barteks2 napisał:
Czyli najprościej jest podać co najmniej dwie osoby, które MOGŁY w tym czasie kierować autem i sprawa powinna być umorzona
Oczywiście jedynie w przypadku, gdy nie jest dobrze widoczna twarz kierowcy.
W demokratycznym państwie prawnym, którym Rzeczpospolita rzekomo jest, tak powinno być. W takim państwie obwiniony nie ma obowiązku przyznania się do winy; nie ma też obowiązku sam szukać winnego, a na władzy publicznej ciąży obowiązek dowiedzenia mu winy (jeżeli nie potrafią wykonać kontrastowego zdjęcia twarzy kierowcy, to same sobie są winne). Polska jest jednakże państwem policyjnym, z czego mało kto zdaje sobie sprawę. Właściwie, to jest państwem "mieszanym". Mamy reakcyjne służby i (niekiedy) niezawisłe sądy, niewrażliwe na ich naciski. Właściwie, to nawet nie jest to wina służb, lecz posłów (a także społeczeństwa), którzy im na to pozwalają.
Już dawno temu powinno dojść do przeglądu ustaw, rodem z PRL, bądź to wprost niezgodnych z literą Konstytucji RP, bądź z jej duchem (tj. z istotą funkcji demokratycznego państwa prawnego).
Społeczeństwo z kolei jest bierne : brak jest organizacji skutecznie pomagających obywatelom w walce z samowolą służb, brak konsekwencji u osób, w przypadku których wnioski służb o ich ukaranie zostały przez sądy oddalone. W każdym przypadku oddalenie wniosku powinno pociągać za sobą kontrwniosek do prokuratury o zbadanie, czy nie doszło do przestępstwa niedopełnienia obowiązków (niewłaściwa interpretacja przepisów też się tu zawiera) lub próby wyłudzenia kwot pieniężnych.
Gdyby do mnie przyszło pisemne wezwanie z formularzem do wypełnienia, już tu opisanym, to bym odpowiedział zgodnie z prawdą, że było dwóch kierowców, gdyż prawie w 100 % zawsze jeżdżę z małżonką, raz ona, a raz ja, a na dłuższych trasach wymieniamy się prowadzeniem. Nikt nie ma obowiązku po 2 lub trzech miesiącach pamiętać, kto prowadził samochód w miejscowości, której nazwa się zwykle przeciętnemu kierowcy z niczym nie kojarzy. Jeżeli jednakże służby uważają, że ma, a na dodatek wskazać konkretnego sprawcę wykroczenia, to jest niezbędne, aby obywatele żelaznym drągiem ich zaczęli z tego mniemania wyprowadzać. Ja bym więc udzielając służbom odpowiedzi takiej, jaką bym uważał za słuszną, jednocześnie skierował wniosek do ich prokuratury rejonowej z PODEJRZENIEM popełnienia przestępstw :
- przekroczenia uprawnień
- poświadczenia nieprawdy
- próby wyłudzenia pieniędzy (w przypadku straży miejskiej - jest osobiście zainteresowana ściąganą grzywną). Formularz przez nich rozsyłany przypomina nieco "czy przestał już Pan bić małżonkę ?". Każda z zakreślonych opcji w zamiarze służb ma się skończyć skazaniem. Tymczasem ustawa narzuca jedynie obowiązek podania KOMU właściciel udostępnił samochód. W ustawie nawet nie ma obowiązku, aby właściciel potwierdził (lub zaprzeczył), że sam prowadził.
Formularz zgodny z ustawą powinien mieć tylko cztery opcje :
1. Czy samochód posiada współwłaściciela (np. współmałżonek nawet nie wpisany do dowodu rejestracyjnego jest współwłaścicielem) : NIE, TAK (personalia) ....
2. Komu został udostępniony (imiona, nazwiska, adresy z kodem) ....
3. Nie pamiętam ...
4. Uwagi dodatkowe .... .
Wszelkie inne formularze, stanowią radosną twórczość służb, nieumocowaną w ustawie, wyczerpującą katalog w/w przestępstw.
Od prawdopodobnej decyzji prokuratury o odmowie wszczęcia postępowania przeciwko służbom, należy odwołać się do jednostki nadrzędnej. Gdyby ta zwróciła jednak sprawę do ponownego rozpatrzenia, to praktyka w Polsce jest taka, że zakończy się to oskarżeniem służb (sam kiedyś rozmawiałem z prokuratorem na ten temat - "dalej to już nie moje zmartwienie; niech się martwi sąd".).
Temu, komu w takim przypadku uda się nawet tylko posadzić przedstawiciela służb na ławie oskarżonych, społeczeństwo w przyszłości powinno wystawić pomnik. Nikt i nic nie jest i nie będzie w stanie przymusić służb do demokracji, jak świadomość o koledze na ławie oskarżonych.
kejcz napisał:
Witajcie,
No to co w takim razie w swietle obowiązującego prawa i praktyki stosowanej przez straż gminną zrobić w sytuacji otrzymania zdjęć sprzed ponad miesiąca na których widoczny jest jedynie tył auta wraz z rejestracją ? Na zdjęciu nie widać kierowcy, a jego identyfikacja po uplywie tak długiego czasu jest niemożliwa.
Jak konczą sie tego typu sprawy ? Czy sprawy trafiają do sądu rejonowego (nie jest mi to na reke, fotka zostala wykonana daleko od miejsca zamieszkania), czy postepowanie toczy sie korespondencyjnie ?
Będę wdzieczny za wszelkie rady.
Pozdrawiam
Kejcz
Proszę przeczytać posty w tym wątku. Są tam wszystkie odpowiedzi na zadane pytania.
Żądania straży miejskiej nie wolno zlekceważyć, gdyż akurat to, i TYLKO TO, skończy się niechybnym ukaraniem.
Postępowanie i tak będzie się toczyć przed sądem rejonowym, właściwym dla miejsca zdarzenia, gdyż od daty zdarzenia minął ponad miesiąc, a straż miejska nawet jeżeli kłamliwie proponuje mandat, to i tak skieruje sprawę do sądu.
Jeżeli właściciel samochodu z kimś innym prowadził go wymieniając się na trasie prowadzeniem, to z oczywistych względów nie może, nawet gdyby chciał, podać, kto faktycznie prowadził. Dlatego nawet jeżeli w dostarczonym formularzu jest miejsce tylko na jedną osobę, której właściciel udostępnił samochód, należy go skserować i wpisać także samego siebie (sobie, z oczywistych względów, też może udostępnić samochód). Do tego najlepiej dołączyć krótkie pismo z wyjaśnieniem , j.w.
Jeżeli pomimo tego w trybie zaocznym właściciel zostanie ukarany, to zgodnie z instrukcją powinien odwołać się do tego samego sądu. W dostarczonym formularzu należy napisać, że z oczywistych powodów właściciel nie wie, kto prowadził (straż nie dostarczyła mu fotografii twarzy kierowcy). Do winy się nie przyznaje, a według niego w "demokratycznym państwie prawnym" (Art. 2 i Art. 42, ust. 3 Konstytucji RP to nie on musi udowodnić swą niewinność, lecz władze muszą udowodnić mu winę).
Obwiniony nie ma obowiązku osobistego stawiennictwa przed sądem. Wystarczy, że wpisze powyższe do stosownego formularza, a sąd sam bez jego obecności powinien sprawę umorzyć.
DeMaDeS napisał:
Witam ponownie, nie często się tu odzywam, bo zwykle nie mam do tego powodów, niestety tym razem nie czuję się na siłach do samodzielnego załatwienia sprawy, gdyż moja znajomość przepisów okazała się nie aktualna a po przeczytaniu całego tematu na forum.. mam więcej pytań niż jasnych odpowiedzi.
Otrzymałem zdjęcie tyłu samochodu wykonane 30 sierpnia oraz propozycję stawienia się na komendzie straży gminnej 200km od miejsca zamieszkania.
W zaproszeniu jest propozycja przyznania się, ale kwota i ilość punktów nie została zaproponowana.
Druga propozycja to podanie osoby, która prowadziła samochód.
Co z tym fantem zrobić? Po sytuacjach typu: Pan X się przyznał i dostał mandat wyższy niż powinien, nie bardzo mam ochotę pójść w jego ślady. Chciałbym też uniknąć wizyty w tamtych okolicach.
Byłbym bardzo wdzięczny za zobrazowanie aktualnego stanu przepisów odnoszących się do powyższej sytuacji.
Trzeba odpowiedzieć pismem poleconym. Przeczytać odpowiedź dla Kejcza.