Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Co do parku rozrywki, to szczerze powiem chętnie wolałbym go za przeciwnika- zdecydowanie bardziej niż przeurocze dzieciątko, na dodatek tak bardzo chore.. Oczywiście współczuję ale, jak wspominałem, nie róbmy z niego inwalidy i kosztem jego nie usprawiedliwiajmy braku empatii. Mam też taki przypadek, że koło mnie jest sklep duży, znany i lubiany bo tani;) i codziennie o 5 rano podjeżdża TIR z towarem i tłucze się niemiłosiernie więc podobna sytuacja;)
Moim zdaniem, teoretycznie też jest szansa z uwagi na permanentność zjawiska i z uwagi na fakt, że stukanie jest spowodowane ciągłym chodzeniem w obuwiu, jest to łatwe do udowodnienia. Chociaż matka dziecka była tak dobra i powiedziała, że przecież po mojej interwencji za pierwszym razem ściąga dziecku buciki po 18-tej (swoją drogą niesamowita ulga- szczególnie że w weekend jak się budzę to przecież jest 18:05:/). Prawda jest taka- jest to sprawa może i do wygrania w I instancji ale marne szanse na prawomocność wyroku. Bardziej doszukiwałbym się przywrócenia bądź doprowadzenia lokalu do stanu sprzed immisji- w tym przypadku ciężko chyba o zaprzestanie z uwagi na orzeczenie lekarskie. A co do nagrywania- z tego co się orientowałem, może to ewentualnie pomóc (nieznacznie) w postępowaniu z podstawą 51 KW ale w powództwie cywilnym zasadą jest dowód z biegłego w obecności stron i tu pojawia się problem. Trzeba też wziąć pod uwagę, że zostanie stwierdzona bardziej nieprawidłowość w konstrukcji a z uwagi na budownictwo z lat 70-tych to już w ogóle mogiła..
 
A co do inicjatywy obywatelskiej w zakresie unormowania, a raczej umożliwienia poszkodowanym faktycznej obrony swoich praw, głównie zdrowia, to jestem jak najbardziej za.
 
..no dobra Decybelku, ponieważ dzięki moim "tłukom " z góry stałam się aspołeczna - napisz jak to widzisz ?
Pójdziemy do Kopacz , sejmu, prezydenta , papieża etc z petycją i listą podpisów ?
Przebadamy się grupowo u psychologa/ psychiatry ,żeby ocenił naszą kondycje psychiczną nadszarpniętą hałasem ?
:)
 
Witam,
Myślałem, że jednak weekend na wsi da swoje a myśli krążą wokół tego co mnie czeka jak wrócę do mieszkania...
Struna, co do tego art. 107 KW to w sumie zastanawiałem się nad tym i może nawet nie jest to zły pomysł. Ale Wy jesteście już weteranami i Wasi "prześladowcy" już wiedzą, że raczej, poza powództwem cywilnym, nie jesteście w stanie nic im zrobić:/ I tym samym nawiązując do jako takiej inicjatywy obywatelskiej. Problem jest taki, że żadna z osób, jak pamiętam, nie skierowała pozwu do sądu w trybie art. 144 w zw. z 222 KC, więc ciężko tak naprawdę mówić o braku możliwości wyegzekwowania czegoś. Jeżeli na forum wypowiadałyby się osoby, która ma za sobą takie doświadczenia, to rzeczywiście można by zacząć od jakiegoś stowarzyszenia- nie jestem w stanie uwierzyć, że nie znaleźliby się chętni ale jednak polska mentalność trochę nacechowana jest "słomianym zapałem". Jest trochę ciszej, to odpuszczam i tak robi się tego kilka lat. Co do wyegzekwowania w trybie KW to działania policji w jednostkowych przypadkach były podejmowane ale wynik był taki sam- sąsiedzi robią swoje.. Ja na razie badam sytuację i od tego uzależniam dalsze kroki. Coraz częściej przychodzi mi do głowy inny pomysł załatwienia sprawy ale to już nie temat na to forum;)
 
Mój problem jest analogiczny do państwa, trwa to od roku. Za pierwszym razem poszedłem z uprzejma prośba. Otrzymałem informacje ze tu sa dzieci i mam spier... Po 2 tygodniach złośliwego skakania przez dzieci jak i tatusia zadzwoniłem na policję. Po interwencji rozmawiałem z lokatorami, uspokoili sie, wyjechali. Po powrocie koszmar wrócił. Próbowałem rozmowy, propozycji wygłuszenia na mój koszt, rozmawiałem z właścicielem - rownież miał w nosie temat i nie odbierał ode mnie telefonów. Po roku miarka sie przebrała, wysłałem pismo do dzielnicowego. Nie dzielnicowy ale policja prowadzi sprawę przeciwko uciążliwym lokatorom. Mam zapisy dokładnie dzień po dniu, świadków. Sprawa zostanie skierowana do sadu. Jeżeli przegram, będę egzekwował ciszę w inny sposób tj przez powództwo cywilne, poproszę rownież o to aby dzielnicowy był świadkiem.
Dostosowałem moje życie i omijanie własnego mieszkania do zachowania ludzi, którzy nie maja za grosz szacunku do drugiego człowieka. Wracam do domu późno, wychodzę wcześnie. Będę konsekwentny ponieważ nerwica jest trudna choroba której skutki zostają na wiele lat, co mnie niestety czeka. Chętnie pomogę i odpowiem na pytania tych z państwa, którzy nie wiedza lub sie boja powództwa cywilnego. Niestety należy walczyć z takimi zachowaniami, a jeżeli jest ono złośliwe i jest sie złośliwie nękanym, sprawa nie jest już o mandat czy grzywnę, ale konsekwencje sa znacznie większe.
 
U mnie wczoraj pojawiła się matka dziecka w asyście sąsiadki z dołu (w sensie mieszkająca pod nami- prawdopodobnie koleżaneczki z podwórka) i pismem w odpowiedzi na moje;) Pomijając próbę elokwentnego sklecenia kilku słów i ogólną poprawę humoru podczas jego czytania:) jego wynikiem ma być ponoć położenie dywanów (większych- cokolwiek to oznacza:/).. Poprosiła o pokwitowanie jego odbierania. Sąsiadka bardziej nakręcona- uwielbiam dyskutować z ludźmi nie znającymi problemu. Oczywiście nadal nikt osobiście nie chciał zapoznać się z problemem więc nadal jest pewnie niemożliwe, że słodki aniołek generuje takie dźwięki.. W dniu dzisiejszym mam zamiar podejść i po raz kolejny porozmawiać na spokojnie i przedstawić problem bo informacja o położeniu wykładziny niezmiernie cieszy tylko czy pomoże. Położenie byle czego po kosztach i na 1/3 salonu nic nie da a z ich strony przecież była inicjatywa. I stajemy się tymi upierdliwymi sąsiadami, którym nic nie pasuje i nie można dogodzić.
Co do nowego "pokrzywdzonego", jestem ciekaw wyniku Twoich działań więc jak możesz to na bieżąco informuj jak tam temat się rozwija. Litera prawa jak najbardziej- ale mam nadzieję, że jednak nie martwa. Może przetrzesz szlaki tym powództwem.
 
Witam! Miałam podobne sytuacje ale szczyle wyrosły i jest inny problem, wystają godzinami na klatce schodowej , śmiecą , psują zamki i domofon itp.Gdy mówię o tym mamie i babci to one mówią że to nieprawda. Nie wiem co dalej???
 
Witam! Pytasz skąd wiem?? A tak się zdarzyło że widziałam parę razy jak grzebały przy zamku i potem był zepsuty a przy domofonie były wykręcone śrubki i urwane zaślepki
 
Widzę że jesteście tylko teoretykami... Ja jestem praktykiem z 7 letnim doświadczeniem :brawo: Możecie chodzić do sąsiadów - nic to nie da. No bo oni zachowują się normalnie, z mieszkania korzystają zgodnie z jego przeznaczeniem itd, itp. Pisma do spółdzielni nic nie dadzą. Spółdzielnia/administracja wprawdzie wyśle pismo upominające, może nawet "zaprosi" na rozmowę ale oni nic nie mogą zrobić. Klient płaci czynsz więc nic im do tego. Nie chodzi tu nawet o brak dobrej woli tylko brak narzędzi. Policja też nic nie zrobi. Na każde wezwanie sąsiedzi z miną niewiniątek twierdzili że to nie u nich, oni akurat oglądają telewizję a biedne zmęczone dzieciątko śpi. Nie poddałam się jednak i dzwoniłam na policję, chodziłam do dzielnicowego, do prawników, do sąsiadów z błaganiem o pomoc. Policja skierowała sprawę do sądu. Trwało to 7 lat. Straciłam zdrowie (mam depresję - leczę się psychiatrycznie), kupę nerwów, pieniędzy, moje małżeństwo już nie istnieje. Sąd w trybie zaocznym (sprawa karna) nakazał sąsiadom zapłacić 300 zł mandatu. Oni się odwołali. Byłam oskarżycielem posiłkowym tak że wiem jak wyglądała cała sprawa. Byli świadkowie, 8 rozpraw .... Skutek???? Sąd stwierdził że w zachowaniu sąsiadów nie doszukał się niczego co by odstawało od normy. A jeśli nawet.... to policja już na samym początku dała ciała zarzucając im wykroczenie z ulubionego i cytowanego przez Was paragrafu Art. 51. § 1. Kto krzykiem, hałasem, alarmem lub innym wybrykiem zakłóca spokój, porządek publiczny, spoczynek nocny albo wywołuje zgorszenie w miejscu publicznym,
podlega karze aresztu, ograniczenia wolności albo grzywny. G. prawda. Nie może tu być mowy o miejscu publicznym. W uzasadnieniu wyroku uniewinniającym moich sąsiadów sąd napisał że aby miejsce było publiczne musi być nieokreślona ilość ludzi co w przypadku moim, mojego mieszkania, klatki a nawet bloku nie zachodzi - bo ilość ludzi jest określona. Od samego początku walka była przegrana. Nie wygracie. Nie wspomnę o całym tym brudzie. Podstawieni świadkowie, kłamstwa i szydera. Jeśli możecie uciekajcie. Zaoszczędzicie sobie kupę życia. Ja już się poddałam.
 
Bo to wszystko są kwestie cywilne, nie karne czy wykroczeniowe. ALE... w procesie cywilnym trzeba się trochę namęczyć, trochę spiąć, może jakieś ekspertyzy, koszta rosną i jest ryzyko, że faktycznie to my jesteśmy aspołeczni. A tak, wezwiem se policje, złożym zawiadomienie, wszystko z urzędu, ryzyko porażki (finansowej) żadne. Najwyżej wyjdzie że nie ma w tym kraju sprawiedliwości... (Co i tak wszyscy frustraci, którym nic się nie chce, powtarzają).

W nowym budownictwie pozywać dewelopera, w starym (chyba 5 +) uciążliwych lokatorów. I tyle.

A te rady z Policją to chyba tylko na najemców, albo na strachliwych mogą być pomocne. Ja bym szczerze wyśmiał chłopaków w progu i poprosił o wezwanie, albo pozew... (tak na marginesie powiem, że dobrze z sąsiadem żyję, nawet ostatnio przyszedł pożyczyć wiertarkę - pewnie słyszał jak półki wieszałem :D)
 
Wiadomo dzieci takie są ale ta cała sprawa to po prostu kwestia dobrego wychowania jak ktoś nie potrafi zapanować nad swoim dzieckiem a prośby i groźby(przenośnia) nic nie dają to już sąd powinien decydować co dalej. Kiedyś dzieci to na dworzu biegały, krzyczały, skakały i grały w piłkę. A teraz w mieszkaniu jak w klatce chociaż mówią, że swoich pociech w niej nie będą trzymać... :brawo: Aż chce cię z tego kraju wyjechać.
 
Ostatnia edycja:
TOKKYO napisał:
Nie wygracie. Nie wspomnę o całym tym brudzie. Podstawieni świadkowie, kłamstwa i szydera. Jeśli możecie uciekajcie. Zaoszczędzicie sobie kupę życia. Ja już się poddałam.

Widzisz, jest coś takiego w prawie jak normy współżycia społecznego. Zgodnie z tymi normami ludzie, a zwłaszcza dzieci mogą hałasować. I każdy kto ma choć odrobinę empatii i więzi społecznej to zrozumie.
W sumie mogli cię pozwać o nękanie. Nie zrobili tego, bo reprezentują wyższy poziom uspołecznienia.
Może gdy (o ile?) będziesz miała dzieci to zrozumiesz....
 
Widzisz, my, którzy skarżyliśmy się w tym wątku, i ci, którzy się skarżą, też mamy dzieci, i dzięki empatii, i w imię więzi społecznej, nie pozwalamy im hałasować, poświęcamy im czas, zajmujemy je zabawą, itd, itp.
Co tam mówiłeś o "wyższym poziomie uspołecznienia" ?
 
Ostatnia edycja:
:mad:
klis napisał:
Widzisz, jest coś takiego w prawie jak normy współżycia społecznego. Zgodnie z tymi normami ludzie, a zwłaszcza dzieci mogą hałasować. I każdy kto ma choć odrobinę empatii i więzi społecznej to zrozumie.
W sumie mogli cię pozwać o nękanie. Nie zrobili tego, bo reprezentują wyższy poziom uspołecznienia.
Może gdy (o ile?) będziesz miała dzieci to zrozumiesz....:mad:
 
klis napisał:
Widzisz, jest coś takiego w prawie jak normy współżycia społecznego. Zgodnie z tymi normami ludzie, a zwłaszcza dzieci mogą hałasować. I każdy kto ma choć odrobinę empatii i więzi społecznej to zrozumie.
W sumie mogli cię pozwać o nękanie. Nie zrobili tego, bo reprezentują wyższy poziom uspołecznienia.
Może gdy (o ile?) będziesz miała dzieci to zrozumiesz....


Ha,ha,ha... pisane 1 kwietnia, więc .... wszystko jasne :D:D:D
 
Niestety proszę państwa ale sprawa jest o wiele bardziej skomplikowana niż się wydaje, jak wszystko zresztą na tym świecie. Jak to się mówi punkt widzenia zależy od punktu siedzenia, które to punkty w tym wypadku oddziela sufit/podłoga. Ludzki mózg i wszystkie aspekty z nim związane to niezwykle skomplikowany i różnorodny twór. To co dla jednego będzie niesłyszalnym szuraniem dla innego może stać się drzazgą w skroni. To co dla jednego będzie zwykłą dziecka zabawą dla innego będzie gniewem z niebios. Każdy chce mieć swoje racje, które zawsze różnią się od siebie nawet gdy z pozoru są podobne, tak jak geny. Na oblicze tychże racji mają wpływ czynniki, które przez całe nasze życie kształtują osobowość jak inteligencja jednostki, wychowanie, geograficzne położenie, klimat, język, promieniowanie, edukacja, dieta, zawód, kolor oczu, imię, zawartość dwutlenku węgla, dostęp do technologii i miliony innych, do tego dochodzą jednostki bądź całe grupy posiadające odmienne racje, które oddziałują na nas i siebie na wzajem tworząc nowy typ informacji genetycznych i nagle okazuje się, że każdy wie co innego i dla każdego ktoś iny może być psychicznie chory tylko dla tego, że nie myśli podobnie. Zła sąsiadka bo tupie nogami, zły sąsiad bo słyszy tupanie, złe dziecko bo krzyczy, zła matka bo rozwydrza dziecko, zły pies bo szczeka, zła pogoda bo pada deszcz, złe życie bo się kończy. Jak tu znaleźć środek? Kto ma racje a kto nie? Jak prawo w takim przypadku może być idealne? Jak zaspokoić wszystkich samemu nie popadając w nędze? Jak stworzyć przepis, który pomoże ale nie zaszkodzi? Czemu jednym przeszkadza tupanie a kilkaset kilometrów dalej ludzie modlą się żeby im artyleria nie rozpieprzyła domu? Czemu mam się zastanawiać nad losem Ukrainy kiedy sąsiad mi wali po suficie trepami? Co mnie obchodzi życie innych kiedy mam swoje problemy? Czyje problemy są ważniejsze? Jak dobrać proporcje? To wszystko jest niesłychanie trudne do ogarnięcia ale muszę wziąć się w garść i coś wymyślić tylko od czego zacząć i co najważniejsze na czym skończyć? Głowa mnie już boli nie od zakłócania spokoju lecz od głupoty ludzkiej i ku*estwa z którym muszę się codziennie zmagać ale robię to właśnie po to by proporcje zostały dobrane, poświęcam się dla Was mimo, że Wy nie robicie tego dla siebie samych. Kim jestem?
 
Ostatnia edycja:
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra