Taka rozmowa na początku pobytu jest obowiązkowa i z pewnością została ze skazanym przeprowadzona.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra