Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
No to i tak część z Was jest w bardziej komfortowej sytuacji. U mnie mam dudnienie z góry i śpiew z dołu. Ale to jeszcze nic!

W bloku mam sąsiada, który ma uszkodzoną baterię łazienkową. Każde odkręcenie wody powoduje ogromny hałas wpuszczany w sieć wodociągową. Sieć (rury dopływowe, odpływowe) są z kolei wpuszczone w ścianę. I cały ten hałas niesie się po wszystkich ścianach - także tych nie graniczących z łazienką. Hałas jakby pociąg przejeżdżał. Mieszkanie jest w bloku, sąsiad nie wyraża jakoś zainteresowania wymianą baterii. Źródło hałasu zostało zlokalizowane przez hydraulika i nic... Żadnej reakcji. Ja dostaję nerwicy bo ktoś nie może kupić baterii za 150-500 złotych. Bo ktoś nie wyraża nawet zainteresowania wymianą.
 
hałas przy odkręcaniu wody to może być źle dokręcona lub popsuta głowica, koszt parę złotych :(

ja mam metodę na sąsiadów, kiedyś w bardzo trudnej sytuacji zadziałała bez pudła(całonocne imprezy), puszczam o ósmej rano radio maryja :)
 
Ostatnia edycja:
Oj dawno mnie tutaj nie było ;) Ja jednak sie poddałem i mieszkam obecnie w swoim domu, więc cisza i spokój jest ........... Tak, poddałem się, ale oni (Ci z góry) zaraz po mnie tez sie wyprowadzili. Pozdrawiam i życzę wszystkim dużo siły, zdrowia itp. Wiem co to znaczy, ale nie chce juz tego pamietać.
 
Mamy nad sobą od niedawna nowych sąsiadów. Prawie pół roku się remontowali, dzień w dzień wykorzystując cały czas od godziny 6-7 rano, do godzin wieczornych na wiercenie, pukanie, stukanie, wyrzucanie starych mebli przez balkon. Przeżyliśmy to z ledwością, bo mój chłopak pracuje na trzy zmiany.
Od sierpnia po remoncie, który robił mąż, wprowadziła się żona i na oko 3-letni chłopiec. I zaczął się horror. Dziecko codziennie (również w soboty i niedziele) od godziny 5-6 biega po mieszkaniu, skacze, odbija piłkę, rzuca szklane kulki o podłogę, jeździ na jakimś rowerku. Ostatnio pełne werwy podskoki zaczęły się o 4.37... Oprócz tego co chwilę słychać szuranie krzeseł. Odnoszę też wrażenie jakby kilka razy w ciągu dnia przestawiali meble w domu. Odbywa się to codziennie do późnych godzin wieczornych. Dziecko kładzione jest przez nich dopiero między 22 a 23, bo wtedy dopiero robi się cicho.
W tygodniu może by mi to tak nie przeszkadzało, gdybym nie była budzona tupotem stóp lub rzucaniem ciężkich przedmiotów o podłogę około 6 rano, gdy mogę pospać do 7. Nie ma mnie w domu od 8 do 18 i jak wracam po 9 h pracy, to chciałabym odpocząć, a słyszę dudnienie.
I współczuję mojemu chłopakowi, który co trzeci tydzień chce się wyspać po nocce.
Zwracałam sąsiadce już uwagę. Przeprosiła, tłumaczyła że u syna był kolega i było trochę głośniej. A mi sufit walił się na głowę (bo mam pokój pod pokojem jej syna) i płakać mi się chciało z niemocy.
Oczywiście usłyszałam, że to jest dziecko i czy moim zdaniem ma go przywiązać do kaloryfera?
Sama pochwaliła się, że nie mają dywanów, tylko kafelki i panele w całym domu ( no w końcu prawie pół roku robili remont, żeby mieć nowoczesne mieszkanie).
Powiedziałam jej, że wystarczy się dzieckiem zająć a nie pozwalać, żeby robiło co mu się rzewnie podoba i żeby pamiętała, że ma pod sobą sąsiadów.
Usłyszałam znów, że to małe dziecko, ale że się postara.
Minęły jakieś 2 tyg od rozmowy a ja już po 10 min od rozmowy nie widziałam żadnych efektów, bo waliło i skakało jak zwykle.
Przeczytałam 50 stron tego tematu na forum i widzę, że specjalnych rozwiązań nie ma.
Walenie w kaloryfer nie pomaga, bo albo odstukują (chyba dziecko zabawką), albo zaraz sąsiadka przylatuje z wielką buzią.
Dzisiaj siedząc prawie cały dzień w domu, wpadłam na to, że muszę się na nowo przywitać z moją piłką do siatkówki i zacznę ją odbijać o sufit. I tak przydało by się pomalować i zrobić jakiś mały remont, więc z chęcią uszczęśliwię sąsiadów. Będę ją nierytmicznie odbijać cały dzień o sufit, w który mały bachor ma swój pokój :D
 
Dziecku Twoje odbijanie nie będzie przeszkadzać, odbijaj tam, gdzie śpią rodzice :D
A tak poważnie, to wezwij policję, art 51 KW.
 
Mozna odegrac się na sąsiadach, ale.... hałas jaki wytworzymy będzie roznosił się również w dół i po bokach. Jeżeli inni sąsiedzi są w porządku, to w sumie szkoda ich zadręczać .
Cholercia.. i tak źle i tak niedobrze.
Mam wrażenie, że sprawy nadmiernie hałasująch dzieci są ... nierozwiązywalne.
Miałam podobny problem, najpierw było jedno dziecko, potem za 2 lata następne. Teraz dzieciaki zaczęły chodzic do szkoły, więc mniej czasu jest na zabawy. Nie chcę straszyc, ale możliwe, że hałasy zmniejszą się dopiero jak dziecko pójdzie do szkoły. Naprawdę duzo zależy od rodziców, czy reaguja na hałaśliwe zachowanie dzieciaka.
Wkurzaja mnie gadki niektórych nawiedzonych dorosłych , że dziecko musi się.. wyszumieć.
U mnie to wyszumianie trwa 8 lat ! Masakra jakaś ....
 
animac napisał:
Dziecku Twoje odbijanie nie będzie przeszkadzać, odbijaj tam, gdzie śpią rodzice :D
A tak poważnie, to wezwij policję, art 51 KW.

Dokładnie. dzieciakowi to "wisi i powiewa".
Jeżeli już, to dać w kość rodzicom. Może tatusiowi, jak przychodzi styrany z pracy.
 
Hej, witamy w " klubie " black elite .

Mnie prawnik polecił :
Art. 107. Kto w celu dokuczenia innej osobie złośliwie wprowadza ją w błąd lub w inny sposób złośliwie niepokoi, podlega karze ograniczenia wolności, grzywny do 1 500 złotych albo karze nagany.


Ta kara nagany mnie wzruszyła ;)
 
@felcia63
Czasami odnoszę wrażenie, że ojciec nie pracuje. Przed przeprowadzką ten prawie półroczny remont robił sam, codziennie od rana do nocy ( czasami z asystą chyba teścia). Teraz też z tego co zauważyłam jest w domu prawie cały czas, bo słyszę ich głosy lub słyszy je mój chłopak jeśli mnie nie ma.

Co do piłki dzięki za dobrą radę. Zacznę odbijanie jednak nad dużym pokojem.

A co do rozchodzącego się hałasu, to na szczęście mieszkam na parterze, więc myślę że szczury się nie obrażą. Sąsiedzi z boku raczej nie usłyszą, bo dzielą nas 2 pokoje i kuchnia ;) ( to już tak w ramach żartu)

Co do wezwania policji... po przeczytaniu wcześniejszych komentarzy innych osób, które w ten sposób chciały rozwiązać swój problem z sąsiadami z góry, przestałam wierzyć, że to może przynieść skutek.

Rozmowy nie pomagają, więc chyba muszę się przełamać i zacząć buractwo zwalczać buractwem...
 
Ostatnia edycja:
black_elite napisał:
Rozmowy nie pomagają, więc chyba muszę się przełamać i zacząć buractwo zwalczać buractwem...

Jak mawiał mój dawny kolega..."na chama trzeba stosować jego metody" lub "na chama trzeba chama" .
Oczywiście nie zarzucam Ci chamstwa, ale na te kilka chwil dziennie możesz się w niego przeobrazić ;)

Przyznam, że jakiś miesiąc temu puściły mi nerwy i z całą mocą walnęłam kilka razy w ściankę działową. Huku narobiłam co niemiara , chyba cały pion mnie słyszał . Zaległa cisza na górze. A wiecie co było nazajutrz?
Nazajutrz zjawili się koledzy (czy koleżanki) w ilośc ok. 2 szt. i dali takiego czadu , że hej.
Poprostu dano mi chyba do zrozumienia, że "nie podskakuj, bo jak będziemy chcieli, to jeszcze większy hałas będzie". Dokładnie odebrałam to jako złośliwe odegrane się.
O, i teraz rypie jedno z "milusińskich" raciami po panelach.

Królestwo za spokój !
 
jestem mamą trzech chłopców w wieku 9,6 i 3 lat
Wiem,wiem..zabrzmiało groźnie :)
Mieszkam obecnie na parterze,pod oknami plac zabaw i chodnik którym codziennie przechodzi masa osób a dzieci bawią się nawet w zimie... i dorabiam sobie jako niania. Czasami mam w domu nawet 6 dzieci w różnym wieku.
Chłopcy mają masę pomysłów i energii...
Piłek w domu nie posiadam,z troski o panele położyłam dywany bo mam ponad 200 różnych autek w domu,torów i wszystkiego co może jeździć.
Rytm dnia jest taki,że gra u mnie radio cały dzień- nie słyszę sąsiadów,tylko głośniejszy hałas gdy coś upadnie.
Moje dzieci o godzinie 18 jedzą kolację,o 18.30 idą się kąpać- lub odwrotnie.O godz 19.30 są już w łóżkach i z reguły o godzinie 20.30 już wszystkie śpią. Sąsiedzi nigdy się nie skarżyli- ja też nie chciałam być taką że zmęczeni ludzie muszą słuchać wrzaski dzieci do 22 "bo nie ma ciszy nocnej".. ale to trzeba być człowiekiem,nie kołkiem..
Sama wyłączając radio wieczorem słyszę sąsiadów z góry, głośniejsze rozmowy,rozkładanie łóżka,siadanie do stołu. Dwa razy o 5 rano była u nich taka awantura,że wyglądało jakby w siebie meblami rzucali -byłam na górze ale niestety drzwi nie otworzyli (byłam nie upominać-a z troski czy wszystko ok)
Wydaje mi się,że nawet trudne dziecko można jakoś zabawić. Ze mną troje 2,5 latków siada do stołu i lepi z plasteliny przez nawet 2h! My nie mamy tv..dzieci muszą się jakoś bawić bez bajki włączonej przez cały dzień :/
Nie mówimy tu o płaczu niemowlęcia (np,podczas kolek) czy po prostu o zachowaniu chorej pociechy ale lenistwo rodziców powoduje taki hałas i to trzeba sygnalizować..

Mieszkałam kiedys z chłopcami na 4 piętrze,"dobry" sąsiad przyszedł zwrócić mi uwagę,że chłopcy jeżdżąc na jeździkach hałasują sąsiadce pode mną. Jeździki oddałam znajomej do domku jednorodzinnego..jak się okazało- pode mną nikt nie mieszkał...ale to już mniej ważne :confused:
 
@Struna*
Kara nagany? Haha... Mnie by tam wystarczyłoby gdyby nakazywali zakładanie dywanów lub wykładzin w domach gdzie są dzieci i wzięcie pod uwagę, że tam na dole ktoś jednak mieszka.

Przy naszym starciu oczywiście zostałam zapytana o posiadanie własnych dzieci. Uznałam, że szanownej pani z góry nie muszę takich informacji udzielać- ta skwitowała, że nie mam to nie wiem co to jest posiadanie dziecka.
Chciało mi się śmiać, bo przed naszym pierwszym starciem naczytałam się forum i "mamusiek" walczących o prawa swoich dzieci. Ta okazała się typowa: "przywiązywanie do kaloryfera", "niektóre dzieci są głośne i moje takie jest", "to tylko dziecko". Wtedy zrozumiałam, że mój przypadek jest tym beznadziejnym.

I myślę sobie, że czasy zmieniły się na gorsze. Oj na o wiele gorsze. Ja będąc szczylem potrafiłam po dworze latać cały dzień. Pod blokiem piaskownica, to mama siedziała, albo było się pod opieką sąsiadki lub starszego kolegi. Nie ważne czy było lato czy zima. Jak była zima to brało się sanki i zjeżdżało, z przerwą na przebranie, jak kombinezon przymarzł do tyłka.

A jak już odwaliło mi (tej z parteru) skakanie w gościach to rodzice lub ciotki od razu upominały, że niżej są sąsiedzi i każdy to rozumiał. Nikt by się nawet nie odważył podskoczyć jeszcze raz.

Teraz jak widzę dzisiejsze "mamuśki" ( z przykładu żon kuzynów, koleżanek itd), dzieciaki głównie kiszą się w domu przed tv, co większe poczyniają pierwsze kroki na laptopach lub do zabawy daje się im tablety... to się nie dziwię. Mamy znadują któreś z powyższych zajęć, a same siadają przed kompem (fb i inne) a potem taki maluch po chwili robi co popadnie, a mama się cieszy, że ma czas dla siebie. Więc jak ma być dobrze?
 
mnie się wydaje, że te wszystkie nadmierne hałasy z góry to może być problem źle położonych paneli, bez wyciszenia, dobry podkład kosztuje, to kładą marny albo żaden
 
black_elite napisał:
I myślę sobie, że czasy zmieniły się na gorsze. Oj na o wiele gorsze. Ja będąc szczylem potrafiłam po dworze latać cały dzień. Pod blokiem piaskownica, to mama siedziała, albo było się pod opieką sąsiadki lub starszego kolegi. Nie ważne czy było lato czy zima. Jak była zima to brało się sanki i zjeżdżało, z przerwą na przebranie, jak kombinezon przymarzł do tyłka.

Zdecydowanie tak, bo dziś za takie zachowanie pierwszy lepszy patrol spisałby gówniarzy i skierował sprawę do sądu rodzinnego (chociażby po to żeby się wykazać - wtedy? Co ich to obchodziło?) a Twoi rodzice dostaliby kuratora, który sprawdzałby czy w Twojej pościeli nie ma sierści psa lub ile dziennie mleka spożywasz. W skrajnym przypadku jeśli rodzice zapomnieliby oddać 6 butelek po piwie, które zgromadzili na przestrzeni czasu... nie daj Boże napełniona lampka wina na stole wyszła by na jaw... Tosz to patologia... Zabierzmy te dzieci bo system lepiej je wychowa.

Odmrożony tyłek po sankach? Złamany palec na boisku? Wystarczy nadgorliwy lekarz. Z wywiadu wyjdzie mu, że dzieckiem wtedy opiekowała się "starsza ciocia z okna" - czyli kto? czyli było bez nadzoru. Patrz wyżej...

Gdzieś ogólnie w tym wszystkim zapomnieliśmy, że trzeba żyć i pozwolić żyć innym. (zarówno Ci którzy tu oskarżają, jak i Ci którzy bronią)
 
Indubio napisał:
Gdzieś ogólnie w tym wszystkim zapomnieliśmy,
... że trzeba myśleć za siebie, a nie powtarzać bzdety zasłyszane w mediach.
 
Ripper napisał:
... że trzeba myśleć za siebie, a nie powtarzać bzdety zasłyszane w mediach.

Rozwiniesz coś nieco? Czy tak rzuciłeś, bo znasz to z autopsji? A może myślisz za wszystkich, włącznie z mediami... Ale zaraz, wtedy byłaby sprzeczność... Kończę, ale osłabiają mnie niektóre wpisy osób, które w mojej ocenie stoją wysoko w hierarchii forumowej...
 
Skoro to nie są bzdety, to poproszę o przykłady dzieci, które zostały odebrane rodzicom za:
- sierść psa w pościeli
- ilość spożywanego mleka
- 6 butelek po piwie
- lampkę wina na stole
- odmrożony tyłek na sankach
- złamany palec na boisku.
Proszę żeby to nie były jakieś pojedyncze kuriozalne przykłady niekompetencji urzędniczej, która się może trafić w każdym systemie, tylko sprawy wyraźnie obnażające ogólną patologię systemową - bo o tym przecież piszesz.
Oczywiście niech to będą sprawy, o którym możemy przeczytać w dostępnych dokumentach urzędowych. Umówmy się, że artykuły z Faktu i SE nas na forum nie interesują.
 
Ripper, ale nie strzelaj sobie proszę w stopę...

Proszę żeby to nie były jakieś pojedyncze kuriozalne przykłady niekompetencji urzędniczej, która się może trafić w każdym systemie, tylko sprawy wyraźnie obnażające ogólną patologię systemową - bo o tym przecież piszesz.
Przecież o patologii systemowej świadczyłby sam fakt, że takie przykłady MOGĄ wystąpić, biorąc pod uwagę, że urzędnik działa "na podstawie i w granicach prawa", tj. tak czy siak musiał podać podstawę prawną.

Na szczęście - to w Polsce nie występuje, w czym masz rację. Poza sprawami z brukowców o wątpliwej wiarygodności.
 
black_elite napisał:
I myślę sobie, że czasy zmieniły się na gorsze. Oj na o wiele gorsze.

I tu masz rację. Mimo teoretycznie "lepszych" czasów, dziwnym trafem pojawia się coraz więcej zrzęd, narzekających na byle co. Wystarczy 10 minut muzyki, płaczu dziecka, whatever, od razu przeszkadza. Dawniej wszyscy jakoś żyli, a z racji na ogólny problem z codziennym życiem, gdzie trzeba było kombinować, żeby mieć tę czy tamtą szynkę na święta, nikt nie miał czasu na przejmowanie się pierdołami. Wszyscy pracowali, a sąsiedzi DUŻO LEPIEJ NIŻ DZIŚ ZNALI SIĘ I PRZYJAŹNILI, bo sobie pomagali, gdyż często nie mieli wyjścia. A teraz? Za dużo czasu wolnego i rodzajów dżemu na półce w sklepie, to się w głowach przewraca i nawet dziecko przeszkadzać zaczyna. Bo przecież można wyciszyć, nasłać policje, administracje budynku, zmusić do kupienia innych zabawek, kapciów, skarpetek, systemu monitorującego... A najlepiej to żeby sąsiad kupił mi dom własny, to może w końcu wyprowadzę się z tej ostatniej ostoi komuny (czyt. gierkowskiego bloku) i będę żył tak, jak już żyje moje wybujałe ego.

Tak, dziecko musi hałasować. Od tego poniekąd jest. Jakby nie płakało, to by rodzic nie wiedział, że umiera, a jakby nie tupało, to by sie chodzić nie nauczyło. A kto tego nie potrafi zrozumieć to dodam, że nie jestem matką pięciorga wrzeszczących bachorów, a 20-latkiem, mieszkającym w środkowym mieszkaniu między dwoma parami młodych rodziców i jakoś dziwnym trafem w ogóle nie przeszkadza mi ani żaden płacz, ani nawet ta psychodeliczna pozytywka, której melodię znam już na pamięć (swoją drogą to dziecko będzie chyba miało przez nią niezłe problemy w przyszłości :lol:)

Proponuję najpierw znaleźć sobie własne źródło zadowolenia życiowego, a dopiero później - jak nie wyjdzie - wtrącać się w życie innych.

P.s. całkiem udany 100. post, co nie? :P
 
Ostatnia edycja:
Jak miałem 20 lat mieszkałem w tym samym mieszkaniu w bloku co teraz. Nade mną była 3jka małych dzieci. Płakały, grała pozytywka, uczyły się chodzić. Nic strasznego. Rodzice zajmowali się ich wychowywaniem. 20 lat później dwoje dzieci z nad głowy doprowadziły mnie na skraj załamania nerwowego. Już to pisałem, że w tym wątku my nie skarżymy się na 10cio minutowe bieganie, płacz dziecka, czy pozytywki.
Zapoznaj się z wątkiem.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra