Luisowa napisał:
Są też tacy, którzy idą na prawo z czystego zamiłowania, kasa jest na którymś tam z kolei miejscu. Ja osobiście nie wyobrażam sobie innych studiów niż prawo, pracy w innym zawodzie niż związanym z prawem. Nawet jeśli miałabym zarabiać naprawdę marnie i niewspółmiernie do moich wysiłków, to i tak wolę to niż pracować w jakimś innym zawodzie za bardzo duże pieniądze, ale który mnie nie pasjonuje. Szczerze mówiąc w ogóle nie rozumiem jak można wybrać studia prawnicze kierując się tylko i wyłącznie wybujałymi wyobrażeniami o zarabianiu bajońskich sum, a nie mając do tego krzty zamiłowania.
no więc szczerze Ci gratuluję, naprawdę bez ironii, jeśli tak uważasz to bardzo fajnie. Oby się nie odmieniło w momencie, gdy opuścisz ciepłe mury uczelni i trafisz na bezwzględny rynek pracy

Ale doceniając Twoje podejście powiem, że jednak wydaje się ono dość oryginalne, wyjątkowe wśród osób idących na prawo. No bo na zdrowy rozum - jak ludzie 18-19 letni decydujący się będąc w LO na studiowanie prawa mogą być pewni, że to ich pasjonuje, koniecznie chcą wykonywać ten zawód, nie widzą się gdzie indziej itd. No w jaki sposób ? Ogromna większość studentów prawa nie pochodzi z rodzin prawniczych więc o zawodzie nie mają żadnego pojęcia i kierować mogą się jedynie wyobrażeniem, szeptaną wiedzą i - nie oszukujmy się - przekonaniem o bardzo wysokich zarobkach prawników.
Wg mnie to właśnie ten mit zarobków powoduje ten tłum na studiach i jest to do pewnego stopnia prawdziwe - są prawnicy zarabiający ogromne jak na Polskę pieniądze, tyle że to kilkaset osób, w skali kilkudziesięciu tysięcy pracujących w zawodzie prawników. Reszta czyli 99 % wcale tak różowo nie ma i pewien jestem, że gdyby ci chętni na studia patrzyli właśnie nie na wyjątki a na tę masę - to by chęci raz dwa opadły

No chyba że wierzy się tylko w to co się chce, czyli np. gazetowe newsy że KAŻDY notariusz w Polsce zarabia 90 000 miesięcznie. Wtedy to kaplica jeśli się ma tylko te złotówki przed oczami...
Ale zostawiając pieniądze na boku -wydaje mi się, że jeszcze bardziej ludzie rozczarują się jak dojrzą na czym tak naprawdę ten zawód polega - tzn. na mozolnym siedzeniu nad papierami, czytaniu, wertowaniu przepisów, orzeczeń itd. Ktoś tu fajnie napisał, że każdy kandydat powinien wybrać się do biblioteki, wziąć np. komentarz do k.c. (czyli biblię prawnika w zasadzie) i poczytać ze 20 stron, dowolnie wybranych. A potem pomyśleć czy będzie mu się to chciało robić codziennie po kilkanaście godzin czy nie.
Efekt murowany i dość rzetelnie pokazujący czy ktoś się do zawodu nada czy nie będzie miał zupełnie chęci do pracowania w taki sposób.