Fotoradary

  • Autor wątku Autor wątku ewawlkp
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Podczytuję cię od dawna Ursus21. Bardzo dziękuję za Twoje porady!
Postąpiłam dokładnie tak, jak radziłeś w przypadku zdjęcia z fotoradaru pojazdu od tyłu (dwóch kierowców w samochodzie) i ewidentnie SM ma wielki problem co zrobić w tej sytuacji :).
Do zdarzenia oczywiście doszło w Pomorskiem - od tamtego czasu nie jeżdżę nad polskie morze, bo to jest za kosztowne.

Czekam już kilka miesięcy na skierowanie sprawy do sądu, ale oni wolą się wymieniać listami. W pewnym momencie się wkurzyłam i napisałam, że kończę z nimi korespondencję, jeśli nie mają żadnych nowych pytań do sprawy (obawiałam się, że znaczkami pocztowymi zapłacę równowartość mandatu).

Sprawa gmatwa się Straży o tyle, że samochód jest własnością moją i matki. Matka jest głównym właścicielem, a w czasie zdarzenia była w pracy. W związku z powyższym napisała tylko, że nie była świadkiem zdarzenia, a samochód udostępniła mnie i mojej teściowej do kierowania.

Strażnicy najpierw się upierali, że muszę wskazać kierowcę (a wskazywałam dwóch użytkowników - siebie i teściową).
Potem sugerowali, że zmyśliłam sobie drugiego kierowcę (powoływali się na artykuł pt "Kto wprowadza uprawniony organ umyślnie w błąd...").
A następnie wpadli na "genialny" pomysł, że skoro mnie matka wymieniła na pierwszym miejscu, jako użytkownika pojazdu i ja sama siebie wymieniałam na pierwszym miejscu, to na pewno ja jestem winna.

Ich błędem jest to, że nie wysłali zapytania "kto kierował?" do drugiego kierowcy. Czepiają się wyłącznie mnie, właściciela pojazdu, który nie pamięta takiego zdarzenia, a nie chce wskazywać na winnego drugiego kierowcę, bo a nuż fałszywie go oskarży?

Od pół roku, w każdym kolejnym piśmie piszą, że właśnie przygotowali wniosek o ukaranie do Sądu.

Teraz nasłali Straż Miejską z mojego miejsca zamieszkania na matkę (jako współwłaściciela) by potwierdziła na piśmie, że jej wcześniejsze pisemne oświadczenie było zgodne z prawdą.
Niestety, przepisy dają taką możliwość SM.
Ale mam wątpliwość, czy to jest zgodne z konstytucją? Przecież SM jest organem gminy, a nie państwowym. SM w innej gminie jest odrębną jednostką, z innym regulaminem, finansowaniem. To przekazywanie moich danych osobowych pomiędzy odrębnymi jednostkami samorządowymi.

Zastanawiam się, czy uciąć sprawę przesyłając pisemne oświadczenie drugiego użytkownika, że to on kierował, ale bał się mnie do tego przyznać?
Minęło już kilka miesięcy od zdarzenia, więc mandatu chyba i tak nie wystawią a ja będę kryta. Bo nie przeprowadzili czynności wyjaśniających przez 30 dni od daty podania przeze mnie osoby drugiego użytkownika.

Czy czekać cierpliwie na upłynięcie roku lub pismo z Sądu?

BTW. Sztuczki z prośbą o przedstawienie dokumentu legalizacji fotoradaru, zgody Policji i atestu jeszcze z nimi nie przerabialiśmy :)
 
Ostatnia edycja:
Słowianka napisał:
Czekam już kilka miesięcy na skierowanie sprawy do sądu, ale oni wolą się wymieniać listami.
Sprawa gmatwa się Straży o tyle, że samochód jest własnością moją i matki. Matka jest głównym właścicielem, a w czasie zdarzenia była w pracy.

Strażnicy najpierw się upierali, że muszę wskazać kierowcę (a wskazywałam dwóch użytkowników - siebie i teściową).
Potem sugerowali, że zmyśliłam sobie drugiego kierowcę (powoływali się na artykuł pt "Kto wprowadza uprawniony organ umyślnie w błąd...").
A następnie wpadli na "genialny" pomysł, że skoro mnie matka wymieniła na pierwszym miejscu, jako użytkownika pojazdu i ja sama siebie wymieniałam na pierwszym miejscu, to na pewno ja jestem winna.

Ich błędem jest to, że nie wysłali zapytania "kto kierował?" do drugiego kierowcy.
Od pół roku, w każdym kolejnym piśmie piszą, że właśnie przygotowali wniosek o ukaranie do Sądu.

Teraz nasłali Straż Miejską z mojego miejsca zamieszkania na matkę (jako współwłaściciela) by potwierdziła na piśmie, że jej wcześniejsze pisemne oświadczenie było zgodne z prawdą.
Niestety, przepisy dają taką możliwość SM.

To przekazywanie moich danych osobowych pomiędzy odrębnymi jednostkami samorządowymi.

Zastanawiam się, czy uciąć sprawę przesyłając pisemne oświadczenie drugiego użytkownika, że to on kierował, ale bał się mnie do tego przyznać?
Minęło już kilka miesięcy od zdarzenia, więc mandatu chyba i tak nie wystawią a ja będę kryta. Bo nie przeprowadzili czynności wyjaśniających przez 30 dni od daty podania przeze mnie osoby drugiego użytkownika.

Czy czekać cierpliwie na upłynięcie roku lub pismo z Sądu?

BTW. Sztuczki z prośbą o przedstawienie dokumentu legalizacji fotoradaru, zgody Policji i atestu jeszcze z nimi nie przerabialiśmy :)

Jeżeli choć w którymś piśmie zamiast sformułowania "komu powierzył" użyli sformułowania " kto kierował", to sami się podłożyli. Aby więc skrócić Twoje cierpienia proponuję do nich list, już ostatni, w którym to liście należy podreślić następujące motywy (na wstępie napisz, że zasięgnęłaś opinii prawnej, stąd nowe wątki w Twoim piśmie) :

1. SM przyjmuje, że do wykroczenia na pewno doszło, a nie jest to takie pewne. Wykroczenie bowiem jest to czyn społecznie szkodliwy. Może to potwierdzić Komendant KP Policji wydając SM zgodę na dokonywanie pomiaru prędkości na danym odcinku drogi w danym okresie czasu. Prosisz o przekazanie kopii zgody komendanta.

Ponadto na funkcjonowanie FR wpływ mogą mieć lokalne źródła promieniowania elektromagnetycznego. Dlatego miejsce posadowienia FR musi mieć atest. Bez niego pomiar jest nielegalny, a wynik niewiarygodny. Prosisz o kopię atestu OUM miejsca posadowienia FR.

2. Używając sformułowania "kto prowadził" (lub podobnego), SM popełniła przestępstwo dezinformacji obywatela odnośnie właściwości przepisu, na który się powołała. Przepis bowiem brzmi "komu powierzył", co absolutnie nie jest synonimem "kto prowadził". Ustawodawca na pewno nie popełnił tu błędu literowego. Jest bowiem bardzo wiele sytuacji, gdy właściciel samochodu nie wie, nawet gdyby chciał, "kto prowadził", np. samochód firmowy, np. wypożyczenie samochodu na urlop zaprzyjaźnionemu małżeństwu. Przepis nie wymaga od właściciela przeprowadzenia śledztwa, tylko przekazania organowi listy "podejrzanych" ("komu powierzył").

PS. Powołujesz się na jakiś przepis dotyczący SM, która (jakoby) w ramach pomocy prawnej mogła korzystać z usług SM w innym województwie. Możesz przytoczyć ?
 
Na pewno ani razu nie użyłam w swoich pismach sformułowania "kierował". Zawsze podawałam "użytkownicy pojazdu w dniu". Nie mogłam podać kto kierował, skoro w tym dniu kierowaliśmy na zmianę i nie pamiętamy kiedy się wymienialiśmy.
Natomiast oni za każdy razem pisali, że mam wskazać kierowcę, a nie użytkowników i mam sama się dowiedzieć i wyjaśnić kto kierował.
Dlatego im napisałam, że ja tego nie zrobię, bo mogłabym przypadkowo oskarżyć niewinną osobę :) Pisałam też im, że ustawodawca dał właścicielowi pojazdu wybór we wskazaniu: "kierowcy LUB użytkownika pojazdu".

Jeśli chodzi o poproszenie o pomoc inną straż gminną to reguluje to np. Art. 12a Ustawy o strażach gminnych (po nowelizacji)
 
Witam!

Na początek - witam szanowne grono forumowiczów! Rzuciłem szybko okiem na strukturę forum i nie widzę czegoś na kształt powitalni, więc witam się tu - Wojtek jestem, miałem ze 3 semestry prawa na studiach, trochę sam poczytałem, ergo - jestem kompletnym amatorem :cool:

Ale do rzeczy - temat standardowy, choć jak zwykle ciut inny :)

Sytuacja fotoradarowa mojego brata jest następująca:

- radar przenośny SM
- na fotce - motocykl mojego brata z mało widocznymi numerami, sfotografowany od tyłu
- na tej samej fotce - dostawczy Lublin, wzięty "od przodu"
- w Lublinie - wycięta komputerowo rejestracja i twarz kierowcy
- poniżej fotki Lublina - biały, wycięty prostokąt. Motocykle mają rejestracje z grubsza kwadratowe. Ten prostokąt wygląda dokładnie tak, jakby SM powiększyła z tej samej foty również blachy owego Lublina, ale oczywiście brat dostał fotę bez tych numerów.

Zaproponowałem bratu pisemko do SM. Moim zdaniem wątpliwości są następujące...

1. czy fotoradar mógł zrobić fotkę Lublinowi?
2. czy fotoradar mógł być zakłócony przez fakt, że mijały się dwa pojazdy? Na focie widać, że motocykl właśnie wymija Lublina. Komu zmierzył prędkość? Czy to się da ustalić?
3. Oczywiście twarz kierującego jest niewidoczna - kierujący ma kask (to byłem ja albo brat, nie pamiętam, bo się często wymieniamy motocyklami i mamy takie same kaski)

Oczywiście SM marzy o gotówce w kasie.

I tu pytania:

1. Czy skierowanie zapytania do SM o lepszą fotkę, zgodę na wykonywanie pomiarów od Policji itd. zatrzymuje czas na przyjęcie mandatu?
2. Jak zrozumiałem, w razie nieprzyjęcia mandatu, SM kieruje sprawę do sądu a sąd zwykle wydaje wyrok nakazowy. Od niego można się odwołać i kilka spraw ukarani już wygrali. Czy jest jakaś szansa, żeby nie kierować sprawy do sądu? Temat jest bardzo wątpliwy, dwa pojazdy na fotce, nie wiadomo kto prowadził motocykl... jak odpisać SM?
3. Ten prostokąt pod Lublinem mnie bulwersuje, bo wygląda na to, jakby wysłali tę fotę nie tylko do brata, ale i do kierowcy Lublina. Czy to jest prawnie dozwolone? Nie wiedzą kto, więc "a nuż uda się wyrwać od obu?"

pozdrawiam,
Wojtek
 
Słowianka napisał:
Na pewno ani razu nie użyłam w swoich pismach sformułowania "kierował". Zawsze podawałam "użytkownicy pojazdu w dniu". Nie mogłam podać kto kierował, skoro w tym dniu kierowaliśmy na zmianę i nie pamiętamy kiedy się wymienialiśmy.
Natomiast oni za każdy razem pisali, że mam wskazać kierowcę, a nie użytkowników i mam sama się dowiedzieć i wyjaśnić kto kierował.
Dlatego im napisałam, że ja tego nie zrobię, bo mogłabym przypadkowo oskarżyć niewinną osobę :) Pisałam też im, że ustawodawca dał właścicielowi pojazdu wybór we wskazaniu: "kierowcy LUB użytkownika pojazdu".

Jeśli chodzi o poproszenie o pomoc inną straż gminną to reguluje to np. Art. 12a Ustawy o strażach gminnych (po nowelizacji)
Widzę, że czytanie przepisów nie jest Ci obce, gdyż prawidłowo zinterpretowałaś art. 12a UoSG.

Natomiast gorzej jest z tym "kierowcą". Dlatego jeszcze raz cytuję art. 78, ust. 4 PoRD, wraz z dodatkową interpretacją :
"Właściciel lub posiadacz pojazdu jest obowiązany wskazać na żądanie uprawnionego organu, komu powierzył pojazd do kierowania lub używania w oznaczonym czasie, chyba że pojazd został użyty wbrew jego woli i wiedzy przez nieznaną osobę, czemu nie mógł zapobiec."

A więc nie "kto kierował", lecz "komu powierzył". To po pierwsze. A po drugie nawet ze sformułowania "powierzył pojazd do kierowania", nie wynika, że ten ktoś NA PEWNO NIM KIEROWAŁ. Mógł bowiem zasłabnąć (i pokierował ktoś inny), mógł też samowolnie dać komuś kierownicę.

Morał z tej bajki jest krótki i wszystkim znany, to tylko wiemy, co zobaczymy sami. Właściciel na 100 % nigdy nie wie, czy osoba, której "powierzył", na pewno samochodem "kierowała". Formalnie to właściciel nawet nie ma prawa złożyć oświadczenia "kto kierował", skoro kierującego nie widział na własne oczy.

Przypominam powtórnie, że zaimek "komu" dotyczy też liczby mnogiej, a żaden przepis prawa, w tym cyt. powyżej, nie precyzuje, że musi to być na pewno jedna osoba.

Jeżeli jest prawdą, że w piśmie (pismach) SM domaga(ła) się od Ciebie oświadczenia "kto kierował", a oprócz Twojej osobistej sprawy leży Ci na sercu praworządność i przyszłość naszej Ojczyzny, to proponuję, wręcz proszę, o napisanie pisma do prokuratora rejonowego (z rejonu SM) z PODEJRZENIEM SM popełnienia przestępstwa z art. 271 KK :
"Art. 271. § 1. Funkcjonariusz publiczny lub inna osoba uprawniona do wystawienia dokumentu, która poświadcza w nim nieprawdę co do okoliczności mającej znaczenie prawne, podlega karze pozbawienia wolności od 3 miesięcy do lat 5.
§ 2. W wypadku mniejszej wagi, sprawca podlega grzywnie albo karze ograniczenia wolności.
§ 3. Jeżeli sprawca dopuszcza się czynu określonego w § 1 w celu osiągnięcia korzyści majątkowej lub osobistej, podlega karze pozbawienia wolności od 6 miesięcy do lat 8."

Mamy tu SM, która jest uprawniona do wystawienia dokumentu (wezwania właściciela do złożenia oświadczenia), poświadcza w nim nieprawdę do do treści przepisu prawa (art. 78, ust.4), przez co może (kogoś, kto uwierzy władzy na słowo, a przepisu nie czyta) zdezinformować obywatela w kwestii jego praw i obowiązków. Ponadto można domniemywać, że funkcjonariusze SM mogą to robić w celu osiągnięcia korzyści osobistej (lepiej są postrzegani przez burmistrza, gdy pozyskają dla budżetu gminy większą kwotę grzywien), albo wręcz majątkową (niewykluczone, iż ich premia jest uzależniona od kwoty grzywien).

Złożenie takiego pisma w praktyce zamknie Twoją sprawę. Prokurator rejonowy ("kruk krukowi ..."; zwłaszcza, jeżeli prokurator jest żoną szefa SM) prawie na pewno odmówi wszczęcia śledztwa. Ale prokurator nadrzędny, do którego w takim przypadku zgodnie z pouczeniem należy się odwołać, niekoniecznie. Jeżeli sprawa trafi z powrotem do prokuratury rejonowej, to ta już na pewno podejmie śledztwo. W tym czasie, każdy sąd rejonowy (o ile sprawa przeciwko Tobie doń trafi) sprawę odroczy, do chwili zakończenia postępowania prokuratorskiego (w praktyce - do przedawnienia).
 
Witam,

Po przeczytaniu 73 stron tego wątku i ja poszedłem oglądać fotkę mojego auta... Opiszę moje spotkanie z panią z policji - może komuś przydadzą się doświadczenia:

Dostaję zdjęcie mojego auta - rejestracja widoczna, zamiast kierowcy czarna plama, pasażera widać ledwo zarys.
- Czy to Pana auto?
- Tak.
- Kto kierował?
- Nie pamiętam, a na zdjeciu nie widać.
- Musi pan wskazać kierującego.
- Nie muszę. Muszę wskazać komu udostępniłem do kierowania. Udostępniłem sobi i żonie.
- Hmmm... no tak... no to piszemy zeznanie świadka
Zeznanie typu: "wracałem z żoną z wakacji, kierowaliśmy na zmianę, nie pamiętam kto kierował o 13:24".

Na to pani mówi, ok, ale może tamta komenda ma lepsze zjęcie. Jeżeli będzie widać, że na miejscu pasażera jest kobieta a na miejscu kierowcy mężczyzna, to będzie wszystko jasne.

Dziś dostałem telefon, że "źródłowa" komenda powiedziała, że wyraźnie widać gdzie siedzi kobieta, a gdzie mężczyzna. Jak będzie to zdjęcie dostępne idę je oglądać. I teraz:

- Jeżeli będzie bardzo wyraźnie widać gdzie ja, gdzie żona - ok, mandat dostaje ten kto siedział za kierownicą
- Jeżeli nadal nic nie będzie widać - ja dziękuję - nie mam nic więcej do dodania - proszę wzywać żonę na świadka.

Pytanie co zrobić w najbardziej prawdopodobnej sytuacji kiedy zjęcie będzie można opisać jako "z dużym prawdopodobieństwem na miejscu pasażera siedzi kobieta" (bo to że widać kierowcę, to raczej nie ma szans).

Czy dla sądu będzie wystarczającym dowodem że wskazałem jako potencjalnych kierujących siebie i żonę a na miejscu pasażera siedzi "prawdopodobnie kobieta" - aby uznać mnie za tego, kto popełnił wykroczenie?

I pytanie drugie - jeżeli policja uzna, że dowody są wystarczające aby mnie ukarać, to który sąd będzie to rozpatrywał - w moich okolicach, czy z okolic miejsca zdarzenia?

PS - to doświadczenie uczy, że jeżeli brałeś stopowiczów, to warto o nich pamiętać... nie muszą wcale być osobami, którymi udostępniłeś auto do kierowania... ale mogą zajmować miejsce pasażera/ki
 
To, że kogoś nie widać na zdjęciu nie oznacza, że tej osoby nie było w samochodzie.

Prawo, o ile mi wiadomo, nie zabrania leżeć na tylnym siedzeniu. Wówczas na fotce nie będzie takiej osoby widać.

A czy ktoś ma wiedzę żeby odpowiedzieć na moje pytanie kilka odpowiedzi wyżej?
 
Ursus21 napisał:
SM na wykonywanie zdjęć fotoradarem musi mieć pisemną zgodę KP Policji. Zawsze można sprawdzić, czy i od kiedy taką zgodę posiada.

Witam Szanowne Grono.

Z jakiego aktu prawnego wynika, że zgoda Policji musi być PISEMNA?
Nie udało mi się tego ustalić.

Pozdrówko
Zenobek
 
Witam
Po przeczytaniu aktualnego tematu ( ale nie "od deski do deski) moja sytuacja :

Dostałem zdjęcie z fotoradaru przenośnego zamontowanego w aucie straży miejskiej z mojej miejscowości - 72 km/50 (zamontowany do przedniej szyby(podsufitki ?) robiący najprawdopodobniej w moim przypadku zdjęcie poprzez uchyloną przednią boczną szybę - albo poprzez przednią czołową szybę - podpatrzone osobiście ustawienia Strażników Miejskich). Data zrobienia zdjęcia to wrzesień 2009 roku. Jedynie co przyjąłem to w okolicach października/listopada list polecony ze zdjęciem ( twarz nie do końca czytelna - aczkolwiek można poznać ze autem kierował mężczyzna). W tym przedziale czasowym autem kierowały trzy osoby - ale jestem raczej pewien iż to właśnie ja kierowałem (właściciel auta prywatnego). Kolejnych wezwań od SM nie odbierałem ( awizo adresata nie zastano). Co mam zrobić ?

- przyjąć mandat - bo gra nie warta świeczki ..
- kwestionować kierowcę, ustawienie fotoradaru ?
- czekać na wezwanie z Sądu Grodzkiego ?

Jak to jest z tym przedawnieniem ? Jeśli odebrałem zdjęcie to już nie ma przedawniania "wykroczenia" ?

Pozdrawiam
Calverton
 
wrk napisał:
Kto kierował?
- Nie pamiętam, a na zdjeciu nie widać.
- Musi pan wskazać kierującego.
- Nie muszę. Muszę wskazać komu udostępniłem do kierowania. Udostępniłem sobi i żonie.
- Hmmm... no tak... no to piszemy zeznanie świadka

Pytanie co zrobić w najbardziej prawdopodobnej sytuacji kiedy zjęcie będzie można opisać jako "z dużym prawdopodobieństwem na miejscu pasażera siedzi kobieta" (bo to że widać kierowcę, to raczej nie ma szans).
Bardzo dziękuję za ten post. Jest on dowodem na to, że policja opracowała na szczeblu centralnym przestępczy mechanizm postępowania w takich sprawach. Mnie zdarzyło się dokładnie to samo. Najpierw policjant zażądał wskazania kierującego, a po mojej konstatacji, że znam przepisy, i że mogę mu przedstawić listę osób, którym powierzyłem samochód do kierowania, bez słowa, i bez najmniejszego oporu powiedział, "to w takim razie zostanie Pan przesłuchany jako świadek".

Nie może być rzeczą przypadku, że dwóch różnych funkcjonariuszy zachowuje się identycznie. Najprawdopodobniej mają oni pisemne lub ustne polecenie swoich zwierzchników z WRD KGP, aby podjąć próbę wyłudzenia od właściciela niekorzystnego dlań zeznania, a gdy się to nie uda, kontynuowania postępowania zgodnie z przepisami, co nb. powinni wykonywać od samego początku.

W Twojej osobistej sprawie można Ci zaproponować następujące rozwiązanie : Twoja żona, o ile macie wspólnotę majątkową, jest współwłaścicielem samochodu, nawet jeżeli nie jest wpisana do DR. Ty, jako faktycznie współwłaściciel, masz prawo "powierzyć" samochód komuś tam. Ona natomiast ma identyczne prawo do "powierzenia" komuś innemu. Jeżeli faktycznie tak było, tj. jechał z Wami szwagier lub znajomy żony, któremu ona z kolei samochód "powierzyła", i który też na tej trasie samochód prowadził, to błędem policji, jaki możesz wykorzystać, jest nieprzesłuchanie małżonki jako świadka. Możesz nawet to sam policji zasugerować. Moja małżonka też nie była wpisana do DR, a i tak policja wezwała ją na świadka, aby potwierdziła, iż w czasie jazdy była w samochodzie, a także to, kto ten samochód prowadził (ona i ja).

Nie mogą Tobie czynić zarzutu, albowiem Ty nie odpowiadałeś na pytanie kto prowadził, lecz "komu powierzyłeś". A powierzyłeś tylko komuś, komu chciałeś. Nie wnikasz natomiast w decyzje małżonki, które są autonomiczne.

Najlepiej więc, jeżeli to, co piszę, faktycznie miało miejsce, abyś zatelefonował na policję i poinformował ich, że małżonka ma istotne dla nich wiadomości.
 
Ursus21 - a co w moim przypadku ?

Calverton
 
calverton napisał:
Ursus21 - a co w moim przypadku ?

Calverton
Jeżeli Twoją twarz można jednak rozpoznać po szczegółach (np. odstające uszy, wyraźna łysina, itp.), to przyjmij mandat (jeżeli jest to jeszcze możliwe - do miesiąca po odczytaniu fotografii z pamięci FR), ale się ewentualnie potarguj (możesz np. powiedzieć, że pomiar został wykonany pod kątem niższym od 22 stopni, przez co prędkość została zawyżona).

Jeżeli mandat już nie wchodzi w grę, to poczekaj na wyrok zaoczny sądu rejonowego. Odwołaj się, i zakwestionuj :
1/ niekompletność wniosku o ukaranie (brak kopii zgody policji i kopii świadectwa OUM miejsca posadowienia FR, tj. miejsca, w którym stanął radiowóz.

Osoby drążące szczegóły mogłyby się przyczepić i do samego radiowozu (niestety, tu nie posiadam wiedzy technicznej (posiada ją producent FR, który - ze względu na własny interes - jej nie ujawni) : czy i w jaki sposób stosowanie radiostacji w samochodzie, a nawet słuchanie radia, może zakłócić funkcjonowanie FR; w grę też mogą wchodzić zakłócenia typu "szpilki" pojawiające się ewentualnie na kablach zasilających FR, o ile FR jest zasilany z akumulatora samochodowego).

2. Reszta zależy od tego, czy na fotografii widać Ciebie, czy niekoniecznie. Jeżeli niekoniecznie, to do protestu możesz dołączyć pisemne oświadczenia osób, które wraz z Tobą podróżowały samochodem, a które to muszą potwierdzić, stwierdzając jednocześnie, że też w tym dniu kierowały.

Jeżeli natomiast nie zostaniesz oskarżony o wykroczenie w postaci przekroczenia prędkości, lecz o (rzekome) wykroczenie w postaci jakoby niewywiązania się z obowiązku z art. 78, ust. 4 PoRD, to do sądu najprościej złożyć wniosek o oddalenie wniosku o ukarania ze względów formalnych (SM nie ma w takim przypadku uprawnień oskarżyciela publicznego). Nawet w takim jednak przypadku (na zasadzie "jak nie kijem, to pałką", warto sądowi "zamieszać w głowie" opisując powyższe problemy techniczno-formalne, związane z prawidłowością wykonywania pomiaru prędkości).
 
Po powrocie z wakacji otrzymałem list polecony od SM jednej z gmin Pomorza Zachodniego. Zdjęcie od tyłu, ale ponieważ na 100% to byłem ja to nie miałem specjalnie ochoty nie przyjmować winy. Po przeczytaniu waszego forum naszły mnie jednak wątpliwości (pewnie niepotrzebnie :)):
1. radar wolno-stojący na poboczu (grunt),
2. temperatura w zaparkowanym moim samochodzie przed jazdą 60 st. (wskazania termometru oczywista bez rejestracji pomiaru).
3. brak widocznej obsługi przy fotoradarze (przynajmniej tak spamiętałem).
4. Odcinek drogi przy fotoradarze nie skłaniał do szaleństw. A potencjalne wykroczenie to 67/40.

Korzystając z porad na forum napisałem pismo o chęci współpracy z prośbą o wyjaśnienie moich wątpliwości. (fragment listu: Jako że mam wątpliwości czy zarejestrowany czyn był rzeczywiście wykroczeniem proszę o przedstawienie mi dodatkowych danych:
- kopii zezwolenia Komendy Powiatowej Policji na dokonanie pomiaru w tym dokładnie miejscu i czasie,
- informacji czy pomiar dokonany został na prostym odcinku drogi (droga pomiędzy miejscowością A a B jest kręta – zakładam, że po godzinie 13 jechałem w kierunku C),
- o temperaturze powietrza w chwili pomiaru (xx lipca był jak wiadomo kolejnym upalnym dniem a ze świadectwa legalizacji pierwotnej wynika, że temperatura max pomiaru wynosi 50 st. C, nagrzane słońcem urządzenie mogło się pomylić),
- wilgotności powietrza w chwili pomiaru z danych technicznych legalizacji nie wynika jaka jest dopuszczalna wilgotność pomiaru (dlaczego),
- rodzaju gruntu, na jakim posadowiono fotoradar,
- co było obudową fotoradaru?
Licząc na rozwiązanie sprawy w sposób rozwiewający wszelkie moje wątpliwości,
Pozostaję z poważaniem
)
W odpowiedzi zamiast wyjaśnień dostałem wezwanie do siedziby SM pięknej pomorskiej miejscowości, dla podejrzanego, na sierpień z pouczeniami: pierwsze dla podejrzanego, drugie dla oskarżonego. Wycieczka nad morze, owszem miła rzecz ale ja muszę pracować. Co radzicie:
1. przeprosić SM przyznać się do winy, - "tylko" 170 zł i 4 p.
2. iść w zaparte, nie wiadomo jakie koszty i co dalej.

Jedno nie ulega wątpliwości, mimo zdjęcia w plecy, za kierownicą byłem ja.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów.
 
MiRaz napisał:
,
W odpowiedzi zamiast wyjaśnień dostałem wezwanie do siedziby SM pięknej pomorskiej miejscowości, dla podejrzanego, na sierpień z pouczeniami: pierwsze dla podejrzanego, drugie dla oskarżonego. Wycieczka nad morze, owszem miła rzecz ale ja muszę pracować. Co radzicie:
1. przeprosić SM przyznać się do winy, - "tylko" 170 zł i 4 p.
2. iść w zaparte, nie wiadomo jakie koszty i co dalej.

Jedno nie ulega wątpliwości, mimo zdjęcia w plecy, za kierownicą byłem ja.
Pozdrawiam wszystkich forumowiczów.
Pismo dobrze napisane. To, że Ty prowadziłeś nie ma nic do rzeczy. SM o tym nie wie. Żadnych skrupułów wobec nich nie musisz mieć. Ich działanie jest skrajnie nierzetelne (przeczytaj sobie posty o "trzepaniu kasy" - nawet posłowie to już zauważyli).

Albo zapłać (jak nie chce Ci się walczyć), albo odpisz im listem poleconym, że na ich wezwanie się nie stawisz, gdyż źle się czujesz, i nie zniesiesz dalszej podróży. Możesz natomiast odpowiedzieć im na ich pisemne zapytania. W ostateczności mogą skorzystać z pomocy kolegów z Twego miejsca zamieszkania, do czego prawo daje im ustawa o strażach gminnych.
 
Witam Serdecznie.

Jakieś dwa tygodnie temu jechałem nad morze autem dziadka - który nie żyje. Do babci przyszła fotka i mandacik - 400 zł i 8 pkt karnych. Narazie auto jest dalej dziadka, bo nie było rozprawy spadkowej. Jak wygląda taka sytuacja? Czy babcia będzie jakoś obciążona? Czy policja będzie miała prawo z nią rozmawiać i o coś pytać? Jak szybko mogą umożyć sprawę i czy jak babcia zostanie formalnie właścicielką to będzie obciążona tym mandatem? Dziekuje za odpowiedz. pozdrawiam
 
W imieniu babci odeślij kopię aktu zgonu wraz z informacją, że nie ma babcia pojęcia komu dziadek udostępnił auto do używania (oczywiście jeśli wykroczenie nastąpiło po dniu śmierci Dziadka) i po sprawie. Jeśli wykroczenie zarejestrowano podczas życia dziadka sprawa powinna być jeszcze łatwiejsza. Sprawca nie żyje, nie ma kogo ukarać.
 
wykroczenie zarejestrowano juz po smierci. Faktycznie lepiej odesłac swiadectwo zgonu, czy moze nic nie robić? W koncu adresat listu nie zyje.. Pozdrawiam
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra