Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
kizd, zgadzam się z Tobą. Problem chyba tylko polega na tym, że "dzieci, to dzieci"....
 
Kizd. No wlasnie nie sa, i w kategoriach zartu mozna traktowac to,ze dzielnicowy upiera sie, ze sa. W kazdym razie,ten dzielnicowy za bardzo zorientowany w temacie nie jest.
 
Więc powracamy do punktu wjścia, niestety :(

Pocieszające jest to, że latem uciążliwość tego walenia/hałasu jest mniejsza (przynajmniej u mnie).
 
kizd napisał:
Więc powracamy do punktu wjścia, niestety :(

Pocieszające jest to, że latem uciążliwość tego walenia/hałasu jest mniejsza (przynajmniej u mnie).

Może trochę pocieszające....
Bo "bąki" są więcej na zewnątrz, u mnie zdarza się, że czasami na weekendy wyjeżdżają.
Oj, ale mam wtedy święto :winko:
I jaka błoga cisza.....
 
Znam to uczucie (tej błogiej ciszy) Marwiko, ale u mnie na tak długo niestety nie wyjeżdżają :rolleyes:
 
ja też mam problem z sąsiadami z dołu. córeczka ma 3 latka i jest raczej spokojnym dzieckiem, wiadomo bawi się, trochę czasem potańczy jak inne dzieci w jej wieku, czego sąsiedzi mieszkający pode mną nie rozumieją, choć sami maja dzieci. mieszkamy w bloku od 2 miesięcy i już od pierwszego dnia mamy z nimi problemy. już dla świętego spokoju oszpeciłam sobie mieszkanie wykładziną, wyniosłam do piwnicy córeczki autko na którym jeździła, żeby przestali się czepiać, niestety daremnie. sąsiadom przeszkadza nawet zamiatanie podłogi. jestem nerwowo wyczerpana. zastanawiam się czy są jakieś konsekwencje prawne na nich, o których mogłabym im powiedzieć, aby się wreszcie odczepili.
 
A w jaki sposób cię nerwowo wyczerpują?
 
oprócz nachodzenia nas z byle powodu ( np. jak już wspominam zbyt głośnego zamiatania, czy tez chodzenia po mieszkaniu) aby nam zwrócić uwagę ze jesteśmy za głośno, ostatnio częste jest walenie w rury od ogrzewania, co się rozchodzi po całym pionie. jak już wspominam poszłam na ustępstwa i mam wykładziny w pokojach ale najwidoczniej to im nie wystarcza. wiem ze byli już na skardze u administratora wspólnoty, który dal im do zrozumienia ze robią bez sensowne problemy bo "słyszenie sąsiadów to są uroki mieszkania w blokach". ostatnio nie wiem czy na złość poszczają tak głośną muzykę ( głownie ich córka), ze u córeczki w pokoju ostatnio łapałam zabawki, które z półek spadały od drgań.
kopiliśmy to mieszkanie od młodego małżeństwa z dzieckiem starszym od naszej córki, nie wiem jak oni sobie z nimi radzili.
 
Mamy tu potwierdzenie, ze puszczany przeze mnie Rammstein czynil jednak spustoszenie pietro wyzej, moze nawet wieksze niz sadzilem :) Nie padajmy na duchu ;)
 
wielka.woda napisał:
Mamy tu potwierdzenie, ze puszczany przeze mnie Rammstein czynil jednak spustoszenie pietro wyzej, moze nawet wieksze niz sadzilem :) Nie padajmy na duchu ;)

Nie myślałam, że aż tak dobrze to działa :ok:
 
Jeśli chodzi o głośne puszczanie muzyki, to wziąć jakieś osoby wtedy do mieszkania aby świadkowie byli i art.51KW zgłosić na Policję.
 
dzięki, jeśli rozmowy nie pomogą tak zrobię. muzyka aż tak mi nie przeszkadza chyba, że jest puszczana od 7.00 rano gdzie my lubimy pospać w weekend córeczka tez należny do śpiochów. nie rozumne takiego podejścia sąsiadów, gdzie oni sami cały czas mówią że chcą spokoju a sami mam tego spokoju nie dają.
 
Pytałem się kiedyś policjanta jak głośno można słuchać muzyki w dzień? Proszę Pana tak głośno aby nie przeszkadzać sąsiadom . A CO Z HAŁASOWANIEM DZIECI !? Chyba to samo ,ale jest inaczej. Malarz77
 
U mnie nadal bez zmian, poza tym, że sobie kupili jeszcze psa... Teraz się odbywa wariactwo na całego nad naszymi głowami. Przecież to naprawdę doprowadza człowieka do nerwicy...
 
U mnie jak zwykle. Dostałem odpowiedź od komendanta.Olano mnie i zwalono to na sąd. Napisałem do sądu dlaczegop mnie ukarano wyrokiem nakazowym z art.107 .No zobaczę co mi odpowiedzą .Dzisiaj już główny dzielnicowy po mojej rozmowie beszczelnie się wycofał i nie chce się mieszać w moje sprawy.Kłamie okropnie bo mam dowody napisane na papierze. Oj będzie się działo. Malarz77
 
U mnie też dzielnicowy wycofał się rakiem. W jakis sposób zadziałała szefowa wspólnoty (chyba sąd rodzinny albo opieka społeczna). Ona ma podobny problem, więc mnie rozumiała. A wzięła to na siebie, bo ja się tylko trzęsłam.
Sytuacja bywa lepsza. Tak w kratkę mam teraz.
 
A u mnie dziewczynki (bo jest ich 2) zaczęły chodzić/biegać w butach matki ! Pewnie możecie sobie wyobrazić jak u mnie przekłada
 
Wolfin napisał:
U mnie też dzielnicowy wycofał się rakiem. W jakis sposób zadziałała szefowa wspólnoty (chyba sąd rodzinny albo opieka społeczna). Ona ma podobny problem, więc mnie rozumiała. A wzięła to na siebie, bo ja się tylko trzęsłam.
Sytuacja bywa lepsza. Tak w kratkę mam teraz.

Tylko pozazdrościć i jest to dowód na to, że jednak można. Ja też jak pójdę na górę, to takie mam nerwy, że nie mogę spokojnie rozmawiać (ale nie mogę w sensie, że mnie z nerwów zatyka).
 
witam takze mieszkam z mezem i synem 4 letnim w starym budownictwie,gdzie wszystko sie niesie, slychac kazdy stuk i halas tez mamy taka sasiadke z dolu ze pozal sie Boze, pewnego dnia w poludnie jak maz wnosil wegiel do piwnicy maly krzykna na klatce to otwarla drzwi i krzyknela prosto do niego "nie wrzeszcz mi tu" i trzasnela drzwiami ze dziecko az z placzem stanelo i glowa spuszczona w dol, tak jak by nie wiadomo co zrobil zlego... to nie wszystko kobieta ok 45 lat z 3 starszych malolatow i mezem alkoh. jest madra za drzwiami i tylko przez nie potrafi rzucac swoje uwagi w naszym kierunku. mieszkamy prawie rok i juz powoli wysiadam, w kazdym pokoju mamy polozone panele , dziecko jak to dziecko bawi sie czasem cos mu spadnie czasem biegnie do kuchni a zazwyczaj wiecej nas w domu nie ma jak jestesmy.... pare razy wzywala plicje ze zaklocamy cisze nocna chociza nie bylo 22 godz. raz panowie przyjechali to syn juz w lozku i ogladal bajki na komputerze maz wtety mowi prosze prosze dalej i otworzyl drzwi do malego, niech panowie spojrza czy to dziecko zakloca cisze nocna ??? policjanci az sie smiali z tej kobiety bo to wszystko po zlosci robione w nasza strone. pan dzielnicowy takze nas odwiedzil i stwierdzil ze kobieta non stop dzwoni i sie zali ze za glosno chodzimy, ja mu rzeklam ze to jest tylko dziecko w pilke nie gra , w gume nie skacze na dwor sam nie wychodzi nie rzuca komieniami, z nozem nie lata jak to tu bywa na naszym podworku, nic innego jak patoogia i dzieci w wieku od 3 lat puszczone w samopas.... uswiadomilam panu dzielnicowemu ze do kaloryfera go wiazac nie bede, jest u siebie i ze te budynki sa stare i wszystko sie niesie, a jak jej nie pasuje to niech sie wyprowadzi do domku jednorodzinnego.... mieszkamy w takiej dzielnicy ze ludzie sie bojja wychodzic po 22. czasem na naszym podworku robi sie libacja lub zbiera sie sielanka towarzystwa i hihihi hahaha, czlowiek sie odezwie raz drugi, ale naszej kochanej sasiadki to wogole nie slychac bo ona dopiero sie ich boi.... moim zdaniem sa ludzie i ludziska. ona tazke ma dzieci ale juz zapewno zapomniala jak oni byli mali, i co wedy sie dzialo szczerze mowiac to wszystko jeszcze przed nia bo jak bedzie miec wnuki to jej sie oczy otworza.... wytrwalosci zycze
 
Olu masz racje – są ludzie i ludziska! Gdybyś Ty była naszą (wszystkich tutaj umęczonych hałasującymi dziećmi sąsiadów) pewnie byśmy się dogadali. Jest tutaj kilka podobnych wpisów do Twojego i zapewniam Cię, że nikt z nas nie mówi/pisze o sytuacji, w której dziecko przebiegnie, albo coś upuści. My mamy dość notorycznego hałasowania, tj. biegania, skakania rzucania jakimiś przedmiotami i to najczęściej przez więcej niż jedno dziecko przez siedem dni w tygodniu od ok. 7 do 22.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra