U nas jak Sąd już przejął sprawy to listy nie dochodziły w ogóle, ani moje do AS ani mojego do mnie.
trwało to około miesiąca... Po rozprawie zaczęły masowo schodzić wszystkie...
Było ciężko... obydwoje byliśmy w strzępach.
Ja bałam się, że coś się stało, że mój mógł się "poddać" i sobie coś zrobić. On myślał, że go zostawiłam.
Na szczęście poznałam dziewczynę, której chłopak był przez 2 miesiące w celi z moim,
po 2 miesiącach uchylili mu areszt i przenieśli go na p2. Tamten mógł już dzwonić.
Każdorazowo jak szedł do telefonu, strażnik prowadził go obok celi w której był mój.
Tak więc na prędce pytał co ma przekazać. Dzwonił na stacjonarny do swojej dziewczyny,
a ona w tym samym czasie na komórkę do mnie. Przekazywali mi wieści, a ja od razu odpowiadałam.
Wracając do celi przekazywał informacje mojemu ode mnie...
Bardzo nam wtedy ta para pomogła. Mogliśmy obydwoje nieco spokojniej zasypiać...
Wiedzieliśmy, że każde z nas Kocha i czeka

Chociaż tyle.
Trzeba ten czas jakoś przeżyć, chociaż wiem, że nie jest łatwo...