Zabawa dziecka a zakłocanie spokoju

  • Autor wątku Autor wątku ania1977
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
matematyk1966 napisał:
ja to nie wiem czy jest sens zgłaszać dzielnicowemu. Przyjdzie, zwróci uwagę a buractwo z góry będzie się mścić przez miesiąc za to. Pójdziesz znowu to uznają ciebie za pieniacza co "biednym dzieciom" nie pozwala się bawić. Będzie się buractwo z góry bronić, że to nie ich wina, że budownictwo ma taką akustykę


To tym bardziej ludziska mieszkający i korzystający ze swoich mieszkań powinni brac to pod uwagę, że wszystko słychać ponad miarę.
Ale żeby to pojąć, trzeba mieć przynajmniej 2 komórki mózgowe.. i do tego czynne. No i trochę ogłady.

Jeżeli hałasy są po 22, to nie ma zmiłuj się, tylko telefon na policję.
Obojętne, czy to dzieci biegają, czy mamusia z tatusiem meble przesuwa.

Ja bym nie darowała, i jeszcze raz do dzielnicowego zgłosiła sprawę.
Tylko ,że dzielnicowy, to też musi być chłop z j..... ;)
 
U nas dzielnicowy już nie chce mieć z tym nic wspólnego. Udaje, że go nie ma.
Został mi własnie MOPS albo od razu prośba do sądu rodzinnego o wgląd w sytuację dziecka.
Póki co stukanie w sufit działa. Ale jak się znowu zacznie - nie ma zmiłuj.
 
kiedys mieszkałam 3 miesiące w mieszkaniu, a po tym czasie(w momencie, gdy zaczełam wpadać w nerwicę), kupiłam dom.

sąsiedzi-wyjątkowo złośliwi ludzie- z 2 bachorów, zatruwali nam życie we dnie i w nocy.
Doszlo do tego, że puszczali muzykę o północy na cały regulator(było to disco polo-kto dzis słucha dzico polo???!!! :lol:), zlosliwie tupiąc w parkiet, zaś za dnia zachecali latorośle do np. gry w piłkę w mieszkaniu itp.

były to czasy moich studiów i cieżko mi było sie uczyć do ezgaminów w takiej chorej atmosferze.
powiedziałam dość, gdy sasiad poszczuł swojego psa na naszego szczeniaka.
Teraz mam 2 metrowy płot i problem z głowy.
Życzę wszystkim ciemiężonym przez takich prymitywów SPOKOJU.
 
arjuna napisał:
kiedys mieszkałam 3 miesiące w mieszkaniu, a po tym czasie(w momencie, gdy zaczełam wpadać w nerwicę), kupiłam dom. ....
Teraz mam 2 metrowy płot i problem z głowy......

Ech, szczęściara:smile:
Niestety, nie każdy tak może , z różnych względów.
Zazdroszczę :ok:
 
zakłocanie spokoju

Witam wszystkich!
U mnie problem dotyczy starszej Pani mieszkającej pod moim mieszkaniem. W styczniu razem z moim chłopakiem wykupiłam mieszkanie spółdzielcze własnościowe w dość dużym bloku. Już pierwszego dnia po wprowadzeniu pojawiła się sąsiadka z dołu twierdząc że ją zalewamy (zaznaczę że mieszkanie było rok po całkowitym remoncie kuchni i łazienki, a w budynku 2 lata wcześniej wymieniono wszystkie instalacje). Hydraulik ze spółdzielni stwierdził że właściwie 1 cm plamkę na ścianie przy kratce wentylacyjnej cięzko nazwać zalaniem, tym bardziej że tego dnia wprowadziłam się i nawet nie zdążyłam spuścić wody w toalecie. Po tej sytuacji Pani ponownie zjawiła się przed naszymi drzwiami wypytując o to czy jesteśmy małżeństwem i czy posiadamy dzieci bo ona nie życzy sobie hałasów:-) Zirytowany sytuacją mój chłopak zamknął jej drzwi przed nosem. Oczywiście po tym zaczęła się lawina upierdliwych najść i skarg do spółdzielni . Poprzednia właścicielka poinformowała mnie że miała dokładnie tą samą sytuację z ową delikwentką (oczywiście dopiero jak zapytałam po fakcie).
Wynajmowałam przez 5 lat mieszkania w różnych miejscach w Warszawie i nigdy nie zdarzyła mi się taka sytuacja, zero skarg i pretensji ze strony sąsiadów. Moje pierwsze M, w którym mieszkam ledwie od miesiąca, a ta kobieta zatruwa mi życie. Nawet nie zdążyłam pomyśleć o parapetówce, a już usłyszałam że za głośno tupie i tak naprawdę to jej się nie podoba że w ogóle ktoś tam mieszka. Dodam że w bloku jest naprawdę bardzo cicho, a sąsiedzi na górze też czasem tupią, ale mi to do jasnej nie przeszkadza aż tak bardzo.
Suma summarum na szczęście jeszcze nie otrzymałam żadnego telefonu ze spółdzielni, nie nachodzi mnie policja, nie dostaję żadnych pism. Obawiam się jednak że to tylko kwestia czasu. Ta Pani jest typem chorobliwej zazdrosnej emerytki, która u schyłku życia musi się jakoś wykazać. Czy możecie mi coś podpowiedzieć w tej sytuacji bo naprawdę pierwszy raz mam z czymś takim do czynienia i ręce mi opadły do samej ziemi.
Z góry dziękuję za rady:-)
 
RE: zakłocanie spokoju

hej blanka02 :) najlepiej od razu idź do spółdzielni i opisz swoją sytuację , poproś żeby ktoś z tą Panią porozmawiał, w mojej sytuacji to pomogło, po rozmowie z prezesem moi sąsiedzi jak narazie dali mi spokuj, jeżeli sytuacja będzie się powtarzać zgłoś do dzielnicowego, że jesteś przez nią nękana, to może Pani się uspokoi, pozdrawiam serdecznie :)
 
Dzięki za podpowiedź:-) Na razie wstrzymam się ze wszelkimi skargami, ponieważ spółdzielnia nie reaguje jakoś szczególnie entuzjastycznie na wizyty tej Pani. Nie dostałam żadnego oficjalnego upomnienia, a o wizytach u prezesa informowała mnie tylko sama zainteresowana (np: "byłam u prezesa i powiedział że jak nie.... to....."). Obawiam się że ona po prostu szuka rozrywki i próbuje zwrócić na siebie uwagę (niektórzy ludzie na starość są jak dzieci), więc postanowiliśmy ją olać.
Być może na początku byliśmy dla niej zbyt mili i wydaje jej się ze znalazła głupka do karuzeli. Eh... najgorsze jest to że człowiek zamiast poświęcić się pracy i rodzinie marnotrawi energię i zdrowie zastanawiając się co takiej do łba strzeli.
 
Blanka, zdaję sobie sprawę , że sąsiadka jest uciążliwa w jakiś sposób.
Ale zapominamy , prawie wszyscy, że będziemy TEŻ starsi kiedyś i nikt nie jest w stanie przewidzieć "co nam do łba strzeli" na stare lata.
Czyli: jacy będziemy w wieku lat 65, 78, czy więcej.
Nawet nie zdajemy sobie sprawy jak może nam się osobowość zmienić.

To tylko tak, na marginesie :)
Życzę pozytywnego załatwienia sprawy,zarówno dla Was jak i dla sąsiadki;)
 
Marwika, czyli dla osób starszych jest usprawiedliwienie, a dla dzieci to już nie??? ładnie...
 
A czy ja to powiedziałam?

Wrzuciłam tylko luźną uwagę, bo przypomniało mi się jak to było z moją babcią.

Osobowość dzieci jest do "wymodelowania", bo są dopiero na początku drogi życia. Starszego człowieka, niestety nie zmienisz.
 
ojej oja , ale się stało babcia przyszła kilka razy zwrócić uwagę i wszyscy płaczą. :P
Ludzie nie ośmieszajcie się z takimi problemami. Ja mam 7 dni w tygodniu kilka godzinny sajgon nad głową 9bieganie, skakanie, rzucanie, szuranie) i to jest dopiero problem a nie babulinka.
 
Powiem krótko... są ludzie i parapety. Wiek nie ma tu nic do rzeczy. Mój dziadek ma kłopoty z pamięcią i zdarzają mu się różne sytuacje, ale nigdy nikomu nie robi na złość, ani nikogo nie pomawia. Moim zdaniem to jest tylko i wyłącznie wynik wychowania oraz charakteru. Starość jest esencją naszego życia, jeśli ktoś był ok, taki pozostanie do końca. Ludzie przepełnieni goryczą i złośliwością będą wylewać pomyje na głowy wszystkich tych którzy im nie ustąpią (bo przecież ja jestem najważniejszy, najmądrzejszy), a w wieku 80 lat będą mieli pretensje do wszystkich że zmarnowali swoje życie i wyleją jeszcze więcej pomyj:-). Tego mnie nauczyło życie i zdania nigdy nie zmienię. Pozdrawiam wszystkich.
 
blanka02 też będziesz kiedyś stara i zmęczona. Dla takiej babci na dole, byle co wam spadnie na podłogę to babcia podskoczy z nerwów, serce zacznie jej mocno bić i tętno podskoczy. To jest normalne i każdy myślący to zrozumie. Nie wiem po co się napinasz ze swoimi wywodami, że to babcia życie swe przegrała a ty jesteś super twarda i jej się nie dasz. Oczywiście słabszych od siebie jest łatwo zbesztać, moherową babcie czy dziadka. Założę się, że jej pewnie na złość jeszcze na szpilkach chodzisz po mieszkaniu.
 
Ja laze w szpilkach po suficie, i prowokuje tego szczawia co wlasnie zapiernicza mi po glowie w butach na twardej podeszwie (rzucajac rozne rzeczy po drodze) ;)
 
RE: zakłocanie spokoju

blanka02 napisał:
Moje pierwsze M, w którym mieszkam ledwie od miesiąca, a ta kobieta zatruwa mi życie. Nawet nie zdążyłam pomyśleć o parapetówce, a już usłyszałam że za głośno tupie [...]
Suma summarum na szczęście jeszcze nie otrzymałam żadnego telefonu ze spółdzielni

I nie otrzymasz. A tupiesz za cicho. Cóż, panie tak mają, za bardzo przejmują się tym, co się do nich/o nich mówi :roza:. Bo czasami to trzeba tupnąć głośniej.

Nie wiem jaka taktyka jest najlepsza na Twoją sąsiadkę, ale na pewno nie przejmowania się tym, co mówi. Na twoim miejscu mówiłbym "dzień dobry" na korytarzu, i resztę tego, co mówi ignorował. Jak przychodzi - nie otwierać. Jeśli natrętnie dzwoni, wyłączyć dzwonek na 10 minut.

I czekać na jej wpadkę - albo wtedy będziesz mogła jej wyłożyć co o niej myślisz, albo nawet sama będziesz miała podstawy do jakiejś akcji.

Powtarzam, jako osoba z podobnym doświadczeniem (24 lata na stanowisku "sąsiada z góry") mówię Ci, nie przejmuj się tym co sąsiadka mówi. Normy społeczne to normy, nie widzimisię sąsiadki.
 
RE: zakłocanie spokoju

MuffinMan napisał:
A tupiesz za cicho.
Powtarzam, jako osoba z podobnym doświadczeniem (24 lata na stanowisku "sąsiada z góry") mówię Ci, nie przejmuj się tym co sąsiadka mówi. Normy społeczne to normy, nie widzimisię sąsiadki.

Mogę napisać tylko jedno: jestem pełna podziwu i zarazem współczucia dla Pana sąsiadów - 24 lata pod osobą reprezentującą podobne poglądy, to naprawdę niezły wyczyn. Chyba że sąsiedzi często się zmieniali, co wydaje się w tej sytuacji bardziej prawdopodobne. No cóż, tak też można. Tyle że z zasadami współżycia sąsiedzkiego i wspomnianymi przez Pana normami społecznymi raczej niewiele ma wspólnego.
 
RE: zakłocanie spokoju

Gwoli wyjaśnieina, i celem odstraszenia trolli, rozwijam co miałem na myśli:

MuffinMan napisał:
I nie otrzymasz. A tupiesz za cicho. Cóż, panie tak mają, za bardzo przejmują się tym, co się do nich/o nich mówi :roza:. Bo czasami to trzeba tupnąć głośniej.

Oczywiście nie miałem na myśli złośliwego denerwowania sąsiadki poprzez tupanie, a "wirtualne" tupnięcie, czyli trzymanie się swojego zdania. Wygląda na to, że sąsiadka jest rzeczywiście przewrażliwiona, a nachodzenie z bezpodstawnymi, jak się zdaje, pretensjami do "norm społecznych" moim zdaniem nie należy.
 
Ostatnia edycja:
Muffin wstyd przyznać, ale człowiek czasem czuje się bezsilny w obliczu nowych sytuacji. Nawet tak błahych. Tym bardziej że już mieszkałam w otoczeniu emerytów, którzy byli zawsze bardzo pomocni i mili. Czasem się wydaje że jak będziesz miły i sympatyczny to każdy odwdzięczy się tym samym. Niestety nawet na przykładzie niektórych odpowiedzi na pój post widać że tak nie jest.
Swoją drogą dzisiaj dowiedziałam się u innej sąsiadki, że ta biedna schorowana babulinka przynajmniej trzy razy w miesiącu zasuwa na najbliższy komisariat policji aby złożyć doniesienie na dzieci bawiące się przed blokiem. Podobno biorą narkotyki :-D Pozostały czas wolny spędza u prezesa spółdzielni. Cóż... już myślałam o kupieniu 10 cm wykładziny, ale chyba dam sobie spokój.
 
NaPohybel napisał:
Napisał/a atttttti Zobacz post
ja jestem twarda i nie ulegam, dziecko krzyczy, ja staram sie udawac,ze tego nie slysze

... a wszyscy dookoła popadają w nerwicę bo mama nie potrafi zapanować nad córką. Bezstresowe wychowanie... dla kogo bezstresowe? Ja chcę mieć bezstresowe życie a ludzie tacy jak Pani mi to utrudniają. Pozdrawiam.

NaPohybel - słyszałeś siebie?


Ja mam do powiedzenia tylko jedno w tej sprawie choć kusi mnie, żeby przedstawić swoje pełne zdanie, ale po dłuższym zastanowieniu nie mam ochoty uczestniczyć w tej paranoi tym bardziej, że moja wypowiedź i tak nie zmieniłaby Waszego podejścia (podejścia?).


Moje słowa kieruje do użytkowników negatywnie do dzieci nastawionych:

Chcielibyście, żeby te dzieci (gdy już będziecie zgorzkniałymi i zniedołężniałymi starcami) zapieprzały na Wasze emerytury i wycierały Wam tyłki w domach starców, ustępowały miejsc w tramwaju, autobusie, co? Szczerze Wam życzę, żeby te dzieci wyjechały jak najdalej poza granice tego państwa upośledzanego przez ludzi takich jak Wy! Obyście musieli błagać te dzieci, by wróciły i zapewniły Wam jako taki byt.

Bez komentarza.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra