Widzenia z dzieckiem

  • Autor wątku Autor wątku OCEANIA
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
jogobellaa napisał:
Ja nie rozumiem to co zk uniemożliwia kontakt z dzieckiem? jeżeli faktycznie jest tam źle i Twój mąż nie widuje swojego synka to dlaczego nie staracie sie o przewiezienie do innego zk??

Jak wiadomo Osadzony sam nie wybiera zakładu w którym chce przebywać. Niewiele zostało do końca kary, niebawem odbędzie się posiedzenie o wpz z wystąpienia zakładu. Lepiej zaprzepaścić to wszystko i kombinować dostać się do innego zakładu? Jeśli pojechałby w transport, znalazłby się daleko od domu (teraz to 12 km) to dziecko i tak nie będzie Go widywać.
 
Mój był ponad 100 km od domu ale walczył o to żeby by bliżej domu żeby mieć częsty kontakt z dziećmi (11 i 4 lata) i sie udało bez problemu i dzieci odwiedzały go co tydzień ale ok rozumiem skoro będzie miał wpz to może Wam sie uda i będzie nie długo w domku :) a tak w ogóle ile mu sie jeszcze została do końca?
 
jogobellaa napisał:
ja zabierałam dzieci co tydzień na widzenie i więź maja doskonała miedzy sobą

Siedemnaście razy to przeczytałem i nadal nie potrafię zrozumieć.
Tyle czytałem, że wieź z dzieckiem buduje się przez częsty, bezpośredni kontakt, przez dotyk i tak dalej. A tu czytam, że można poprzez godzinne widzenie, raz w tygodniu zbudować doskonałą więź. Ja myślę, że specjaliści od rozwoju dziecka powinni zweryfikować swoje teorie. Widzenie w więzieniu załatwia wszystko.
 
forg napisał:
Siedemnaście razy to przeczytałem i nadal nie potrafię zrozumieć.
Tyle czytałem, że wieź z dzieckiem buduje się przez częsty, bezpośredni kontakt, przez dotyk i tak dalej. A tu czytam, że można poprzez godzinne widzenie, raz w tygodniu zbudować doskonałą więź. Ja myślę, że specjaliści od rozwoju dziecka powinni zweryfikować swoje teorie. Widzenie w więzieniu załatwia wszystko.

je tez czytam frog 300 razy co piszesz co ty wogole wiesz na ten temat?????widze ze jestes rowniez psychologiem dzieciecym brawo dzieci wiez z ojcem maja a to jestr jej podczymywanie widze ze cie kreci dolowac innych jakbys kiedys tam trafil to bedzie sie dzialo
 
Czyli lepiej żeby dzieci nie widywały ojca? tak się FORG składa że badał psycholog dziecięcy moje dzieci i w opinii napisał silna wieź emocjonalna między ojcem a córką/synem !!! Dzieci szanują swojego tatę! maja bardzo dobry kontakt miedzy sobą. Oprócz widzeń są przepustki... telefony przez które nawet pomaga przy lekcjach córce :)
 
Ostatnia edycja:
Dziewczyny zastanawiam się czy dla Was wizyta w zk nie jest stresująca? Pytam bo ja wychodzę z widzenia "chora" i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie żeby narażać dziecko na stres jaki wiąże się z wizytą w zk. Dodam,że wychowawca,kurator i sędzia ocenili naszą decyzję o nie mówieniu synkowi gdzie jest tata za bardzo dojrzałą i zasługującą na pochwałę(nawet byłam zdziwiona,że tak to zostało odebrane).Usłyszałam,że zk to nie jest dobre miejsce dla dzieciaka i tak na prawdę to jedyne co utkwi mu w pamięci na zawsze to fakt,że musiał odwiedzać ojca w więzieniu.Syn wie,że tata wyjechał za granicę do pracy. Mąż dzwoni do niego codziennie,piszą listy( oczywiście syn dostaje list bez koperty i sam nie adresuje koperty) i raczej nie uważam,że więź między nimi słabnie,wręcz przeciwnie.
Podziwiam mamusie,które prowadzą dziecko do zk w celu zdobycia dodatkowego widzenia.

Jogobellaa mój syn tęskni,pyta i kocha ale wolę żeby wierzył,że tata jest daleko w pracy niż żeby dorastał z niepotrzebną wiedzą na temat taty,którego tak bardzo kocha.
Oczywiście to tylko moje zdanie i mój pomysł na życie...
 
izuniaem Nigdzie nie pisałam, że nie może, więc nie wiem czego twoje słowa tyczą się do słów w moim... ;)

annalissos cofniecie się "suwakiem" z boku nie jest trudne, a skoro jest to nie zwracaj się do mnie ucinając mój nick :)
Niczego się kobieto nie wypieram to raz, a dwa nie będę stawać po stronie, którą ty obrałaś, bo nie mam takiego problemu. I wszystko :)
 
martucha201181 ja zastanawiam się, czy skorzystałabym z kłamstwa dla "dobra" i być może mogłabym taką decyzję podjąć ale nie w wypadku długoterminowego wyroku (dla Dziecka Nasze już ponad 3 lata to przepaść) Na temat Pań, które jeżdżą na dodatkowe widzenia "na dziecko" nie jestem w stanie powiedzieć nic dobrego, bo za dużo już widziałam. Nie tylko dzieciaki odepchnięte podczas widzeń ale i czasem nie da się nie usłyszeć np głośnych rozmów telefonicznych o treści: "Znów musiałam Go wziąć, bo bez Niego/Niej mnie nie wpuszczą" czyli dziecko jako narzędzie...
jogobella, annalissos myślę, że forg nie miał na myśli ograniczania kontaktu z Ojcem jednak ma rację, że doskonałą więź należy budować w normalnych warunkach, a teraz pozostaje Nam jedynie strzęp normalności. Bo widzenie w więzieniu, czy rozmowa telefoniczna raz dziennie nie są tym samym co pobudka, co zjedzenie wspólnego śniadania, wypad do kina,kopanie piłki na boisku, pojawienie się jako widownia na przedstawieniu, wieczorne rozmowy o dniu spędzonym w przedszkolu/szkole itd.
 
endorfinalna napisał:
A nie widywanie się z dzieckiem to są konsekwencje, które powinien wziąć na barki.

Endo to była odpowiedź na Twój post;)
 
martucha201181 napisał:
Dziewczyny zastanawiam się czy dla Was wizyta w zk nie jest stresująca? Pytam bo ja wychodzę z widzenia "chora" i prawdę mówiąc nie wyobrażam sobie żeby narażać dziecko na stres jaki wiąże się z wizytą w zk. Dodam,że wychowawca,kurator i sędzia ocenili naszą decyzję o nie mówieniu synkowi gdzie jest tata za bardzo dojrzałą i zasługującą na pochwałę(nawet byłam zdziwiona,że tak to zostało odebrane).Usłyszałam,że zk to nie jest dobre miejsce dla dzieciaka i tak na prawdę to jedyne co utkwi mu w pamięci na zawsze to fakt,że musiał odwiedzać ojca w więzieniu.Syn wie,że tata wyjechał za granicę do pracy. Mąż dzwoni do niego codziennie,piszą listy( oczywiście syn dostaje list bez koperty i sam nie adresuje koperty) i raczej nie uważam,że więź między nimi słabnie,wręcz przeciwnie.
Podziwiam mamusie,które prowadzą dziecko do zk w celu zdobycia dodatkowego widzenia.

Jogobellaa mój syn tęskni,pyta i kocha ale wolę żeby wierzył,że tata jest daleko w pracy niż żeby dorastał z niepotrzebną wiedzą na temat taty,którego tak bardzo kocha.
Oczywiście to tylko moje zdanie i mój pomysł na życie...
ja tez rozmawialam z psychologiem i wybrnelismy z sytuacji powiedzialam ze tato jest w szpitalu dzieci chca sie z nim widywac i beda bo nie mam prawa im tego zabronic dziecko nie wie co to wiezienie moje corki ciesza sie z kazdej chwili spedzonej z tatusiem a nie robie tego dla dodatkowego widzenia moje dzieci jak sa na widzeniu zawsze sa w centrum zainteresowania taty oczywiscie kazde miejsce jest stresujace zk tez ale kwestia przyzwyczajenia
 
z bytomia napisał:
martucha201181 ja zastanawiam się, czy skorzystałabym z kłamstwa dla "dobra" i być może mogłabym taką decyzję podjąć ale nie w wypadku długoterminowego wyroku (dla Dziecka Nasze już ponad 3 lata to przepaść) Na temat Pań, które jeżdżą na dodatkowe widzenia "na dziecko" nie jestem w stanie powiedzieć nic dobrego, bo za dużo już widziałam. Nie tylko dzieciaki odepchnięte podczas widzeń ale i czasem nie da się nie usłyszeć np głośnych rozmów telefonicznych o treści: "Znów musiałam Go wziąć, bo bez Niego/Niej mnie nie wpuszczą" czyli dziecko jako narzędzie...
jogobella, annalissos myślę, że forg nie miał na myśli ograniczania kontaktu z Ojcem jednak ma rację, że doskonałą więź należy budować w normalnych warunkach, a teraz pozostaje Nam jedynie strzęp normalności. Bo widzenie w więzieniu, czy rozmowa telefoniczna raz dziennie nie są tym samym co pobudka, co zjedzenie wspólnego śniadania, wypad do kina,kopanie piłki na boisku, pojawienie się jako widownia na przedstawieniu, wieczorne rozmowy o dniu spędzonym w przedszkolu/szkole itd.

wiec dlaczego mam moim corka zabrac choc strzep normalnosci?? jakie mam do tego prawo??
 
Dziewczyny ale ja Was nie krytykuję.Wierzę,że Wasze przypadki to te normalne,które nie wzbudzają niesmaku u innych odwiedzających. Pewnie jest mi łatwiej bo cały wyrok to tylko 8 miesięcy a dwa mamy już za sobą. Gdyby to były lata...
Niestety do tej pory trafiam na mamusie,które dziecko zabierają tylko dlatego,że mają dodatkowe widzenie albo widzenia na sali bez dozoru.
Na długo utkwi mi w pamięci scena kiedy w poczekalni dziecko (myślę,że około 4 lata) płacze ,że nie chce iść do panów policjantów i rzuca się po podłodze natomiast mamusia obstaje przy swoim i jeszcze drze się,że ojciec będzie zły jeśli policja nie wpuści ich na widzenie przez te płacze.Tragedia!!! Wszystkie dzieci jakie były w poczekalni patrzyły z przerażeniem na tą scenę. Mamusia puszczała wiązanki do syna a inni oczekujący na widzenie byli delikatnie mówiąc zniesmaczeni. Kolejny przypadek - na widzenie przyszła partnerka osadzonego z córką i teściową. Teściowa zajmuje się córką w "kąciku dla dzieci" a osadzony zajmuje się partnerką. W pewnym momencie dowódca zwraca uwagę skazanemu,że widzenie dostał wyłącznie ze względu na dziecko a nawet się z dzieckiem nie przywitał. Następny - mamusia przychodzi na widzenie z dzieckiem,siostrą i córką. Mamusia dość głośno wypowiada się do siostry,że musi zabrać małego na widzenie bo to jedyny sposób żeby mogła wejść. Może tak pechowo się mi trafiło,że nie spotkałam żadnej normalnej matki z dzieckiem...
 
Martucha mam wrażenie że chodzimy do tego samego zakładu, bo u mnie podobnie bywa.Ja poszłam raz z mała i nigdy wiecej bo rozstanie z tatą strasznie przeżyła,a jak widzę te mamusie (ojej jakie"gwiazdy") z malutkimi dziećmi które właśnie mówią że na dziecko widzenie bo inaczej by nie weszły to mnie krew zalewa, to nie idę jak nie mogę a nie targam malutkiego dzieciątka. Dzieci większe jeszcze rozumiem bo porozmawiają z ojcem itd ale maleństwo?
 
martetta napisał:
Martucha mam wrażenie że chodzimy do tego samego zakładu, bo u mnie podobnie bywa.Ja poszłam raz z mała i nigdy wiecej bo rozstanie z tatą strasznie przeżyła,a jak widzę te mamusie (ojej jakie"gwiazdy") z malutkimi dziećmi które właśnie mówią że na dziecko widzenie bo inaczej by nie weszły to mnie krew zalewa, to nie idę jak nie mogę a nie targam malutkiego dzieciątka. Dzieci większe jeszcze rozumiem bo porozmawiają z ojcem itd ale maleństwo?[/QUO
malenstwo nie rozumie fakt ale dotyk zapach ojca tez poznaje ja na szczescie nie spotkalam sie z sytuacja zeby dzieci na sile wchodzily bo mama chce miec dodatkowa godzine moje corki same chca isc do taty a ja ich zaprowadzam i jak jeszcze raz powtarzam nie chodze na widzenia dla dodatkowej godziny corki chca sie z tata widziec bardzo za nim tesknia i nie wyobrazam sobie zeby przez dwa lata wogole go nie widzialy
 
martetta napisał:
Martucha mam wrażenie że chodzimy do tego samego zakładu, bo u mnie podobnie bywa.Ja poszłam raz z mała i nigdy wiecej bo rozstanie z tatą strasznie przeżyła,a jak widzę te mamusie (ojej jakie"gwiazdy") z malutkimi dziećmi które właśnie mówią że na dziecko widzenie bo inaczej by nie weszły to mnie krew zalewa, to nie idę jak nie mogę a nie targam malutkiego dzieciątka. Dzieci większe jeszcze rozumiem bo porozmawiają z ojcem itd ale maleństwo?

Ja uważam,że jeśli dzieci (mam na myśli dzieci,które już rozumieją i wiedzą,że w szpitalu nie pracuje policja), są tak bardzo związane z ojcem,kochają go i uważają za kogoś najważniejszego w swoim życiu to nie warto burzyć ich świata i lepiej skłamać.Jak wytłumaczyć 10-latkowi,że jego tata nie jest taki idealny jak mu się wydaje(przecież dzieciaki uważają,że w więzieniach są tylko niedobrzy ludzie).Kiedyś matki prowadzały dzieci na widzenia z ojcami ale były to czasy gdy nie można było dzwonić z zk. Teraz wygląda to zupełnie inaczej i uważam,że czasem zdrowiej jest "ochronić" syna czy córkę przed wizytą w więzieniu.Pisałam Wam,że zostaliśmy pochwaleni za decyzję w tej sprawie przez kuratora,sąd itp. Sędzia powiedział,że po wizycie w więzieniu pozostaje "złe wspomnienie " na całe życie i myślę,że miał rację.Ja mimo,że cieszę się,że zobaczę męża,którego kocham i za którym tęsknię to i tak nie lubię tych widzeń.Nie lubię tej całej otoczki,która towarzyszy wizycie w zk. Jeśli chodzi o malutkie dzieci to uważam,że niczego nie wnoszą do życia dziecka takie widzenia. Co zapamięta roczne dziecko z wizyty w zk? Chyba raczej nic. Starsze dzieci(jeśli decydujemy się na widzenie z takim dzieckiem) muszą przyjąć do wiadomości,że ojciec jest w więzieniu - uważam,że to dużo na 10-latka. Jestem w stanie zrozumieć matkę,która prowadzi na widzenie nastolatka. Takiemu dziecku łatwiej wytłumaczyć za co ojciec siedzi w więzieniu i przekonać je ,że każdy ma szansę być dobrym,gdy wyjdzie z zk.
Rozpisałam się i to bardzo.
Mimo mojego nastawienia do tego tematu proszę żebyście nie odbierały moich wypowiedzi osobiście. Ja tak postanowiłam i gdybym miała komuś radzić w tym temacie to poradziłabym żeby nie prowadził dziecka na widzenie.
 
Ostatnia edycja:
martucha201181 napisał:
Ja uważam,że jeśli dzieci (mam na myśli dzieci,które już rozumieją i wiedzą,że w szpitalu nie pracuje policja), są tak bardzo związane z ojcem,kochają go i uważają za kogoś najważniejszego w swoim życiu to nie warto burzyć ich świata i lepiej skłamać.Jak wytłumaczyć 10-latkowi,że jego tata nie jest taki idealny jak mu się wydaje(przecież dzieciaki uważają,że w więzieniach są tylko niedobrzy ludzie).Kiedyś matki prowadzały dzieci na widzenia z ojcami ale były to czasy gdy nie można było dzwonić z zk. Teraz wygląda to zupełnie inaczej i uważam,że czasem zdrowiej jest "ochronić" syna czy córkę przed wizytą w więzieniu.Pisałam Wam,że zostaliśmy pochwaleni za decyzję w tej sprawie przez kuratora,sąd itp. Sędzia powiedział,że po wizycie w więzieniu pozostaje "złe wspomnienie " na całe życie i myślę,że miał rację.Ja mimo,że cieszę się,że zobaczę męża,którego kocham i za którym tęsknię to i tak nie lubię tych widzeń.Nie lubię tej całej otoczki,która towarzyszy wizycie w zk. Inaczej sprawa wygląda w przypadku nastolatka,który rozumie,że takie sytuacje mogą zdarzyć się każdemu. Jeśli chodzi o malutkie dzieci to uważam,że niczego nie wnoszą do życia dziecka takie widzenia. Co zapamięta roczne dziecko z wizyty w zk? Chyba raczej nic.
Rozpisałam się i to bardzo.
Mimo mojego nastawienia do tego tematu proszę żebyście nie odbierały moich wypowiedzi osobiście. Ja tak postanowiłam i gdybym miała komuś radzić w tym temacie to poradziłabym żeby nie prowadził dziecka na widzenie.
szanuje Twoja decyzje ale ja uwazam inaczej skoro corki chca isc do taty widziec sie z nim i to nie wplywa na ich ogolne zachowanie nie moge im zabronic kontaktu pewne jest jedno ze gdyby tego nie chcialy to napewno bym na sile ich nie ciagla twoj maz ma wyrok 8 miesiecy to nic ale moj ma jeszcze do czerwca przyszlego roku a moze dluzej dzieci chca sie widziec z tata jak im zabronic????
 
Ja wam powiem ze my naprzyklad zdecudowalismy ze nie bedziemy prowadzac dziecka na widzenia i powiedzielismy synkowi ze tato pojechal do pracy co prawda ma synek dopiero 5 lat ale i tak duzo rozumie dlatego zdecydowalismy sie powiedziec ze pojechal do pracy a kiedys tam po jakims czasie powiemy mu prawde ale jeszcze jest za wczesnie i lepiej zebysmy my to powiedzieli niz ma dowiedziec sie od kogos innego........ takie jest moje zdanie....:)
 
martusia25 napisał:
Ja wam powiem ze my naprzyklad zdecudowalismy ze nie bedziemy prowadzac dziecka na widzenia i powiedzielismy synkowi ze tato pojechal do pracy co prawda ma synek dopiero 5 lat ale i tak duzo rozumie dlatego zdecydowalismy sie powiedziec ze pojechal do pracy a kiedys tam po jakims czasie powiemy mu prawde ale jeszcze jest za wczesnie i lepiej zebysmy my to powiedzieli niz ma dowiedziec sie od kogos innego........ takie jest moje zdanie....:)

ja wybrnelam inaczej powiedzialam ze tato jest w szpitalu moja mlodsza corcia ma tez nie cale 5 lat i przyjmuje taki stan rzeczy oczywiscie teskni moj maz nie moze dzwonic codziennie bo jest w zakladzie zamknietym
 
izuniaem Rozumiem. ;)

annalissos Okłamałaś dzieci, że jeżdżą na widzenie do ZK jakoby to był szpital? :-o Toż to śmiechu warte, jakim prawe więc ingerujesz w postępowanie kogokolwiek... Żałosne :)

Martucha Właśnie od tłumaczenia jesteś TY jako matka. Aby dobrać słowa dla 10latka i wyjaśnić dlaczego tatuś jest gdzie jest. Jak się okazuje da się, bo wiele matek tłumaczy dzieciom nawet młodszym. Wcale nie trzeba własnego dziecka okłamywać jak to tragicznie robi annalissos.

Dla mnie to głupota, robić z ZK szpital, gdzie pracują w dodatku policjanci, a tatuś rzekomo odpoczywa sobie i nic złego nie zrobił. To jest w jakiś sposób krzywdzenie świadome/lub mniej własnego dziecięcia. :rolleyes:
 
endorfinalna napisał:
izuniaem Rozumiem. ;)

annalissos Okłamałaś dzieci, że jeżdżą na widzenie do ZK jakoby to był szpital? :-o Toż to śmiechu warte, jakim prawe więc ingerujesz w postępowanie kogokolwiek... Żałosne :)

Martucha Właśnie od tłumaczenia jesteś TY jako matka. Aby dobrać słowa dla 10latka i wyjaśnić dlaczego tatuś jest gdzie jest. Jak się okazuje da się, bo wiele matek tłumaczy dzieciom nawet młodszym. Wcale nie trzeba własnego dziecka okłamywać jak to tragicznie robi annalissos.

Dla mnie to głupota, robić z ZK szpital, gdzie pracują w dodatku policjanci, a tatuś rzekomo odpoczywa sobie i nic złego nie zrobił. To jest w jakiś sposób krzywdzenie świadome/lub mniej własnego dziecięcia. :rolleyes:

rozmawialam z psychologiem i tak naperawde to tez pewien rodzaj szpitala a jak kiedys dziecku wytlumaczyc ze tato tam i tak sie dowie predzej czy pozniej a jak chce do taty to nie zabronie wg mnie to lepsze zlo poza tym napewno tobie endorfinalna nie bede sie tlumaczyc robie jak uwazam za sluszne dzieci kochaja tate i widza sie z nim taka jest nasza wspolna decyzja nie robie im nic na sile a ty jak widze to jestes wszechstronna psycholog adwokat i ktoz jeszcze wie brawooo gratuluje
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra