C
Coth
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 03.2019
- Odpowiedzi
- 18
Ja może odpowiem za koleżankę. Nie ma co się sugerować, w którym momencie ktoś zaczynał się uczyć. Każdy jest innym człowiekiem, wolimy różne metody nauki, możemy poświęcić na nią więcej/mniej czasu w ciągu dnia, czy też startujemy z różnych pułapów. Oczywistym jest, że osoba świeżo po studiach będzie potrzebowała na naukę mniej czasu, niż osoba, która przez kilka lat z prawem nie miała żadnej styczności. Wiek też ma swoje znaczenie - starszym osobom na pewno jest trudniej przyswajać wiedzę.
Jeżeli chodzi o mnie, uczyć zacząłem się na przełomie lipca i sierpnia. Leciałem metodą, że najpierw czytałem ustawę, a potem robiłem do niej wszystkie pytania jakie były w bazie arslege. Nie korzystałem z żadnych innych źródeł - o Heliosz czy Stepaniuku nawet nie słyszałem. Dokładniej przerabiałem kodeksy, które czytałem po 2-3 razy i ustawy, z których pada więcej pytań. Z drugiej strony nie w ogóle nie tykałem długaśnych, skomplikowanych ustaw (wam radzę to samo, a do takich zamówień publicznych nie podchodźcie nawet na długość kija od szczotki). Im bliżej egzaminu, akcenty były coraz bardziej przesuwane w kierunku robienia testów, ostatni tydzień to w zasadzie klepanie losowych zestawów 150 pytań z arslege, po kilka/kilkanaście takich zestawów dziennie. Efekt końcowy? 111 punktów. Ogólnie egzamin ten nie powodował u mnie większych emocji, mimo, że jestem życiowym pesymistą, tutaj przed, w trakcie i tuż po byłem na 100% pewnym, że zdałem. Aha, do egzaminu podchodziłem tuż po studiach, i raczej jestem osobą, która uczy się o wiele krócej, niż jest to zalecane.
Co do samego egzaminu, mam pewną teorię. Przeciętny zdający jest w stanie odpowiedzieć ze 100% pewnością na 70-80 pytań, natomiast to właśnie umiejętność odpowiedzi na pozostałe pytania determinuje, czy ktoś zda, czy też nie. Chodzi o to, że pytania są tak skonstruowane, że po przerobieniu kilku tysięcy pytań na arslege da się udzielić poprawnej odpowiedzi nie tylko nie widząc jakiejś ustawy na oczy, ale także... nie czytając samego pytania. Trzeba postawić sobie abstrakcyjne pytanie - gdybym był egzaminatorem, to która odpowiedź byłaby poprawna? - i zgodnie z własnym przekonanie tą odpowiedź zaznaczyć. W niektórych pytaniach jest to łatwiejsze do wyczucia, w niektórych trudniejsze, w niektórych wręcz niemożliwe (głównie chodzi o terminy), ale to jest moim zdaniem klucz do zdania egzaminu.
Jeżeli chodzi o mnie, uczyć zacząłem się na przełomie lipca i sierpnia. Leciałem metodą, że najpierw czytałem ustawę, a potem robiłem do niej wszystkie pytania jakie były w bazie arslege. Nie korzystałem z żadnych innych źródeł - o Heliosz czy Stepaniuku nawet nie słyszałem. Dokładniej przerabiałem kodeksy, które czytałem po 2-3 razy i ustawy, z których pada więcej pytań. Z drugiej strony nie w ogóle nie tykałem długaśnych, skomplikowanych ustaw (wam radzę to samo, a do takich zamówień publicznych nie podchodźcie nawet na długość kija od szczotki). Im bliżej egzaminu, akcenty były coraz bardziej przesuwane w kierunku robienia testów, ostatni tydzień to w zasadzie klepanie losowych zestawów 150 pytań z arslege, po kilka/kilkanaście takich zestawów dziennie. Efekt końcowy? 111 punktów. Ogólnie egzamin ten nie powodował u mnie większych emocji, mimo, że jestem życiowym pesymistą, tutaj przed, w trakcie i tuż po byłem na 100% pewnym, że zdałem. Aha, do egzaminu podchodziłem tuż po studiach, i raczej jestem osobą, która uczy się o wiele krócej, niż jest to zalecane.
Co do samego egzaminu, mam pewną teorię. Przeciętny zdający jest w stanie odpowiedzieć ze 100% pewnością na 70-80 pytań, natomiast to właśnie umiejętność odpowiedzi na pozostałe pytania determinuje, czy ktoś zda, czy też nie. Chodzi o to, że pytania są tak skonstruowane, że po przerobieniu kilku tysięcy pytań na arslege da się udzielić poprawnej odpowiedzi nie tylko nie widząc jakiejś ustawy na oczy, ale także... nie czytając samego pytania. Trzeba postawić sobie abstrakcyjne pytanie - gdybym był egzaminatorem, to która odpowiedź byłaby poprawna? - i zgodnie z własnym przekonanie tą odpowiedź zaznaczyć. W niektórych pytaniach jest to łatwiejsze do wyczucia, w niektórych trudniejsze, w niektórych wręcz niemożliwe (głównie chodzi o terminy), ale to jest moim zdaniem klucz do zdania egzaminu.