Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Nieważne ile by biegało. 10 minut napisałem już dla wyolbrzymienia faktu, że nawet to teraz przeszkadza ludziom. Zresztą nie znam dziecka, które nauczyłoby się chodzić w 10 minut.

A swoją wypowiedzią tylko utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że ludziom na starsze lata (nawet niekoniecznie stare) coś się w głowach przestawia i dosłownie wszystko zaczyna przeszkadzać. Jak wszyscy w klatce byli młodzi i się chowało dzieci to oczywiście nikt pretensji nie miał, ale jak już się swoje wychowało to się do nowych sąsiadów ma obiekcje co do hałasu dziecka. Rozumiem że może przeszkadzać długie głośne granie muzyki, tłuczenie się garnkami czy kilkugodzinne kłótnie, że już nie wspomnę o zakłócaniu ciszy nocnej, ale no kurcze - możecie mnie mieć nawet za wieśniaka i sądzić co chcecie - dziecko to po prostu dziecko, jak już tu ludzie pisali i byli często za to obrzucani przysłowiowym błotem. Nie wyjmie się mu baterii, chyba że ktoś ma zamiar nie wiem, dawkować mu leki uspokajające.

I nikt tu nie przejmuje się wcale dziećmi. Tak wielce piszecie, jak dzisiejsze czasy zmieniły się na gorsze, a zapytam (przepraszam, jeżeli ktoś wspomniał już o tym, ale nie jestem w stanie przeglądnąć całego tematu): czy ktokolwiek z drażliwych sąsiadów zapukał kiedyś do rodziców małolata z latawcem, zdalnie sterowanym samolotem lub po prostu ofertą spaceru? Tak, to dziwne, ale skoro tak rzekomo troszczycie się o biedne dzieci, siedzące całymi dniami w czterech ścianach, to może w ramach eksperymentu sami pokazalibyście tym dzieciom świat poza nimi?
black_elite napisał:
Pod blokiem piaskownica, to mama siedziała, albo było się pod opieką sąsiadki lub starszego kolegi.
Idealny przykład (nie skierowany broń Boże przeciwko jego autorce). Nic prostszego, jak wziąć grupkę dzieci i posiedzieć z nimi w piaskownicy pod opieką. Na pewno sfrustrowani hałasem, choć nie pokazujący tego po sobie rodzice będą wniebowzięci.
Ale jak to - to nie Wasza rola przecież, a rodziców. Ci natomiast chowają jak umieją i na ile czasu mają. Zatem, co za problem? Może taki, że ta cała troska o straszne losy dzieci w dzisiejszych czasach jest zwykłą przykrywką dla własnej wygody życia, która od kilku lat dziwnym trafem zmierza do zupełnego wyrachowania i pozbawienia natury człowieka, co przyszło niestety do nas z zachodu.

Najlepsze w tym wszystkim jest to, że te wszystkie dzieciaki mają niestety tylko kilka-kilkanaście lat, żeby się naprawdę pobawić. Później do końca życia będą musieli porać się z problemami szarej rzeczywistości, przez które część z nich zapewne też zostanie zrzędami. I to będzie ta część, którym w młodości zabraniano skakać, bo sąsiadce przeszkadzał hałas.

Czekam tylko, kiedy dzieci (nie mam), palących (nie palę), skrzypków (nie gram) i resztę tych okropnych stworzeń pozamykają w klatkach! Wtedy na pewno coś się zmieni - społeczeństwo pozbędzie się problemu, a osobnicy ci w końcu będą mieli klatki bez zrzędliwych sąsiadów. Same korzyści
 
Ostatnia edycja:
MoonWalk napisał:
I nikt tu nie przejmuje się wcale dziećmi. Tak wielce piszecie, jak dzisiejsze czasy zmieniły się na gorsze, a zapytam (przepraszam, jeżeli ktoś wspomniał już o tym, ale nie jestem w stanie przeglądnąć całego tematu): czy ktokolwiek z drażliwych sąsiadów zapukał kiedyś do rodziców małolata z latawcem, zdalnie sterowanym samolotem lub po prostu ofertą spaceru?

Z ofertą spaceru powiadasz ... Spaceru w czasie którego dziecko skręca nogę. Już widzę co by się działo. Swoją drogą - jak mi "sąsiad" coś ukradnie i sprzeda to mam mu stypendium ufundować?

Problem jest nierozwiązywalny - bo obie strony potrafią niewąsko przeginać. Czyli przesadzać. Był już tu człowiek, który oburzał się włączonym o 21 młynkiem do kawy. Ale i byli tacy, którzy nie widzieli nic złego w rozgrywaniu mistrzostw świata w piłce nożnej w mieszkaniu. We wszystkim należy zachować umiar. Zarówno w żądaniu prawa do ciszy jak też i prawa do "wolnoć Tomku w swoim domku".
 
MoonWalk napisał:
Nieważne ile by biegało. 10 minut napisałem już dla wyolbrzymienia faktu, że nawet to teraz przeszkadza ludziom. Zresztą nie znam dziecka, które nauczyłoby się chodzić w 10 minut.

A swoją wypowiedzią tylko utwierdziłeś mnie w przekonaniu, że ludziom na starsze lata (nawet niekoniecznie stare) coś się w głowach przestawia i dosłownie wszystko zaczyna przeszkadzać.

Podtrzymuję wczesniej zauważony szczegół: NIE ZNASZ PROBLEMU !!!! Być moze mieszkasz w bloku, który jest dobrze zbudowany (z odpowiednimi parametrami akustycznymi), być może mieszkasz wśród ludzi o wysokiej empatii i nigdy nie zrozumiesz ludzi piszacych na tym wątku. Proszę zatem nie opisuj/nie opowiadaj o księzycu, na którym zakladam nigdy nie byłeś ;-)
 
kizd napisał:
Podtrzymuję wczesniej zauważony szczegół: NIE ZNASZ PROBLEMU !!!! Być moze mieszkasz w bloku, który jest dobrze zbudowany (z odpowiednimi parametrami akustycznymi), być może mieszkasz wśród ludzi o wysokiej empatii i nigdy nie zrozumiesz ludzi piszacych na tym wątku. Proszę zatem nie opisuj/nie opowiadaj o księzycu, na którym zakladam nigdy nie byłeś ;-)

Jakbyś się dobrze rozejrzał na forum to byś się przekonał, że sam miałem podobne problemy z sąsiadami, a co więcej - byłem po obu stronach konfliktu :) Ale oczywiście nie łaska, tylko lepiej zarzucić komuś, że o księżycu pisze...

Swoją drogą, mieszkam w bloku typowo z czasów gierkowego boomu. Czysty żelbet, normalnie pure. I dziwnym trafem jakoś, mimo że sporo osób narzeka na akustykę w tego typu blokach, ja prawie nic nie słyszę zza ścian. Oczywiście jak ktoś się wydrze czy zacznie stukać po podłodze/coś komuś spadnie twardego na ziemię to słychać, ale nie tak, żeby normalnie puszczony telewizor nie był w stanie tego zagłuszyć. W dodatku, mieszkam na parterze, a więc nie mam nikogo pod sobą, tylko nad głowami.

Zresztą, w swoim własnym bloku ostatnio zdążyłem się bardzo dobrze przekonać i utwierdzić w tym, co pisałem wcześniej i w tym, że ten problem znam bardzo dobrze.
 
Odpowiedzialność z art. 51 kw może ponieść osoba, która ukończyła 17 rok życia i wyczerpuje znamiona takiego wykroczenia. Zabawy dzieci na pewno nie wyczerpują znamion. "Nieumiejetność" opieki też nie. Na pewno dążyć do bezkonfliktowego rozwiązania problemu. Ala jak trafią się ludzie "nawiedzeni" to tylko współczuć. W przypadku bezzasadnego wezwania policji można złożyć zawiadomienia z art. 66 kodeksu wykroczeń. Tylko czy z nawiedzeńcami warto łazić po sądach?
 
c.d. zawiadomienie z art. 66 kw oczywiście do policji i do protokołu albo pisemnie.
 
MoonWalk napisał:
Jakbyś się dobrze rozejrzał na forum to byś się przekonał, że sam miałem podobne problemy z sąsiadami, a co więcej - byłem po obu stronach konfliktu :) Ale oczywiście nie łaska, tylko lepiej zarzucić komuś, że o księżycu pisze...

Swoją drogą, mieszkam w bloku typowo z czasów gierkowego boomu. Czysty żelbet, normalnie pure. I dziwnym trafem jakoś, mimo że sporo osób narzeka na akustykę w tego typu blokach, ja prawie nic nie słyszę zza ścian. Oczywiście jak ktoś się wydrze czy zacznie stukać po podłodze/coś komuś spadnie twardego na ziemię to słychać, ale nie tak, żeby normalnie puszczony telewizor nie był w stanie tego zagłuszyć. W dodatku, mieszkam na parterze, a więc nie mam nikogo pod sobą, tylko nad głowami.

Zresztą, w swoim własnym bloku ostatnio zdążyłem się bardzo dobrze przekonać i utwierdzić w tym, co pisałem wcześniej i w tym, że ten problem znam bardzo dobrze.

Wybacz, ale pierwszy Twój wpis na tym wątku pojawił się chyba niedawno (to był Twój setny w ogóle - chwaliłeś sie tym w p.s. wpisu) - więc z tego co pisałeś mieszkasz pomiędzy a pozytywka grająca obok, czy nawet bieganie (o tym nie wspominałeś chyba) to zapewniam Cie nie to samo co bieganie, skaknie nad Tobą. Dlatego nadal podtrzymuję NIE ZNASZ PROBLEMU !!! Zauważ również, że my tutaj (na tym wątku) poszukiwalismy/poszukujemy wsparcia, zrozumienia, rozwiązania problemu, a Twoje wpisy - wybacz - sa delikatnie pisząc wyniosłe.
Uwierz nam - NIE ZNASZ PROBLEMU !!! W mojej rodzinie i wśród znajomych mój problem był trudny do zrozmienia, ale do czasu - nad moją ciotką wynajęło mieszkanie małżeńswto z dziećmi i psem. Po ok. 6 miesiacach owa ciocia przyznała się, że kiedy mówłem o moich uciazliwych sąsiadach uważała - podobnie jak Ty, że przesadzam, ale teraz dokładnie mnie rozmumie. Pozdrawiam Cię i życzę dalszego spokojnego pomieszkiwania.
 
MoonWalk napisał:
Wszyscy pracowali, a sąsiedzi DUŻO LEPIEJ NIŻ DZIŚ ZNALI SIĘ I PRZYJAŹNILI, bo sobie pomagali, gdyż często nie mieli wyjścia. A teraz? Za dużo czasu wolnego i rodzajów dżemu na półce w sklepie, to się w głowach przewraca i nawet dziecko przeszkadzać zaczyna.

Co do tego, że wszyscy się znali to się zgodzę, bo i moja mama wychowywała mnie "wspólnie" z sąsiadką i jej dziećmi.
Ale każdy robił to w poszanowaniu współmieszkańców. I jeszcze raz powtórzę, kiedyś były dywany i wykładziny. U mnie były dywany wielkie na cały pokój, więc zagłuszało to sporo. U wszystkich, u których bywałam tak samo. Nie było wtedy ery na nowoczesne panele i ani grama wykładziny.

Natomiast nie zgodzę się zupełnie z tym, że teraz ludzie mają za dużo wolnego czasu. Niestety teraz mamy erę "korpo" i ludzie są jeszcze bardziej zagonieni niż kiedyś. Mniej czasu spędzają w domu lub nawet jak są w domu to często zajmują się pracą, na czym oczywiście i niestety cierpią dzieci. Kiedy taki mąż czy żona wracają do domu po ciężkiej pracy, to puszczają dzieci samopas byleby mieć tylko chwilę spokoju, a wtedy takie dziecko urządza sobie mecz piłkarski czy zabawy w Małysza z kanapy.
Kiedyś place zabaw były pełne i dzieciaków też pełno biegało wokół bloków (teraz znacznie zmniejszono ilość piaskownic i huśtawek), z których i tak korzysta znacznie mniejsza ilość.

Btw. Wróciłam właśnie do domu po 4 dniowym urlopie, a dzieciak z góry biega, puka i stuka nieustannie od 1,5 h. Zaraz chyba wyjdę z siebie i ich stuknę.
 
kizd napisał:
Wybacz, ale pierwszy Twój wpis na tym wątku pojawił się chyba niedawno (to był Twój setny w ogóle - chwaliłeś sie tym w p.s. wpisu) - więc z tego co pisałeś mieszkasz pomiędzy a pozytywka grająca obok, czy nawet bieganie (o tym nie wspominałeś chyba) to zapewniam Cie nie to samo co bieganie, skaknie nad Tobą. Dlatego nadal podtrzymuję NIE ZNASZ PROBLEMU !!! Zauważ również, że my tutaj (na tym wątku) poszukiwalismy/poszukujemy wsparcia, zrozumienia, rozwiązania problemu, a Twoje wpisy - wybacz - sa delikatnie pisząc wyniosłe.
Uwierz nam - NIE ZNASZ PROBLEMU !!! W mojej rodzinie i wśród znajomych mój problem był trudny do zrozmienia, ale do czasu - nad moją ciotką wynajęło mieszkanie małżeńswto z dziećmi i psem. Po ok. 6 miesiacach owa ciocia przyznała się, że kiedy mówłem o moich uciazliwych sąsiadach uważała - podobnie jak Ty, że przesadzam, ale teraz dokładnie mnie rozmumie. Pozdrawiam Cię i życzę dalszego spokojnego pomieszkiwania.

Dlatego ja nadal podtrzymuję, że nie mówię o tym konkretnym temacie. Ale najprościej tak odpowiedzieć. Zresztą, przecież nie musisz na nic odpowiadać, bo w sumie takie osoby jak Ty chyba nie wdają się w dyskusję z tak ograniczonymi jak ja. Napisz sobie jeszcze z kilkadziesiąt razy, że nie znam problemu, może w końcu Ci uwierzę.

Natomiast nie zgodzę się zupełnie z tym, że teraz ludzie mają za dużo wolnego czasu. Niestety teraz mamy erę "korpo" i ludzie są jeszcze bardziej zagonieni niż kiedyś. Mniej czasu spędzają w domu lub nawet jak są w domu to często zajmują się pracą, na czym oczywiście i niestety cierpią dzieci. Kiedy taki mąż czy żona wracają do domu po ciężkiej pracy, to puszczają dzieci samopas byleby mieć tylko chwilę spokoju, a wtedy takie dziecko urządza sobie mecz piłkarski czy zabawy w Małysza z kanapy.
Kiedyś place zabaw były pełne i dzieciaków też pełno biegało wokół bloków (teraz znacznie zmniejszono ilość piaskownic i huśtawek), z których i tak korzysta znacznie mniejsza ilość.

Ale teraz nie wszyscy pracują, dawniej był obowiązek pracy. Cokolwiek się nie robiło, to rodziców w domu i tak nie było. Teraz niekoniecznie tak jest. Oprócz tego, że ludzie częściej zabierają faktycznie pracę do domu, to jednak przedszkola mają też szerszy zakres działania, funkcjonują dłużej (mimo, że są problemy z ilością miejsc) i one przejmują pewną część tej roli wychowawczej.
I nie zgodzę sie z tym puszczaniem dziecka samopas. Moim zdaniem to właśnie dawniej była mentalność, że dzieci musiały wynajdywać sobie zajęcia i odpowiadać za siebie, przez co były bardziej samodzielne, a teraz z dzieci się wręcz kaleki robi. Dawniej nawet kurcze 10 latkowie potrafili pociągiem kilkaset kilometrów samemu przejechać do rodziny, a dzisiaj 10-latek to potencjalna ofiara przestępcy, oferującego mu cukierka. I na tym kończy się jego funkcja społeczna.

Chociaż tak naprawdę za daleko odbiegam od tematu. Obok mojej babci też wprowadziło się ostatnio małżeństwo z dziećmi, przy czym oczywiście maja pieska, a rodzice chyba bardziej pokręceni niż te dzieci. Ojciec cały dzień muzyką nawala, ten pies wyje jak ich nie ma, dzieci latają (nie wiem ile mają lat, sam ich nie widziałem). Ale jak coś się dzieje, to babcia zwykle akuratnie wychodzi do kuchni i się czymś zajmuje, mimo, że też jej to przeszkadza fakt faktem. Chociaż najbardziej, jak ciszę nocną zakłócają, przez co gospodarz budynku już parokrotnie składał im wizytę i tłumaczył, że to jest osiedle głównie starszych. Aczkolwiek bardziej to w mojej opinii przeszkadza samo zachowanie dzieci (w sensie pyskówki, jak im się uwagę zwróci), aniżeli to, że sobie biegają czy coś.

A i jeszcze... Ja mimo wszystko widzę dużo dzieci na dworze w mojej okolicy, zawsze zimą na sankach, w lecie na placu zabaw. Może u Was jest inaczej. Chociaż osobiście również uważam, że mamy stanowczo za mało atrakcji dla dzieci i młodzieży, a w dodatku oprócz placów zabaw i sporadycznych skate-parków - wszystko jest płatne. Ostatnio trochę z tymi siłowniami na wolnym powietrzu się poprawiło. Zresztą... ile można też siedzieć w piaskownicy?

Na dłuższą metę chyba nie dojdziemy do porozumienie niestety, aczkolwiek trzymam kciuki za Was, żeby udało wam się mimo wszystko jakoś dogadać z sąsiadami.
 
@ MoonWalk , cholera... no nie rozumiesz problemu :P
...albo masz system nerwowy " jakiś inny " ;)
 
Ostatnia edycja:
Hej jestem tutaj nowy ale mam podobny problem jak cześć wypowiadających się.
Mieszkam w bloku -stare budownictwo- i koło mnie przez ścianę mieszka parka z dwójką dzieci chłopiec i dziewczynka, jedno koło 5 lat a drugie 2 lata. No i jak to dzieci drą się strasznie no ale ok wiek ma swoje prawa ale to nie dzieci są najgorsze tylko rodzice. Mówi się że genetyka to potężna siła, młodzi faktycznie się drą ale ojciec to chyba jest tenorem jak się zadrze, zaryczy ze śmiechu lub żuci K$%@# bo pociecha zrobiła coś co mu się nie spodobało to słyszę po drugiej stronie mieszkania (co mu się dość często zdarza). Jak by tego było mało to dzieciaki uwielbiają wszelkiego typu pioseneczki ,smerfne hity, niebieski patrol (fani disco polo) a obecnie na fali są kolędy, nasłuchałem się ich za dekadę. Jak poprosiłem w/w aby trochę cicho było to najpierw mi nabluzgał że dzieci to dzieci i on ich nie będzie w klatce trzymał dla mojego widzi misie a jak wspomniałem, że tak właściwie to mi chodzi o niego to rypnął drzwiami. No nic, tak już chyba będzie trzeba żyć cóż poradzisz.
 
animac jak Twoje sprawy się skończyły i jak wygląda teraz Twoja cisza w własnym m ???
 
Technopol - jeśli tatuś faktycznie zachowuje się za głośno to może warto nagrać go tylko po to, żeby jemu pokazać, jak to u Cb słychać w mieszkaniu? Ludzie często nie mają świadomości i reagują na takie sytuacje oburzeniem bo od razu mają wrażenie, że ogranicza im się wolność. Wręcz sąsiad pewnie pomyślał, że wścibski jesteś i celowo nasłuchujesz albo coś podobnego. No chyba, że to jakiś agresywny typ.

A jeżeli to nie pomoże, to są dwa sposoby: albo samemu dać jakiś ładny koncert, żeby poczuł jak to jest (tylko to jest raczej mniej polecane, gdyż może nadszarpnąć tolerancję innych sąsiadów ;P), albo stać się upierdliwym.

No a co do dzieci swoją opinię już tu wyrażałem, kiedyś zresztą z tego wyrosną.
 
U mnie? Jakby to powiedzieć.. wszystko zaczyna się chyba od nowa...
 
U mnie hit hitów, bodajże w środę - radosne skoki, podskoki i przytupaje zaczęły się o 5.50. Obudziłam się wkurzona i myślę sobie co to to nie. Wytrzymałam 10 min z walącym się nad moją głową sufitem i pierwszym lepszym przedmiotem zaczęłam naparzać w kaloryfer.
Skakanie urwało się w pół sekundy, chyba matka czy ojciec musieli dzieciaka momentalnie złapać, bo urwało się tak szybko, jak energicznie się zaczęło.
Wszystko ładnie pięknie, ale ja i tak miałam już po spaniu.
Aktualnie od godziny, sąsiedzi chyba znów "przestawiają meble", szurania jest co nie miara,mam wrażenie dosłowanie że rzucają się po ścianach, a dzieciak chyba skacze z mebli, albo z łóżka, bo tylko słyszę jeb, jeb jeb i przebiegnięcie po całym mieszkaniu i znów jeb jeb.
Nic do nich nie dociera. I jak tu się uczyć do sesji :x

Najgorsze, że gdzieś tu wyczytałam że posiadanie podwieszanych sufitów jeszcze potęguje te dźwięki... myślę nad remontem. Sąsiad z mojego pionu ma na suficie barissol (wiem, że ma to inne zastosowanie niż wygłuszenie), ale twierdzi, a też ma nad głową 2-3 latka, że nie słyszy ich w ogóle. Tylko kwestia że może ten jego dzieciak ma normalniejszych rodziców, albo sufit faktycznie w znacznym stopniu zagłusza te dźwięki. Jestem w stanie zrobić wszystko. Może ktoś też ma ten barissol, albo bardziej się zna i może pomóc?

Edit: Właśnie doczytałam że ten barrisol, po za efektami wizualnymi, które wcześniej miałam na myśli jest faktycznie rodzajem sufitu akustycznego, który ma na celu wytłumić dźwięki. Jest ktoś w stanie się do tego ustosunkować?
 
Ostatnia edycja:
U mnie wszystko rusza od nowa, kolejny wniosek do sądu został złożony. Teraz państwo rodzice śmieją mi się w twarz, z uśmiechem policję witają.
Co mogę to nagrywam, będą dowody, raz na zakłócanie spokoju a dwa jakby im się chciało mnie oskarżyć o nieuzasadnione wzywanie policji. Zanim policję wzywam, nagrywam filmik z łomotem.
Myślałam, że mój problem po sprawie w czerwcu się skończy, niestety ściana.
Dziś kolejny dzień łomotu, najpierw byłam osobiście, pani powiedziała "może nie umiem wychować", cóż, może opieka społeczna się zainteresuje... Potem była policja, pierwszy raz ciekawie zinterpretowali art.51 KW: dziecka nie można ukarać. Zapytałam, czy jeśli mój syn będzie walił na perkusji, to czy zostanę ukarana, odpowiedziano mi "nie ma podstaw", ciekawe jakby to wyglądało w praktyce??
Kiedyś miałam podejrzenia, że pisał tu ktoś od nich, mam nadzieję, że teraz to czyta; NIE ODPUSZCZĘ, zrobię absolutnie wszystko (oczywiście zgodnie z prawem) aby mieć spokój! Bądźcie gotowi!
 
black_elite napisał:
Edit: Właśnie doczytałam że ten barrisol, po za efektami wizualnymi, które wcześniej miałam na myśli jest faktycznie rodzajem sufitu akustycznego, który ma na celu wytłumić dźwięki. Jest ktoś w stanie się do tego ustosunkować?

Pomyliłaś fora. Polecam jakieś budowlane.
 
forg napisał:
Pomyliłaś fora. Polecam jakieś budowlane.

Oczywiście zdaję sobie sprawę na jakim forum jestem, ale pomyślałam że może ktoś kto ma nad głową zbyt głośne dzieciaki próbował tego typu rozwiązania i mógłby poradzić czy ewentualnie warto.
 
animac napisał:
U mnie wszystko rusza od nowa, kolejny wniosek do sądu został złożony. Teraz państwo rodzice śmieją mi się w twarz, z uśmiechem policję witają.
Co mogę to nagrywam, będą dowody, raz na zakłócanie spokoju a dwa jakby im się chciało mnie oskarżyć o nieuzasadnione wzywanie policji. Zanim policję wzywam, nagrywam filmik z łomotem.
Myślałam, że mój problem po sprawie w czerwcu się skończy, niestety ściana.
Dziś kolejny dzień łomotu, najpierw byłam osobiście, pani powiedziała "może nie umiem wychować", cóż, może opieka społeczna się zainteresuje... Potem była policja, pierwszy raz ciekawie zinterpretowali art.51 KW: dziecka nie można ukarać. Zapytałam, czy jeśli mój syn będzie walił na perkusji, to czy zostanę ukarana, odpowiedziano mi "nie ma podstaw", ciekawe jakby to wyglądało w praktyce??
Kiedyś miałam podejrzenia, że pisał tu ktoś od nich, mam nadzieję, że teraz to czyta; NIE ODPUSZCZĘ, zrobię absolutnie wszystko (oczywiście zgodnie z prawem) aby mieć spokój! Bądźcie gotowi!

Co do relacji sąsiedzkich i zachowań tzw. stróżów prawa to opisze ci mój przykład. Osiedle domków jednorodzinnych i ludzie mający koty i wypuszczający je samopas które chodzą srają, szczają i niszczą ogródki innych sąsiadów. Na początek idę do sąsiadów rozmawiam żeby trzymali swoje zwierzaki na swoich posesjach a z ich strony pusty śmiech że kot to nie pies i chodzi swoimi ścieżkami a jak mi nie pasuje że kot sra i szcza na mojej posesji to mam sobie kupić jakiś preparat na odstraszanie kotów lub psa. Szukam przepisów regulujących sprawy zwierząt i znajduje uchwałę rady gminy która mówi że:
§*29.*Osoba utrzymująca zwierzęta domowe powinna dysponować pomieszczeniami zapewniającymi odpowiednie warunki bytowe dla utrzymywanych zwierząt oraz zabezpieczającymi osoby zamieszkujące w sąsiedztwie przed uciążliwościami powodowanymi przez zwierzę. Osoby te ponoszą pełną odpowiedzialność za zachowanie swoich zwierząt
§*32.*1.*Obowiązkiem posiadacza zwierzęcia domowego jest utrzymywanie pomieszczeń, w których przebywa zwierzę w odpowiednim stanie sanitarnym oraz usuwanie zanieczyszczeń powodowanych przez zwierzę.
2.*Posiadacz zwierzęcia domowego powinien stosować stały i skuteczny dozór, a w szczególności stosować zabezpieczenia uniemożliwiające samowolne wydostanie się zwierzęcia poza pomieszczenie lub nieruchomość jego właściciela.

Idę do straży gminnej zgłaszam problem a oni nie wiedzą nawet o regulaminie gminy że mowa jest ogólnie o zwierzętach domowych a nie psie. Idę na skargę do wójta gminy na strażników bo mówią że nic nie mogą zrobić a wójt gminy sam mówi mi że miał kota którego wypuszczał tak jak moi sąsiedzi i w pewnym momencie ten kot do niego nie wrócił.

Innymi słowy czy to przykład z zachowaniem dzieci i spokoju dla sąsiadów czy zwierzaków Polacy to zwyczajne bydło które bez bata się nie wychowa a największe bydło jest na samej górze tam gdzie jest władza. Tam właśnie przepisy ma się za nic tam ma się za nic egzekwowanie tych przepisów a skutkiem są sąsiedzkie kłótnie i wrogość sąsiada do sąsiada.
 
Wiele osób nie rozumie też, że dawniej ludzie w domach mieli wykładziny lub dywany. Obecnie przyszła moda w blokowiskach na kretyńskie panele, gdzie nie stosuje się mat wygłuszających tylko wyrównujące, no bo te wygłuszające kosztuję około 20-30zł za metr. W starych blokach z cienkimi stropami to jest szaleństwo bo hałas niesie się po ścianach od podłóg i działa jak pudło rezonansowe instrumentu.

Ja mam taką sytuację, że u góry 2 dzieci, gdzie wczoraj potrafiły ładować czymś w podłogę przez 3 godziny, bieganie to standard, tam i z powrotem przez kolejne kilka godzin, walenie w kaloryfery itd. itp. Przesuwanie taboretów po panelach, gdzie taborety nie mają podklejenia filcem powoduje, że czaszkę podnosi. Nie ma znaczenia pora, rano, południe, wieczór, weekend. Jest to stały problem.

Niżej piętro z kolei kolejne małżeństwo. Ludzie jacyś zdziczeli, na każdego patrzą jak na bandytę, zero uśmiechu, kompletnie powodu nie mają bo nikt im nic tutaj nie zrobił, ani nawet im jeszcze brutalnie nie zwrócono uwagi.
O 5 rano dziecko potrafi szaleć, nie wiem czy to rowerek czy coś innego, ale furgot jest taki, że mi ściany drgają, słychać to jakby pracowała betoniarka, i ta sama sytuacja, gołe panele, zero wykładziny czy dywanu. Początkowo sądziłem, że ten hałas dobiega z góry, ale okazało się, że to z dołu, proszę sobie zatem wyobrazić jaki jest poziom hałasu gdy ja słyszę to w formie uciążliwej mieszkając wyżej piętro i drgania czuję na ścianie. To co ma powiedzieć osoba mieszkająca pod nimi.
Sąsiadka mieszkająca pod nimi ma już nerwicę nie jest w stanie mieszkać w swoim mieszkaniu bo jakiś buc nie rozumie co to znaczy być dla kogoś uciążliwym i że mieszkanie w bloku wygląda inaczej niż na wsi w domu prywatnym. Rano latem o 6 dziecko napieprza zabawkami w balustrady balkonowe. Kto ma ten wie jak słychać takie uderzenie na cały pion.

Te wszelakie tłumaczenia stosowane tutaj przez niektórych względem takich osób usprawiedliwiając hałas to jakaś kpina i kompletnie niezrozumienie problemu, oraz przerzucanie winy nie na tego, kto sprawcą tych uciążliwości jest, tylko na tego komu to przeszkadza.

Bo robi się przytyki osobom, które są zamęczane hałasem, bo może są nadwrażliwe, bo normalnie każdy o tej porze pracuje i inne tego typu bzdury. Do jasnej cholery. Normą jest stosunkowo normalne mieszkanie, a nie robienie z mieszkania placu zabaw i terroryzowanie innych mieszkańców.
Hałas to nie jest norma, takie zachowania to nie jest norma, to kompletne chamstwo względem innych mieszkańców. To ludziom z dziećmi coś odbija, bo mają roszczeniową postawę i wychodzą z założenia, że wszystko im wolno.
To, że ja we własnym mieszkaniu muszę spać w stoperach bo o 5-6 zaczyna się cyrk to jest jakaś chora sytuacja.

Jestem przekonany, że gdybym miał naturę człowieka, który słucha głośno muzyki, czy dokonuje intensywnych prac w mieszkaniu, zaraz miałbym wizytę i z dołu i z góry jak to dzieciom spać przeszkadzam po tym jak się wyszalały od 5 rano. Choć powoli zastanawiam się czy samemu nie zacząć takiego hałasu generować, a jak wizyta tego typu się odbędzie to dać upust swoim nerwom, skoro delikatne uwagi nie trafiają do właściwych rejonów mózgu takich ludzi.
A w tej chwili właśnie odsłuchuję turlanie kulek po panelach i ta zabawa zapewne potrwa z minimum godzinę.


Co do świadomości.
To nie jest tak, że ludzie świadomości nie mają bo są, nie wiem, upośledzeni? Oni tej świadomości mieć nie chcą bo to jest wygodniejsze.
Swego czasu rozmawiałem ze znajomym mającym dziecko, mieszka na 4 piętrze właśnie o hałasie. Sam przyznał, ze jego dziecko szaleje do upadłego i mu na to pozwala. Na moje pytanie związane z tym, czy zdaje sobie sprawę że powoduje tym samym przykrość w mieszkaniu pod nim i prawdopodobnie człowiek jest już na granicy wytrzymałości. Stwierdził bez ogródek, ze guzik go to obchodzi, to problem tego co mieszka pod nim. Takie samo stanowisko zamanifestował mój kuzyn. Więc to kwestia kultury, kwestia szacunku, a nie nieświadomości. Patrzenie na rzeczywistość czubkiem własnego nosa.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra