M
Maarten
Nowy użytkownik
- Dołączył
- 10.2017
- Odpowiedzi
- 3
Jako pierwszoroczny aplikant, zestawiając swoje doświadczenia z doświadczeniami koleżanek i kolegów, mogę stwierdzić: nie ma uniwersalnej metody przygotowania się na ten egzamin. Dobrych sposobów jest tyle, ile osób, którym się udało 
Wydaje mi się jednak, że zanim przystąpicie do nauki (swoją drogą jest jeszcze strasznie dużo czasu, nawet jeśli jesteście X lat po studiach), warto ogarnąć mniej więcej proporcje pytań z poszczególnych ustaw - tak, by nie tracić czasu na głupoty. Moim zdaniem mija się z celem czytanie obszernych ustaw, takich jak Prawo własności przemysłowej czy Prawo ochrony środowiska po to, by na końcu odpowiedzieć na raptem jedno pytanie. I tak na końcu może się okazać, że pytanie będzie na tyle szczegółowe, że odpowiecie źle, albo (częściej) na tyle proste, że da się dobrze strzelić.
Radziłbym natomiast zmaksymalizować czas poświęcony nad kodeksami - kodeksy + Konstytucja + PrAdw/ustawa o radcach to z reguły ~90 pytań. Ogarniając je na poziomie 75-80% (czyli zostawiając margines na pytania bardzo szczegółowe albo błędy wynikające ze stresu) - macie już koło 70 punktów i do upragnionej setki zostanie wam już tylko ok. 30/60 pkt. z pozostałych ustaw. A doświadczenie na arslege pokazuje, że często da się rozwiązać test na powyżej 50% nie mając zielonego pojęcia o akcie
Do kodeksów dorzuciłbym krótkie ustawy, z których co roku są pytania, np. ustawy o RPO.
Ja osobiście przeczytałem po kilka razy właśnie te podstawowe ustawy, dorzuciłem do tego te "lżej strawne" mniejsze ustawy, z reszty oparłem się wyłącznie na testach ArsLege, co przyniosło efekt w postaci 120 punktów. Rzeczywiście, ArsLege ma swoją specyfikę i nie w pełni odpowiadają realiom egzaminacyjnym (czasem są aż śmiesznie łatwe, czasem absurdalnie szczegółowe), ale dla mnie ich niepodważalnym atutem jest to, że... trochę wciągają. Oczywiście, po kilku tygodniach intensywnej nauki szczerze ich się nienawidzi, ale też kiedy wchodzi nawyk "trzaskania" teścików w tramwaju, poczekalni u lekarza, w łóżku, nawet nie wiadomo kiedy przyswaja się wiedzę. Ślęcząc nad wszystkimi ustawami i czytając je od "deski do deski" można łatwo się rozproszyć, zniechęcić ich obszernością, a na końcu i tak stwierdzić, że nie pamięta się wielu szczegółów.
Musicie przyjąć założenie - waszym celem jest zdanie tego egzaminu, a nie zdobycie kompleksowej, uporządkowanej wiedzy z 50 ustaw, bo to drugie jest niewykonalne.
To nie jest wcale trudny egzamin - trzeba tylko obrać odpowiednią taktykę. Powodzenia!
Wydaje mi się jednak, że zanim przystąpicie do nauki (swoją drogą jest jeszcze strasznie dużo czasu, nawet jeśli jesteście X lat po studiach), warto ogarnąć mniej więcej proporcje pytań z poszczególnych ustaw - tak, by nie tracić czasu na głupoty. Moim zdaniem mija się z celem czytanie obszernych ustaw, takich jak Prawo własności przemysłowej czy Prawo ochrony środowiska po to, by na końcu odpowiedzieć na raptem jedno pytanie. I tak na końcu może się okazać, że pytanie będzie na tyle szczegółowe, że odpowiecie źle, albo (częściej) na tyle proste, że da się dobrze strzelić.
Radziłbym natomiast zmaksymalizować czas poświęcony nad kodeksami - kodeksy + Konstytucja + PrAdw/ustawa o radcach to z reguły ~90 pytań. Ogarniając je na poziomie 75-80% (czyli zostawiając margines na pytania bardzo szczegółowe albo błędy wynikające ze stresu) - macie już koło 70 punktów i do upragnionej setki zostanie wam już tylko ok. 30/60 pkt. z pozostałych ustaw. A doświadczenie na arslege pokazuje, że często da się rozwiązać test na powyżej 50% nie mając zielonego pojęcia o akcie
Ja osobiście przeczytałem po kilka razy właśnie te podstawowe ustawy, dorzuciłem do tego te "lżej strawne" mniejsze ustawy, z reszty oparłem się wyłącznie na testach ArsLege, co przyniosło efekt w postaci 120 punktów. Rzeczywiście, ArsLege ma swoją specyfikę i nie w pełni odpowiadają realiom egzaminacyjnym (czasem są aż śmiesznie łatwe, czasem absurdalnie szczegółowe), ale dla mnie ich niepodważalnym atutem jest to, że... trochę wciągają. Oczywiście, po kilku tygodniach intensywnej nauki szczerze ich się nienawidzi, ale też kiedy wchodzi nawyk "trzaskania" teścików w tramwaju, poczekalni u lekarza, w łóżku, nawet nie wiadomo kiedy przyswaja się wiedzę. Ślęcząc nad wszystkimi ustawami i czytając je od "deski do deski" można łatwo się rozproszyć, zniechęcić ich obszernością, a na końcu i tak stwierdzić, że nie pamięta się wielu szczegółów.
Musicie przyjąć założenie - waszym celem jest zdanie tego egzaminu, a nie zdobycie kompleksowej, uporządkowanej wiedzy z 50 ustaw, bo to drugie jest niewykonalne.
To nie jest wcale trudny egzamin - trzeba tylko obrać odpowiednią taktykę. Powodzenia!