bolanty napisał:
jrv - zmiana z BS na TS jest od ponad1,5 roku nic to nie oznacza dla wnioskodawców.
Piszesz ,że złożyłeś wniosek ponad 4 lata temu. Teraz okres oczekiwania przeciętnie ponad 2,5 roku . Czy domyślasz się dlaczego twoja sprawa trwa tak długo ,jest skomplikowana lub nietypowa?
Nie mam zielonego pojęcia mówiąc szczerze. Duże opóźnienia były po mojej stronie w związku z kolejnymi kwerendami. Kolejne pisma to było już wzywanie o kolejne dokumenty, których przedłożyłem prawie trzy teczki. Nawet moja babcia (matka mojego ojca) mając 95 lat składała oświadczenie, że jej teść podpisał Volkslistę 3, bo widziała ją i mówiło się o tym w domu. Samej volkslisty nie było w żadnych AP czy też IPN.
Myślę, że kwestią nad którą się zastanawiają jest to, że mój dziadek urodził się w Hindenburgu jako typowy niemiec, potem mieszkał w Konigshutte (Chorzów) potem Katowicach a na końcu w Rudzie, a te ostatnie tereny były polskie. (nie będę się rozpisywał teraz jak one przechodziły do 21 roku, 39 itd).
Nie wiem, czy spotkaliście się w ogóle z tematem trybunału rozjemczego dla górnego śląska, gdzie odgórnie nadawano obywatelstwo polskie w miejsce niemieckiego itd. Mój dziadek się odwoływał od tego i tak dalej i tak dalej.
Ogólnie dokumenty jakie złożyłem to m.in:
wszelkie akty zgonu urodzenia i małżeństwa, potwierdzenie służby w dienstelle(Wast), książeczki wojskowe, metryki bierzmowań i chrztów z archiwów diecezjalnych, poświadczenie uzyskania obywatelstwa
polskiego od wojewody, meldunki z poszczególnych miast, karty pracy z niemieckich ruchów górniczych, wypłaty z tego tytułu, famillienstambuch, adresy 3/4 rodziny będącej w Niemczech, registersheiny, świadectwa szkolne dziadka, pisma z frontu itd. było tego sporo. W międzyczasie okazało się, że nie ma aktu małżeństwa dziadków bo był błąd w akcie zgonu, potem okazało się że brali ślub w sosnowcu bo nikt nie chciał im dać ślubu ze względu na to, że moja babcia uczyła dzieci niemieckiego w szkole przez to wylądowała na chwile w jakimś obozie itd.
Bardzo często wnosili o dokumenty, które już przedłożyłem co było dla mnie niezwykle dziwne. Miałem wrażenie, że proszą o dokumenty które nie są im wcale potrzebne, ale mają taką manierę do zbierania różnego rodzaju dokumentów tylko, żeby je mieć w zasobach lub a nóż coś więcej będą mogli archiwizować.
Ogólnie wydałem na to wszystko sporo pieniędzy, bo trzeba było robić tłumaczenia, poświadczenia notarialne itd. i mówiąc szczerze na ten moment w ogóle nie wiem jaki będzie wynik.
Tutaj @Pogodniak musiałby się wypowiedzieć, czy jest ciągłość czy jej nie ma i jak to wygląda na Śląsku. Ale nie atakuje go prywatnie bo pewnie wszyscy do niego piszą

jak zobaczy ten wątek może się jakoś ustosunkuje. Ja na ten moment nie mam pojęcia jak się to skończy i po prostu czekam bez zbędnego ciśnienia.