PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
Przeczytałem wszystkie wpisy i chciałbym dodać coś od siebie. Jestem na drugim roku aplikacji oraz na doktoracie. Szczerze powiedziawszy gdybym miał możliwość powrotu do przeszłości to nigdy nie zdecydowałbym się na prawo. Na pierwszym roku aplikacji miałem jeszcze nadzieje, że czas tyrania za 800 złotych (dawane pod stołem) kiedyś się skończy i będzie lepiej. Nie skończył się i nie jest lepiej. W tym czasie kiedy ja ciągle się uczę i jestem pomiatany (etosem prawnika można sobie moderacjapodetrzeć) inni moi znajomi koszą po 8 tysięcy na rękę. Inni (wykształcenie średnie z opóźnieniem) zarabiaja 3.000 - 4.000 złotych. Można mieć dość?
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Można, bo bywa, że osoby bez matury zarabiają ponad 2 tysiące na rękę nie przepracowując się. Pocieszające jest tylko to, że to głupi mają szczęście :)
 
Prestige napisał:
Przeczytałem wszystkie wpisy i chciałbym dodać coś od siebie. Jestem na drugim roku aplikacji oraz na doktoracie. Szczerze powiedziawszy gdybym miał możliwość powrotu do przeszłości to nigdy nie zdecydowałbym się na prawo. Na pierwszym roku aplikacji miałem jeszcze nadzieje, że czas tyrania za 800 złotych (dawane pod stołem) kiedyś się skończy i będzie lepiej. Nie skończył się i nie jest lepiej. W tym czasie kiedy ja ciągle się uczę i jestem pomiatany (etosem prawnika można sobie moderacjapodetrzeć) inni moi znajomi koszą po 8 tysięcy na rękę. Inni (wykształcenie średnie z opóźnieniem) zarabiaja 3.000 - 4.000 złotych. Można mieć dość?

oj, uważaj bo zaraz Cię zakrzyczą jak to siejesz defetyzm i czarnowidztwo, a najpewniej jesteś sfrustrowanym absolwentem któremu się nie udało i zazdrości innym :)
Bo co do meritum - napisałeś rzeczy oczywiste dla każdego kto siedzi w tym....interesie :)
 
Nie na temat. Ocenę łamania regulaminu proszę pozostawić moderatorom. Bartata
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Prestige napisał:
Przeczytałem wszystkie wpisy i chciałbym dodać coś od siebie. Jestem na drugim roku aplikacji oraz na doktoracie. Szczerze powiedziawszy gdybym miał możliwość powrotu do przeszłości to nigdy nie zdecydowałbym się na prawo. Na pierwszym roku aplikacji miałem jeszcze nadzieje, że czas tyrania za 800 złotych (dawane pod stołem) kiedyś się skończy i będzie lepiej. Nie skończył się i nie jest lepiej. W tym czasie kiedy ja ciągle się uczę i jestem pomiatany (etosem prawnika można sobie moderacjapodetrzeć) inni moi znajomi koszą po 8 tysięcy na rękę. Inni (wykształcenie średnie z opóźnieniem) zarabiaja 3.000 - 4.000 złotych. Można mieć dość?

Hehehe. Pierwszy post.


Może podałbyś szczegóły, bo na 8 tysięcy na rękę to dużo, co robią w życiu?
Po drugie, nawet jeśli tak jest to nikt ci nie będzie płacił za wykształcenie, tylko za umiejętności. Wysokie i deficytowe umiejętności wyceniane są lepiej.

Zapewne wielu narzekaczy w wieku 18 lat uważało się za mądrzejszych od ogółu i predysponowanych do wielkości, ale zadziwiające że im się nie powodzi. Może to przejściowe trudności, a może nie są wystarczająco zdolni.

No, ale to tak jak z nauką języków obcych - nigdy nie poznasz doskonale języka, którego nie kochasz. No, chyba że ktoś za bardzo dobrą znajomość uznaje poziom licealny.

Dzisiaj wszystko podlega wycenie - ludzie chcą, żeby płacić im za papierek.
No, ale to może wina złej atmosfery wokół prawa, wszyscy spoza środowiska studentów prawa zdają się gorąco wierzyć w eldorado prawnicze, więc wielu może się tym zarazić od nich.
 
Nawiązując jeszcze do tego, że komuś mało "pod stołem" płaci patron - dobrze, że w ogóle dostajesz cokolwiek, bo niektórzy pracują za darmo i się cieszą, że w ogóle mają patrona. :rolleyes:
 
Taaaak. My tu "walczymy" z pracą na czarno.
Natomiast Wasi Patroni łamią nagminnie prawo pracy.
Przecież za każdą pracę należy się wynagrodzenie i nie jest ważne jak się zwie, czy pobory, czy też stypendium.
 
Hehehe. Pierwszy post.


Może podałbyś szczegóły, bo na 8 tysięcy na rękę to dużo, co robią w życiu?
Po drugie, nawet jeśli tak jest to nikt ci nie będzie płacił za wykształcenie, tylko za umiejętności. Wysokie i deficytowe umiejętności wyceniane są lepiej.

Zapewne wielu narzekaczy w wieku 18 lat uważało się za mądrzejszych od ogółu i predysponowanych do wielkości, ale zadziwiające że im się nie powodzi. Może to przejściowe trudności, a może nie są wystarczająco zdolni.

No, ale to tak jak z nauką języków obcych - nigdy nie poznasz doskonale języka, którego nie kochasz. No, chyba że ktoś za bardzo dobrą znajomość uznaje poziom licealny.

Dzisiaj wszystko podlega wycenie - ludzie chcą, żeby płacić im za papierek.
No, ale to może wina złej atmosfery wokół prawa, wszyscy spoza środowiska studentów prawa zdają się gorąco wierzyć w eldorado prawnicze, więc wielu może się tym zarazić od nich.

Ten kolega z pensją 8.000 to analityk finansowy w Wawie. Tyle, że on po SGH - u. Powiedz mi jedno jak aplikant adw. i młody adwokat może mieć umiejętności, a jeśli nawet daj Boże ma to jak ma on je pokazać potencjalnemu pracodawcy (który w zdecydowanej większości przypadków ma wiedzę zdecydowanie niższą - no ale ma doświadczenie). Najgorsze w tej mizerii jest to wszędobylskie niezrozumienie naszej sytuacji. Każdy pociesza cierpliwości później będziesz zarabiał (hahaha..), będzie lepiej, rozwój w Twoim zawodzie jest rozłożony w czasie. Później to znaczy kiedy? jak będę miał 45 - 50 lat co mi wtedy z tego życia przyjdzie? Teraz jest czas żeby z tego życia korzystać, spotykać się z pannami, jeżdzić na fajne wczasy. Na to większość z nas nie może sobie pozwolić, bo albo jest jeszcze na garnuszku rodziców albo ledwo mu starcza z jałmużny od wielkiego mecenasa żeby związać koniec z końcem. Dodatkowo słyszysz od członków swojej wielkiej rodziny (ORA OIRP-a) jak to jesteś niepotrzebny, jak to mało umiesz itp, itd. Pierwszy lepszy prymityw śmieje ci się w twarz i ma cię gdzieś (bo on haczy 3.000 będąc po zawodówce). Jak to wpływa na poczucie własnej wartości nie muszę chyba się wypowiadać. Niestety czuje, że przegrywam.
 
Ostatnia edycja:
Prestige napisał:
Ten kolega z pensją 8.000 to analityk finansowy w Wawie. Tyle, że on po SGH - u. Powiedz mi jedno jak aplikant adw. i młody adwokat może mieć umiejętności, a jeśli nawet daj Boże ma to jak ma on je pokazać potencjalnemu pracodawcy (który w zdecydowanej większości przypadków ma wiedzę zdecydowanie niższą - no ale ma doświadczenie). Najgorsze w tej mizerii jest to wszędobylskie niezrozumienie naszej sytuacji. Każdy pociesza cierpliwości później będziesz zarabiał (hahaha..), będzie lepiej, rozwój w Twoim zawodzie jest rozłożony w czasie. Później to znaczy kiedy? jak będę miał 45 - 50 lat co mi wtedy z tego życia przyjdzie? Teraz jest czas żeby z tego życia korzystać, spotykać się z pannami, jeżdzić na fajne wczasy. Na to większość z nas nie może sobie pozwolić, bo albo jest jeszcze na garnuszku rodziców albo ledwo mu starcza z jałmużny od wielkiego mecenasa żeby związać koniec z końcem. Dodatkowo słyszysz od członków swojej wielkiej rodziny (ORA OIRP-a) jak to jesteś niepotrzebny, jak to mało umiesz itp, itd. Pierwszy lepszy prymityw śmieje ci się w twarz i ma cię gdzieś (bo on haczy 3.000 będąc po zawodówce). Jak to wpływa na poczucie własnej wartości nie muszę chyba się wypowiadać. Niestety czuje, że przegrywam.

niestety, ale to co napisałeś będzie się tylko pogłębiać. Mecenasi trzęsą się ze złości, bo widzą wyraźnie że skończył się czas gdy za samą pieczątkę zbijali kasę bo była ich garstka. Tama pękła i tysiące nowych co roku będą wchodzić na rynek, stopniowo odbierać klientów i zarobek.
Niestety - i to się tyczy tych piewców wolnego rynku - ogólny poziom życia wykwalifikowanego prawnika (adw/radcy) mocno spadnie, staną się to po prostu zwyczajni pracownicy najemni, a być może jak niektórzy twierdzą - będzie powrót do przeszłości tzn. każda firma będzie miała swojego radcę na etacie, jako prawnika i skończy się obsługiwanie -nastu spółek czy firm, kilka godzin w miesiącu przez jednego człowieczka.

A już śmiech ogarnia na rady typu: jak ktoś się wykaże umiejętnościami to będzie sobie radził. Pytanie: gdzie ma się wykazać i kto ma go zauważyć w tym tłumie młodziaków z tytułami zawodowymi :)
Jedyny efekt wolnego rynku będzie taki, że w pełni zadziała prawo popytu i podaży: masa prawników = kiepskie dochody i brak poważnego zajęcia dla sporej części z nich. Brak kafelkarzy/elektryków/glazurników/informatyków/lekarzy = pełne ręce roboty i b. dobre zarobki.
Proste :)
 
Starajcie się nie cytować całych postów poprzedników...nie ma takiej potrzeby a wątek robi się rozwlekły i nieczytelny.
 
stachanow napisał:
No, ale to może wina złej atmosfery wokół prawa, wszyscy spoza środowiska studentów prawa zdają się gorąco wierzyć w eldorado prawnicze, więc wielu może się tym zarazić od nich.

coś w tym jest - ludzie dalej uważają, że prawnicy (czyli w ich rozumieniu wszyscy którzy skończyli studia prawnicze) zarabiają bardzo dużo, i to od razu po studiach. Wydaje mi się, że z tego może wynikać struktura studentów wydziałów prawa - 80 % z nich to ludzie kompletnie z rodzin nie-prawniczych, a więc dużym stopniu też kierujący się taką obiegową opinią o eldorado. Bo gdyby mieli kogoś w środku, to wiedzieliby że delikatnie mówiąc - aż takiego eldorado to tu nie ma :)
Ale to się zmieni niebawem - za chwilę w każdej rodzinie w Polsce będzie osoba po skończonych studiach prawniczych więc na własne oczy każdy zobaczy co to za miód :D:D
 
Ostatnia edycja:
Szczerze mówiąc... nie warto, żałuję, że nie poszedłem do technikum gastronomicznego, z moim zamiłowaniem do języków obcych i gotowania siedziałbym teraz gdzieś za granicą, zarabiał przyzwoite pieniądze, kto wie? może bym już odłożył na mieszkanie, miał dużo wolnego czasu po pracy i wszystko gdzieś.
 
Tylko może ktoś mi powie - kto odpowiada za ten stan rzeczy, że tak jest ciężko po prawie stanąć na nogi w Polsce, bo że jest z tym problem to wszyscy wiedzą?
 
aplikoko napisał:
niestety, ale to co napisałeś będzie się tylko pogłębiać. Mecenasi trzęsą się ze złości, bo widzą wyraźnie że skończył się czas gdy za samą pieczątkę zbijali kasę bo była ich garstka. Tama pękła i tysiące nowych co roku będą wchodzić na rynek, stopniowo odbierać klientów i zarobek.
Niestety - i to się tyczy tych piewców wolnego rynku - ogólny poziom życia wykwalifikowanego prawnika (adw/radcy) mocno spadnie, staną się to po prostu zwyczajni pracownicy najemni, a być może jak niektórzy twierdzą - będzie powrót do przeszłości tzn. każda firma będzie miała swojego radcę na etacie, jako prawnika i skończy się obsługiwanie -nastu spółek czy firm, kilka godzin w miesiącu przez jednego człowieczka.

A już śmiech ogarnia na rady typu: jak ktoś się wykaże umiejętnościami to będzie sobie radził. Pytanie: gdzie ma się wykazać i kto ma go zauważyć w tym tłumie młodziaków z tytułami zawodowymi :)
Jedyny efekt wolnego rynku będzie taki, że w pełni zadziała prawo popytu i podaży: masa prawników = kiepskie dochody i brak poważnego zajęcia dla sporej części z nich. Brak kafelkarzy/elektryków/glazurników/informatyków/lekarzy = pełne ręce roboty i b. dobre zarobki.
Proste :)

Szanowny "Dżeronimie" !

Czy oprócz wylewania swoich frustracji, masz jakieś rozwiazanie tej sytuacji...

Chcesz powrotu do sytuacji sprzed 2005r., gdy o przyjęciu na aplikację decydowały głównie względy "genetyczne" ?

Nikt nie mówi, że wolny rynek jest idealny, ale na pewno jest lepszy, niż patologie jakie były 10 lat temu.

A to, że ilość zawsze powoduje osłabienie jakosci, to też jest powszechnie znane prawo wolnego rynku...

A poza tym co złego widzisz w tym, ze firmy będą zatrudnialy swoich prawników (jakbys nie wiedział, te wielkie juz to robią od dawna...) ?

Przynajmniej będą miały lepszą i STAŁĄ obsługę prawną.
Bo rzetelne "obsługiwanie -nastu spółek czy firm, kilka godzin w miesiącu przez jednego człowieczka" jest po prostu niemożliwe !
A było tak tylko z powodu ograniczonej sztucznie liczby prawników.

Więc jeszcze raz zapytam: czy oprócz wylewania swoich frustracji, masz jakieś rozwiazanie tej sytuacji ?

Ograniczanie liczby przyjęć ? To znów zaczną się patologie !

A jak uważasz, że inni mają lepiej, to dlaczego poszedłeś na prawo ? Trzeba było zostać elektrykiem, glazurnikiem, albo po prostu teraz odpowiadać za swoje (byś może głupie) wybory życiowe !

Witamy w dorosłym życiu...
 
A możecie mi wytłumaczyć, dlaczego cały czas krytykujecie ten kierunek? I tak większości tym nie zniechęcicie :)
 
aplikoko napisał:
A już śmiech ogarnia na rady typu: jak ktoś się wykaże umiejętnościami to będzie sobie radził. Pytanie: gdzie ma się wykazać i kto ma go zauważyć w tym tłumie młodziaków z tytułami zawodowymi :)
Jedyny efekt wolnego rynku będzie taki, że w pełni zadziała prawo popytu i podaży: masa prawników = kiepskie dochody i brak poważnego zajęcia dla sporej części z nich. Brak kafelkarzy/elektryków/glazurników/informatyków/lekarzy = pełne ręce roboty i b. dobre zarobki.
Proste :)

Wykazać możesz się tak jak w każdym innym biznesie. Popatrz sobie ile jest absolwentów rachunkowości. Bez wątpienia więcej niż prawa. Ale czy jakoś prowadzenie biur rachunkowych stało się nieopłacalne? Czy dzisiaj na prawdę jest niemożliwe otwarcie biura rachunkowego, które się utrzyma na rynku?
Odpowiedź brzmi nie. I tak samo jest z prawem. Jak wiesz jak prowadzić biznes to i kancelaria będzie dochodowa.

A zwiększenie liczby prawników pociągnie za sobą także specjalizajcę, za którą idą w każdej gospodarce rynkowej wyższe zarobki. A z tym nie mamy do czynienia w Polsce na rynku prawniczym. Zobacz sobie profile prawników na stronach kancelarii: oni się znają na wszystkim. To jak potencjalny klient ma komuś takiemu zaufać, jak ma chcieć zostawić u niego dużo pieniędzy.

Jasne że będą dalej także prawnicy na wzór lekarzy pierwszego kontaktu, ale oni nie będą zarabiać kokosów. To się dzieje na zachodzie i będzie się dziać u nas.

W każdej branży, która w dużej mierze oparta jest na zaufaniu i doświadczeniu wybicie się i znalezienie swojego miejsca trwa długo. Więc proszę nie porównuj branży prawniczej do glazurnika. Bo u niego przede wszystkim ważna jest cena oraz to czy zrobi swą robotę dobrze.

W branżach doradczych dochodzi jeszcze właśnie element zaufania do tego, że powierzasz sprawy swojej firmy lub życia w ręce kogoś innego. Wyrobienie sobie nazwiska trwa długo i to jest w pełni normalne.

I tak jest u lekarzy, architektów i inżynierów. Ilu znasz inżynierów, którzy zaraz po studiach są rozchwytywani do samodzielnych projektów. Oni także wyrabiają sobie nazwisko przez lata.

A zapotrzebowanie na prawników będzie wzrastać, bo firmy zaczynają rozumieć powoli, że prawnika zatrudnia się do zapobiegania a nie leczenia.

Wg badania na lex.pl aż 70% firm nie korzysta z obsługi prawnej. To jest gigantyczny rynek, który trzeba powoli zdobywać.

To jest tak jak w tej anegdocie, że wysłano dwóch sprzedawców butów do Afryki. Jeden wraca i mówi: tu się nic nie da sprzedać, bo tu nikt butów nie nosi. Wraca drugi i mówi: ale fantastyczny rynek, tu nikt butów nie nosi, więc nie mam konkurencji.

Trochę się rozpisałem, ale już kończąc często tu piszą osoby, że teraz warto studiować kierunki techniczne. Nie wiem czy zdajecie sobie sprawę, że i u nas jest zawód, który tak jest opisywany od dobrych 2-3 lat - doradca podatkowy. Dużo latwiejsze dojście do zawodu, ciągły deficyt doradców, ale czy chociaż więcej niż 10% studentów prawa wie, że w ogóle jest taki zawód.

Rynek się zmienia i to kolosalnie, ale czy na gorsze. Tego nie wiadomo. Na pewno na całkowity inny, z dużym udziałem internetu, mniejszą liczbą stałej obsługi prawnej, większą świadomością klientów, którzy chcą do konkretnych spraw zatrudniać specjalistów.

A każda taka rewolucja, co normalne, część prawników, którzy się nie potrafią odnaleźć zatopi. Część dzięki tej fali wypłynie i będzie liderami, a reszta się będzie musieć dostosować.

Pozdrawiam, i życzę trochę więcej optymizmu i szukania sobie możliwości.
 
Ostatnia edycja:
Kenarf napisał:
Wykazać możesz się tak jak w każdym innym biznesie. Popatrz sobie ile jest absolwentów rachunkowości.[...]
Pozdrawiam, i życzę trochę więcej optymizmu i szukania sobie możliwości.

Popieram w 150%.
A popatrzcie, ilu jest absolwentów innych kierunków. Przecież nie ma takiego kierunku, który co roku kończy 20 czy 30 osób. Każdy kierunek kończą setki studentów. Więc to jest akurat słaby argument w rozmowie z cyklu: 'nie kończy prawa, bo co roku ten kierunek kończy tylu studentów'. Słaby przynajmniej dla mnie.
 
No bo wiesz, większość ludzi osiągając wiek 27-28 lat chce wreszcie zacząć czerpać z życia, ,założyć rodzinę, zająć się swoimi przyziemnymi sprawami a nie ciągle się uczyć i stresować bajzlem, który nazywa się aplikacją. Wiele osób jest nadal na utrzymaniu rodziców albo wegetuje-licząc na to, że po ukończeniu aplikacji zacznie się "coś"dziać, więc nie dziwię się ogólnemu rozczarowaniu tym kierunkiem.Bo ile można się uczyć, ile razy z rzędu można zakuwać KSH, czy KPC mając świadomość, że praktyczne zastosowanie przepisów nijak ma się do głupiego rycia na pamięć.Niestety wielu zdradza syndromy wypalenia-no ale czemu się dziwić-prawo jest kierunkiem, przy którym można się natyrać i tak naprawdę nic z tego nie mieć.

Osobiście liczę, że kiedyś sytuacja się zmieni.
 
Ostatnia edycja:
Oczywiście, że jest to wypowiedź dorosłego faceta. Obawiam się jednak, że ten dorosły facet aktualnie jest na pierwszym albo na drugim roku prawa, gdyż tego samego typu sformułowania słyszałem od mojego współlokatora w akademiku, którego za cholerę nie mogłem przekonać, że w pierwszej pracy po ukończeniu prawa nie powinien nastawiać się na zarobki 5-6 tys netto, a raczej zadowolić się mizerną "trójką".

Kenarf nie idź tą drogą....bo za parę lat skończysz jak Geronimo.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra