PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Luisowa napisał:
Człowieku, gdzie Ty wyczytałeś, że ja każdą gazetę uważam za brukowiec?

No jeżeli uważasz, że prasa codzienna, która prezentuje rozbudowany dział prawny, ma interes w opisywaniu sytuacji na rynku prawników "taki sam jaki ma brukowiec Fakt w pisaniu artykułów o rusałkach na jeziorze", to znaczy, że "RP" czy "GP" dla Ciebie to też brukowce. Do innych odpowiedzi nie sposób się odnieść, bo są czysto retoryczne, ot tak, żeby jakoś, obowiązkowo złośliwie, odpowiedzieć.

Poza tym wzorem innych adwersarzy błyskawicznie się zaperzasz, zarzucasz przypisywanie słów, których rzekomo nie wypowiedziałaś (mimo, że cytuję Twoje wypowiedzi) i odpisujesz dla samego odpisywania.
 
LegalEagle, czyli takim to pokrętnym tokiem rozumowania doszedłeś do wniosku, że ja wszystkie media traktuję jak brukowce? Gratuluję
A teraz wytłumaczę, bo bez tego się nie obejdzie. Ten interes, o który mi chodziło to pieniądze, jakie dostaje autor za napisany artykuł. Chyba mi nie powiesz, że dziennikarze "RP" czy "GP" to wolontariusze i piszą wyłącznie z poczucia misji. Ot, znalazł się chodliwy temat na którym można zarobić, dużo się o tym mówi i tyle. Głębszych intencji się w tym nie doszukuję. Tak samo dziennikarze "Faktu" znajdują sobie temat, na którym mają nadzieję zarobić jakieś pieniądze. Tyle. Chyba nie zaprzeczysz, że chęć zarobienia pieniędzy na "chodliwym" temacie, sensacji jest wspólna zarówno dla brukowca "Faktu" jak i dla prasy codziennej, która reprezentuje rozbudowany dział prawny.

Poza tym, powiedz mi proszę, jakich to słów rzekomo nie wypowiedziałam? Że nie uważam "GP" i "RP" za brukowce? Bo nie napisałam nigdzie, że "GP" i "RP" to brukowce. To tylko Twój sposób myślenia doprowadził Cię do takich wniosków. A ja za Twój sposób myślenia nie odpowiadam.
 
tak czytam sobie waszą dyskusję i widzę, że część z was absolutnie wszystko napisze, nawet bzdurę największą byle tylko nie przyznać prostych faktów opisywanych już w róznych mediach coraz szerzej.
Jakie to fakty ? Ano takie, że mamy na głowie postawiony system edukacji wszelkiej, maturę dla każdego i studia dla każdego. Jak tak,to nie dziwota, że takie tłumy walą na prawo - i tu uwaga dla części ludzi (Luisowa czy jakoś tak) - tak, te tłumy wynikają m. in. z tego, że ludzie uważają pracę spawacza czy sprzedawcy za gorszą od prawnika i dzieci idą na prawo. Pojęcia oczywiście o tym zawodzie i realiach nie mają żadnego, poza chodnikową wiedzą, że ci prawnicy to oszuści, kanciarze ale jak zarabiają ! Miliony, miliony ! I potem kończy się tak, że dziesiątki chętnych ubiega się o pracę u byle mecenasiny co to wyrzyłuje ich i ze śmiechem że złapał takich jeleni rzuci kilkaset złotych za miesiąc.

Takie są realia, nikogo straszyć nie trzeba. Kto ma łeb na karku to zrobi sam rozeznanie i prawo ominie, a kto żyje iluzjami i swoimi teoriami o rynku, zwyciężaniu najlepszych to się najpóźniej w chwili starania o pierwszą lepszą praktykę przekona ilu ma rywali i jakie ludzie podchody robią, jakich pokrętnych układów szukają żeby byle gdzie się załapać. Pamiętajcie, że żyjemy w kraju w którym bezrobotni na staż za 700 (za miesiąc pracy pełnoetatowej) uruchamiają wszelkie kontakty a i to pewnie nie starcza. Więc do pracy prawnika za jako takie pieniądze przyjmuje się "najlepszych" ?? tere fere, wierzcie dalej w takie brednie to daleko zajdziecie.
Zresztą, jak dzisiaj sobie na to patrzę z perspektywy wielu lat po studiach to każdemu rozsądnemu człowiekowi powinna się od razu lampka alarmowa zapalić już w dniu rozpoczęcia studiów - te tłumy ludzi rozpoczynających rok razem z nim.... Przecież to się nie może dobrze kończyć :)
 
Ostatnia edycja:
@aplikoko- nie napisałeś niczego nowego, praktycznie w tym wątku z co drugiego postu, można wyciągnąć podobne, jeśli nie te same wnioski. Jeśli ktoś myślał, że w tym kraju rzekome "otwarcie zawodów" sprawi, że każda blondi czy farbowany brunet będą mega mecenasami, to się srogo pomylił. Jednakże nie można stawiać sprawy też tak, że jeśli ktoś idzie na prawo, to robi błąd swego życia i lepiej aby poszedł przykładowo na polibudę. Powiem od siebie- od gimnazjalisty chciałem iść na prawo, w liceum chodziłem do sądu, na jakieś drobne rozprawy, obecnie jestem po I roku studiów na UG- i nadal czuję, że dokonałem właściwego wyboru. Nie byłem nigdy z matmy zły, ale nie czułem tego przedmiotu... Co z tego, że skończyłbym polibudę, jak potem mierziłoby mnie np. wykonywanie rysunków technicznych? Inna sprawa, że masa jest ludzi, którzy idą na te studia, bo "przecież nauczycielem nie będę", a o prawie nie mają zielonego pojęcia... Nie sądzę zatem, by można wszystkich wrzucać do jednego wora i mówić, że nic z nas nie będzie, że popełniliśmy błąd. Polska jaka jest, każdy widzi. Wbicie się do korporacji, patronów czy sądu nigdy nie było łatwe. Zarobki? Żaden prawnik bez minimum kilkuletniej praktyki nie będzie zarabiał kroci i jeździł limuzynami, otoczony przez tuzin pięknych kobiet... Jeśli ktoś wierzył lub nadal wierzy w te bajeczki to srodze się zawiedzie, no ale to już jego sprawa. Do każdego problemu trzeba podchodzić z dystansem, bo huraoptymizm i wyobrażenia o pracy prawnika ala sędzia anna maria, nie sprzyjają chłodnej ocenie realiów tego kierunku studiów.
 
może i nie napisałem niczego nowego bo wszystko zostało już chyba napisane i powiedziane więc trudno o oryginalność. Jak czytam te wpisy tutaj to spór idzie jedynie o interpretację tego co mniej więcej wiadomo.
Jedni mówią: po prawie katastrofa, nic tylko się pociąć a w każdym razie daleko uciekać.
Drudzy: nie jest źle, każdy ma dziś szansę i równy start a najlepsi sobie poradzą.
A wg mnie i jedni drudzy trochę błądzą, choć oczywiście bliżej mi do stanowiska, że po prawie jest dziś cholernie ciężko.
Problem chyba nie w prawie a w ogóle w tym, że 90 % kierunków studiów to totalny badziew, strata czasu i pieniędzy. Śmieszne jest jedynie to, że niektórzy (np. studiujący prawo) to w innych kierunkach dostrzegają samą nędzę i brak szans, np. politologia, marketingi i w ogóle większość uniwersyteckiego kształcenia na wszystkich -logiach, - znawstwach itd. A nie dostrzegają, że ich wydumane prawo dawno stało się takim samym badziewnym kierunkiem, który skończyć może byle kto i byle gdzie.
Więc refleksja może być jedna - chcesz mieć jako takie szanse na przyzwoitą pracę i zarobki - pchaj się tam, gdzie idzie mniej ludzi a nie tam gdzie walą tłumy.
A jak się wali na tłumne kierunki jak prawo, to potem zostaje liczyć albo na pomoc rodziny czy znajomych albo na niesamowite szczęście. A chyba jasne jest że i rodzina co pomoże i szczęście przytrafiają się nielicznym...
 
studentix napisał:
Gratuluję, Panie Rejencie. To pięknie z Pana strony, że Pańska kancelaria zrobiła taką łaskę.



I o czym to ma świadczyć? Na pewno nie o tym, że nikt z 2010 nie ma etatów, bo znam osoby, które mają. Są też osoby, które nie mają. Więc legaleagle tradycyjnie nie ma racji.



Egzamin notarialny nie należy do trudnych. Są osoby, które mając "fikcyjnego" patrona zdały go bez większych problemów. Inna sprawa to asesura, ale tego ci którzy mają patrona też nie mogą być pewni.
Swoją drogą struktura psychiczna użytkowników tego forum jest bardzo krucha, skoro wzrost konkurencji kończy się u nich albo załamaniem nerwowym, albo - jak w przypadku legaleagle - frustracją.

:D dawno się tak nie uśmiałem, w jednej wypowiedzi piszę o "mojej kancelarii" a za chwile o moim patronie... a tu proszę jaka błyskotliwa interpretacja - jestem notariuszem:lol: dziękuje za komplement ... widzę że czytanie ze zrozumieniem opanowane do perfekcji.
 
LegalEagle napisał:
Bajki o rynku dla najlepszych to możesz opowiadać na innych forach internetowych. W notariacie polskim zupełnie nie ma to zastosowania. I żadne argumenty personalne (notabene wycieczki personalne w ogóle nie są argumentami) nie zakrzyczą faktów, że pewien pracy w zawodzie może być tylko członek rodziny notariusza albo np. dziecko prezesa spółdzielni mieszkaniowej, która obsługiwana jest od lat przez tego samego notariusza, tudzież ktoś z bliskiej rodziny pośrednika, który przyprowadza rejentowi dużo klientów itd. Konkretne przykłady z rzeczywistości. Dopóki istnieje w Polsce na taką skalę nepotyzm i kolesiostwo, bajki swoje rozgłaszaj gdzie indziej.

trochę przesadziłeś, do tego dołożyłbym jeszcze szczęściarzy (np osoby trafiające do firmy w której jest dużo pracy) i zaradne - sprytne osoby, takie też mają szanse... przy czym sytuacja trochę się zmieniła, praca w zawodzie nie gwarantuje już sukcesu. Poza tym nie do końca rozumiem o co chodzi w tym nepotyzmie i kolesiostwie? przecież o takich pojęciach możemy dyskutować na kanwie stanowisk państwowych, a nie jeśli chodzi o prywatne firmy. Jeśli nie zarejestrowałeś to śpieszę poinformować że sytuacje w Polsce od 1989 roku się troszkę zmieniła, i każdy prywatny przedsiębiorca może zatrudniać kogo chce.
 
Ostatnia edycja:
haker_ napisał:
:D dawno się tak nie uśmiałem, w jednej wypowiedzi piszę o "mojej kancelarii" a za chwile o moim patronie... a tu proszę jaka błyskotliwa interpretacja - jestem notariuszem:lol: .

Wyczucie ironii toporne jak u 3 letniego dziecka. "Moja kancelaria" brzmi strasznie górnolotnie. Jesteś tylko małym aplikantem.
 
haker_ napisał:
nie do końca rozumiem o co chodzi w tym nepotyzmie i kolesiostwie? przecież o takich pojęciach możemy dyskutować na kanwie stanowisk państwowych, a nie jeśli chodzi o prywatne firmy. Jeśli nie zarejestrowałeś to śpieszę poinformować że sytuacje w Polsce od 1989 roku się troszkę zmieniła, i każdy prywatny przedsiębiorca może zatrudniać kogo chce.

No właśnie tutaj dotykamy nierozstrzygniętej kwestii, kim ten notariusz naprawdę jest. Formalnie każdy przedsiębiorca, więc i oczywiście notariusz może zatrudnić kogo chce. Świetnie to działało w połączeniu z prowadzeniem naborów na aplikacje przez samorząd wyłącznie. Mieliśmy zawód dziedziczny, co jednak nie było do zaakceptowania dla opinii publicznej z uwagi na słabą dostępność do usług (łagodzoną przez możliwość przechodzenia z innych zawodów), więc politycy potraktowali ten stan rzeczy jako patologię i nastał nam śp. poseł Gosiewski ze swoją rewolucją. Nie do końca więc jest tak wszystko w porządku z tą dowolnością zatrudniania, tym bardziej obecnie, gdy nabór odbywa się na podstawie egzaminów państwowych a kształcenie też kończy się egzaminem państwowym. Przecież zawsze rejenci powoływali się przeciwko reformom na naruszenie samorządowej niezależności i dbałości o wysoki poziom merytoryczny. Jak można dbać o ten poziom zatrudniając wg klucza rodzinno-towarzyskiego ? Według mnie się nie da, chyba że przyjmiemy że każdy będzie dobrym notariuszem, co jest założeniem księżycowym.
 
haker_ napisał:
:D dawno się tak nie uśmiałem, w jednej wypowiedzi piszę o "mojej kancelarii" a za chwile o moim patronie... a tu proszę jaka błyskotliwa interpretacja - jestem notariuszem:lol: dziękuje za komplement ... widzę że czytanie ze zrozumieniem opanowane do perfekcji.

nie dręcz człowieka bo po pobieżnej lekturze forum widać, że on ma tylko jedną piosenkę: UJ, UJ, UJ, hej ! :)
 
studentix napisał:
Wyczucie ironii toporne jak u 3 letniego dziecka. "Moja kancelaria" brzmi strasznie górnolotnie. Jesteś tylko małym aplikantem.[/QUOT]

widzę że czerpiesz przyjemność z pomniejszania czyjejś roli, tyle że tu akurat trafiłeś na osobę która ze statusu aplikanta sobie niczego nie robi;) więc twoje docinki nie robią na mnie wrażenia. Poza tym od kiedy zwrot "moja kancelaria" brzmi górnolotnie? dość potoczne stwierdzenie używane chyba przez 99% aplikantów - po twojej wypowiedzi, podejrzewam że masz jakiś nie mały problem z zaakceptowaniem swojej sytuacji, coś się nie udało... życie
 
LegalEagle napisał:
No właśnie tutaj dotykamy nierozstrzygniętej kwestii, kim ten notariusz naprawdę jest. Formalnie każdy przedsiębiorca, więc i oczywiście notariusz może zatrudnić kogo chce. Świetnie to działało w połączeniu z prowadzeniem naborów na aplikacje przez samorząd wyłącznie. Mieliśmy zawód dziedziczny, co jednak nie było do zaakceptowania dla opinii publicznej z uwagi na słabą dostępność do usług (łagodzoną przez możliwość przechodzenia z innych zawodów), więc politycy potraktowali ten stan rzeczy jako patologię i nastał nam śp. poseł Gosiewski ze swoją rewolucją. Nie do końca więc jest tak wszystko w porządku z tą dowolnością zatrudniania, tym bardziej obecnie, gdy nabór odbywa się na podstawie egzaminów państwowych a kształcenie też kończy się egzaminem państwowym. Przecież zawsze rejenci powoływali się przeciwko reformom na naruszenie samorządowej niezależności i dbałości o wysoki poziom merytoryczny. Jak można dbać o ten poziom zatrudniając wg klucza rodzinno-towarzyskiego ? Według mnie się nie da, chyba że przyjmiemy że każdy będzie dobrym notariuszem, co jest założeniem księżycowym.

po lekturze orzeczeń SN z ostatnich kilku lat wynika że notariusz jest zdecydowanie przedsiębiorcą... ku rozpaczy rejentów. Jedyne co pozostaje jeszcze do zlikwidowania to maksymalna taksa notarialna - jak przystało na zdrowo wolnorynkowe zasady:) a później to już wolność Tomku w swoim domku.;)
 
haker_ napisał:
po lekturze orzeczeń SN z ostatnich kilku lat wynika że notariusz jest zdecydowanie przedsiębiorcą... ku rozpaczy rejentów. Jedyne co pozostaje jeszcze do zlikwidowania to maksymalna taksa notarialna - jak przystało na zdrowo wolnorynkowe zasady:) a później to już wolność Tomku w swoim domku.;)

Znalazłbym więcej ograniczeń w Prawie o notariacie. I dobrze, że są. I myślę, że pozostaną, bo państwo nie zrezygnuje z kontroli usług wykonywanych w jego imieniu.
 
aplikoko napisał:
Takie są realia, nikogo straszyć nie trzeba. Kto ma łeb na karku to zrobi sam rozeznanie i prawo ominie, a kto żyje iluzjami i swoimi teoriami o rynku, zwyciężaniu najlepszych to się najpóźniej w chwili starania o pierwszą lepszą praktykę przekona ilu ma rywali i jakie ludzie podchody robią, jakich pokrętnych układów szukają żeby byle gdzie się załapać.

Są też tacy, którzy idą na prawo z czystego zamiłowania, kasa jest na którymś tam z kolei miejscu. Ja osobiście nie wyobrażam sobie innych studiów niż prawo, pracy w innym zawodzie niż związanym z prawem. Nawet jeśli miałabym zarabiać naprawdę marnie i niewspółmiernie do moich wysiłków, to i tak wolę to niż pracować w jakimś innym zawodzie za bardzo duże pieniądze, ale który mnie nie pasjonuje. Szczerze mówiąc w ogóle nie rozumiem jak można wybrać studia prawnicze kierując się tylko i wyłącznie wybujałymi wyobrażeniami o zarabianiu bajońskich sum, a nie mając do tego krzty zamiłowania.

Zgadzam się absolutnie z tym, że na rynku prawniczym jest ciężko. Ale zawsze tak było. Jednak czy przez to ludzie, wszyscy jak jeden mąż, mają raptem przestać studiować prawo czy nie wybierać tego kierunku? No chyba nie (chociaż mam wrażenie, że niektórzy użytkownicy forum tak właśnie myślą-jeśli nie, proszę wyprowadzić mnie z błędu). Absolutnie zgodzę się z tym, że ludzie powinni naprawdę dobrze przemyśleć swój wybór. Z tym, że ludzie myślą stereotypami i choćbyśmy na rzęsach stanęli, to nie wytłumaczy się im, że po prawie to nie jest tak fajnie, pięknie i super. Oni myślą, że nie ma biednych prawników. Koniec i kropka. Dopiero szukając patrona zauważają, że coś jest tu nie halo. A dyskusje takie jak ta, mogą odebrać jako próbę zniechęcania przez tych, którzy utrudniają dostęp do zawodu.

Studentów prawa powinno być mniej. Dużo mniej. Nie powinno się przyjmować każdego z byle jaką maturą. Ale cóż, to tylko moje pobożne życzenia. Nic to nie zmieni, tak jak ta dyskusja.
 
Luisowa napisał:
Studentów prawa powinno być mniej. Dużo mniej. Nie powinno się przyjmować każdego z byle jaką maturą. Ale cóż, to tylko moje pobożne życzenia. Nic to nie zmieni, tak jak ta dyskusja.

A czy matura jest wiarygodnym wyznacznikiem tego kto jak poradzi sobie na studiach ??
 
Morena, oczywiście, że nie. Lepiej byłoby wrócić do egzaminów wstępnych. Ale skoro już przyjmują na podstawie wyników matury, to niech to będą wyniki przynajmniej dobre, a nie jakieś tam śmieszne 40%.
 
Powinno być tak: Matura + oceny na świadectwie ukończenia szkoły, potem ewentualnie egzamin wstępny. A co do takich co idą dla kasy, to znam chociaż taką jedną blondynkę, która idzie na Viadrinę, bo "w Polsce się niczego nie nauczy, tylko w Niemczech zostanie świetną prawniczką i będzie kosić grube tysiące euro, bo przecież o to w tym zawodzie chodzi"- cytat autentyk. Jak widać, są tacy, którzy idą dla kasy, bo "spawaczami nie zostaną":) No ale to już ich sprawa, życie często weryfikuje nasze plany na przyszłość...
 
Luisowa napisał:
Są też tacy, którzy idą na prawo z czystego zamiłowania, kasa jest na którymś tam z kolei miejscu. Ja osobiście nie wyobrażam sobie innych studiów niż prawo, pracy w innym zawodzie niż związanym z prawem. Nawet jeśli miałabym zarabiać naprawdę marnie i niewspółmiernie do moich wysiłków, to i tak wolę to niż pracować w jakimś innym zawodzie za bardzo duże pieniądze, ale który mnie nie pasjonuje. Szczerze mówiąc w ogóle nie rozumiem jak można wybrać studia prawnicze kierując się tylko i wyłącznie wybujałymi wyobrażeniami o zarabianiu bajońskich sum, a nie mając do tego krzty zamiłowania.

no więc szczerze Ci gratuluję, naprawdę bez ironii, jeśli tak uważasz to bardzo fajnie. Oby się nie odmieniło w momencie, gdy opuścisz ciepłe mury uczelni i trafisz na bezwzględny rynek pracy :)
Ale doceniając Twoje podejście powiem, że jednak wydaje się ono dość oryginalne, wyjątkowe wśród osób idących na prawo. No bo na zdrowy rozum - jak ludzie 18-19 letni decydujący się będąc w LO na studiowanie prawa mogą być pewni, że to ich pasjonuje, koniecznie chcą wykonywać ten zawód, nie widzą się gdzie indziej itd. No w jaki sposób ? Ogromna większość studentów prawa nie pochodzi z rodzin prawniczych więc o zawodzie nie mają żadnego pojęcia i kierować mogą się jedynie wyobrażeniem, szeptaną wiedzą i - nie oszukujmy się - przekonaniem o bardzo wysokich zarobkach prawników.
Wg mnie to właśnie ten mit zarobków powoduje ten tłum na studiach i jest to do pewnego stopnia prawdziwe - są prawnicy zarabiający ogromne jak na Polskę pieniądze, tyle że to kilkaset osób, w skali kilkudziesięciu tysięcy pracujących w zawodzie prawników. Reszta czyli 99 % wcale tak różowo nie ma i pewien jestem, że gdyby ci chętni na studia patrzyli właśnie nie na wyjątki a na tę masę - to by chęci raz dwa opadły :) No chyba że wierzy się tylko w to co się chce, czyli np. gazetowe newsy że KAŻDY notariusz w Polsce zarabia 90 000 miesięcznie. Wtedy to kaplica jeśli się ma tylko te złotówki przed oczami...
Ale zostawiając pieniądze na boku -wydaje mi się, że jeszcze bardziej ludzie rozczarują się jak dojrzą na czym tak naprawdę ten zawód polega - tzn. na mozolnym siedzeniu nad papierami, czytaniu, wertowaniu przepisów, orzeczeń itd. Ktoś tu fajnie napisał, że każdy kandydat powinien wybrać się do biblioteki, wziąć np. komentarz do k.c. (czyli biblię prawnika w zasadzie) i poczytać ze 20 stron, dowolnie wybranych. A potem pomyśleć czy będzie mu się to chciało robić codziennie po kilkanaście godzin czy nie.
Efekt murowany i dość rzetelnie pokazujący czy ktoś się do zawodu nada czy nie będzie miał zupełnie chęci do pracowania w taki sposób.
 
Ostatnia edycja:
aplikoko, oczywiście może się tak stać, że życie zweryfikuje moje poglądy. Nie twierdzę, że nie zaistnieje sytuacja, gdzie nie znajdę pracy w żadnym zawodzie związanym z prawem. Oczywiście może się tak stać, a że żyć z czegoś trzeba to i trzeba będzie zająć się czymś innym. Dlatego uważam, że dobrze mieć jakąś alternatywę, zastanowić się "jak nie prawo to co". Nie mniej jednak powtórzę jeszcze raz-jeśli miałabym możliwość pracować w zawodzie związanym z prawem, nawet za kiepskie pieniądze, to nie zastanawiałabym się ani chwili :) Nie wybrałabym niczego innego.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra