Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Gratulacje WielkaWodo i wyrazy współczucia dla nowonarodzonego dziecka. Ja cząsto myślałem - skoro ja nabawiłem się takiej nerwicy, to co byłoby z moim dzieckiem (noworodkiem), które ciągle byłoby np. wybudzane przez hałas. Nie mogę sobie tego wyobrazić:!: Teraz W.W w trosce o baby koniecznie musisz coś z tym zrobić:!: Może ten fakt przemówi do tych z góry:?:
 
Dziekuje za gratulacje.
A co zrobic ? Bo ja nie wiem.
Do nich nic nie przemowi, dla nich ja jestem problemem. Nie otwieraja mi drzwi kiedy pukam.
 
Wiesz jak jest ;-) Ja jednak nie odpuszczam, po kolejnej interwencji w spółdzielni, ta wysłała pismo do Straży Miejskiej (dostałem je do wiadomości) z prośbą o przeprowadzenie z nimi (tymi z góry) rozmowy profilaktyczno-ostrzegawczej. Mam tylko cichą nadzieję......
 
Doświadczenie życiowe mówi, że najlepszym sposobem opanowania dzieciaka "żywego", któremu rodzice pozwalają na wszystko mając gdzieś normy społeczne, tłumaczący zachowanie pociechy ową "żywością" albo awanturami "to tylko dzieci, przecież nie zabronię przebiegnięcia do kuchni czy niech sobie poskacze jest w swoim domu" ;-) każdy z nas to słyszał wiele razy, prawda? ) jest sprawienie mu rodzeństwa. Okazuje się, że można opanować ruchliwość dziecka, zmniejszyć jego "przebiegalność" i "skoczność". I jest cisza.
Można. A nawet pojawiają się się awantury o ciszę!
(Faktem jest, że po dwóch latach jest podwójnie gorzej, ale chodziło mi o to, że można)

To taki uśmiech przez łzy.
Bardzo przykre jest, że nikt z osób terroryzowanych przez bezmyślnych, posiadających elementarne braki w kulturze, rodziców i podobnych im dzieci nie może liczyć na żadną pomoc. W imię dziwnie pojętej poprawności.

U nas nastąpiły niewielkie zmiany - dzieci są wyprowadzane z domu (co nie oznacza, że jest spokój, tylko, że bywają przerwy) i , o dziwo, rodzice reagują na stukanie w sufit. Na prośby i próby mediacji - nie.
Od czasu do czasu puszczają nam muzykę (ale krótko, bo sami nie wytrzymują i chyba nie lubią AC/DC), my im też puszczamy (ale my lubimy i puszczamy im te same kawałki).
:D
Próbowaliśmy wszelkich dostępnych metod. Próbowaliśmy na swoim poziomie, próbowaliśmy na uniwersalnym. Poskutkował poziom najniższy. Tylko to do nich dociera. Szkoda.
I tak się życie toczy.

Ściskam Was serdecznie i noworocznie życzę świętego spokoju!
Gratulacje, Wodo!
:-)
 
Ostatnia edycja:
kizd napisał:
myślałem żeby włączyć jakiś metalowy kawałem tak ok. 6:20 ale rozmyśliłem się, bo przecież to uderzy w te dzieci, kt nie są winne temu, że ich rodzice nie uwarżliwiają je na potzreby innych). Ja też nie mogę już tego wytrzymać, żałuję bardzo, że wprowadziłem się do tego mieszkania i podobnie chyba jak WielkaWoda mam taką nerwicę, że zacząłem brać leki na uspokojenie, co więcej kiedy wracam do domu po pracy mam taki stres, że żołądek daje o sobie znać, boje się wracać do domu, bo nie wiem jaki będzie wieczór, a dzieci chodzą różnie spać i o 21:30 i o 22:30. Czy ja nie mam prawa do spokiju i możliwości wypoczynku po pracy?

kizd nie ograniczaj się we własnym domu tylko puszczaj death metal i techniawe z mocnymi basami jak te dzieci biegają. Przecież przy muzyce Chopina nie zagłuszysz tego huku. Też bym wolał puścić koncert fortepianowy ale niestety się nie da. Skoro dzieci maja prawo biegać to ja mam prawo tego nie słuchać i zapuszczam rzeźnie. Najśmieszniejsze jest to, że jak puszczam muzę aby zagłuszyć te ich biegania to ci z góry się mszczą i rzucają różne przedmioty o podłogę, tylko daremnie bo i tak muza z głośników wszystko zagłusza. I wtedy się cieszę na całego -- "hahaha dobrze wam tak, nie szanujecie mojego spokoju to ja nie będę szanował waszego, denerwujcie się i zobaczcie jak to jest żyć w hałasie, to wam wolno niszczyć mi zdrowie a mi waszego nie?". Stres, nerwica, problemy z koncentracją apatia to jest wszystko konsekwencją braku reakcji buraczasowych rodziców. Ja nigdy nie zaczynam i nie puszczam muzy pierwszy, to jest po prostu moja reakcja na chamstwo. Im wcześniej to zrozumieją tym szybciej oszczędzą psychikę dzieci od szatańskiej muzy i basów z kolumn przesuwających szklanki u mnie w pokoju.
 
kizd pisma do spółdzielni nic nie dadzą, to jest ostatni bastion komunizmu, siedzą leśne dziadki albo rodzinka prezesa i żrą pączki i popijają kawę i mówią, że nie mają instrumentów dyscyplinujących oprócz rozmowy. Jeżeli ktoś ma własnościowe mieszkanie i nie robi imprez po 22.00 to ani spółdzielnia ani Policja nic nie zrobi. dlatego proponuję zaopatrzyć się w pokaźne głośniki i kiedy ci przeszkadzają to zapuścić ulubioną muzę
 
cedwah napisał:
Nie chce się oczywiście mądrzyć i domyślam się, że na pewno próbowaliście wszystkiego no i nie znam sprawy tak jak Wy, ale zawsze jest jeszcze jakaś metoda - można przecież drugą stronę konfliktu sprowokować do rzeczowej i pokojowej rozmowy deklarując chęć pogodzenia się. Jako sąsiedzi jesteście na siebie skazani i zamiast eskalacji metod robienia sobie na złość można iść w druga stronę - na wzajemne ustępstwa - przecież to bardziej korzystne dla obu stron. Idą święta, są dzieci - można to wykorzystać :)

Ja już próbowałem przez ponad 2 lata rozmawiać z 20 razy, dzielnicowy rozmawiał, pracownik ze spółdzielni...jak grochem o ścianę. Jak trafisz na niereformowalne buractwo to nie ma innej metody jak wojna na decybele. Wierz mi nie jestem mściwy i staram się puszczać tylko muzykę jak biegają po całym mieszkaniu.Najważniejsze tu chodzi o zdrowie, życie w stresie, nerwica co niektórzy tu piszący mają z tego powodu. Nie mam zamiaru marnować sobie życia i zdrowia przez byle gnojstwo które nie potrafi się zachować jak przystało,
 
Witam,
Natrafiłam dzisiaj na ten wątek i prawdę mówiąc cieszę się. Utwierdziłam się w przekonaniu, że nie odbiegam zbytnio od normy. Normy, ktorych nie regulują regulaminy a zdroworozsądkowe myślenie. I nie przez pryzmat własnego punktu widzenia i wygody a w wielu przypadkach ignorancji, lecz z szerokiej perspektywy ludzi otoczonych innymi, nie zapatrzonymi tylko na siebie. Myślałam, że wartości, które zostały mi wpojone są przeterminowane, bo inni postrzegają pewne sprawy inaczej. Pocieszyłam się waszymi doświadczeniami. To znaczy, przykro mi ale przynajmniej wiem, że to nie ja zwariowałam, tylko świat stoi na głowie. Jednak teraz moge sprężyć się i zadziałać, bo z Waszą pomocą na pewno się uda. Nietrudno się chyba domyśleć, że chodzi o problem"tych na górze". Zgromadziłam juz sporo przepisów i definicji prawnych, które jasno określają prawa lokatorów budynków wielorodzinnych. Z Wasza pomocą mam nadzieję wykorzystać swoją obecną wiedzę i nauczyć wreszcie ignorantów elementarnych zasad współżycia społecznego. Będę wdzięczna za kontakty osobom, które próbowały zmierzyć się z tym problemem i cokolwiek działały. Niezależnie od oporu materii. Jestem pewna, że wspólnie wreszcie osiągniemy spokój we własnym domu. I skończy się nam życie regulowane trybem życia naszych sąsiadów.
Bardzo chętnie nawiązę kontakt z matematykiem1966, zresztą tak jak z innymi, którzy mierzyli się z tym problemem.
Zamierzam wykorzystać między innymi art. 51 Kodeksu wykroczeń, prawo cywilne, tzw. prawo sąsiedzkie, w którym jest mowa o hałasowaniu , które zalicza się do immisji pośrednich( czyli oddziaływania zakłócającego sąsiadom korzystanie z ich nieruchomości w sposób pośredni), ponadto art. 144 Kodeksu cywilnego , oraz art.13 ustawy o ochronie praw lokatorów. Jest jeszcze naruszenie dóbr osobistych- w szczególności nietykalności mieszkania o zaprzestanie naruszeń integralności psychicznej i emocjonalnej wynikających z dochodzącego hałasu. Naruszenie nietykalności mieszkania jest pojmowane przez orzecznictwo w aspekcie niematerialnym, jako prawo do ochrony przed bezprawnym wtargnięciem w sferę nie samej substancji mieszkaniowej, lecz w sferę określonego stanu psychicznego i emocjonalnego, jaki daje każdemu człowiekowi poczucie bezpiecznego i niazakłóconego posiadania własnego miejsca, w którym koncentruje swoje istotne sprawy życiowe i chroni swoją prywatność. Hałas jest szkodliwy dla zdrowia.Stałe przebywanie w pomieszczeniach o natężeniu hałasu męczy nas nie tylko psychicznie i fizycznie ale również pogarsza nasze samopoczucie. Dochodzące do nas głośne dzwięki utrudniają efektywny odpoczynek a uciążliwy zgiełk osłabia naszą koncentrcję. Nie mam siły dłużej znosić bezczelnego wolnoć Tomku w swoim domku. Ja też jestem u siebie i zamierzam walczyć z gburowatymi samolubami. Mój syn trzyma sie za głowę , bo jak mówi: " Nigdy nie pozwoliłabyś mi na takie zachowanie." Ale sam już teraz rozumie dlaczego tłumaczyłam i nie pozwalałam biegać po mieszkaniu. Dzisiaj ciężko mu skoncentrować mysli podczas nauki, kiedy cudowni sasiedzi zajmują się 'wychowaniem' swoich dzieci w poczuciu pewności, że wolno wszystko i wszędzie. I te dzieci wyrastają na obojętne potwory, nieczułe i niewrażliwe. Z drugiej strony jakie mają być, skoro ich własni rodzice są niewychowani, inaczej nigdy nie dopuściliby do sytuacji, w której ktoś zwraca uwagę na zbyt głośne i zbyt swobodne zachowanie w mieszkaniu.
Ale to jak na drodze. Nie cham ten, kto bezpardonowo z pasa dla jadących na wprost zjeżdża na pas dla jadących w lewo omijając "sprytnie " komitet kolejkowy głupków stojących w korku, tylko ten jest cham, kto nie chce go wpuścić.
Ja mówię dość. I basta.
 
Bardzo mi się Twój pomysł podoba.
Ja się odbiłam od wszelkich instytucji (mimo początkowego zaangażowania dzielnicowego). Pomogła mi (trochę, ale zawsze coś) szefowa naszej wspólnoty mieszkaniowej, bo sama ma podobny problem. Ktoś kto nigdy nie przeżył - nie zrozumie. "To przecież dzieci ..."
U nas dodatkową atrakcją poza hałasem są wstrząsy sejsmiczne (mamy drewniane stropy).
Służę informacjami i wsparciem.
Pozdrawiam.
 
Witam,
o jakich instytucjach mówisz? Bo ja upadłam przed Sanepidem, ale wciąż mam nadzieję na zmobilizowanie mojej administarcji lub nawet zarządu wspólnoty. Może coś poradzisz.
 
Rozmawiałam z dzielnicowym - był na rozmowie. Policję można sobie odpuścić, nic nie zrobią a jeszcze odznaczą Cię jako "roszczeniową".
Sprawa cywilna - długo, drogo, męcząco, dowody, wojna.
Mediator - drogo, druga strona musi wyrazić zgodę i chcieć przede wszystkim
Sąd rodzinny - prośba o wgląd w sytuację dziecka (oni zareagują jakoś)
Opieka społeczna - tak samo
U mnie zadziałała szefowa wspólnoty (chyba przez opiekę albo sąd). Jest lżej. Dzieciaki są wyprowadzane na spacer, nie ma jeżdżenia na rolkach, wróciły dywany na panele (chyba). Zostały inne atrakcje, na to działa tylko kij w sufit, niestety. Robię dzieciom dyskomfort w skakaniu.
No i mam oplute drzwi i nie muszę mówić "dzień dobry", bo wieją przed nami gdzie pieprz rośnie.
 
To o czym pisze Wolfin jest prawdą :( Mając tego świadomość i tak nie odpuszczam. Moi sąsiedzi są po rozmowie ze strażą miejską (pismo skierowałem do spółdzielni, a ta przekazała im sprawę, zostali pouczeni z art. 51 - kto krzykiem....) i może odrobinę lepiej. Wydaje mi się jednak, że sąsiedzi chcą mi pokazać, że nic im nie zrobię, bo pewnego dnia (już po interwencji straży), kiedy poszedłem na górę z prośbą o ciszę, to powiedziano mi, że mają zaświadczenie od psychologa, który stwierdził, że ich dzieci są za spokojne - pojmujecie to :D czyli już zbierają dowody na wypadek, gdybym sprawę skierował do sądu. A w sądzie, znajomy dzielnicowy powiedział mi, że kiedyś miał podobną sprawę, którą osoba taka jak ja przegrała, więc ręce opadają, bo niestety nikt nam nie pomoże.
 
Zgadza się, chamowaci ludzi nie pojmą grzecznej i kulturalnej prośby czy rozmowy. Nie wiem co to rozbrykane dzieci szalejące nad głową, bo mieszkając w bloku nie miałam ich w bliskim sąsiedztwie ale wiem co to nieprzespane noce przez sąsiada pijaka i awanturnika, który mieszkał piętro wyżej. Wzywanie policji uspokajało go tylko na chwilę. Uznałam, że to walka z wiatrakami i sprzedałam mieszkanie. Kupiłam dom z dużym terenem na totalnym zadupiu. Mam ciszę i spokój ale już raz musiałam osobiście zachować się jak totalna chamica. Pewnej babie we wsi strasznie przeszkadzało, że moje psy nie stoją na łańcuchach tylko biegają swobodnie po moim prywatnym, ogrodzonym i zamkniętym terenie, więc przylazła mnie pouczyć. Ponieważ stała i zrzędziła zaraz za płotem, w moim prywatny sadzie grzecznie ją poprosiłam o opuszczenie mojego terenu. Nie zrozumiała więc pogadałam sobie z nią po chamsku. No i babsztyl natychmiast zrozumiał.Zwiewał, aż się za nim kurzyło.
Serdecznie wam współczuję takich chamskich sąsiadów. Walczcie z hołotą ile się da.
 
Mój problem nie do końca jest taki sam jak te opisane w tym wątku ale chyba tutaj najlepiej pasuje, ponieważ również dotyczy uporczywego hałasu z "sasiedztwa".
Źródłem hałasu są metalowe drzwi wejściowe od sklepu spożywczego, który znajduje się pod moim mieszkaniem. Zainstalowane są w ścianie, która styka się z sufitem, co powoduje, że hałas w dużej części przenoszony jest do mieszkania. Nie zapoznałem się jeszcze z aktami prawnymi wspominanymi w tym wątku i mam nadzieję, że nie będzie to konieczne. Jak na razie dowiedziałem się, że właścicielkę delikatesów można spotkać tylko rano. Zamierzam z nią porozmawiać do końca tygodnia, ponieważ wydaje mi się, że wystarczy zainwestować w porządny samozamykacz, który będzie wyhamowywał drzwi zanim trzasną. Ten obecnie zainstalowany tylko bardziej rozpędza drzwi co zwiększa hałas. Ekspedientki, które to usłyszały nie były zachwycone pomysłem.
Wybiegając w przyszłość może ktoś mi napisać czy art.13 ustawy o ochronie praw lokatorów, art. 51 Kodeksu wykroczeń, prawo cywilne odnoszą się/traktują w jakiś szczególny sposób osoby prowadzące działalność gospodarczą, np. sklep?? Pytam bowiem w razie potrzeby będę musiał zastosować wymienione w tym wątku sposoby jak np. pismo do spółdzielni, dzielnicowego itd. (jak się często okazuje mało skuteczne), są może jakieś jednoznaczne przepisy, które zabraniałyby codziennego hałasowania od 6:00 rano wywołanego przyjmowaniem towaru;)??.
Kiedy kupowałem mieszkanie ten sklep traktowałem jako zaletę, a teraz okazał się przekleństwem:(.
 
fil9 - pogadaj z właścicielem aby jakoś "wyciszył" te drzwi. przecież są różnego rodzaju nakładki, gąbki i wtedy zamykają się bezszelestnie. jak to nic nie da to wal do Sanepidu oni zajmują się takimi rzeczami - sklepy, firmy itd. Sanepid musi się zająć tą sprawą. Jak baba z delikatesów będzie fikać to proponuję nasłać "anonimem" kilka kontroli na sklep :)

Wolfin ma 100% racji. Nikt nie pomoże, trzeba samemu działać albo liczyć na szczęście natrafienia na kogoś kumatego w administracji. na chamstwo nie ma rady, jak rodzice pewnych wartości i empatii za młodu nie przekazali to teraz już się tego nie zmieni. Burak pozostanie burakiem

sellaronda też byłem w Sanepidzie. oni takich pomiarów nie robią, tylko badają natężenie i decybele urządzeń mechanicznych. Nawet jakby chcieli zrobić takie badania to nie mają instrumentu, w rozporządzeniu jakimś taki problem do badania przez Sanepid nie został określony. można ewentualnie podpiąć pod jakąś ustawę (nie pamiętam już jaką) ale to wtedy buractwo z góry musiałoby być o tym poinformowane listownie bo Sanepid w konspiracji rejestrować nie może bez poinformowania :( A jak ich poinformujesz to przecież będą siedzieć cicho albo tylko lekko pukać i wyjdzie się wtedy po takich badaniach na głupka bo decybele i drgania będą niewielkie. Są też prywatne firmy które zrobią badanie - koszt 1500 zł i co...możesz iść z wynikami do spółdzielni. Dostaniesz odpowiedź, że nie będą wyciszać komuś podłogi bo to drogie, musieliby każdemu wtedy i zgodzić się musi właściciel. W sądzie też nic nie zdziałasz z tym fantem. tylko kasę wydasz.
 
Trzeba zacząć od prawidłowego budowania.
Izolacje akustyczne trzeba dobrze projektować, wykonywać i utrzymywać.
Inaczej mogą być problemy jak poniżej.

IV SA/Po 954/10 - Wyrok WSA w Poznaniu z 2011-01-18

Tam (osiedle Bonin w Poznaniu) mają w ciągu 6 lat sobie naprawić akustykę.

Inną sprawą jest że normy budowlane nie uwzgledniają muzykujących w blokach czy też dzieci z ADHA i autyzmem.
 
Właścicielka sklepu podeszła do tematu poważnie. Nawet stwierdziła, że już jej przeszkadza to ciągłe walenie drzwiami. Po rozmowie zadeklarowała, że spróbuje drzwi wyciszyć. Jak na razie.... unieruchomiła drugą połówkę drzwi co zmniejszyło efekt takiego dzwonienia po uderzeniu. Wcześniej drzwi waliły o metalowe ramy i o drugą połówkę drzwi, która również uderzała o swoje ramy:). Mogłaby jeszcze wymienić gąbki, bo są jakieś przyklejone ale niestety są już stare i raczej za cienkie.
W przyszłym tygodniu chyba dalej ją będę prosił albo sam kupię jakieś gąbki, może piankę i jej zaniosę.
 
skoro ma zainstalowany samozamykacz to tam przecież jest zwykła śrubka regulująca z jaką prędkością mają się same zamykać. tak jest np w windach,u mnie sąsiad z parteru wkurzył się bo wiadomo na wejściu multum mieszkańców się kręci, otwiera i zamyka i wali drzwiami od windy - dzień, noc itd więc wziął śrubokręt dokręcił, teraz się 10 sek zamykają ale ja to rozumiem a niektórzy sąsiedzi z którymi jechałem klną "co z tą windą, pół godziny się zamyka, zaraz do spółdzielni napisze" :))))
 
RE: zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

renatas napisał:
dzieci w wieku ok. 2 lat są bardzo głośne i aktywne ruchowo, co jest całkowicie normalne na tym etapie rozwojowym i nie ma nic wspólnego z WYCHOWANIEM, jak niektórzy sugerują.
Współczuję bardzo rodzicom małych dzieci, których spotyka taka wrogość i brak zrozumienia ze strony sąsiadów, jaką prezentują niektóre osoby na tym forum.

Obyś miała nad sobą takie dzieci głośne i aktywne ruchowo!!!!!!!!!!!
 
renatas wiesz nie powinnaś się wypowiadać o smaku kawioru jeżeli go nie próbowałaś, tak samo jeżeli nie mieszkałaś pod "boiskiem szkolnym" to tym bardziej. Założę się, że sypałabyś tutaj wulgaryzmami gdybyś posmakowała takiego mieszkania. Po drugie 2 latki nie mają jeszcze takiej koordynacji ruchowej aby non stop biegać. My mówimy o 4-6 latkach. A to już raczej "duże byki" które rozumieją komendę "nie biegaj". Jeszcze mi napisz, że dzieci muszą biegać bo jak nie to im się kości nie rozwiną. to są tłumaczenia blondynek spod wiejskiej dyskoteki. Ktoś może mi hałasować a gdy ja hałasuje to od razu rzucają mi przedmiotami i szurają na złość. Oczywiście z uśmiechem na twarzy to przyjmuję bo muza wszystko zagłusza :)
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra