Witam !
Liczę po cichutku (ja potrafię, sąsiedzi -nie ),że nie poddacie się Państwo- ja nie mam zamiaru !
Piszcie !
Ps. "Nasz" dzieciak z góry ma jakieś 6 lat , więc powinien rozumieć co się do niego mówi , pod warunkiem,że się mówi, wychowuje... Ewidentnie to co przeżywamy jest wynikiem 'olewczej' postawy rodziców !
Przeszliśmy przez skakanie na skakance, skakanie z łózka , przy akompaniamencie obcasów "mamusi" , odbijanie piłeczki o poranku , bądź późnym wieczorem - ich piesek się bawił , drapiąc przy tym niemiłosiernie pazurami ... oraz godzinami mieliśmy "przyjemność" podziwiać kondycję dzieciaka , biegi w tą i z powrotem zakończone skokiem bądź wywaleniem się chłopaka na podłogę , a wtedy szyby naszych oknach , sufit ,ściany i podłoga "pięknie "drżały !
Po ostatniej wizycie na górze (zanim mój mąż zdążył otworzyć usta, dowiedział się od sąsiada , że jest "sk... m", etc ., mi udało się wtrącić ,że w takim razie "porozmawiamy" w sądzie ) , zrobiło się niepokojąco ciszej , czyżby to cisza przed burzą ?
Zapisałam się do psychologa , może to pomoże na moje skołatane nerwy ?
Pozdrawiam ...