a priori napisał:
A którego ze słów w wypowiedzi Yossariana nie zrozumiałeś?
Nie zrozumiałem tego, czy "brednie" dotyczą całego akapitu, czy też tylko któregoś z fragmentów.
Skoro jesteś prawnikiem, to na pewno mnie poprzesz, że w prawie istnieje coś takiego, jak litera prawa, duch prawa oraz praktyka jego stosowania. Są to trzy autonomiczne obszary, które nie muszą od siebie zależeć. Np. do praktyki stosowania prawa należy ostatnio wyraźne zmniejszenie (wbrew żądaniom prokuratur) liczby stosowanych aresztów, pod wpływem wyraźnej krytyki prasowej.
Do praktyki stosowania prawa należy też niewielka skuteczność egzekucji niewielkich grzywien. Oczywiście organ będzie "straszyć" dłużnika, wysyłać mu ponaglenia, doliczać kolejne koszty ponagleń, z tym, że nic z tego nie wyniknie, o ile dłużnik się nie ugnie.
Na tym forum udziela się porad. Łatwo zauważyć, że nie udzielają ich zawodowi prawnicy, którzy nie są przyzwyczajeni do udzielania bezpłatnych porad. Udzielają ich amatorzy, tacy jak ja, albo w oparciu o własne doświadczenia, albo przemyślenia wynikające z kwerendy prasowej lub internetowej. Czy takie rady są mniej warte ? Niekoniecznie, na co może wskazywać przypadek Sz. Arjuny.
Czy nie można stosować porad w obszarze "praktyki prawa" ? Również niekoniecznie. Najgorszym wrogiem obywatela jest bowiem niewiedza, zwłaszcza dotycząca procedur. Dajmy więc przykład z obszaru praktyki : mandat wystawiony przez policjanta. Beneficjentem jest urząd wojewódzki (UW). W momencie wystawienia mandatu wie o nim tylko dłużnik i policjant. Inni się dowiedzą, jak policjant zda wykorzystany bloczek mandatów. Jeżeli jest "mało upierdliwy", to może nastąpić to po roku (w PRLu bywało i po 2. latach, gdy mandat już się przedawnił (wtedy okres przedawnienia wynosił 2, a nie 3 lata, jak obecnie). To i tak nie było najśmieszniejsze : kiedyś we Francji wszystkie mandaty przedawniały się z końcem roku; wystawiony 31 grudnia - już po kilku godzinach.). Policjant zdaje bloczek. Zanim UW się o tym dowie, że był mandat, który nie został opłacony, mija kolejne kilka miesięcy. Urząd zgłasza dłużnika do lokalnego urzędu skarbowego (US). Na marginesie, nie jestem pewien, czy jest to procedura zgodna z prawem (na początku na pewno nie była), tj. czy do ustawowych obowiązków komorników US wpisano ściąganie grzywien, wystawionych poza US. Jeżeli nie, to równie prawnie skutecznie UW mógłby podpisać umowę cywilno-prawną o pomocy w ściąganiu grzywien z np. kierownikiem najbliższego sklepu z obuwiem. Umowa cywilno-prawna nie jest bowiem prawnym przeniesieniem właściwości egzekucyjnych komorników sądowych na inny podmiot.
Ale cóż, tak jak policjant ma pistolet, tak US często może położyć rękę na pieniądzach podatnika, w tym przypadku nie wiadomo, czy zgodnie z prawem.
Reasumując, przeszkody różnego rodzaju, mogą niekiedy zniechęcić dany organ do egzekucji prawa, i nie jest to kwestia z obszaru "litery", lecz "praktyki". Czy o tej "praktyce", mającej też wpływ na losy osób zadających tu pytania nie należy również informować ?
Przejdźmy do Yossariana :
"Jednak masz 99 % szans, że zostaniesz obwiniony przed sądem (grodzkim), a ten ci w postępowaniu zaocznym przywali grzywnę."
Nie wiem co tu jest nieprawdą lub bzdurą. Czy nie jest prawdą, że sądy w postępowaniu zaocznym na wniosek SM/policji w praktyce bez rozpatrywania sprawy akceptują wnioski o ukaranie ?
"Od wyroku wtedy należy się odwołać (zostanie automatycznie anulowany),"
J. wyż. A może po odwołaniu nie zostanie anulowany ?
"prosząc jednocześnie sąd, aby z uwagi na ekonomikę postępowania, sprawa została przeniesiona do sądu rejonowego, właściwego dla Twego miejsca zamieszkania."
Mamy już opisany tu przypadek, gdy sąd ku zaskoczeniu obwinionego, sam to uczynił bez jego wniosku. Sądy są zawalone sprawami. Jaki sąd nie przychyli się do wniosku o przeniesienie sprawy ?
"Wtedy SM raczej sprawę porzuci, i po pewnym czasie się przedawni."
Nie wyobrażam sobie, aby przestawiciel SM jeździł na (z reguły) kilka rozpraw np. z Kołobrzega do Krakowa. Ale jeżeli takie przypadki w Polsce już miały miejsce, to chętnie się z nimi zapoznam.
"Ty natomiast do tego sądu będziesz mógł składać wnioski, m.in. powyższe, na które oni prawie na pewno nie odpowiedzą. Wtedy sprawa zostanie zawieszona aż do przedawnienia."
Wystarczy, że sąd na wniosek obwinionego poprosi SM o dostarczenie kserokopii zgody KPP na wykonywanie pomiaru prędkości, oraz o dowód w postaci udokumentowania dokładnego miejsca wykonania pomiaru. Przypadek Arjuny pokazał, że SM może się nie wywiązać ani z jednego, ani z drugiego. Intuicja mi podpowiada, że w takim przypadku, SM w ogóle sądowi nie odpowie (tj. z prawnego punktu widzenia będzie zwlekać z odpowiedzią). Sąd (także "praktyka") nie zareaguje. Bowiem nie sąd będzie wtedy winny za przedawnienie się wykroczenia.
Kto tu pisze bzdury, niech czytelnicy sami ocenią.