PRAWO - Warto nie warto/żale/problemy/bolączki - tylko jeden temat.

  • Autor wątku Autor wątku Bartata
  • Data rozpoczęcia Data rozpoczęcia
Status
Ten wątek został zamknięty.
aplikoko napisał:
A teraz mając tę wiedzę radzę spojrzeć na tytuł działu, w którym obecnie piszemy i zadać sobie pytanie: czy warto zostać prawnikiem ;)

już za późno. teraz ewentualnie można przestać nim być ale za to też nie płacą ;-)
 
aplikoko napisał:
A teraz mając tę wiedzę radzę spojrzeć na tytuł działu, w którym obecnie piszemy i zadać sobie pytanie: czy warto zostać prawnikiem ;)

Oczywiście, że warto.
Warto robić to, co się lubi i to, o czym się marzyło.

A czy warto zostać murarzem, tynkarzem, blacharzem, elektrykiem, fryzjerem, socjologiem, dziennikarzem, kucharzem, malarzem, kimkolwiek?
 
Ja np. żałuję, że nie mam hurtowni jakiejś, albo innego "smol biznesu".

Zatrudniałbym takich abslowentów UW czy inne UJ za tałzena a sam jeżdził "ałdi full opcja" i mieszkał w domu 300 m2 za gotówę a nie w mieszkaniu w kredycie do końca życia ....

Ale cóż .... nawbijali mi do łba pierdół, że nauka to potęgi klucz .....
 
studentka-prawa napisał:
Oczywiście, że warto.
Warto robić to, co się lubi i to, o czym się marzyło.

A czy warto zostać murarzem, tynkarzem, blacharzem, elektrykiem, fryzjerem, socjologiem, dziennikarzem, kucharzem, malarzem, kimkolwiek?

powiedz to tym tysiącom szukającym zatrudnienia po skończonym prawie i słyszącym, że ktoś wycenia ich dyplom i czas który poświęcili na 1500 zł. Na pewno przyjmą ze zrozumieniem Twoje rady, zwłaszcza że przy takiej sytuacji na rynku człowieka po prawie na pewno bardzo lubią to co robią (o ile cokolwiek robią) :)
 
Ostatnia edycja:
powiedz to tym tysiącom szukającym zatrudnienia po skończonym prawie i słyszącym, że ktoś wycenia ich dyplom i czas który poświęcili na 1500 zł. Na pewno przyjmą ze zrozumieniem Twoje rady, zwłaszcza że przy takiej sytuacji na rynku człowieka po prawie na pewno bardzo lubią to co robią (o ile cokolwiek robią

Bo może na początek tyle właśnie jest warty? Nawet przy największej wiedzy i doświadczeniu - praca prawnika nie jest jakoś ekstremalnie wyczerpująca. Trochę się pouczy, poczyta, posiedzi w ciepełku i tyle. Dla większości społęczenstwa jego praca to nadal czysta abstrakcja połaczona z zbędnym ględzeniem i komplikowaniem życia

Ten wyśmiewany murarz czy tynkarz owszem zarobi, ale kolosalnie się na to naharuje. Nie ma że mróz, w kręgosłupie strzyka i człowiek padnięty. Zresztą - mało który murarz będzie w wieku 60 lat w stanie
robić co to teraz.


Myślę że dla każdego prawnika bardzo dobrze jest jeśli ma jakieś doświadczenie w innej pracy, najlepiej fizycznej. Dlatego zawsze mnie dziwi jak studenci prawa nie chcą siadać " na protokole", bo to niby cięzko i poniżej kwalifikacji...
 
gnozjusz napisał:
Bo może na początek tyle właśnie jest warty? Nawet przy największej wiedzy i doświadczeniu - praca prawnika nie jest jakoś ekstremalnie wyczerpująca. Trochę się pouczy, poczyta, posiedzi w ciepełku i tyle. Dla większości społęczenstwa jego praca to nadal czysta abstrakcja połaczona z zbędnym ględzeniem i komplikowaniem życia

Ten wyśmiewany murarz czy tynkarz owszem zarobi, ale kolosalnie się na to naharuje. Nie ma że mróz, w kręgosłupie strzyka i człowiek padnięty. Zresztą - mało który murarz będzie w wieku 60 lat w stanie
robić co to teraz.

ja akurat murarzy, tynkarzy itd. nie obśmiewam - przeciwnie, wiem jak ciężko pracują, wiem jak ciężko ich znaleźć i wiem że oni rzeczywiście "coś" budują w przeciwieństwie do pustego ględzenia większości prawników - taka prawda, że mało jest takich którzy dadzą konkretne rozwiązania a większość bawi się tylko w "prezentowanie możliwości rozwiązań" czyli mówiąc swojsko - boi się cokolwiek zasugerować i uprawia tzw. dupokrytki. W tym kontekście akurat dla wybierających prawo nie mam wielkiego szacunku delikatnie mówiąc - to pójście na łatwiznę i marzenie o fortunie z seriali.

Natomiast nie zgodzę się, że młodzi mało zarabiają bo tyle są warci - pewnie są, ale czy młody informatyk to już taki geniusz po szkole co przyjdzie i w praktyce pstryka palcami i robi robotę ? nie, też musi się sporo uczyć, ale jemu płaci się na starcie duuuuużo więcej niż prawnikowi. Dlaczego ? bo o informatyków idzie bój między pracodawcami żeby kogoś złapać i zatrzymać u siebie. A masy prawników same siebie by utopiły i wydusiły ze złości że jest ich aż tylu do tak małego w sumie rynku jak polski. Tu jest źródło wszystkich problemów - ogromna podaż, znikomy popyt. Gdyby racjonalnie kształcić 20 % obecnego stanu prawników, problemów by nie było. A tak mamy mit masowego wykształcenia i masy rozczarowanych, że nie tak sobie to wyliczyli i wymarzyli.....
 
loyd30 napisał:
Ale cóż .... nawbijali mi do łba pierdół, że nauka to potęgi klucz .....

Mam dokładnie te same przemyślenia... Kiedyś tak było. Teraz zbyt wielu młodych poszło w myśl tej maksymy i rzeczywistość się zmieniła, a podstawowe prawa ekonomii - nie...
 
LegalEagle napisał:
Nie żartujmy z prawami ekonomii w tym kraju. Tu jest Polska.

Prawo popytu i podaży jednak działa - odczuwają je obecnie zarówno młodsi, jak i starsi prawnicy.
 
loyd30 napisał:
No raczej tylko młodsi .....

Starsi bez etatów a z własną działalnością chyba jednak też.

PS. Loyd30, jeśli możesz to sprawdź wiadomości prywatne.
 
Ostatnia edycja:
rigde napisał:
Prawo popytu i podaży jednak działa - odczuwają je obecnie zarówno młodsi, jak i starsi prawnicy.

Ja jednak uważam, że silniejsze jest u nas prawo znajomka a nie prawo popytu. Zanim znalazłem patrona i pracodawcę przed rozpoczęciem aplikacji, w kilkunastu przypadkach (lekko licząc) zostałem odprawiony w różnych kancelariach z kwitkiem, z komunikatem,że nie przewidują zatrudnienia kogokolwiek. Później na zajęciach w rozmowach z kolegami i koleżankami się okazywało, że kogoś po moich wizytach jednak, tam gdzie pytałem o pracę, zatrudniono. Raptem się wolne miejsca jednak pojawiły. Wynik z egzaminu wstępnego miałem w pierwszej piętnastce. Trzeba sobie zdać sprawę ze skali zjawiska: w notariacie jest np. tak, że aplikant(ka) ma małżonka będącego agentem nieruchomościowym, albo ojca będącego prezesem dużej spółdzielni mieszkaniowej, albo ma wujka notariusza, albo ma teściową notariusza, albo jest po prostu dzieckiem notariusza itd. itd.
 
jest to typowe nie tylko dla notariatu, ale dość powszechne niestety, zawsze "polecony" wygra ze zwyczajnym kandydatem, choćby nie wiadomo jak dobrym. Tak to działa i tylko naiwni myślą, że przy takim boju o jakikolwiek etat w zawodzie ludzie zdają się wyłącznie na własne kompetencje i to, że wygrywał będzie najlepszy. Sytuacja byłaby inna gdyby prawników brakowało - wtedy chciał nie chciał ale trzeba zatrudniać tych co chcą przyjść a nie przebierać spośród 160 chętnych do zatrudnienia. Przecież to nawet rzetelnie wybrać się nie da z takich mas tylko od razu wygrywa ten kto "dotrze" do decydującej osoby.

Żyjemy w końcu w kraju, gdzie staż z urzędu pracy za 600 czy tam 800 zł miesięcznie ludzie załatwiają z wielkim trudem i po wykorzystaniu szeregu znajomości. Co dopiero niezłą pracę w takim zawodzie jak nasze.....Sporo wytrwałości i niepoddawania się trzeba żeby w ogóle nie machnąć na to ręką jeśli nie ma się znajomości ale w końcu niektórym się uda i bez nich. Ale co się nadenerwują i nachodzą to wiedzą najlepiej.

loyd30 napisał:
No raczej tylko młodsi .....
młodsi radykalnie i w największym stopniu ale i starych to dotyka - klient głupi nie jest i jak widzi, że konkurenci otwierają na tej samej ulicy kolejne kancelarie nie będzie dalej płacił jak za zboże tylko z miejsca negocjuje i obniża stawkę. A stary mecenas, jak niepyszny stoi pod ścianą i czołga się na brzuchu żeby klienta utrzymać. Skoro nawet sieciówki spuściły z tonu i w zasadzie zapomina się o stawkach godzinowych z czasów hossy, to co powiedzieć o zwyczajnych, niedużych kancelaryjkach żyjących z drobnicy ? ich też więc to dotyka i coraz lepiej to widać
 
Ostatnia edycja:
aplikoko napisał:
młodsi radykalnie i w największym stopniu ale i starych to dotyka - klient głupi nie jest i jak widzi, że konkurenci otwierają na tej samej ulicy kolejne kancelarie nie będzie dalej płacił jak za zboże tylko z miejsca negocjuje i obniża stawkę. A stary mecenas, jak niepyszny stoi pod ścianą i czołga się na brzuchu żeby klienta utrzymać.

No jakoś "starzy" wyjadacze sądowi jak mieli klientów tak ich mają, a młodzi rzeczywiście zaczynają zabijać się o każde zlecenie.

aplikoko napisał:
Skoro nawet sieciówki spuściły z tonu i w zasadzie zapomina się o stawkach godzinowych z czasów hossy, to co powiedzieć o zwyczajnych, niedużych kancelaryjkach żyjących z drobnicy ? ich też więc to dotyka i coraz lepiej to widać

Odkąd współpracuję z sieciówkami (od 5 lat) to zawsze była stawka godzinowa z cap'em. Nic się nie zmieniło.

Choć tu rzeczywiście anglosaskie sieciówki odczuły konkurencję polskich kancelarii (powstałych na marginesie z byłych pracowników tych sieciówek).

PS - dodajemy jeszcze, że te sieciwóki miałby po prostu absurdalne stawki....
 
Ostatnia edycja:
No jakoś "starzy" wyjadacze sądowi jak mieli klientów tak ich mają

Rozróznijmy dwie sprawy

Nie jest chyba tajemnicą że gros dochodowych spraw( zwłaszcza sądowych SSP) nie idzie po kluczu wiedzy czy doświadczenia. To że jeden mec. jest związany z daną opcją polityczną bądz rodzinnie z decydentami ( do czego czasem potrafią się przyznać na sali) pozwala mu ignorować te wszelkie trendy rynkowe i zwiększenie konkurencji. Bo on ma pozycję - przynajmniej do czasu, niezależnie od wiedzy i umiejetnosci ( a czasem wręcz wbrew)

Natomiast czymś zupełnie innym jest obserwacja takich "zwykłych spraw", gdzie trzeba się narobić i użerać a wynagrodzenie przeciętne. To że np czołowe postacie Palestry( Warszawskiej) biora się masowo za pisanie wniosków o nadanie klauzuli o czymś świadczy. Jeszcze z 6-8 lat temu pewnie by nawet nie spojrzeli na takowe zlecenia
Trzy - coraz rzadziej się odbywa ruch z Sądów do korporacji, a coraz większe tłumy r.pr. i adw. walą w poszukiwaniu stanowiska sędziego.

Nie popadajac w przesadę jak aplikoko że wszyscy będziemy jeść czerstwy chleb to trzeba zauwazyć że lata produkcji dziesiątek tysięcy absolwentów właśnie daja żniwo. I będzie coraz cięzej, o czym warto mówić tym którzy dopiero myślą o zabawie w prawo i nie mają pojęcia jak mocno trzeba być zdeterminowanym żeby na tym rynku w ogóle zaistnieć

PS - mój kuzyn właśnie został r.pr. I w chwili obecnej dał sobie spokój z wykonywaniem tego zawodu. Jako specjalista ds. rozliczeń corpo i funduszy z UE ma dużo wyższa stawkę niż koledzy, idący w wykonywanie zawodu. Przy nie da się ukryć dużo mniejszym nakładzie sił.
 
Ostatnia edycja:
gnozjusz napisał:
PS - mój kuzyn właśnie został r.pr. I w chwili obecnej dał sobie spokój z wykonywaniem tego zawodu. Jako specjalista ds. rozliczeń corpo i funduszy z UE ma dużo wyższa stawkę niż koledzy, idący w wykonywanie zawodu. Przy nie da się ukryć dużo mniejszym nakładzie sił.

Bo popełnił taki błąd jak dużo innych świeżych meców. Przez cały okres aplikacji (i przed aplikacją) siedział w korpo (czy inni w róznych urzędach) i sądził, że wraz z wpisem na listę spadnie mu z nieba "ałdi A6". A tymczasem część ludzi pracowało już w zawodzie, wyrabiało kontakty i teraz będą zbierać tego efekty.

Co nie znaczy, że praca kuzyna jest zła - po prostu nie wykorzystał czasu aplikacji.
 
Bo popełnił taki błąd jak dużo innych świeżych meców. Przez cały okres aplikacji (i przed aplikacją) siedział w korpo (czy inni w róznych urzędach) i sądził, że wraz z wpisem na listę spadnie mu z nieba "ałdi A6". A tymczasem część ludzi pracowało już w zawodzie, wyrabiało kontakty i teraz będą zbierać tego efekty.

Co nie znaczy, że praca kuzyna jest zła - po prostu nie wykorzystał czasu aplikacji.

Ty prezentujesz taki pogląd i masz do tego prawo

Ja natomiast mam ogląd zupełnie inny. Uważam że właśnie naiwnością jest siedzenie w czasie aplikacji tylko w kancelariach i zarzynanie sie, aby się czymś wyróżnić spośród tysięcy innych, z wiarą że potem się człowiek odkuje i zacznie mieć to Ałdi A6.

Bo zdecydowana większość r.pr czy adw. finansowo nigdy nie przebije pracowników korporacji i to nawet średniego szczebla. Już teraz w tego rodzaju firmach ludzie w działach prawnych zarabiają mniej lub sporo mniej niż inni, często po "politologiach, socjologiach itp". Przy czym i tak nieporównywalnie więcej niż w kancelariach

Oczywiście masz rację że pewna część tych r.pr czy adw. zrobi karierę, będzie miała pozycję i niezłe zycie. Ale licząc na to można się nabawić ciężkiej frustracji

Poza tym - z moich pobieżnych obserwacji tegorocznych aplikantów wynika że nie mają oni już żadnych złudzeń, oczekiwań i niestety godności.

Bo jak określić sytuację - gdy apl. adw. z Warszawy przychodzący do kancelarii ( i to bynajmniej nie jakieś czołowej) godzi się na wszystko. Praca w kancelarii za darmo - okay. Branie robótek i zastępstw od kolegów patrona - okay. Robienie de facto za sekretarkę - nie ma problemu.
Przy takim podejściu - podejrzewam że zgodził by sie zjeść g.... z podłogi w kancy, byle znaleźć patrona i nie zostać na lodzie. Cały czas mówimy o Warszawie i o gościu, który podejrzewam że może mieć większą wiedzę niz większość adwokatów

Toteż bardzo szanuje ludzi, którzy maja odwagę nie iść z wilczym pędem w kierunku "zdobywania doświadczenia, nauki zawodu od praktycznej strony itd,itp". A chcą tylko zarabiać na chleb - do czego praca sie w sumie powina sprowadzać...
 
Ostatnią edycję dokonał moderator:
Już pisałem i napiszę jeszcze raz - skoro się wszyscy pchają do Wawy, Poz, Wroc i 3city bo naoglądali się Magdy M. i Ally McBeal to się nie ma czemu dziwić.

A tymczasem mece na prowincji biorą po 4 kpln na złożenie wniosku o stwierdzenie nabycia własności na podstawie ustawy o uregulowaniu własności gospodarstw rolnych (byłem tego świadkiem) i śmieją się z "młodych, wykształconych z dużych miast".
 
Najlepiej brać zlecenia z kilku kancelarii + jakiś etat w DP.
 
Status
Ten wątek został zamknięty.
Powrót
Góra