Przeczytałam wątek z zainteresowaniem.
Mogę jedynie zgodzić się z kilkoma osobami wypowiadającymi się wcześniej - w przypadku podejrzenia piractwa/naruszenia praw autorskich itp. sprawa powinna od razu zostać skierowana do sądu/prokuratury. Nie ma czegoś takiego, że ktoś rozsyła Wam maile i domaga się zapłaty przedwstępnej szantażując,że jak nie zapłacicie to Was zamkną.
Po drugie: skąd macie mieć pewność,że owa "kancelaria" (piszę w cudzysłowiu, bo moc prawna i kompetencje w/w podmiotu są dla mnie mocno dyskusyjne) faktycznie reprezentuje dane wydawnictwo? I czy Pan Puczydłowski faktycznie ma uprawnienia do wysyłania takich bzdetów?
Trzecia sprawa: w jaki sposób naliczana jest należność do rzekomego zadośćuczynienia? Ilość pobrań pliku nie równa się przecież ilości "kliknięć" i praktycznie niemożliwym do udowodnienia jest to, ile osób faktycznie plik pobrało, a ile zwyczajnie kliknęło z rozpędu anulując pobieranie?
Następnie: Jakim cudem naliczyli daną ilość pobrań, skoro u niektórych osób liczba punktów od jakiegoś czasu nie zwiększyła się, mimo, że plik był długo na serwerze? Chyba,że były to pliki od 100-900 KB a takie nawet nie są brane pod uwagę przy rozdawaniu punktów przez chomikuj.pl.
W związku z tym tak naprawdę osoba udostępniająca nie poniosła z tego tytułu żadnej korzyści materialnej. Nawet jeśli dany plik (np. e-book, którego rozmiar rzadko kiedy przekracza 1 MB) pobrało te kilka/kilkanaście osób a nasze konto zasiliło się paroma/parunastoma punktami to i tak nie da się ich wymienić na dodatkowy transfer (trzeba by mieć od 500 lub 1000 punktów wzwyż) - zatem korzyść majątkowa również żadna.
Co ciekawe, skoro administracja chomikuj.pl blokuje od razu pliki, na które pada podejrzenie łamania praw autorskich to wiadomo, iż żadna osoba trzecia nie ma do nich dłużej dostępu. Z jakiej więc racji nadal naliczane są pobrania danego pliku przez w/w "kancelarię"?
O IP już nie będę pisać, bo w zasadzie wcześniej wszystko zostało napisane.
Słowem podsumowania: znalazło się kilku cwaniaczków, którzy żerują na ludzkiej niewiedzy i braku znajomości prawa. Myślą (niestety, czasem słusznie), że taki przeciętny Kowalski się wystraszy paragrafów, sądów, prokuratorów czy grzywny i dla świętego spokoju pójdzie z nimi na tą ugodę.
LUDZIE - NIE DAJCIE SIĘ OMAMIĆ! To oni muszą Wam coś udowodnić, a jak na razie jedyne co mają to słabe poszlaki. Zresztą "pismo" przesłane przez internet, zawierające jedynie nr konta, nazwę i adres "kancelarii" to śmieć, który mógłby sobie wydrukować każdy bardziej rozgarnięty użytkownik sieci i można się takim czymś podetrzeć - gdzie jakakolwiek pieczątka, gdzie KRS czy NIP firmy, gdzie nazwiska adwokatów/prawników/radców dla niej pracujących? Nie wiadomo czy te osoby są nawet wpisane do rejestru i czy mają uprawnienia do wysyłania takich bubli.
Gdyby chcieli z tym iść do sądu to mają naprawdę słabą podstawę prawną, a w świetle przepisów to ich całe "przedsądowe wezwanie do zapłaty" to - jak pisałam - zwykły śmieć, będący próbą wyrwania od Was paru groszy.