Kwestia w tym, że szukam u prywaciarza tylko na krótki moment, natomiast jestem objęty procesem kwalifikacyjnym do budżetówki i jak tylko wszystko przejdę pozytywnie, to uciekam jak najdalej od prywatnych firm. Wszyscy nie są beznadziejni, ale mało jest pracodawców, którzy starają się dbać o swoich pracowników. Naprawdę nie spotkałem się wśród rodziny, znajomych i wszelkiej maści innych ludzi z super pozytywnymi opiniami na ich temat. To nie są teorie spiskowe, to jest Polska i przysłowie "wszędzie dobrze, gdzie nas nie ma"/ Wyjechać nie mam zamiaru, bo nieudacznika robić z siebie nie będę i poradzę sobie w tym xxxx kraju, ponieważ mam cholerne ambicje i motywację.
Tak bronisz tych prywaciarzy, pewnie jesteś jednym z nich, lub masz przy nich ciężki "plecak" (znajomości). W związku z tym chciałbym popytać na osobności twoich kolegów, jak to mają dobrze w swojej pracy lub po po prostu baliby się zwierzać. Może xxxx, który siedzi na stanowisku jakiegoś pracownika biurowego w jakiejś firmie, gdzie na jednego robola przypada dziesięciu pracowników biurowych.
Nie widzisz w tym problemu, bo ciebie on bezpośrednio nie dotyka i w związku z tym masz do gdzieś, podobnie jak babki u których byłem w PUP, ZUS i NFZ. A ja poruszam kwestię istotną, gdzie człowiek który był zarejestrowany jako bezrobotny z prawem do leczenia, w momencie znalezienia tej pracy (chociażby jest to umowa o dzieło), traci możliwość do tego xxxx leczenia. Pracodawca do chrzanu? Oczywiście i należy uciekać od niego jak najszybciej, ale nikt mi nie wmówi, że luk prawnych nie ma. Prawo konstruowane jest przez ludzi, zwyczajnych, takich jak my, a wśród nich są i xxxx, zatem prawo konstruowane jest również przez nich.