Wróciłem z Konsulatu we Wrocławiu i nie przywiozłem ze sobą raczej pozytywnych wrażeń. Generalnie jestem osobą miłą i uśmiechniętą, ale przy "okienku" takiego odwzajemnienie nie otrzymałem. Ale to nie o tym teraz. Oprócz wniosku dołączyłem sporej ilości dokumentów (prócz Stammbuchu) ok. 70-80 stron (wraz z tłumaczeniami). Wszystko to umieściłem w specjalnie stworzonym albumie ofertowym z załączonym spisem dokumentów, coby się nie pogubić. Wyszła z tego troszeczkę gruba "książka". Oddając to już po paru sekundach pracownik wyciągając poszczególne dokumenty zaczął mi robić w tym przysłowiowy "burdel". Zwróciłem miło uwagę, że prosiłbym aby forma dokumentów została taka jak jest, bo wszystko jest podzielone rozdziałami, żeby przyszły urzędnik nie miał problemu z orientacją w papierach. Pracownik tylko popatrzał, powiedział "OK, zaraz sobie Pan poprawi". Uświadomiłem sobie potem, że i tak te dokumenty pewnie będą jeszcze raz wyciągane w konsulacie, co sprawi, że nie będzie to wyglądać jak pierwotnie miało być. Następnie prosząc o pomoc we wniosku przy informacji dot. obyw. polskiego pradziadka (gdzie zapisałem tylko i wyłącznie, że posiada on polskie od '51, nie umieszczając informacji o latach po plebiscytowych) pracownik "przeleciał" tylko wzrokiem i powiedział, że może być. Następną kwestią jest potwierdzenie/wykonanie kopii wszystkiego co u nich zostawiłem - stwierdził, że oni nie są urzędem i żadnego potwierdzenia nie dostanę. To jeszcze akurat zrozumiałem. Ale moje ostatnie zapytanie dot. wiadomości zwrotnej z Köln z nr. sprawy itp. Pracownik stwierdził, że oni raz wysyłają potwierdzenie, a raz nie, ale przeważnie tego nie robią. Aha?
Rozumiem, że każda wizyta w celu zostawienia wniosku wygląda tak samo?