PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
studentix napisał:
Ćwiąkalski po prostu zrobił egzamin ze zdawalnością taką jak większość obowiązkowych egzaminów na jego macierzystej uczelni. Myślał, że to coś normalnego, a tu szok i niedowierzanie.

Sądząc po aktywności geronima w tym temacie ciągle jeszcze biedak nie znalazł pracy.

a ty dalej ze swoją zdartą płytą Zenusiu :) wpadając w twoją poetykę to długi okres twojej niebytności na forum pewnie oznacza że żałośnie chodziłeś od drzwi do drzwi i kajałeś się żeby ktokolwiek cię przyjął, zagryzając wargi jak to możliwe skoro masz dyplom tak szacownej (śmiech) uczelni. Udało się chociaż ? dali więcej jak 500 zł czy zgodziłeś się dopłacać do przychodzenia do pracy bo podobno u was też i taki obyczaj kwitnie ? zaiste, ceni się tych absolwentów uj niezwykle, tak że co jakiś czas przysyłają tony cv do naszych warszawskich kancelarii z błaganiem o rozmowę kwalifikacyjną ;)
 
Ostatnia edycja:
Zaczyna się usilne dążenie niektórych użytkowników, do kilku "banów" i zamknięcia tematu.
 
Śmiech na sali żeby stare chłopy i to prawnicy łajali się na forum internetowym- z perspektywy studenta I roku :D
 
Czytałem wywiad z ministrem Gowinem w Polityce.
Minister domaga się maksymalnej otwartości w dostępie do zawodu a jednocześnie podniesienia jakości szkolenia , czyli dwóch wykluczających się rzeczy.
Minister Gowin myśli pewnie że wykonywania zawodu można się nauczyć w drodze wykładów na sali wśród setek aplikantów.
Maksymalna otwartość zawodu będzie pewnie realizowana przez przyjmowanie każdego roku naboru aplikantów co najmniej tak licznego jaki został przyjęty za czasów Czumy i teoretycznej praktycznej nauki zawodu na sali wykładowej wśród setek aplikantów.
A potem ci świetnie przygotowani aplikanci będą kończyć aplikacje prezentując poziom równy umiejętnościom absolwentowi prawa bez praktyki.
Ratuj się kto może !!! :grin::grin::grin:
 
nie czepiaj się Gowina... On sobie tak wyfilozofował i teoretycznie u niego pewnie ma to sens, a jak wyjdzie w praktyce? skąd on ma wiedzieć?:) Obserwowałem go wczoraj na konferencji prasowej a propos zmian w KPK. Stał cały czas i wyglądał jakby sie zastanawiał: "o czym oni mówią?"
 
suoik napisał:
Obserwowałem go wczoraj na konferencji prasowej a propos zmian w KPK. Stał cały czas i wyglądał jakby sie zastanawiał: "o czym oni mówią?"

on tak nie wyglądał - on rzeczywiście się nad tym zastanawiał :D no bo jakżeż on może się odnieść np. do kwestii zwiększenia kontradyktoryjności w procesie karnym ? :) przecież masa prawników nie wie o co chodzi a co dopiero minister po filozofii....
 
aplikoko napisał:
on tak nie wyglądał - on rzeczywiście się nad tym zastanawiał :D no bo jakżeż on może się odnieść np. do kwestii zwiększenia kontradyktoryjności w procesie karnym ? :) przecież masa prawników nie wie o co chodzi

No to z absolwentami UW jest gorzej niż myślałem.
 
studentix napisał:
No to z absolwentami UW jest gorzej niż myślałem.

o ile wiem to minister kończył UJ :) z absolwentami UW jest natomiast jak wszędzie - czyli różnie. Są cieniasy, są przeciętniacy i są szefowie międzynarodowych kancelarii czy wielcy spece różnych dziedzin. Znani mi absolwenci UJ odzwierciedlają dokładnie ten sam podział - od kompletnych pacanów wysyłających cv nie wiadomo po co sądząc po rozmowie kwalifikacyjnej po bardzo sensownych prawników z którymi współpracowałem/współpracuję. Życie a nie tępe czarno białe podziały
 
Ostatnia edycja:
na każdej uczelni tak jest,to student ma być wizytówką uczelni,a nie uczelnia robić renomę studentowi. macie problemy żółtodzioba z 1 roku,który się jara,bo się dostał na UJ czy UW. Praca,praca,praca a nie uj,uj,uj.
 
Pozwolę sobie kontynuować w odpowiednim dziale naszą dyskusję z forum aplikantów adwokackich. Sprawa cała rozbija się o mój post (http://forumprawne.org/forum-mlodych-prawnikow/255912-aplikacja-adwokacka-15.html#post1430957). Moja polemika do zdania Kolegów, którzy raczyli odpowiedzieć na ciekawe wątki mojej wypowiedzi:

aplikoko napisał:
generalnie to można by się z Tobą zgodzić, tyle że trzeba widzieć drugą stronę medalu: to co Ty proponujesz to ni mniej ni więcej społeczny darwinizm. Czyli: kto sobie poradzi i może zarobić niech zarobi, a jak nie może - niech zdycha pod płotem bo co to resztę obchodzi.

Dokładnie. Typowe podejście koliberała. Nie umiesz sobie poradzić - trudno, nikt za Ciebie żyć nie będzie. Każdy ma wystarczającą ilość talentów, by znaleźć dla siebie niszę.


aplikoko napisał:
Otóż po to ktoś kiedyś wymyślił system ubezpieczeń, żeby społeczeństwo solidarnie składało się na utrzymanie słabszych jednostek, m. in. po to, żeby ci słabsi nie przyszli wieczorem z nożem do gardła tego bogatszego zabrać mu coś na swoje potrzeby, skoro on ma a oni nie.

Solidarnie składamy się na nierobów i darmozjadów. moja praca ma w moim mniemaniu zbyt dużą wartość, żebym chciał jej owocami obdarowywać ludzi niezdarnych. Ubezpieczenia społeczne są wytworem post wolno rynkowym, który miał za zadanie uchronić masy pracujące od wyzysku. Początkowo może i miały sens - w dzisiejszym świecie są filarem "państwa opiekuńczego", które jest tak samo niewydolne gospodarcze jak znienawidzony przez wszystkich socjalizm. Dodatkowo spycha ludzi na margines społeczeństwa tworząc klasę osób "wiecznie zasiłkowanych".

aplikoko napisał:
Trzeba też wiedzieć, że jeśli coraz więcej będzie samozatrudnionych płacących minimalną składkę to zabraknie pieniędzy na emerytury dla naszych rodziców (bo przecież te całe OFE i ZUS to jedynie zapisy księgowe na kontach, gotówki żadnej nie mają bo ta idzie od razu na wypłaty obecnym emerytom) i państwo będzie musiało coraz bardziej dokręcić śrubę tym już pracującym (składki emer.-rent.) plus ogółowi - np. wzrost podatków VAT, dochodowych itd. A wtedy o rozwoju gospodarczym i prosperowaniu prawników w ogóle zapomnijmy bo nie będzie o czym mówić

Z całym szacunkiem, ale to bzdura. Wystarczy zmniejszyć obciążenia socjalne, koszty obsługi administracji oraz dać ludziom prowadzić działalność gospodarczą bez kajdanów podatkowych. Emerytury dzisiejszych emerytów można byłoby spokojnie finansować bezpośrednio z budżetu państwa. ZUS jako pośrednik te pieniądze marnotrawi. Jak ten system zostanie utrzymany, to ostatnie emerytury zostaną wypłacone za jakieś 15-20 lat. Potem i tak emeryci na "emeryturze" będą musieli radzić sobie sami, bo nie będzie miał kto na nich pracować. Rządzący, którzy jako jedyny sposób na dziurę budżetową stosują "przykręcanie śruby" podatkowej, są po prostu głupcami i sami nie wiedzą do czego mogą doprowadzić.

argument_walidacyjny napisał:
W pierwszym zdaniu piszesz o socjalizmie, a w trzecim o prawach rynku. Jedno albo drugie Kolego. Formułując wypowiedź w ten sposób żonglujesz argumentami i (wybacz) pozorujesz posiadanie własnego zdania na dyskutowany temat.

Otóż ustrój socjalistyczny w Polsce to przeszłość, dziś żyjemy w państwie demokratycznym. .

Jeżeli dla Ciebie Unia Europejska w dzisiejszym stanie nie jest obszarem gospodarczym nastawionym na "dawanie" (tj. najpierw zabieranie, a potem oddawanie pomniejszonych środków) świadczeń socjalnych, to ja przepraszam, ale dyskutować z Tobą nie mam o czym, bo nie masz pojęcia o dzisiejszym świecie.

Dwie małe definicje przypominające:

Socjalizm (łac. societas - wspólnota) – wieloznaczne pojęcie, odnoszące się do prób zmniejszenia nierówności społecznych i upowszechnienia świadczeń socjalnych, lub poddania gospodarki kontroli społecznej (poprzez instytucje państwowe, samorządowe, korporacyjne lub spółdzielcze). Częścią wspólną wszystkich odmian socjalizmu jest (częściowe lub całkowite) odrzucenie idei kapitalistycznego wolnego rynku, ograniczenie własności prywatnej oraz promowanie idei sprawiedliwości społecznej.

Wolny rynek – szczególny rodzaj rynku, na którym wymiana dóbr dokonuje się w wyniku dobrowolnie zawieranych transakcji pomiędzy kupującymi a sprzedającymi przy dobrowolnie ustalonej przez nich cenie. Na wolnym rynku kupujący i sprzedający nie podlegają żadnym ograniczeniom ani przymusowi ze strony podmiotów zewnętrznych (np. władzy publicznej), a warunki transakcji - w szczególności cena - zależą jedynie od ich obopólnej zgody. Przeciwieństwem wolnego rynku jest rynek regulowany.

Czy mając podstawowe pojęcia wyjaśnione dalej twierdzisz, że mamy w Polsce (Europie) wolny rynek?? W pierwszym zdaniu piszę o socjalizmie, bo w jego szponach niestety dalej tkwimy. W drugim o wolnym rynku, bo tym właśnie kieruję się ja przy dokonywaniu wyborów gospodarczych (niestety nie mogę w pełni z wolnego rynku korzystać, ponieważ takowego w Europie w tej chwili nie ma - są tylko jakieś skrawki wolności utrzymywane po to, by łatwiej było wprowadzać kolejne świadczenia socjalne pod przykrywką "prostowania kapitalizmu").

argument_walidacyjny napisał:
Tak - to co mamy w Polsce, to demokracja. Nie wiem, dlaczego socjalizm jest przez wielu ludzi w tym kraju utożsamiany z biedą, a demokracja - z dobrobytem. Wolny rynek szwankuje, demokracja szwankuje. Nie ma idealnego ustroju, a demokracji do niego daleko. Teraz właśnie się o tym przekonujemy. ChRL to Sprite, Zachód - pragnienie. Ale jasne, zawsze najlepiej zwalić wszystko na żydokomunę.

Demokracja to ustrój polityczny, wolny rynek to ustrój gospodarczy. Więc proszę nie wkładaj w moje usta stwierdzenia, że uważam że w Polsce nie ma demokracji. Choć uważam, że jest to demokracja śmieszna (40% ludzi wybiera przedstawicieli 100%), ale lepsza taka niż żadna. Akurat Chiny na rynku międzynarodowym są niezłymi kapitalistami i wcale im demokracja do szczęścia nie jest potrzebna (mówię o klasie rządzącej). Co do żydokomuny, to był to komentarz co najmniej głupi i nie na miejscu. Ale tak już mają "młodzi socjaliści", że każdego kapitalistę wrzucają do jednego wora z całą masą oszołomów snujących teorię o spiskach dziejowych. Całe szczęście ja do nich nie należę :)

argument_walidacyjny napisał:
Umowa o pracę to wynalazek państwa kapitalistycznego, demokratycznego, wolnorynkowego.

Ciekawa teza. Nie potrafię z nią polemizować, bo nigdy nie widziałem zależności pomiędzy umową o pracę, a wolnym rynkiem. Jak możesz, to podeślij mi na priv źródło, chętnie się dokształcę :)

argument_walidacyjny napisał:
Samozatrudnienie to pozór wolnego rynku. Jeśli bawimy się w Polsce w demokrację, to róbmy to konsekwentnie.

Samozatrudnienie – sytuacja, w której osoba fizyczna podejmuje działalność gospodarczą na własny rachunek i na własną odpowiedzialność.

Jeżeli przedsiębiorczość, to pozór wolnego rynku, to czym jest wolny rynek? Otóż wolny rynek jest właśnie takim ustrojem gospodarczym, który powinien opierać się na przedsiębiorczości. A najlepiej jakby opierał się na małej przedsiębiorczości, ponieważ w przeciwnym wypadku znowu wracamy do nierówności społecznych i lewackich rewolucji, które potem obalamy wolnym rynkiem i tak w koło Macieju...

Proszę o polemikę :)

Cytaty z Wikipedii. Nie mam teraz czasu wertować książek specjalistycznych i wklejać cytatów.
 
Materac86 napisał:
Jeżeli dla Ciebie Unia Europejska w dzisiejszym stanie nie jest obszarem gospodarczym nastawionym na "dawanie" (tj. najpierw zabieranie, a potem oddawanie pomniejszonych środków) świadczeń socjalnych, to ja przepraszam, ale dyskutować z Tobą nie mam o czym, bo nie masz pojęcia o dzisiejszym świecie.
Nie bardzo wiem, jak się to ma do naszej dyskusji. Otóż UE jest zbudowana na zasadach demokratycznych. Proszę przeanalizować strukturę instytucji UE i dostrzec tam m. in. Parlament Europejski, a następnie zwrócić uwagę na sposób wybierania eurodeputowanych.

Materac86 napisał:
Ciekawa teza. Nie potrafię z nią polemizować, bo nigdy nie widziałem zależności pomiędzy umową o pracę, a wolnym rynkiem. Jak możesz, to podeślij mi na priv źródło, chętnie się dokształcę :)
Proszę zajrzeć do dobrego podręcznika z zakresu prawa pracy, osobiście polecam opracowanie prof. T. Liszcz (początkowe rozdziały dotyczące pojęcia i historii prawa pracy).

Materac86 napisał:
Samozatrudnienie – sytuacja, w której osoba fizyczna podejmuje działalność gospodarczą na własny rachunek i na własną odpowiedzialność.
Proszę wrócić do wątku, w którym zaczęliśmy rozmowę. Użytkownik lexparadox określił znaczenie tzw. samozatrudnienia na użytek naszej dyskusji pisząc: od niedawna sam prowadzę dg w zakresie usług prawnych, świadcząc je dla dotychczasowej kancelarii. Dyskusja dotyczyła właśnie podejmowania jednoosobowej działalności gospodarczej w celu wytworzenia pomiędzy "przedsiębiorcą" a innym podmiotem takiego stosunku, który odpowiada w istocie art. 22 § 1 kodeksu pracy. Takie sytuacje często pojawiają się wskutek nacisku dotychczasowego pracodawcy, którego celem jest zmniejszenie kosztów prowadzenia własnej działalności i ograniczenie uprawnień pracowniczych. Jest to przedsiębiorczość pozorna i z wolnym rynkiem ma bardzo niewiele wspólnego.

Pomijam uwagi dotyczące socjalizmu, wolnego rynku i kapitalizmu. Te kwestie budzą w Tobie - zdaje się - zbyt duże emocje, o czym świadczy użycie argumentów pozamerytorycznych.
 
Ostatnia edycja:
Materac86 może źle sformułował myśl, ale generalnie ma absolutną rację.

1. Od początku pseudotransformacji miłościwie rządzący naszym krajem (obojętnie czy była to tzw. "lewica", tzw. "prawica" czy lumpenliberałowie) w imię tzw. "sprawiedliwości społecznej" dowalali przedsiębiorcom kolejne obowiązki, kolejne podatki, kolejne składki na różnorakie fundusze i zusy.

Nic zatem dziwnego, że przedsiębiorcy, kierujący się (i słusznie !) logiką zysku, przy wydatnej pomocy nas, czyli prawników, starają się za wszelką cenę uniknąć tych obciążeń i dlatego też zamiast umów o pracę są umowy cywilnoprawne, samozatrudnienie, outsourcing itd.

Oczywiście "racjonalny ustawodawca" zamiast się zastanowić, dlaczego przedsiębiorcy uciekają się do takich chwytów, za pieniądze zebrane od przedsiębiorców w formie podatków tworzy kolejne bzdurne urzędy, zatrudnia kolejnych urzędasów, którzy mają kontrolować tych przedsiębiorców. Na szczęście przedsiębiorcy mają prawników, którzy zawsze coś wymyślą :) I tak to się kręci...

2. Związek między umową o pracę lub też mówiąc ogólniej prawem pracy z całą tą jego "ochronną funkcją" a wolnym rynkiem jest oczywisty. Prawo pracy z tymi socjalistycznymi frazesami, absurdalnymi obowiązkami nakładanymi na pracodawców, ogólnym pustosłowiem stara się ograniczać wolny rynek i wolną przedsiębiorczość (na szczęście dzięki nam prawnikom często bezskutecznie).

Nic zatem dziwnego, że większość ideologów prawa pracy pisze to samo Marks ("formalno prawna wolność umów stanowi narzędzie dyktatu stosowanego przez kapitał wobec klasy robotniczej") tylko, że innymi słowami .

3. Jeżeli ktoś naiwnie wierzy, że po 40 latach bycia okradanym przez ZUS, otrzyma godziwą emeryturę, to cóż ... gratuluję dobrego samopoczucia :) Chyba każdy myślący widzi, że system emerytalny się wali, a takie zabiegi jak wydłużanie wieku emerytalnego to tylko przedłużenie agonii. W najlepszym wypadku nasze pokolenie będzie mogło przejść na emeryturę w wieku 80 lat i otrzyma 300 zł emerytury...
 
Ostatnia edycja:
argument_walidacyjny napisał:
Nie bardzo wiem, jak się to ma do naszej dyskusji. Otóż UE jest zbudowana na zasadach demokratycznych. Proszę przeanalizować strukturę instytucji UE i dostrzec tam m. in. Parlament Europejski, a następnie zwrócić uwagę na sposób wybierania eurodeputowanych.

Chodziło mi raczej o ukazanie, że nie tylko w Polsce istnieje socjalizm (o którym mówiłeś że go u nas nie ma) ale że jest on obecny w całej UE. I po raz wtóry powtórzę, że nie chodzi mi o demokrację ale o zasady wolnego rynku. Do demokratyczności i ogromu biurokracji w UE oczywiście mam również stosunek negatywny, między innymi dlatego, że nie uważam że całe życie społeczeństwa można ująć na zasadzie nakaz-zakaz. Dlatego też odwoływanie się do kiepskiego bądź co bądź prawa europejskiego i jego instytucji nie ma sensu. I rzeczywiście ten wątek można już zakończyć. Ty jesteś euroentuzjastą ja eurosceptykiem, więc i tak nikt tu nikogo nie przekona :)


argument_walidacyjny napisał:
Proszę zajrzeć do dobrego podręcznika z zakresu prawa pracy, osobiście polecam opracowanie prof. T. Liszcz (początkowe rozdziały dotyczące pojęcia i historii prawa pracy).

No zajrzałem do literatury wskazanej i niestety autorka umiejscawia genezę prawa pracy w XIX w. stanowiąc, że prawo pracy, to "ingerencja państwa w stosunek zobowiązaniowy między pracodawcą i pracownikiem, podyktowana potrzebą ochrony pracownika jako słabszej strony tego stosunku, w celu zachowania pokoju społecznego i zapobieżenia psychofizycznej degradacji warstwy pracujących jako nosicieli siły roboczej. Ta ingerencja zaczęła się od ustanawiania zakazów i nakazów służących zapewnieniu pracownikowi bezpieczeństwa jego życia i zdrowia, nad których przestrzeganiem państwo sprawowało i sprawuje nadal z urzędu nadzór przez powołane do tego celu organy (inspekcja pracy). W ślad za tym nastąpiło wydawanie przepisów bezwzględnie obowiązujących, ograniczających swobodę kontraktowania stron stosunku pracy, w celu zagwarantowania pracownikowi minimalnych warunków pracy i płacy. Od końca XIX w. w większości uprzemysłowionych państw Europy (od Niemiec poczynając) zaczęto wprowadzać tzw. ustawodawstwo socjalne, które dało początek przede wszystkim dzisiejszemu prawu ubezpieczeń społecznych."

No cóż - jeżeli ingerencja państwa w relacje społeczne na wolnym rynku, nie są ograniczaniem wolnego rynku, a prawo socjalne nie jest instrumentem państwa socjalnego, to możemy zakończyć i ten wątek. T. Liszcz w żadnym wypadku nie zalicza (bo nie ma takiego prawa) umowy o pracę do osiągnięć kapitalizmu. Bo wszelkie próby "ratowania" ludzi przed kapitalistami są robione kosztem wolnego rynku. Tylko to chciałem powiedzieć. Nie mówię, że złą rzeczą jest ochrona słabszych, ale na pewno nie w takim wymiarze jak to jest w tej chwili. Ta właśnie "ochrona" stworzyła podatny grunt dla powrotu umów cywilnoprawnych (chronologicznie starszych niż umowa o pracę) i kolejnej fazy wyzysku. I ja wcale nie mówię, że to dobrze. Po prostu trzeba znać umiar w "chronieniu słabszych", żeby nie okazało się, że będą oni najbardziej poszkodowani w całym tym "ratowaniu".


argument_walidacyjny napisał:
Proszę wrócić do wątku, w którym zaczęliśmy rozmowę. Użytkownik lexparadox określił znaczenie tzw. samozatrudnienia na użytek naszej dyskusji pisząc: od niedawna sam prowadzę dg w zakresie usług prawnych, świadcząc je dla dotychczasowej kancelarii. Dyskusja dotyczyła właśnie podejmowania jednoosobowej działalności gospodarczej w celu wytworzenia pomiędzy "przedsiębiorcą" a innym podmiotem takiego stosunku, który odpowiada w istocie art. 22 § 1 kodeksu pracy. Takie sytuacje często pojawiają się wskutek nacisku dotychczasowego pracodawcy, którego celem jest zmniejszenie kosztów prowadzenia własnej działalności i ograniczenie uprawnień pracowniczych. Jest to przedsiębiorczość pozorna i z wolnym rynkiem ma bardzo niewiele wspólnego.

Jeżeli ktoś zakłada firmę i za psie pieniądze tyra tylko u patrona, nie biorąc sobie zleceń od osób trzecich, to rzeczywiście pracuje jako pół-niewolnik. Ale to już wybór pół-niewolników i rzeczywiście ich działanie ma mało wspólnego z wolnym rynkiem - tu się zgodzę z Kolegą.

argument_walidacyjny napisał:
Pomijam uwagi dotyczące socjalizmu, wolnego rynku i kapitalizmu. Te kwestie budzą w Tobie - zdaje się - zbyt duże emocje, o czym świadczy użycie argumentów pozamerytorycznych.

Racja. Rzeczywiście socjalizm i wszelkie jego przejawy budzą u mnie naturalny zastrzyk adrenaliny, ponieważ na tego typu ideologie jestem uczulony. Choć uważam, że moje argumenty nie były pozamerytoryczne, to jeżeli tak uważasz, to oczywiście uszanuję to i nie będę tej kwestii już poruszał w dalszej dyskusji.
 
Materac86 napisał:
Po prostu trzeba znać umiar w "chronieniu słabszych", żeby nie okazało się, że będą oni najbardziej poszkodowani w całym tym "ratowaniu".

ŚWIĘTA RACJA. Im prawo mocniej kogoś chroni , tym tak naprawdę większą wyrządza mu szkodę.

Ostatnio ruszyła w TV kolejna bzdurna kampania społeczna, że to "be" jak pracodawca pyta potencjalnego pracownika płci pięknej o to, czy zamierza zajść w ciążę itd.

Zamiast wydawać nasze pieniądze na takie śmieszne filmiki, należałoby pomyśleć, że pracodawca pyta o takie rzeczy, bo wie, że prawo mocno chroni kobiety w ciąży i nie chce dopuścić do sytuacji, gdy po tygodniu pracy kobieta pójdzie na zwolnienie. Prawo zatem w zamyśle miało chronić biedną kobietę w ciąży przed wstrętnym kapitalistą, a w efekcie sprawia, że pracodawcy wolą nie zatrudniać kobiet, a jeśli już to na umowę cywilnoprawną.

Proste, ale dla polityków i ideologów prawa pracy za trudne jak widać... Oni wolą tworzyć kolejne ustawy "antydyskryminacyjne", na podstawie których powstaną kolejne urzędy "antydyskryminacyjne" gdzie zatrudnią swoich znajomych jako urzędników ds antydyskryminacji, którzy za nasze pieniądze będą robili kolejne reklamówki "antydyskryminacyjne"
 
Ostatnia edycja:
Łiskacz napisał:
Proste, ale dla polityków i ideologów prawa pracy za trudne jak widać... Oni wolą tworzyć kolejne ustawy "antydyskryminacyjne", na podstawie których powstaną kolejne urzędy "antydyskryminacyjne" gdzie zatrudnią swoich znajomych jako urzędników ds antydyskryminacji, którzy za nasze pieniądze będą robili kolejne reklamówki "antydyskryminacyjne"

I tak właśnie tworzy się eurosocjalizm, o którym mówiłem ;)
 
Materac86 napisał:
Dokładnie. Typowe podejście koliberała. Nie umiesz sobie poradzić - trudno, nikt za Ciebie żyć nie będzie. Każdy ma wystarczającą ilość talentów, by znaleźć dla siebie niszę.
cóż, prezentujesz poglądy ortodoksyjnie liberalne, kiedy widać na całym świecie, że takie podejście zalicza kompletne bankructwo. A z tym radzeniem sobie to byłbym ostrożny - za dużo widziałem od środka, w naszej branży (w innych podejrzewam jest dokładnie tak samo) na czym to radzenie sobie polega. Otóż nie na talentach właśnie i ciężkiej pracy (czasem też) ale głównie na odnalezieniu się w odpowiedniej grupie ludzie. Pewnie zaraz wyśmiejesz to gadaniem o "układzie" i innymi wyśmiewanymi opowiastkami - można i tak. Ale można też przystawić ucho co mówią poważni biznesmeni których nijak nie da się przypisać do zwolenników "teorii układu" - oczywiście nie do gazet czy tv ale na tzw. mieście o tym, kto i dlaczego wygrywa jaki przetarg, jak zostają wydawane koncesje, dlaczego jeden dostaje zlecenia na obsługę danej spółki a reszta nie ma na nią żadnych szans itd. Jeśli myślisz, że decyduje ciężka praca i talent - powodzenia :) prędzej czy później sam zrozumiesz o co biega :) Wtedy też uznasz, że skoro Ci się nie udało to widocznie zabrakło Ci talentu i na twoje nieróbstwo niesłusznie skladają się inni obywatele żebyś mógł być przyjęty np. do szpitala choć powinieneś go sam opłacić a jeśli cię nie stać - twój problem ?:)


Materac86 napisał:
Z całym szacunkiem, ale to bzdura. Wystarczy zmniejszyć obciążenia socjalne, koszty obsługi administracji oraz dać ludziom prowadzić działalność gospodarczą bez kajdanów podatkowych. Emerytury dzisiejszych emerytów można byłoby spokojnie finansować bezpośrednio z budżetu państwa. ZUS jako pośrednik te pieniądze marnotrawi. Jak ten system zostanie utrzymany, to ostatnie emerytury zostaną wypłacone za jakieś 15-20 lat. Potem i tak emeryci na "emeryturze" będą musieli radzić sobie sami, bo nie będzie miał kto na nich pracować. Rządzący, którzy jako jedyny sposób na dziurę budżetową stosują "przykręcanie śruby" podatkowej, są po prostu głupcami i sami nie wiedzą do czego mogą doprowadzić.

garść liberalnych zaklęć, nic nie mających wspólnego z rzeczywistością. To mity, że jakieś ogromne oszczędności się poczyni na administracji albo jeszcze lepiej - zmniejszając obciążenia socjalne. Po prostu to ma być alibi dziadostwa, w którym żyjemy i stopniowego rezygnowania przez państwa z władzy z którą sobie nie radzą więc przerzucają jakieś działki na samorządy (np. szpitale czy szkoły - niech sobie radzą jak chcą co nas to interesuje). Aż dziw bierze, że inteligentni ludzie dają się na to wciąż łapać, łykają te frazesy o "rozdętej administracji" itd. Przykład - wielki program cięć w administracji miałby raptem dać 2-3 mld oszczędności. Na służbę zdrowia wydajemy 60 mld i dalej jest dziadostwo z braku funduszy. Kajdany podatkowe ? mamy jedne z niższych w europie podatków, zobacz sobie ile zdzierają państwa skandynawskie typu dania czy szwecja albo i zachodnie. A gospodarki jakoś przez lata się rozwijały i to mocno. Po prostu poważne państwo musi sporo zbierać od podmiotów żeby móc sprawnie działać. A u nas jest w pół drogi - niby jakieś podatki ale za małe i i tak omijane, więc i państwo dziadowskie, niesprawne, koślawe.

Łiskacz napisał:
Materac86 może źle sformułował myśl, ale generalnie ma absolutną rację.

1. Od początku pseudotransformacji miłościwie rządzący naszym krajem (obojętnie czy była to tzw. "lewica", tzw. "prawica" czy lumpenliberałowie) w imię tzw. "sprawiedliwości społecznej" dowalali przedsiębiorcom kolejne obowiązki, kolejne podatki, kolejne składki na różnorakie fundusze i zusy.

Nic zatem dziwnego, że przedsiębiorcy, kierujący się (i słusznie !) logiką zysku, przy wydatnej pomocy nas, czyli prawników, starają się za wszelką cenę uniknąć tych obciążeń i dlatego też zamiast umów o pracę są umowy cywilnoprawne, samozatrudnienie, outsourcing itd.
człowieku, co Ty za brednie opowiadasz ? właśnie dla przedsiębiorców stworzono system idealny - ze słabym państwem, słabą kontrolą czegokolwiek, systemem podatkowym dziurawym jak ser w którym pracownik nie poczaruje ale przedsiębiorca latami może nie płacić podatku bo ma ciągle straty - a że w leasingu masa najnowszych samochodów to nikt już nie dostrzega... Albo właśnie pracownicy - to ,że w Polsce jest najwięcej umów tymczasowych w europie, najwięcej śmieciowych, najwięcej zleceń i dzieł zamiast umów o pracę to też zysk pracowników i uciśniene pracodawcy ? czy może kompletna wolna amerykanka bo pracodawców nikt nie kontroluje (PIP to śmiech) i mogą robić co chcą ? na zachodzie nie do pomyślenia, ale u nas to dziki kraj a ludzie jeszcze twierdzą że rządy pracodawców dręczyły. No ludzie :)
 
Ostatnia edycja:
Mnie osobiście rozwala, że największymi orędownikami wolnego rynku są albo młode szczyle, co jeszcze kontaktu z rynkiem pracy nie miały albo tzw "eksperci" - czyli profesura, urzędasy itd

Przykładem np Balcerowicz, Rybiński, Gwiazdowski. Pierwszy od 40 lat pracuje na jednej i tej samej uczelni, bodajże nigdy nie pracował nigdzie poza budżetówką a i tu prawie zawsze jako kierownik. Dwaj pozostali także przez lata mieli etaty na państwowych uczelniach, gdzie za nasze ( a więc i moje ) pieniądze wygłaszali podobne mądrości. Oczywiście na podstawie stosunku mianowania - a więc 200 godzin rocznie na dydaktykę, brak jakioegokolwiek nadzoru i praktyczna nieusuwalność
Solidarnie składamy się na nierobów i darmozjadów. moja praca ma w moim mniemaniu zbyt dużą wartość, żebym chciał jej owocami obdarowywać ludzi niezdarnych.

Odpowiem tak. Takie podejście jest dobre dopóki jesteś piękny, zdrowy, sprawny i ustosunkowany. Jeżeli przypadkiem którys z tych elementów odpadnie to otoczenie szybko z buta wytłumaczy ci na czym polega rzeczywistośc w Polsce.
Ale to musi przynieśc życie. Do tego momentu możesz byc ultra-liberalny
 
aplikoko napisał:
cóż, prezentujesz poglądy ortodoksyjnie liberalne, kiedy widać na całym świecie, że takie podejście zalicza kompletne bankructwo. A z tym radzeniem sobie to byłbym ostrożny - za dużo widziałem od środka, w naszej branży (w innych podejrzewam jest dokładnie tak samo) na czym to radzenie sobie polega. Otóż nie na talentach właśnie i ciężkiej pracy (czasem też) ale głównie na odnalezieniu się w odpowiedniej grupie ludzie. Pewnie zaraz wyśmiejesz to gadaniem o "układzie" i innymi wyśmiewanymi opowiastkami - można i tak. Ale można też przystawić ucho co mówią poważni biznesmeni których nijak nie da się przypisać do zwolenników "teorii układu" - oczywiście nie do gazet czy tv ale na tzw. mieście o tym, kto i dlaczego wygrywa jaki przetarg, jak zostają wydawane koncesje, dlaczego jeden dostaje zlecenia na obsługę danej spółki a reszta nie ma na nią żadnych szans itd. Jeśli myślisz, że decyduje ciężka praca i talent - powodzenia :) prędzej czy później sam zrozumiesz o co biega :) Wtedy też uznasz, że skoro Ci się nie udało to widocznie zabrakło Ci talentu i na twoje nieróbstwo niesłusznie skladają się inni obywatele żebyś mógł być przyjęty np. do szpitala choć powinieneś go sam opłacić a jeśli cię nie stać - twój problem ?:)

Przepraszam, gdzie na świecie liberalizm bankrutuje? Na socjalizującym Zachodzie czy na nie mającym nic wspólnego z liberalizmem Wschodzie? USA dawno przestało być liberalne jak wprowadzili w życie sen o FEDzie, który zarżnął ostatnio gospodarkę Stanów. Co do drugiej części, już mówiłem, że nie jestem zwolennikiem spiskowej teorii dziejów. Wiem, że aby wygrać przetarg trzeba mieć "wejścia". Ale znam też masę przedsiębiorców, którzy po prostu sprzedali swój talent. Ja mam kilka talentów, które mogę sprzedać i proszę się o mnie akurat nie martwić. Ze zdrowiem kłopotów też nie będę miał, bo zdrowotne płacę państwu (choć wolałbym prywatnemu ubezpieczycielowi). Ale racja - jak stanę się nierobem, to będzie to tylko i wyłącznie moja wina i nie będę na tyle bezczelny żeby obwiniać o to jakiś tam "układ" czy "liberalnych ortodoksów" co to w czterech literach mają moje dobro. Ale to już kwestia samooceny i honoru.


aplikoko napisał:
garść liberalnych zaklęć, nic nie mających wspólnego z rzeczywistością. To mity, że jakieś ogromne oszczędności się poczyni na administracji albo jeszcze lepiej - zmniejszając obciążenia socjalne. Po prostu to ma być alibi dziadostwa, w którym żyjemy i stopniowego rezygnowania przez państwa z władzy z którą sobie nie radzą więc przerzucają jakieś działki na samorządy (np. szpitale czy szkoły - niech sobie radzą jak chcą co nas to interesuje). Aż dziw bierze, że inteligentni ludzie dają się na to wciąż łapać, łykają te frazesy o "rozdętej administracji" itd. Przykład - wielki program cięć w administracji miałby raptem dać 2-3 mld oszczędności. Na służbę zdrowia wydajemy 60 mld i dalej jest dziadostwo z braku funduszy. Kajdany podatkowe ? mamy jedne z niższych w europie podatków, zobacz sobie ile zdzierają państwa skandynawskie typu dania czy szwecja albo i zachodnie. A gospodarki jakoś przez lata się rozwijały i to mocno. Po prostu poważne państwo musi sporo zbierać od podmiotów żeby móc sprawnie działać. A u nas jest w pół drogi - niby jakieś podatki ale za małe i i tak omijane, więc i państwo dziadowskie, niesprawne, koślawe.

Rozumiem, że inteligentni ludzie łapiący się na mrzonki o przyszłych emeryturach, "darmowej" ochronie zdrowia są w porządku, a inteligentni ludzie łapiący się na chęć oszczędzania nie są ok? Ciekawe spojrzenie. Jak do tego zestawić fakt, że uważasz że rozrost administracji publicznej nie jest problemem i że wzrost stanowisk w administracji w ciągu ostatnich kilku lat jest naturalny, to gratuluję pozytywnego podejścia.

Nie wiem o czyim programie wielkich cięć mówisz. Bo jeśli o Lisku Tusku Chytrusku, o pomiotach Kaczyńskiego czy jeszcze lepiej homosiowej gromadce Paliszczura, to ja nie wiem jak naiwnym trzeba być, żeby w to wierzyć. Ale to już jest problem ich wyborców.

Brak funduszy w NFZ jest winą rozrostu biurokracji i nieefektywnych inwestycji (w końcu co jest wszystkich to jest niczyje, więc zadłużajmy, hej zadłużajmy!).

Podatki w Danii czy Szwecji wracają do Ciebie w postaci dobrej służby zdrowia, bezpieczeństwa (choć tu akurat ostatnio raczej bywa różnie) oraz świetnej infrastruktury. Powiem tak - jeżeli państwo zagwarantowałoby mi to wszystko, to mógłbym płacić nawet i 30% podatek VAT i 40% PIT, bo o nic nie musiałbym się martwić i wtedy zapewne byłbym zwolennikiem państwowego skandynawskiego socjalizmu. Wszyscy wiedzą jednak że Skandynawowie mają poszanowanie dla prawa i swojego państwa. Skoro u nas poszanowania nie ma, to przynajmniej nie utrudniajmy życia tym, którzy chcą się rozwijać a nie tkwić w miejscu pobierając kolejny zasiłek dla bezrobotnych. Nie jesteśmy żyzną w ropę Norwegią, ani też bankiem świata czyli Szwajcarią. Musimy walczyć czymś innym. Na pewno rzesze bezrobotnych, 40 letnich emerytów, uciekających przedsiębiorców etc. nie zapewnią naszej gospodarce wystarczającej pozycji na świecie.
 
Ostatnia edycja:
gnozjusz napisał:
Mnie osobiście rozwala, że największymi orędownikami wolnego rynku są albo młode szczyle, co jeszcze kontaktu z rynkiem pracy nie miały albo tzw "eksperci" - czyli profesura, urzędasy itd

Odpowiem tak. Takie podejście jest dobre dopóki jesteś piękny, zdrowy, sprawny i ustosunkowany. Jeżeli przypadkiem którys z tych elementów odpadnie to otoczenie szybko z buta wytłumaczy ci na czym polega rzeczywistośc w Polsce.
Ale to musi przynieśc życie. Do tego momentu możesz byc ultra-liberalny

1. ludzie młodzi którzy nie są zblazowani lewacką propagandą rzeczywiście są bardziej podatni na liberalne poglądy, ponieważ naturalnym jest że właśnie wtedy chce się zmieniać świat. Potem jak już dasz się stłamsić, to mówisz "głupiego świata i tak nie zmienię więc się dostosuję". Efekt - woda na młyn klasie politycznej przy żłobie. Oprócz jednak profesury i szczyli jest bardzo wielu liberałów, którzy po dziś dzień starają się reaktywować wolny rynek. Niestety w Europie tak zakochano się w socjalu, że takie osoby są uważane za "ortodoksów" i wyśmiewane. Szkoda, może jednak kiedyś fortuna się odwróci.

2. "Niezdarny" w moim mniemaniu to młody, piękny, zdrowy, który nie chce pracować na własny sukces, bo idąc w ślad za swoimi ojcami i dziadkami uważa że mu się wszystko należy. Idąc moim tokiem rozumowania taki młody człowiek zdąży zarobić na swoją przyszłość bez "pomocy" państwa do momentu kiedy przestanie mieć przymioty o których piszesz powyżej. "Niezdarność" o której pisałem nie jest, wbrew temu co mówisz, synonimem niepełnosprawności czy starości. Na starość i w razie niepełnosprawności powinna opiekować się Tobą Twoja rodzina, a nie państwo. Przez lata to działało i był w porządku - do momentu wprowadzenia ubezpieczeń społecznych. No ale jeżeli wychowasz dzieci tak, że oddadzą Cię do przytułku na starość, to chyba będziesz miał pretensję tylko do siebie?
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra