Matka dziecka twierdziła, że na bank on jest ojcem dziecka, ale nie byli małżeństwem, a on jej zaufał, mimo że pytał się czy na pewno on jest, bo rozstali się a ona nagle po miesiącu go tym zaskkczyła i twierdziła, że z nikim nie spała oprócz niego. To uwierzył naiwny..ogólnie to długa i zagmatwana historia, ale chodzi o to, że matka dziecka ma brązowe oczy, mój mąż też, a dziecko błękitne,nie zwracalam ba to uwagi do ostatniej rozmowy z kolezanka, ktora wyjasnila mi patrzac na zdjecie dziecka i ojca ze to nierealne..prócz tego jak o tym wszystkim pomyślę, to wycierpiałam zbyt wiele przez to wszystko i mój mąż też i nie chcę, żeby ktoś obcy nosił moje nazwisko, bo co w momencie jak sama będę chciała mieć dzieci? Co wtedy powiem mojemu dzieciaczkowi? Że formalnie ma rodzeństwo, ale ma się nie martwić, bo nie ma więzów krwi??? A jeżeli chodzi o mienie...to płacenie przez kilkadziesiąt miesięcy za wynajem mieszkania, jedzenie, kosmetyki, ciuchy, ba nawet fajki, to wierzcie czy nie, ale uzbierała się spora sumka, no i nerwy i kłopoty, które były następstwem jej glupich zachowań. A posunięcie się o pozew o alimenty i celowe podanie złego adresu, to już w ogóle chamstwo z jej strony.
I nie widzę dobra dziecka, jeżeli w akcie ma nazwisko kogoś, kto nie ma z nim nic związanego, powinno wiedzieć kto jest nim naprawdę, a jeżeli matka jest aż tak puszczalska, że nie wie, to niech poda ojciec nieznany w akcie urodzenia a nie wrabia byle kogo. Naprawdę szczerze współczuję Wam panowie, bo nie dosyć, że nigdy nie macie pewności, to jeszcze musicie się prosić o widzenia dziecka..