witam,
gratuluje koleżankom i kolegom, którzy podobnie jak ja zdali egzamin "krakowski".
Zarówno test, jak i zadania pisemne były dosyć trudne. I nie chodzi tylko o materie zadań, ale i warunki ich rozwiązywania: ręczne pismo, ograniczony czas, odpowiednia forma. Przyznam, że w "realu" nigdy nie puściłbym do obrotu tego, co wówczas stworzyłem. Dobrze, że się udało.
Najbardziej bałem się testu,a okazało się że spokojnie osiągnąlem i znacznie przekroczyłem wymaganą granicę. Pytania były takie, że kierując się..hm,powiedzmy że logiką i zasadami prawniczego rozumowania, można było jednak odpowiedzieć na większość tych trudnych, bo nieoczywistych pytań. Pomijajac durne pytania o terminy (miesiac, dwa, trzy? 7, 14,21 dni?) raczej zaliczyłbym je do problemowych, a nie wyrywkowo sprawdzajacych wiedzę.
Szczerze, to przed testem przeczytałem polowe Kc, połowe KSH i ustawę o swobodzie działalności gospodarczej; przed pozostałymi częściami - wzory. Okazało się,że aplikacja (skończone III lata) należycie przygotowała mnie do egzaminu. Czy także do zawodu - to sie okaże.
Jedna myśl wydaje mi sie oczywista - praktyka czyni mistrza. Kto przez lata zajmuje się prawem w praktyce, ten nie miał chyba problemów. Szkoda że samorządy stawiają sprawę na głowie, dobrze że ustawodawca przywraca porządek rzeczy: Radcą prawnym (adwokatem) zostaje się wraz z rozwojem zawodowym, wszystko jedno gdzie pracując, a nie dlatego, że uczestniczy się w takim czy innym wieloletnim szkoleniu organizowanym przez tą czy inną organizację samorządową. Wszyscy byliśmy aplikantami, teraz będziemy radcami - bo mieliśmy wiedzę, bo zdobyliśmy doświadczenie, bo zostaliśmy zweryfikowani, bo zdaliśmy egzamin radcowski!
