Kolejność stawiania zarzutów, imo, ustalamy wg etapów stosowania prawa:
1. prawo procesowe - na podstawie tych przepisów sąd/organ gromadzi dowody, ocenia je itp.;
2. błąd w ustaleniach stanu faktycznego - zakładamy, że sąd nie naruszył przepisów procesowych, zebrał dowody poprawnie, ocenił właściwie (tzn. dał wiarę tym, którym miał dać wiarę, odmówił, tym, które były mało wiarygodne), ale na podstawie tych dowodów wyciągnął błędne wnioski i stan faktyczny ustalił nieprawidłowo;
3. prawo materialne - zakładamy, że nie ma naruszenia prawa procesowego, stan faktyczny został ustalony prawidłowo, ale nie została do niego zastosowana właściwa norma prawna.
Edit: Moim prywatnym zdaniem, te "zasady" stawiania i "nazywania" zarzutów to jedna wielka bzdura. Jakie jest tutaj ratio legis? Zarzuty często "nachodzą" na siebie, a z żadnego przepisu prawnego nie wynika, że jeżeli np. sąd nie zastosował danego przepisu prawa (czyli naruszył prawo materialne) w wyniku błędnego ustalenia stanu faktycznego, to musimy konieczne sformułować zarzut błędu w ustaleniach a nie naruszenia prawa materialnego.
Gdyby wg ustawodawcy miało to mieć tak ogromne znaczenie, to przecież powinien być wyraźny przepis w przykładowym brzmieniu: "W sytuacji, gdy zdaniem skarżącego sąd naruszył prawo materialne w wyniku błędnego ustalenia stanu faktycznego, skarżący winien podnieść zarzut błędu w ustaleniach faktycznych"...

Albo chociaż: "W sytuacji podniesienia jednego z zarzutów wymienionych w niniejszym artykule wykluczona jest możliwość podniesienia innego z tych zarzutów."
Rozumiem, że może być to zdaniem szanownej komisji błąd, ale ponieważ wynika on jedynie z poglądów doktryny, a nie wyraźnie z przepisu prawa, to absolutnie nie powinien on skutkować z automatu oceną niedostateczną.