Jak to było technicznie zrobione - w teorii niemiecka firma Baseprotect śledzi IPki podłączone do danego torrenta, następnie szuka kancelarii, która chce się zająć sprawą i za jej pomocą uzyskuje dane od operatora. Działali w ten sposób w USA, jest to opisane tutaj:
An overlooked troll lawsuit: “Baseprotect UG, Ltd. v. John Does 1-X” | Fight Copyright Trolls
Osobiście uważam, że dodatkowo używają innych źródeł danych, które skądś wyciekły. Dlatego wezwania dostają osoby niewinne. Utwierdza mnie w tym fakt, że kancelaria w ugodzie domaga się podania numeru PESEL i adresu email. Jednak nie mam na to dowodów.
Jeśli chodzi o sprawę w prokuraturze - w piśmie jest informacja, że toczy się postępowanie karne "m.in. przeciwko Panu", w sprawie podejrzenia popełnienia przestępstwa. Następnie oferują "dobrowolną wpłatę" określonej kwoty, a wobec "ewentualnego braku zapłaty" są zobowiązani do skierowania sprawy do sądu.
Podejrzewam, że wygląda to tak, że kancelaria zgłasza podejrzenie popełnienia przestępstwa, dołączając dane, które w jakiś sposób uzyskali. Prokuratura rozpoczyna postępowanie w sprawie (nie przeciwko adresatowi, bo "m. in.") i nadaje mu numer przytoczony w piśmie. Gdyby dowody były wystarczające, to pewnie sprawa została by zakończona na postępowaniu karnym.
Następnie kancelaria wysyła pisma informując o postępowaniu, podejrzeniach, dobrowolnej wpłacie i ewentualnym skierowaniu sprawy do sądu.
W tym momencie oczywiście jeśli ktoś nie wykazuje dobrej woli wpłacenia kwoty, to mogą skierować sprawę do sądu, jeśli uważają że mają dowody (z tego czego się dowiedziałem dowodem może być przyznanie się do winy albo obecność pliku na dysku, lista IP raczej nie wystarcza).
I właśnie o tym skierowaniu sprawy do sądu mówiłem w kontekście "chcenia się"

Jasne, mogą, niech dochodzą roszczeń i niech dzieje się sprawiedliwość. Ale moim zdaniem wygląda to tak:
Koszt listu zwykłego - niecałe 2zł. Koszt poleconego - ok 6. Żądana kwota - ok 600zł.
Czyli jeśli 2% adresatów się "złamie" to kancelaria już wychodzi na plus. W tym miejscu zaznaczę, że moi rodzice, którzy odebrali list byli tak przerażeni, że mogę trafić do więzienia, że z miejsca zaproponowali mi, że zapłacą.
Gdyby kancelaria miała mocne dowody, to pewnie poprzestałaby na postępowaniu karnym - bo przecież zgodnie z prawem prokuratura uzna, że doszło do popełnienia przestępstwa, więc po co w ogóle kierować dalej sprawę do sądu?
Zamiast tego uważam, że duża część tych pism to polowanie na jelenia i liczenie na to, że ktoś przestraszy się i zapłaci. Kancelaria unika oskarżeń o wyłudzenie, bo co drugie słowo w piśmie to "dobrowolne" lub "ewentualne", a sprawy nie wnosi, bo wie, że ją przegra.
Oczywiście to moje rozważania i przypuszczenia, bo dowodów nie mam
