Nie warto być komornikiem a co za tym idzie aplikantem i asesorem.
Egzamin na aplikację komorniczą jest podobnie trudny jak na inne aplikacje adwokacką czy radcowską.
Po zdaniu egzaminu, trzeba sobie znaleźć kancelarie komorniczą i być w niej zatrudniony.
I tu się zaczyna problem bo: kancelarie komornicze nie chcą zatrudniać aplikantów, którzy nic nie umieją i w piątki ich nie ma bo mają zajęcia z aplikacji.
Więc znalezienie kancelarii raczej niemożliwe, trzeba chodzić po kancelariach i się prosić.
Jak się uda to oczywiście max najniższa krajowa., bo wszędzie tylko marudzą jak to ciężko mają.
Niby mają obowiązek co jakiś czas mieć zatrudnionego aplikanta - ale oczywiście to jest tylko na papieże bo mają to w dupi..e
Praca w kancelarii raczej ciężka, trudne przypadki biedni ludzie, przychodzą co po chwila dziadki że nie mają za co żyć by im odblokować zajęcia. Chodź komornik nic nie może bo działa na wniosek wierzyciela.
Komornicy to specyficzni ludzie.
Aplikacja trwa 2 lata zjazdy piątek sobota co drugi tydzień - zajęcia raczej trudne, co po chwila jakieś kolokwia i egzaminy co jakiś czas - materia bardzo rozstrzelona nie wiadomo na co się przygotować.
Koszt aplikacji to 5900 na rok.
Jak już zdasz egzamin po dwóch latach aplikacji to podchodzisz do trudnego egzaminu na komornika sądowego.
Po zdaniu egzaminu musisz być asesorem komorniczym dwa lata - tu też bardzo często dostaniesz trochę ponad minimalną.
Potem chyba teraz po 5 latach bycia aplikantem musisz otworzyć swoją kancelarie komorniczą - i tu trzeba mieć dużo kasy (biuro, wynajem, pracownik, pozwolenia, zusy, programy, składki członkowskie itp.
Jak otworzysz kancelarię to zaczynasz od zera, nie masz żadnej bazy - masz parę spraw na krzyż (bieda akta), jest ciężko. Zdarzają się przypadki że rezygnują po czasie.
By kancelaria jakoś zarabiała to są długie lata,.
Jest możliwość jeszcze przejęcia istniejącej kancelarii ale to jest mało prawdopodobne.
Więc z doświadczenia powiem że lipa byłem w tym ale zrezygnowałem i tylko szkoda czasu powiem.