Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
karamba4 napisał:
a kto mówi o parogodzinnym rozgrywaniu meczu? Ci ludzie narzekają na to, że dzieci bawią się u siebie w domu!

Jak to kto mówi? Użytkownicy tego forum.
W domu możesz wydawać dźwięki na rozmaite sposoby. Pod warunkiem, że nie zakłóca to spokoju innych osób. Tyle.
I nie pisz, że hałasowanie jest prawem dziecka. Prawem innych jest prawo do spokoju w czasie przebywania w swoim mieszkaniu. Z reguły osoby tu piszące twierdzą, że nie chodzi im o płacz czy coś, co trwa ileś minut. Im chodzi z reguły o "wieczne" występowanie "placu zabaw dla dzieci" w mieszkaniu sąsiada i brak reakcji na prośby i groźby.
 
Dyskusja trwa jak widzę.
To teraz takie pytanie.
Ma/zna ktoś z Was definicję prawną normalnego użytkowania mieszkania? Może jakiś sąd sie tym zajmował w przeszłosci i można sie na czymś oprzeć?

Ja nadal upieram się przy tym, że "normlanie" użytkuję swoje mieszkanie, a szczególnie podłogę. Na nogach mamy miękkie kapcie, piłki są schowane, samochodzików nie ma, jeździków też. A mimo to moja sąsiadka zapewne zgrzyta zębami na odgłos normalnego chodzenia po podłodze.
 
Dobrze. Ja wiem, że teraz będzie takie przepychanie się. Kto ma więcej racji. Ty widzisz te osoby twierdzące, że nie chodzi o płacz czy coś. Ja widzę te drugie. Z reguły te drugie strony tutaj bronią się, że sąsiedzi czepiają się dosłownie o wszystko. Ja piszę tylko na swoim przykładzie. Sąsiadka mojej mamy przysłała kiedyś na skargę teściową, bo cyt." nie mogła całą noc spać i jest taka wymęczona, bo dziecko do późna w nocy chodziło po mieszkaniu w tą i z powrotem. I w ogóle to była taka straszna noc." I wiesz co się okazało? Owszem-ja z moim dzieckiem akurat byłam u mamy, ale nie w nocy, tylko przyjechałam o 6 rano. A w nocy moja siostra wróciła do domu i poszła do kuchni zrobić sobie coś do jedzenia. A naprawdę jest dorosłą osobą i nie rozbijała się po ścianach. A wszystko poszło na dziecko. Więc dlatego piszę, że niektórzy czepiają się o wszystko.
I nie neguję tego o czym mówisz Ty.
Ale uważam, że każdy wiek ma swoje prawa. I nie odbieraj tego po raz kolejny tak, jakbym próbowała powiedzieć, że dziecku wolno wszystko.

I o to mi właśnie chodzi. O takich ludzi jak Antonika...
 
marwika napisał:
Powiem tak... dla mnie hałas to hałas. I obojętne, czy jest generowany przez niewyżyte dziecko ....czy sąsiada - fana wiecznych remontów, majsterkowania... czy też (najchętniej nocą) studentów-kretynów...

Cholera... to po gwinta ja tak się staram.... na nogach mam miękkie kapcie ,a nie klapki na obcasie ... drzwi w mieszkaniu delikatnie domykam, a nie ryyyyp z całej siły walę o farmugę.... w szafkach i szufladach zamontowane mam ograniczniki-zamykają się cicho, a nie walę tak , że o mało ściana u sąsiada nie wyleci.... nóżki w krzesłach mam podklejone filcem, a nie rąbię nimi o gołą podłogę ... itd. itp.
Cholerka, ja chyba jakaś ... nienormalna jestem....:wow:

Nie obraź się, ale jesteś przedstawicielką frustratów. Ja nie będę chodził jak mysz po własnym domu. Nie mówię, że muszę od razu hałasować, ale np. zdarzało mi się parę razy podskoczyć jak wpadłem ja jakiś genialny pomysł:(; lubię słuchać mocnej rockowej muzyki itp.; mam pewne przyzwyczajenia.

Co do mandatów: to nie dostałem żadnego, ale mogę je płacić w nieskończoność, więc szczerze wolałbym żeby np. sąsiad ze mną pogadał niż nasyłał policję, bo to jest trochę śmieszne.
 
OK, od dzisiaj .. dostosowuję się do innych... pełen luz..... oj, chyba za dobrze mieli sąsiedzi ze mną do tej pory, chyba za .. cicha byłam.
Ale może nareszcie zauważą , że maja sąsiadkę.. czyli mnie.
Nie żeby jakaś złośliwość ... poprostu od dzisiaj nie dbam o nikogo jedynie o własną "wolność" i ... róbta co chceta :winko::tuptup:
 
matika100 napisał:
zdarzało mi się parę razy podskoczyć jak wpadłem ja jakiś genialny pomysł

A żarówka nad głową też Ci się w takich sytuacjach zapala? Może powinieneś rozważyć występowanie w kreskówkach...
 
Mam dwóch synów, młodszy ma dwa lata. Doskonale wiem, co się będzie działo w mieszkaniu, jeżeli pozwolę mu na to co on robiłby najchętniej (duże samochodziki, małe lokomotywki, brzęczące zabaweczki, piłeczki, buteleczki, plastikowe krzesełko, duże krzesła wokół stołu, itd, itp) - to wszystko byłoby naraz w ruchu. Zaczęliśmy wspólnie czas temu, a teraz właściwie reagujemy już tylko na incydenty, młody ma temperament młodego diabła tasmańskiego, ale od czegoś jesteśmy z nim razem w jednym pomieszczeniu - nie będzie ogon machał psem. Właśnie jeździ samochodzikiem. Po dywanie 220 x 300cm. Moja sąsiadka nie poskarży się też, że młody biega jak najęty 10 godz od momentu wstania - wystarczy zamknąć jedne przelotowe drzwi. Jakoś mnie nie ckni moja rola, więc się nie wzruszam (och,ach, moje dziecko biega, moje dziecko rzuca, moje dziecko śmierdzi) - jest konkretna robota do zrobienia. To nieprawda, że to, że dziecko zamienia czyjeś życie w koszmar to jego prawo. Owszem, młody ma swoją wizję spędzania czasu - nie on jednak decyduje jak ten czas będzie wyglądać. Nie chodzi tylko o sąsiadów z dołu z którymi notabene mamy układ - oni już nie włączają głośnej muzy, ja mam od tego słuchawki, a mój syn nie przesadza. Ja mieszkam na drugim, a rodzice myślący inaczej niż ja wychowują 2jkę dzieci na 4 tym piętrze. Tą dwójeczkę słychać od 5.30 do 22 przez 2 piętra. To jakieś zoo, nie mieszkanie.
 
Ostatnia edycja:
Godne polecenia zachowanie dla innych rodziców. Niestety w dzisiejszych czasach wszyscy patrzą nie dalej niż na czubek własnego nosa a każda próba zwrócenia uwagi iż mieszkanie to nie plac zabaw kończy się stwierdzeniem sąsiadów: przecież to są dzieci i mają prawo sie bawić :( A wystarczyło by właśnie poświęcić czas tym dzieciom i uświadomić co wolno a czego nie. Niestety nad głową mam właśnie sąsiadów typu: wolność Tomku w swoim domku. Zwrócenie uwagi kończy się dwukrotnie zwiększoną złośliwością sąsiadów pozwalającym dzieciom na bieganie w butach po panelach, skakanie w miejscu i tym podobne. Najgorsze że nie ma możliwości rozwiązania tej kwestii. Ani po prośbie ani po groźbie.
 
karamba4 napisał:
Ale uważam, że każdy wiek ma swoje prawa.

Tak nie jest Karamba4 !!!! i piszesz to TY !!!! Na tym forum pisaliśmy już o tym !!!! Takie pozwalanie na zachowywanie się odpowiednie do wieku może źle się skończyć. Pozwólmy się wyszumieć młodym np......... (wstaw tutaj sobie chociażby ostatnie wydarzenia), bo przecież są w wieku, który ma do tego rodzaju "wyszumienia się" prawo. Mam nadzieję, że wiesz, że jest coś takiego jak wychowanie, o którym pisze wielka.woda.


karamba4 napisał:
I nie odbieraj tego po raz kolejny tak, jakbym próbowała powiedzieć, że dziecku wolno wszystko.

Ale tak to jest odbierane. Jeszcze raz - przeczytaj post wielkiej.wody.

Trochę empatii.
 
Ostatnia edycja:
ehh. wyjęte z kontekstu...
nie wypowiadam się już.
Miłego dnia :)
 
A wszystko przez głupotę ludzi i bezstresowe wychowanie. Jak to jest, że w świecie zwierząt stosowane są kary cielesne jako upomnienie, gryzienie w uszy, kark, wydawanie odpowiednich odgłosów itp. i jest to skuteczne oraz ma na celu uchronić malucha przed konsekwencjami jakie czychają na niego w otaczającym środowisku a w świecie ludzi naturalne odruchy, karanie, upominanie i tym podobne są zabronione? Przecież zwykle dziecko nawet nie musi rozumieć co się do niego mówi a język ciała oraz emocji działa zawsze. Czy wyższa inteligencja oraz świadomość jest zarazem objawem głupoty? Czy może ludzie myślą, że są na tyle inteligentni, iż procesy które stworzyły życie na naszej planecie, które powstały po to właśnie by ułatwić egzystencję żywym organizmom i zaprowadzić pewne zasady dzięki którym doszliśmy do poziomu ewolucyjnego w jakim jesteśmy są czymś złym, czymś z czym trzeba walczyć lub zmieniać? Ludzi na ziemi jest chyba za dużo przez co jest większe prawdopodobieństwo, że osobniki, które nie powinny mieć potomstwa właśnie je mają powodując jak w reakcjach chemicznych postępującą falę głupoty, która właśnie przez świadomość stara się zmieniać oraz niszczyć otaczające środowisko, jak rozszczepienie atomu, zaczyna się niewielką detonacją a kończy śmiercią niekiedy setek tysięcy istnień a przecież założenia wykorzystania tej reakcji były zupełnie inne.
 
O ludzie ja mam takiegiego sąsiada na górze. Ma dwóch synów. Mieszkam tu już kilka lat i załapałam się na okres niemowlęcy młodszego. Był spokój dopóki nie został osiągnięty wiek starszo-przedszkolny i szkolny. Bieganie, rzucanie piłką, krzyki, gra w kręgle w mieszkaniu - na porządku dziennym. Pan niestety uwaza,że jego synowie są naj naj naj a zona zahukana. Oczywiście do pana (jak do niektórych tutaj) nie dociera, że nie ma czegoś takiego jak CISZA NOCNA. Zakaz zakłocania porzadku i miru domowego obowiazuje całą dobę. Niestey ja tez musiałąm się uciec do zakłócania porządku aby ich nauczyć. Ale się nauczyli.
 
Iza_30 napisał:
O ludzie ja mam takiegiego sąsiada na górze. Ma dwóch synów. Mieszkam tu już kilka lat i załapałam się na okres niemowlęcy młodszego. Był spokój dopóki nie został osiągnięty wiek starszo-przedszkolny i szkolny. Bieganie, rzucanie piłką, krzyki, gra w kręgle w mieszkaniu - na porządku dziennym. Pan niestety uwaza,że jego synowie są naj naj naj a zona zahukana. Oczywiście do pana (jak do niektórych tutaj) nie dociera, że nie ma czegoś takiego jak CISZA NOCNA. Zakaz zakłocania porzadku i miru domowego obowiazuje całą dobę. Niestey ja tez musiałąm się uciec do zakłócania porządku aby ich nauczyć. Ale się nauczyli.

ktoś zakłócił Pani mir domowy?
 
Czy wiesz na czym polega naruszenie miru domowego?
 
Witam.

Mam luźną propozycję , może zamiast biadolić i przerzucać się argumentami na tym forum , wszyscy poszkodowani (Ci z dołu ), którzy muszą znosić dzień po dniu bezmyślność, brak wyobraźni i beztroskę rodziców "z góry" - spróbujmy coś zrobić wspólnie.
Stwórzmy jakieś stowarzyszenie, nagłośnijmy sprawę w mediach , zacznijmy składać pozwy do sądów etc . ?

A do tych z góry - Żyj i pozwól w spokoju żyć innym !
Wszystko ma swoje granice,żeby człowiek po "x" godzinach pracy bał się wrócić do własnego domu i nie miał prawa do odpoczynku, do poczytania w spokoju książki, albo do drzemki , bo dzieciak z góry akurat ma ochotę np. na skakanie ?
A co z uczącymi się dziećmi tych z dołu , jak w huku nad głową można się na czymkolwiek skupić ?

Położenie grubej wykładziny, to jednorazowy wydatek, zdrowie (w tym przypadku psychiczne-tych upierdliwych w/g Was- ludzi z dołu) , bezcenne !
 
Najłatwiej wygoglać "imisje" i sporządzić pismo procesowe. Czasami tak się dzieje, że quasi rodzic nie chce brać odpowiedzialności za dzieci i poda, że to dziecko zakłóca spokój. Wtedy sprawą zajmie się Wydział ds. Nieletnich i Patologii.
 
swish_m napisał:
Najłatwiej wygoglać "imisje" i sporządzić pismo procesowe. Czasami tak się dzieje, że quasi rodzic nie chce brać odpowiedzialności za dzieci i poda, że to dziecko zakłóca spokój. Wtedy sprawą zajmie się Wydział ds. Nieletnich i Patologii.

Jacie, i co ten wydział zrobi rzucającemu zabawkami dwulatkowi ? Zamknie w ośrodku wychowawczym ?
 
Ten wątek jest ukojeniem dla wielu.

Mieszkam w tym samym bloku od 27 lat z przerwa 4 letnią. Przez pierwsze 20 lat mieszkali nade mną sasiedzi z dziećmi i nic nie było słychać. Dzieci się urodziły, poszły do przedszkola, szkół, wyrosły i wyprowadziły się. Nic. Cisza jak makiem zasiał.

Potem niestety wprowadziło się młode małżeństwo. Pomijam kwestię głośnego życia seksualnego.

Teraz jest dziecko i piesek (bonus!). Budzi mnie wycie pieska. Nie wiem czy oni go tam ze skóry obdzierają czy co. Później włącza się dzieciaczek. Na początku rzucał piłeczką i jeździł resorkiem po panelach. Teraz biega, śpiewa (czasami rodzice śpiewają razem z nim!!) albo po prostu drze mordę bez sensu.

Byłam tam raz, po tym jak malowałam sufit i zauważyłam, że trzęsie się żyrandol jak dziecko biega.

Nic się nie zmieniło. Tak jak mówi reszta forumowiczów: nie da się żyć w czymś takim. Na szczęście wyprowadzam się stąd za góra 2 miesiące, ale współczuję tym ludziom co tu po mnie zamieszkają.

Cieszę się, że powstał wątek na ten temat z sensownymi poradami dla osób dotkniętych tym problemem.

I na koniec: jak byłam mała to mama mi mówiła: "nie biegaj, bo to przeszkadza sąsiadom" i nawet w całkiem dorosłym już życiu zwracała mi uwagę żeby na przykład nie krzyczeć czegoś do niej z łazienki, bo to sie niesie po całym bloku.
Wystarczyło jedno zdanie, bo ja mam do mojej mamy szacunek: tak mnie WYCHOWAŁA. Sąsiedzi, którzy pomimo proszenia nie reagują nie robią nam na złość. Oni po prostu nie potrafią uciszyć dziecka, nie umieją. I szczerze, trochę mi ich szkoda. Dzieciak wychowuje rodziców.


A druga kwestia, która doprowadza mnie do szewskiej pasji to wieczny zapach papierosów w moim mieszkaniu, ale to na inny raz. Może nawet zaraz poszukam i znajdę taki wątek tu na forum.

Pozdrawiam i życzę spokoju.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra