Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Przeczytałam większość wątku - stwierdzam, że mniej więcej w połowie przestała to być dyskusja na forum PRAWNYM więc i ja pozwalam sobie dorzucić swoje trzy grosze.
Niektórzy kupują mieszkanie "z kartonu" oczekując w nim absolutnej ciszy niczym w bunkrze - chcecie mieszkać jak dźwiękoszczelnym lokalu - proszę bardzo - kupcie dźwiękoszczelny lokal. Wydaje mi się, że każdy rozsądny człowiek zanim wyda grube tysiące i często oszczędności całego życia to sprawdza co tak naprawdę kupuje. A tu - takie odniosłam wrażenie - mnóstwo jest ludzi, którzy nie sprawdzili za co tak naprawdę płacą - no przecież kupując choćby samochód, który trochę mniej z reguły kosztuje sprawdzacie takie sprawy jak poziom hałasu i wyciszenie - czy może się mylę... a jeśli nie sprawdzacie i wierzycie w ciemno deweloperowi czy innemu pośrednikowi to do kogo później pretensje...

Przeczytajcie moją historię. Jestem tym uciążliwym sąsiadem, który za cholerę nie założy dywanu - ze względów zdrowotnych.
Mieszkam z dwójką małych dzieci - 1 rok i prawie trzy lata. Bardzo inteligentne bestie, wiele rozumiejące, ale ni cholery nie chcą cały dzień czytać bajek i mają na tyl siły że kiedy ja padam po trzech kawach, one nawet bez drzemki świetnie żyją - mimo swoich częstych dolegliwości zdrowotnych.
Pod nami mieszka starsze małżeństwo. Ona w domu całymi dniami, on w pracy do wieczora.
Na początku przeszkadzał jej leżaczek-bujaczek młodszej córki - zablokowałam możliwosć bujania, leżak kładłam na grubo złożonym kocu - cztery warstwy . Pomogło na chwilę - stwierdziła, że nadal jej przeszkadza leżenie dziecka na leżaczku kiedy młoda stukała nóżkami w leżak, albo włączałam wibracje leżaka żeby pomóc w kolkach lub ją uspokoić podczas kiepsko przechodzonego długiego ząbkowania. Następne co jej przeszkadzało to to że dzieciaki bawią się różnymi pojazdami w domu - wózek, duża ciężarówka, jeździk. Pojazdy schowałam. Potem zaczęło jej przeszkadzać malowanie - córka zwykła rozsiadać sie na podłodze z kartką i kredkami - zbyt głośno najwyraźniej malowała i odkładała kredki. Potem były klocki - też zbyt głośne. Teraz przeszkadza jej zwykłe chodzenie po mieszkaniu - nawet nie tupanie, skakanie i taniec - zwykłe szybsze czy wolniejsze chodzenie jakie wszyscy uprawiamy każdego dnia. Dzieci wstają około godz 7 i około 19-20 kładą się spać. Ja sama najchętniej też od razu wchodzę do łóżka - po wykonaniu niezbędnych zabiegów w mieszkaniu - sprzątanie, mycie podłogi i inne sprawy nudno-bieżące. Dla ułatwienia dodam - nie używam odkurzacza - zamiatam szczotką, to raczej jest to cicha czynność.
Dla rozjaśnienia sytuacji. Mieszkamy w budynku zbudowanym w technologii szkieletowej gdzie za rozdzielenie kondygnacji służy płyta osb - o czym przekonałam się kiedy zalało mi łazienkę. Oczywiście jest tak, że młodsze dziecko śpi w ciągu dnia - wtedy staram sie też starsze położyć, ale to z reguły kończy się niepowodzeniem, staram sie więc utrzymywać starsze w "ciszy i skupieniu" przynajmniej na czas drzemki młodszego. Ktoś stwierdził, że skoro dziecko może być spokojne kiedy młodsze śpi to może byc cały dzień spokojne. Hmmm a g...uzik prawda. Wychodzimy na spacery codziennie - no chyba, że wali żabami, albo dzieci chore. Wybiegają się ile wlezie -to one mnie przeczołgują zwykle, mimo swoich krótkich nóżek - jestem z tych rodziców co to na placyku zabaw nie siedzą na ławeczce z komórą i mają w d...e swojego rozwydrzonego bachorka - wybaczcie określenie. Ja aktywnie spędzam czas na placyku - rysujemy kredowe klasyi gramy, biegamy, gramy w piłę, są zjeżdzalnie, huśtawki i moja asysta.
Podsumowując: używam mieszkania jak każdy inny człowiek - śmiem twierdzić, że nawet spokojniej. Nie ma skoków a`la Małysz w mieszkaniu, nie ma gonitw - no dobrze w miażdżąco przeważajacej większości - dzieci mam raczej z tych normalnych w swojej kategorii wiekowej. Chodzą spać jak bozia przykazała - "po bajce". Są uczone, ze niektórych rzeczy nie wolno w domu robić, a wolno je robić na zewnątrz. Tłumaczę im setki razy dziennie jeśli trzeba żeby czegoś nie robiły, szukam alternatywnych zabaw. Jeśli trzeba nawet ostrzej powiem i "pogrożę palcem".
I teraz wyjaśnijcie jak "krowie na rowie" co mi pozostaje w mieszkaniu... czytać cały dzień z dziećmi? Taaa ...Czy może włączyć im bajkę w tv żeby siedziały nieruchomo i nie przeszkadzały sąsiadce swoim chodzeniem - świetny sposób wychowania
... czy może zacząć im podawać brandy żeby spały częściej? Bo najwyraźniej całe mieszkanie to tylko sypialnia, w której można wyłącznie spać - i to też cichutko, bo chrapanie mogłoby być uznane za zachowanie godne bydła - apropos co noc słucham chrapania dobiegajacego z dołu - powinnam wzywać policję???.
Ostatnio sąsiadka stwierdziła, że źle wychowuję swoje dzieci, bo powinny siedzieć, bo powinnam więcej czasu spędzać poza domem - najlepiej cały dzień, a wracać tylko na spanie.
Ludzie - wy chcecie ciszy w dzień - a ja chcę móc chodzić po własnym mieszkaniu - normalnie, w kapciach lub bez, tak jak wy z dołu to robicie codziennie! I do jasnej ch....y - nikt nie ma prawa zmuszać mnie do zakładania dywanów w domu - konstytucja mi tego nie nakazuje;) Pojechałam teraz, wiem.
Niedługo chyba przyjdzie mi podwiesić linki do sufitu i na nich sie przemieszczać zeby nie dotykać podłogi - choć pewnie zaraz komuś zacznie przeszkadzać odgłos bloczków tych linek, albo sufit mi się zarwie.

Podsumowując znów swój długi wywód:
1. decydując sie na kupno mieszkania warto sprawdzic jego parametry techniczne żeby później nie zadręczać sąsiadów swoją roszczeniową postawą. Chcesz mieszkać w ciszy - kup sobie domek w dziczy i miej nadzieję, że okoliczne dzikie zwierzęta nie będą cię terroryzować swoimi odgłosami... albo znajdź sobie wolny bunkier.
2. kupując mieszkanie w bloku licz się z tym, że dźwięki życia codziennego sąsiadów z góry/dołu/boków cię nie ominą - tak już jest.
3. płacąc za karton spodziewaj się kartonowego wyciszenia.

Ludzie! Dajcie żyć! I, zanim poszukacie drzazg w oku innego, najpierw wyjmijcie belki ze swoich.

Mi też przeszkadza obsesyjne odkurzanie rzeczonej sąsiadki kiedy moje dziecko śpi, a ja chciałabym poczytać. Albo głośno działajacy telewizor w różnych porach, albo zapachy z jej kuchni, które czuje w swoim mieszkaniu. Albo odgłosy samochodu jej męża kiedy wraca wieczorem. Albo to, że nasadziła roślin na wspólnym terenie uniemożliwiając moim dzieciom swobodną zabawę w ogrodzie - bo tu nie wolno, bo pani dużo zapłaciła za drzewka, a tam jest roślina trująca! Ale cóż... Muszę z tym, żyć, bo tak właśnie wygląda życie we wspólnocie

Wybaczcie ten przydługi wywód, ale nie mogłam sobie darować od kiedy wczoraj znalazłam ten wątek po sprzeczce z sąsiadką.
 
PO PRZECZYTANIU POSTU "ANTONIKI" STWIERDZAM, ŻE MOJA SYTUACJA JEST IDENTYCZNA

Mam dwoje dzieci - 6lat i 2latka.

Nasz dzień wygląda następująco:

wychodzimy ok 8:00 - (odprowadzanie starszego do szkoły)
wracam z młodszym ok.9:00
drzemka młodszego od ok. 11:00 do ok.14:00
ok.15:00 idziemy po starsze dziecko do szkoły
wracamy ok.17-18:00 (zachodzimy na plac zabaw itp.)
potem odrabianie lekcji
dzieci najpóźniej o 21:00 już śpią

CZASU NA ZABAWĘ W DOMU JEST NAPRAWDĘ NIE WIELE , A I TAK SĄSIEDZI Z DOŁU NARZEKAJĄ - na szczęście są to kulturalni ludzie i my rozmawiamy , nie kłócimy się i mam nadzieje ,że tak zostanie

ALE GŁÓWNIE CHCIAŁAM POWIEDZIEĆ TYM OSOBOM KTÓRE MIESZKAJĄ POD DZIEĆMI - ŻE NIE TYLKO ONE MAJĄ PROBLEM

PROBLEM JEST TAKŻE DLA NAS - TYCH MIESZKAJĄCYCH NAD WAMI - ja przez cały czas przebywając we własnym mieszkaniu czuję się zestresowana, nawet jak chodzę to cały czas myślę o sąsiadach,
przesuwając krzesło na filcu myślę o sąsiadach,
moje dziecko płacze myślę o sąsiadach
jedno dziecko drugiemu zabierze zabawkę (dziecko krzyknie piśnie)myślę o sąsiadach
MAM WRAŻENIE, ŻE ZABRANIAM DZIECIOM WSZYSTKIEGO

MAM JUŻ TEGO DOSYĆ NA KAŻDYM KROKU MÓWIĆ DO DZIECKA NIE WOLNO,CICHO!!!

malutki czasem przebiegnie,ale w tym wieku,to jest naturalne - ale zawsze go upominam

starszy wie,ze nie można biegać itp.

STARSZE DZIECKO JAK MU COŚ UPADNIE PATRZY SIĘ NA MNIE JAKBY ZROBIŁO COŚ ZŁEGO!!!

NIE TYLKO WY MIESZKAJĄCY PO DZIEĆMI ALE TAKŻE MY Z DZIEĆMI NA GÓRZE MAMY DOSYĆ PRZEBYWANIA WE WŁASNYM MIESZKANIU!!!

MAM DOSYĆ OBSESYJNEGO MYŚLENIA O SĄSIADACH Z DOŁU ,CIĄGŁEGO UWAŻANIA,NIE CZUJE SIĘ JAKBYM BYŁA U SIEBIE I ŻAL MI MOICH DZIECI

ZAPEWNIAM WAS MIESZKAJĄCYCH POD DZIEĆMI,ŻE NIE CHCIELIBYŚCIE BYĆ TEZ NA MIEJSCU NIEJEDNEJ RODZINY Z DZIEĆMI

czy to nasza wina,że akustyka jest taka,że słychać nawet chodzenie,TO JAK MA NIE BYĆ SŁYCHAĆ DZIECKA
 
Mam już drugą rodzinkę z 2 letnim już dzioeciakiem, poprzednik gdy tylko dzieciak dorósł wyprowadzili się, właściciel wynajął parce bez dzieci - Ci jednak sprawili sobie bobaska który ma około 2 lat i właśnie od miesiąca zapiernicza od 8 rano do 22 po mieszkaniu (kawalerka 24m2) poprzedni dzieciak rok dawał nam w kość, ten dopiero zaczyna. Co robić, sam mam dzieci w wieku 14 i 15 lat które ucząsięi też często chcą mieć spokój. Powiem szczerze czasem brakuje sił. Kilka razy grzecznie zwróciłem uwagę, zaproponowałem jakieś kapcie czy dodatkową wykładzinę, którą sam miałem kupić. Mama dziecka z góry powiedziała, że mogę sobie wziąć kredyt i kupić domek w lesie, dziecko tak ma a ona nie przywiąże go do kaloryfera. Macie jakąś radę?
 
sąsiad z dołu: skoro trafiłeś na mamę, która mogłaby tylko dziecko do kaloryfera przywiązać żeby nie biegało - to nic nie możesz zrobić.

Antonika: spory czas temu nad moją głową wychowywała się trójka małych dzieci - i to wcale nie było uciążliwe, dlatego, ponieważ ich rodzice po prostu nie pozwalali im na pewne rzeczy nie dlatego, że tak dbali o nas, sąsiadów z dołu, tylko o własne nerwy. Potem te dzieci dorosły, i jedno z nich sprowadziło mi się nad głowę z dwójką maluchów, co zaowocowało moim pojawieniem się w tym wątku. Owszem, wszyscy wiemy, jakie jest wyciszenie w blokach z wielkiej płyty np, ale właśnie wiemy to wszyscy, i Ty też to wiesz. W mieszkaniu gdzie na podłodze są gołe panele, w dół przenosi się każdy dźwięk, i słychać go dużo głośniej niż Ty go słyszysz stojąc obok swego jeżdżącego zabaweczkami czy rozsypującego klocki dziecka. Sąsiadom z dołu nie przeszkadza hałas pojawiający się co jakiś czas - tak jak i mi nie przeszkadza. Musiał minąć jakiś rok, żebym przestał się bać wracać do domu, hałasy z góry, odkąd sąsiedzi z dziećmi wyprowadzili się, to tylko szum, tło. Czyli norma, jak to w bloku. Najbardziej denerwuje, drażni, wielogodzinne stukanie, tupot nóg, do tego jeździki, piłeczki, itd. Przed tym hałasem nie da się ukryć, na to nie pomogą stopery - niskie częstotliwości odczuwa się i tak. Taki hałas to nie to samo co zapaszek gotującej się pomidorowej.
Skoro tak wygląda życie we wspólnocie według Ciebie, że jeden może drugiemu je zatruć bo tak, to może wyleczyłoby Cię z tego twierdzenia, jakby sąsiedzi zaczęli kilkumiesięczny remont, a udarową wiertarkę włączali zawsze i tylko w porze snu Twego dziecka. A nawet i bez remontu odebrali mu sen, w tak źle wyciszonym bloku wcale nie jest to trudne - wystarczy potłuc schabowe. Wtedy poszłabyś do nich na górę po prośbie, albo z "gębą", a oni przekierowaliby Cię do ustronnego i cichego szałasu np gdzieś na polanie w sercu puszczy Białowieskiej.
 
Ostatnia edycja:
Dla mnie to nie jest śmieszne, aż się do domu nie chce wracać. Wracają wspomnienia poprzedniego dzieciaka z góry. Naprawdę zrozumieć może tylko ten, kto miał takich sąsiadów nad głową. Tu nie chodzi o jakieś sporadyczne stuki czy upadającą zabawkę, to jest bieganie i tłuczenie dogami od 8 rano do 20-21 wieczorem. Każdy ma prawo do spokoju i wypoczynku w domu. Moje dzieci też miały 2 lata i starałem się zwracać uwagę jak zaczynały zbyt mocno hałasować, nigdy nikt mi nie zwrócił uwagi ale dlatego, że ja zwracałem na moje dzieci uwagę. Jeśli t kobieta z góry siedzi przed komputerem czy tv cały dzień a dziecko napiernicza w podłogę to jest jasne, że w ten sposób będzie to robić jeszcze dobre kilka lat. Mam dylemat, z jednej strony nie chciałbym zadzierać z sąsiadami a z drugiej chcę mieć spokój od tego dudnienia po suficie. Uwierzcie mi to jest masakra. Pierwsze 1-2 godziny rano dajesz radę ale po 4-5 godzinach łomotu masz już dosyć, w dni pracujące rano i wieczorem nie ma spokoju, w pracy jest względny odpoczynek od tej chorej sytuacji. Myślę, że od tego jest sąd, przecież ani policja ani straż miejska nie ma takich kompetencji ani nawet chęci się tym zajmować. Zgłoszę do sądu - wyjdę na upierdliwego sąsiada, nie zgłoszę i nie spróbuję załatwić tematu - nie wiadomo jak sięto skończy. Na pewno atmosfera w mojej rodzinie jest nerwowa z tego powodu, czasem nie do zniesienia, po woli znowu wszyscy są rozdrażnieni. I tu jest pytanie... Pani z dzieckiem dba o swoje ja dbam o swoje i nie ma rozwiązania. Bynajmniej jedno jest pewne ja nie zakłócam sąsiadom z góry spokoju a oni mi ten spokój zakłócają więc chyba muszę to rozwiązać w sądzie. Może to wynajmujący tym rodzinom z góry powinien być także odpowiedzialny za to komu wynajmuje. On kasuje co miesiąc opłatę i tyle jego w tej kwestii. Może ktoś z Was rozwiązywał taką sytuację w sądzie. Jeśli tak piszcie. Swoją drogą to powinien być jakiś przepis regulujący takie sytuacje. Przecież jeśli np. dziecko biega czy bawi się normalnie to nie jest to wcale uciążliwe. Najgorsze jest to uporczywe walenie ile sił w nogach o podłogę czy też zabawkami w kaloryfer itp. pozdrawiam
 
A u mnie coraz gorzej....
Myślałam, że jak dzieci dorosną, będą starsze, to będzie lepiej ... czytaj ciszej.
Niestety, pomyliłam się. Jest coraz gorzej.

W kość daje prawie 6-letni chłopak.
O ile można przełknąć bieganinę i inne dźwięki wytwarzane przez 2-3 latka (bo , jak to mówią niektórzy : nóżki się takiemu "prostują"... poznaje "świat" itd.) , to chyba 6-latek powinien już być bardziej... stonowany.
Weźmy na przykład ostatnia sobotę.
Łomocik ( w różnym natężeniu) od godziny 13-tej do ok. 21. Z małymi przerwami na siusiu, kupkę czy papu. Czyli ( minus przerwy) 7 GODZIN stukania, dudnienia, skakania itp. ! 7 godzin rąbanki nad głową. Słychać to w całym mieszkaniu. Nie ma miejsca gdzie można by przed tym hałasem uciec.
Czy to jest do wytrzymania ?? Czy to jest normalne ?!

I teraz... odważyłam się (wiele nerwów mnie to kosztowało przyznam) i poszłam jakiś czas temu na górę. Bo łomot byl nie do opisania i nie do wytrzymania.
Otworzył mi tatuś. A ja bardzo grzecznie i spokojnie poprosiłam , żeby było ciszej. Tatuś spokojnie przyjął do wiadomości i faktycznie po ok. 5 minutach było cicho. Okazało się, że była koleżanka dzieci i we trójkę bawili się w...chowanego na .. 40 metrach kw. (!).

Ale ....pluję sobie w brodę i nie mogę sobie wybaczyć, że nie powiedziałam , że chodzi o to bieganie, skakanie, ogólnie łomot. Ale z nerwów po prostu nie powiedziałam w czym dokładnie rzecz. Że nie chodzi o to , że dzieci sobie pokrzyczą.
Widać tatuś nie zrozumiał , bo łomot jest nadal...a wręcz wydaje mi się, że jest gorzej.

Ostatnia sobota i niedziela to był koszmar. Czasami chce mi się normalnie płakać :(
Kolejna wizyta u sąsiadów to narazie ponad moje siły i nerwy.
Wcale to nie jest miłe i przyjemne chodzić i prosić o to, żeby można było normalnie mieszkać we własnych 4-ch ścianach.
 
Wiem o czym mówisz. To jest jakiś sajgon. Jestem człowiekiem wykształconym i jak mi się wydaje spokojnym, pracuję w handlu i mam do czynienia z klientami - nauczyłem się pokory i szacunku do ludzi i też mi nie jest przyjemnie chodzić i prosić na górę o trochę spokoju. Musi być jakiś sposób na takie zachowanie. Rozumiem, dzieci muszą biegać i bawić się ale to nie jest zabawa słuchanie takiego łomotu. Mojego kolegi żona przez takich sąsiadów musiała iść po pomoc do specjalisty - ponieważ nie mogła sobie poradzić. Więc moje pytanie - jak dojść do porozumienia, jak dochodzić swojego prawa. Tak samo ważne jest ich prawo jak i moje, dom powinien być schronieniem i po ciężkim dniu człowiek powinien nabierać sił i mieć przynajmniej realną szansę na wypoczynek.
 
Do porozumienia już nie dojdziesz - próbowałeś i zostałeś spławiony. Kolejne kroki kieruj do właściciela mieszkania, powiedz mu jak wygląda sytuacja i poproś aby porozmawiał z najemcami.
Możesz pisemnie zgłosić problem do spółdzielni mieszkaniowej.
Możesz pójść do dzielnicowego i poprosić go o wizytę u sąsiadów. Ja tak zrobiłem. Odradzono mi wniosek do sądu.
W 2004 r. w Gdańsku ojciec została ukarany grzywną za "głośne zabawy dzieci" ale to był wyjątek - możesz spróbować wnieść sprawę do sądu - tylko czy u nas sąd karze za bawiące się dzieci ? Nie znalazłem nic poza tą jedną sprawą z Gdańska.

Takim pokornym i pełnym szacunku do ludzi jest najgorzej - nie licz na żadne zrozumienie, empatie, współczucie ze strony sąsiadów. Jak przywiozłem z kliniki po porodzie swoją wymęczoną lepszą połowę i dziecko to na górze, mimo próśb - nie było ciszej. Nie dało się odpocząć, w domu był bezsilny płacz, a ja myślałem że pójdę wyżej i jak mi otworzą to nie wiem...

Jak już wejdziesz na wyższy poziom swoich interwencji, to licz się z tym że żadna, jak w moim i innych przypadku, nie będzie skuteczna. I licz się z tym, ze będziesz miał jeszcze głośniej w odwecie,a co.
 
Dokładnie jest tak jak mówisz. Spróbuję coś zrobić zobaczymy co z tego wyjdzie. Dzięki. Powinien powstać portal dla sąsiadów z dołu można by coś zaradzić czy też szukać wsparcia.
 
Ja prosiłam sąsiadkę żeby jej na oko 5 letnie dziecko nie biegało przez całą długość klatki bo strasznie słychać. Piętro niżej na całej długości tynk odpadł. Ona robi to na złość-biegaj biegaj niech ta szma** słyszy... Ona wychodzi z dzieckiem co 10 minut i wraca. Nie wiem po co tak... No jest koszmar. Nie idzie wytrzymać. Rano o 7 się zaczyna a kończy o 21. To dziecko nie potrafi CHODZIĆ
tylko biega. A nawet jak już idzie to tupie. :?
 
Jesteście straszni... Prawie całe życie mieszkałam w mieście. na II piętrze. z młodszą siostrą. I też miałam takiego sąsiada pod spodem. Wielki, uczony, bogaty pan władca... Nawet raz dostałam od niego w twarz za to, że z siostrą się bawiłyśmy. Teraz jestem dorosła. Mieszkam w domu jednorodzinnym i sama mam takiego 5-letniego malucha. Nie. Nie jest grzeczny. Nie. Nie umie zabawić się chwilę jedną zabawką. Uwielbia zabawki duże, hałaśliwe, brzęczące. I na całe szczęście że mieszkam na wsi, bo jakbym miała się użerać z sąsiadami o to, że u mnie jest za głośno.... I wyobraźcie sobie, że moje dziecko uwielbia podwórko. W ciepłe dni wręcz siłą muszę zabierać go do domku. I mimo, że cały dzień biega po podwórku to i tak w domu nie ma spokoju... A jak przyjdzie jego jakiś kolega.....
I uwierzcie mi-jak przyjeżdżam do mojej mamy-do starego mieszkania to też sąsiedzi z dołu (bnardzo młode małżeństwo) też się czepia... O to, że mały biega, skacze. Ja się nie odezwę. Pogratuluję im tylko jak im urodzi się takie urocze, grzeczne dzieciątko. Które w dzień będzie grzecznie siedziała na tyłeczku, a noce będzie całe przesypiało.
Uwierzcie-Ci ludzie z małymi dziećmi-mieszkającymi nad wami nie robią Wam na złość!!!! Tak to już jest!! Dzieci takie są! A do starszych: Wy też kiedyś mieliście małe dzieci. I one też przeszkadzały sąsiadom z dołu. I zastanówcie się czasem, kiedy znów stwierdzicie, że "nie da się już wytrzymać, tylko usiąść i płakać"
 
karamba4 napisał:
Uwierzcie-Ci ludzie z małymi dziećmi-mieszkającymi nad wami nie robią Wam na złość!!!! Tak to już jest!! Dzieci takie są!

Brak reakcji na przykładowo sytuację parogodzinnego rozgrywania meczów piłkarskich w mieszkaniu w bloku według Ciebie jest czymś normalnym?
 
a kto mówi o parogodzinnym rozgrywaniu meczu? Ci ludzie narzekają na to, że dzieci bawią się u siebie w domu! Że te dzieci wogóle są. To jest niefajne! Ja nie mówię o szaleńczych zabawach w Indian. Ale o historiach które tu czytam. O 2-letnim maluchu, który bądź co bądź uczy się dopiero chodzić, o 5-letnim chłopczyku, który uwielbia samochodziki, traktory i inne różne pojazdy. A tym ludziom przeszkadzają takie właśnie rzeczy. Uważasz, że to jest w porządku? Zabrońmy dzieciom być dziećmi.

ps. ja nie twierdzę wcale, że wszystko jest dozwolone jak się jest dzieckiem...
 
można kupić gruby dywan i po kłopocie. nie broń rodziców bo niejednokrotnie to idioci. Matka polka wszechmogąca. Ma dziecko i myśli, że ją nic nie dotyczy
 
nie jestem matką polką wszechmogącą. I nie obrażaj mnie. i wcale nie myślę, że mnie to nic nie dotyczy. Po prostu wiem jak to jest jak się ma 5-letnie dziecko. I wiem, że nie wszyscy rodzice chociażby starają się zrozumieć tych sąsiadów " z dołu". Ale to samo idzie w drugą stronę.
 
Chodziło mi o ogół matek-sory za dwuznaczność- bo ja nie wiem czy Ty masz te dzieci czy nie ale właśnie doczytałam :)
 
Większość ludzi w blokach to się czepia o wszytko - ogólnie duża część społeczności mieszkającej w blokach ma problemy nie z sąsiadami (np. rodzinami z dziećmi), ale ze sobą:D. Szczególnie są to sfrustrowani życiem emeryci i renciści albo ludzie w średnim wieku, którym coś nie wychodzi w życiu i muszą się wyżyć. Mam za ścianą sąsiadów - para z 2 dzieci (starszy jest niegrzeczny) i to są naprawdę spoko ludzie. Co mi przeszkadza, że dziecko pokrzyczy trochę. Ja i tak wracam do domu na tygodniu z pracy po 20.
 
Powiem tak... dla mnie hałas to hałas. I obojętne, czy jest generowany przez niewyżyte dziecko ....czy sąsiada - fana wiecznych remontów, majsterkowania... czy też (najchętniej nocą) studentów-kretynów...

Cholera... to po gwinta ja tak się staram.... na nogach mam miękkie kapcie ,a nie klapki na obcasie ... drzwi w mieszkaniu delikatnie domykam, a nie ryyyyp z całej siły walę o farmugę.... w szafkach i szufladach zamontowane mam ograniczniki-zamykają się cicho, a nie walę tak , że o mało ściana u sąsiada nie wyleci.... nóżki w krzesłach mam podklejone filcem, a nie rąbię nimi o gołą podłogę ... itd. itp.
Cholerka, ja chyba jakaś ... nienormalna jestem....:wow:
 
Bloki mają to od siebie, że wszystko słychać taka jest zaleta mieszkania w nich.
Ale trzeba mieć dzieci aby to zrozumieć inaczej się nie da. Sądy nic nie pomogą dzieci są chronione w Polsce prawnie, nawet nie możesz dać klapsa bo... Ci je odbiorą.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra